Przekraczasz mistyczną bramę, okalaną bluszczem, korony liściaste osłaniają drogę, czyniąc ją ciemną i magiczną. Drzewa powykręcane, jak zatrzymane w tańcu, mgła jak oddech Boga, ciepło drzewca z ognia na środku polany, ukrytego w międzylesiu. W głębi grota, jaskinia skalna; półki i rozpadliny skalne są dla większości domem.


Stado:
♀: 10 | ♂: 4

Ogłoszenia:
- Mamy mały zastój, jednak blog nadal jest aktywny.
- Proszę zgłaszać się po zadania do hierarchii pod odpowiednią zakładką

Zapraszamy w Nasze szeregi!

Nieobecni:
- Tin
- Dalia

31 grudnia 2012

Dziewięćdziesiąt trzy dni

Był owocem zdrady, uczucia, które związało ród królewski i równie dostojnego członka biednego stanu poddanych. Shayla Della, nazywana Szarą Królową, bo małżonek jej (Którego wziąć musiała z przymusu) zakazywał, by nazywano ją "Białą" i samemu mianował się tym tytułem. Biały Król był okrutny i srogi. Nienawidził, kiedy odbierano mu przyjemności na rzecz obowiązków, jednym z nich obwieścił swoją małżonkę, ten właśnie "obowiązek" zaniedbywał najmocniej. Ojciec Białego Króla, będąc równie nikczemny, co i jego syn, jako, że Shayla Della była najurodziwszą z dam w rodzie, rozkazał, by pod groźbą śmierci jej i rodziny zmuszono ją do zawarcia ślubów z późniejszym Białym, choć ten nigdy nie był wierny swej żonie. Nigdy nie cenił tego, co posiadał.

Shayla Della była niebywale ozdobioną przez życie wilczycą. Długie, smukłe ciało pokryte było wiecznie czystym i puszystym szarym włosem w delikatne, białe pręgi. Oczy miała jak woda, można by nawet rzec,
że nie miały koloru, były po prostu tonią. Wszelki wzrok w nich znikał.

Nigdy nie szczyciła się swą urodziwością.

Nim zmuszono ją do dzielenia tronu z Białym Królem kochała pewnego błękitnego smoka. Ród jego
nie nadawał imion, a miano, a te znów zasługiwali tylko ci najważniejsi, to znaczy zasłużeni. Wybranek Szarej Królowej nosił miano "Sonat Argumentum", co znaczy "Dźwięki Kłótni", bo podobno każdy spór łagodził tylko wzrokiem, jednak Shayla Della nazywała go "Seth".

Zły los chciał, by owoc ich miłości był już w łonie Szarej Królowej nim jeszcze ta wzięła rękę Białego. Niedługo potem widocznym już było, że Szara jest brzemienna. Ileż dóbr miał otrzymać
Maledictus Et'Odio, (Smok, którego miano znaczyło "Przeklęty i znienawidzony", nadane przez ową zdradę rodu) kiedy wypowie imię kochanka Szarej. Otrzymał swą zapłatę, złoto z Wielkich Gór. Bóg tylko wie, czy
mu smakowało, kiedy pył ów złota nakazano mu jeść na oczach Białego Króla aż do śmierci.

Zapłonął ołtarz, a na nim rodząca w bólach Shayla Della. Wszyscy patrząc z boku jedynie odwracali wzrok, jednak nikt nie sprzeciwił się woli Białego Króla. Urodziła syna. Biały spoglądał przerażony na owoc zdrady, ponieważ dziecka ogień się bał. Mijał go i nawet nie tknął, a w swoim zdziwieniu nie zdążył zareagować, kiedy jeden młody lis porwał nowo urodzonego i zbiegł z nim do lasu.

Nikt nie nadał mu imienia, nikt wtedy nie chował. Młody był sam, umierający z głodu. Krew czystej wilczycy i szlachetnego smoka w nim płynęła. Bóg jedyny wtedy tylko wiedział, czemu każde zwierze, co podejść go i zabić chciało po prostu padało martwe na ziemię, nim jeszcze uniosło na półsmoka rękę. Bóg jeszcze jedyny tylko wtedy wiedział, że narodzony nie odziedziczył Duszy po nikim z rodziców. Bóg wtedy jeszcze jedyny wiedział, że moc w małym tkwiła taka, że kradł życie, nie będąc tego nawet świadomym.

Złodziej Dusz.

Po dziewięćdziesięciu trzech
dniach obudził się. Nie jako jeden z dziewięćdziesięciu trzech, a jako ten, którym się narodził. Pamiętając już swoją historię nazwał się jak ojciec, jak matka i jak jej śmierć. Seth Della San De'Kairn, czyli Seth Della, syn Ołtarza Spalonych Serc.


 -~~---~~-

Nie trzymajcie mnie za słowo, jednakowoż podobnych opowiadań przewiduję jeszcze dziewięćdziesiąt dwoje. Tyle, ile form miał Seth i tyle, ile medytował. Te opowiadania będą spisem historii, jaką wspominał Seth przez ponad 3 miesiące medytacji, każdego dnia wspominając inną swoją formę. Dziewięćdziesiąt trzy formy.

Ostatni dzień

Kiedy nadeszły święta i rozdawano prezenty w moje łapy trafił kamień potrafiący odnowić jeden dzień z życia kogokolwiek, na tak trafny podarunek nawet nie liczyłem. Od początku wiedziałem, że użyje go na sobie, nie wiedziałem do końca jak, ale po różnych dziwnych próbach dowiedziałem się.
- Pie*rzony kamlot - pierwszy raz coś wyprowadziło mnie z równowagi, cisnąłem nim o ziemie, zaczął mienić się różnymi kolorami, co przykuło moją uwagę, no i kilku srok, te jednak nie chętnie chciały się do niego zbliżyć czując na sobie mój wzrok. Zrobiłem do przodu krok... Nie nie, heh, dobra, bez rymowanek.. Podszedłem do kamienia i powąchałem, nie powiem, śmierdział. Lekko skwaszony dotknąłem do łapą.
- Czego? - usłyszałem w swoim umyśle lekko zirytowany głos.
- Można grzeczniej? - zapytałem też w myślach.
- Pardą. Co chciałbyś wiedzieć? - zapytał bardzo powoli.
- Odtwórz mi dzień przed utratą pamięci. - wybrałem ten dzień już na początku, kiedy dostałem prezent.
- Można grzeczniej? - zapytał. Moja mina musiała dziwnie wyglądać kiedy to usłyszałem.
- Czy mógłbyś, mogłabyś, odtworzyć mi dzień przed utratą pamięci? - zapytałem równie wolno co głos wcześniej.
- Spoko. - odparł całkiem wesoło, a ja poczułem się kosmicznie dziwnie. Naglę pojawił się w moim umyśle obraz, jakby film.


Do jaskini w jakimś niby amazońskim lesie wszedł basior, wyglądał jak ja, tyle że miał fiołkowe ślepia.
- Raz, raz tak zrobiłem, a wypominać będą mi to o końca życia.. - mruczał coś pod nosem, rozejrzał się po kamiennym wnętrzu i warknął cicho. Po chwili dobiegła do niego nieco wyższa wilczyca z karcącym spojrzeniem.
- Uważasz to za zabawne?! - krzyknęła do niego.
- Jezu mom daj se siana, jestem młody, trzeba trochę poszaleć.
- Poszaleć? Para Alpha cała jest w jakimś różowym badziewiu, a ich syn to wygląda jak wysrany przez tęczę! - nie chciała odpuścić, młody, zapewne ja, zaśmiał się. - Hilarem! - krzyknęła, ale jej głos był dużo lżejszy. Po chwili patrzenia na syna, mnie, który cały czas cieszył bułę, surowy wzrok minął, a pojawił się wspólny śmiech.
- No co mamo? Nie powiesz, że to nie było zabawne. - cały czas razem się śmiali, wilczyca podeszła do mnie i przytuliła.
- Oj ty głupku stadny. - przestała się śmiać, do oczu napłynęły jej łzy. - Będzie nam ciebie brakować. - i ja wtedy spoważniałem. - Musisz nas opuścić...
- Wiem mom.
- Wiesz jakie są zasady...
-Wiem mom.
- Wiesz, że przesadziłeś i nie powinieneś tak robić, właści...
- Momm! - przerwałem jej. - Wiem. - uśmiechnąłem się. - Poradzę sobie. - po pysku wilczycy spłynęła łza.
- Jesteś taki podobny do ojca. - ponownie mnie objęła.
- Jestem. - uśmiech nie znikał mi z pyska. - Nie płacz, dad cię pocieszy. - uśmiechnąłem się pod nosem.
- Idź ty świntuchu! - zaśmiała się znowu, a ja wyszczerzyłem się szeroko.
- Idę. - szturchnąłem mamę pyskiem i wyszedłem z jaskini, z daleka słyszałem krzyki wściekłego syna Alph. Zaśmiałem się i z głośnym ,,Juhu,, ruszyłem biegiem przed siebie. Mama stała w wejściu i patrzyła za mną.

Domyślam się, że za mój wybryk zostałbym wygnany ze stada, ale nie jestem pewny, No cóż.

Łaziłem spory czas po lesie, przy moim boku latały papugi (co wyjaśnia, dlaczego nasz nowy kompan ruszył moją amnezję ). Jednak krok po kroku drzew było coraz mniej, a gęsty amazoński las zmieniał się w zwykły. Cieszyłem się sam do siebie, chciałem iść jak najdalej od rodzinnego stada. Naglę poczułem dziwny zapach, zatrzymałem się i zacząłem węszyć. Za drzewami zobaczyłem ludzką sylwetkę, szedł w moja stronę. Wyszedł przede mnie, miał krótkie białe włosy, grzywka przykrywała jedno oko, bladą twarz i był dosyć solidnie zbudowany, przypominał wyglądem osoby z mojego stada.
- No nie mów, że jesteś jakimś wysłannikiem. - pokręciłem łbem. On bez słowa odsłonił oko, które było żółte, zdziwiłem się nieco, poczułem jego zimny wzrok na sobie. Wiedziałem, że nie ma przyjaznych zamiarów, cofnąłem się kilka kroków.
- Idealny. - odezwał się w końcu i uśmiechnął dziwnie. - Masz niecałe 2 lata Hilarem, hmm.. łacina. Proszę, proszę, dogadał byś się z Sethem. - zgniótł coś w swojej dłoni i zacisnął zęby, prawdę mówiąc byłem przerażony.
- Kim ty to cholery jesteś? - miałem nadzieję, że ktoś robi sobie jaja, próbują mnie przestraszyć. Więc się uśmiechnąłem. - Zluzuj koleś, popuść spodnie, jak coś cię gryzie to idź do psychologa czy coś. - zaśmiałem się, zdziwiło go to chyba, przekrzywił głowę.
- Nie będzie bolało. - znowu ten uśmiech, wtedy wiedziałem, że to nie są żarty, warknąłem. Wyraźnie mu się to spodobało. W błyskawicznym tempie znalazł się przede mną i chwycił za gardło unosząc do góry, spojrzał w oczy i zaczął coś mamrolić w innym języku, próbowałem się wyrwać, ale każde szarpnięcie powodowało mocniejsze ściśnięcie gardła, wisiałem więc bezwładnie, gdyby chciał mnie zabić już by to zrobił, pozwoliłem sobie nieco wyluzować. Wtedy on zamilkł, zamknął oczy, a z jego rękawa na moją szyję wypełzł czerwony kolczasty bat.

Jezu co za dziwny koleś.

Bat oplątał mnie, a potem jego, nagle poczułem ból, bardzo mocny, zrobiło mi się ciepło, a potem zimno, coraz zimniej, obraz powoli się zamazywał, ostatnie co zobaczyłem to, gdy po moim upadku, chłopak wbija sobie coś w brzuch, pada na kolana, poczułem jeszcze dotyk jego lodowatej ręki i usłyszałem ciche halo kontainer. 


Obraz zniknął, a kamień przy mojej łapie stracił blask. Zamrugałem kilka razy i usiadłem pogrążając się w myślach. Umarłem?

_____________________

[ Nie nie jestem Membu, żeby nie było. Znam go w realu. Więc proszę bez zbędnych komentarzy na ten temat. ]

30 grudnia 2012

Powitanie

Coś kolorowego przemknęło nad czubkami drzew.  Po chwili z furkotem na gałęzi wylądowała zaiście jaskrawa papuga i z głośnym skrzeknięciem powitała wszystkich zebranych.

Ahoj wszystkim, prawdziwego mojego imienia już nikt nie pamięta, ale że ostatnio mówiono o mnie Aramis niech i tak zostanie *skrzeknięcie, nerwowo rozgląda się dokoła* .

Postać papugi była kolorowa. Bardzo. Ktoś znający się, niechybnie rozpoznałby  Vini australis, czyli loreczkę modroczapkową, tyle, że nieco przerośniętą.  Ptak miał jakieś 30cm długości, 0,5m jeśli liczyć z niewiarygodnie długim ogonem.


Słowem wstępu, jak się tu znalazłem: mój dawny kompan, kapitan Czarny Morgan, był piratem światów. Pirat światów to naturalnie powstające z chaosu zjawisko które jest odpowiedzią wynikającą z analogicznej  do drugiej zasady Newtona zasady wszechświata. Chodzi z grubsza o to, że jeśli gdzieś panuje harmonia, to musi powstać jakiś pomiot chaosu, inaczej wszechświat ulegnie przesunięciu.

Czarny Morgan był właśnie takim pomiotem. Zaraz po swoim powstaniu zażądał papugi. Chaos jako twór ślepy, spośród miriad różnych papug wybrał mnie, odbierając mi tym samym dawne życie.
O wcześniejszych naszych podbojach (Morgana i moich) przez skromność rozwodzić się nie będę.
Dość, że ujrzawszy latarnię harmonii, jaką był wasz świat, skierował tu swój ster, rozwinął wszystkie żagle i pił przez siedem dni. Jak to zwykle bywa w tego typu przypadkach, za siedem dni picia musiało spotkać go siedem dni kary. Kara tego typu jest jeszcze uciążliwszą, jeśli jedyny prawdziwy kompan skrzeczy. W pewnym momencie mój skrzek tak dał się biednemu kapitanowi we znaki, że zaklął siarczyście, wygnał mnie ze swego statku, wypalił za mną z samopałów, a potem z armat. Wobec takiego pożegnania nie pozostało mi nic innego jak tylko znaleźć sobie inny dom.

Teraz dopiero widocznym stało się zmęczenie papugi. Bystry obserwator mógł zauważyć nastroszone pióra, krótki oddech i kilka innych cech świadczących o skrajnym wyczerpaniu.

Długi okres czasu błąkałem się w przestrzeni zanim udało mi się wejść do waszego świata. Czy były to dni? może miesiące? może lata? Nie wiem. Wiem za to, że już dawno na niczym nie udało mi się usiąść.

29 grudnia 2012

"Then I Lost It All"


Świat wydaje się nam zupełnie inny, kiedy zdamy sobie sprawę, że mogliśmy go już nie zobaczyć. Gdy otrzemy się o śmierć, zaczynamy bardziej szanować życie, jednak kiedy je odbieramy... wtedy budzi się w nas coś zupełnie innego i wszystko zostaje poddane wątpliwościom.

 Słońce powoli chowało się za horyzont, cienie drzew wydłużały się, a małe ciałko leżące na niewielkiej polanie, dalej nie dając żadnych oznak życia. Mrok zdawał się gęstnieć przy tej niewielkiej postaci, okalał ją, jakby chcąc jakoś ocucić tę istotkę.
 Noc zdołała już opanować świat, gdy w końcu kociątko zaczęło się poruszać. Ciemność zadrgała wokół pantery i stało się coś nieprawdopodobnego. Cień zdawał się wnikać w wątłe ciałko, chcąc przekazać mu swą energię, przebudzić w nim coś, co do tej pory było uśpione. 
 Jaguar zaczął się budzić, wyrwany z głębokiego, śmiertelnego snu. Fiołkowe ślepia powoli przeczesywały teren polany, jakby szukając czegoś wśród drzew. Łapy drżały, kiedy kociątko zaczęło powoli podnosić się. Każdy mięsień bolał, gdy napinała je, by sprawdzić czy nie zostały uszkodzone. Pantera miauknęła cicho, żałośnie, czując, że nie da rady długo się tak utrzymać. 
 Cienie otoczyły jej wątłą postać, podpierając i nie opuszczając jej boków, dalej zdawały się wnikać w jej ciało. Z każdą minutą przybywało siły małej panterze, mięśnie przestawały boleć, a wewnątrz niej zaczęło budzić się coś nieznanego, potężnego.
 Szelest.
 Kotka obróciła pysk w stronę podejrzanego odgłosu i zamarła, nawet mrok otaczający jej postać, jakby znieruchomiał. Wszystkie mięśnie w młodym ciałku napięły się, a z gardła wydobyło się ciche warknięcie.
 - No proszę, już nauczyłaś się warczeć - mruknął, przesączony jadem i wściekłością, głos. 
 Wielki, złoty Jaguar powoli zbliżał się do uskrzydlonej pantery, z nienawiścią wymalowaną w równie złotych ślepiach. 
 - Nie wiem co zrobił Lux, ale nie powinnaś żyć. - Imię młodego Jaguara niemal wypluł, jakby mówił o czymś niezwykle obrzydliwym. - Jednak to da się naprawić - dodał, uśmiechając się z szaleństwem wyraźnie widocznym na pysku.
 Mała cofnęła się przerażona, jednak mrok jakby zgęstniał, nie pozwalając jej na zwiększenie odległości dzielącej ją i wściekłego drapieżnika. 
 "Jesteś słaba, za słaba." - szepnął nieznany głos w jej głowie.

Nagle za Jaguarem zaczęły pojawiać się inne postacie, całe stado wyłoniło się spomiędzy drzew, spoglądając na uskrzydloną. W ich oczach malowały się różne emocje, od wściekłości po żal, jakby ich zawiodła. Tylko jedna pantera patrzyła na nią z wyraźnym bólem malującym się w czarnych oczach, jedna samotna łza spłynęła po jej policzku. Patrzyła jak jej przerażona siostrzenica zostaje skazana na śmierć, a sama nie mogła nic zrobić. 
 Spojrzenia owej dwójki skrzyżowało się i skrzydlata poczuła, jak wszystkie więzy zerwały się, a coś w niej pękło. Wściekłość niewyobrażalna zalała ją, a ciemność wokół nich zaczęła drżeć, księżyc i gwiazdy przysłonięte zostały przez gęste chmury. Potężny warkot wydobył się z tego przecież tak niewielkiego ciałka i wszyscy poczuli jak mrok gęstnieje, zrobiło się duszno. 
 "Nie dasz rady."
Złoty Jaguar rozejrzał się nieco zdezorientowany, jednak już po chwili zdał sobie sprawę, co a raczej kto był przyczyną zamieszania. Skierował swe złote ślepia pełne nienawiści na młodą panterę i zamarł, wiedział już, jak wielki błąd popełnił.W tych fiołkowych ślepiach nie pozostał nawet ślad niewinności, teraz patrzył w oczy samej śmierci. Kolejny, jeszcze głośniejszy i bardziej przerażający ryk wyrwał się z gardła pantery. Stado zaczęło się cofać, kiedy wokół Złotego ciemność zgęstniała, oplatając go swymi mackami. Zaczął się dusić, mogąc już tylko powarkiwać cicho.
 - Zabiłeś mi rodzinę, teraz za to zapłacisz - mruknęła cicho, ale głosem tak przerażającym i niepasującym do jej małej postaci, iż jaguarom zdawało się, jakby kto inny przemawiał przez nią. 
 "No dalej, zrób to."
Zduszony jęk wydobył się z gardła złotookiego, kiedy zaciskające się na nim nici, powoli zaczęły przecinać skórę, ciało i mięśnie, jednak krew się nie pojawiła. Ciemność drgała wokół dwóch postaci połączonych tym śmiertelnym węzłem, ofiara i drapieżnik. Życie uciekało z kotowatego, przekazując całą jego energię i siłę niewielkiej panterze, która zdawała się emanować mroczną poświatą. 
 Stado rozpierzchło się, Złoty przywódca wydał ostatnie swe tchnienie, a Raksha wchłonęła pierwsze odebrane życie.


***

 Słońce świeciło wysoko na nieboskłonie, oświetlając małe pantery, bawiące się na dużej polanie. Kilka wielkich czarnych kotów leżało w cieniu drzew lub bawiło się ze swoimi pociechami. Było ich dziewięć, pięć dorosłych Jaguarów i cztery młode. Zdawali się nie wiedzieć o tym, że ciągle są obserwowani. Głębiej w koronach drzew, niemal niewidoczna w półmroku, siedziała skrzydlata pantera. Swoimi fiołkowymi ślepiami obserwowała część stada, do którego niegdyś należała.
 "Ile to już minęło?"
 Pytała samą siebie. 
 Od pół roku nie widziała bliskich, tułała się po lasach, szukając schronienia. Jednak wróciła, chciała zobaczyć jak sobie radzili. I co zastała? Podzielone stado. Złote Jaguary i Czarne Pantery - podzieleni - kiedyś rodzina, teraz wrogowie. 
 Niemal dorosła kotowata spoglądała na swych pobratymców. Spojrzenie pozbawione uczuć śledziło poczynania niewinnych młodych. 
 "Też kiedyś taka byłaś..."
 Westchnęła niemal bezgłośnie, a jej skrzydła poruszyły się lekko, jakby wyczuły powiew wiatru. Każdy Jaguar z jej dawnego stada został obdarzony umiejętnością władania jednym z żywiołów, czasem większą ilością. Była jedną z nich, żaden nie był jej obcy, a ona nie wiedziała dlaczego. W całej ich historii, kot który posługiwał się czterema był niespotykany, a wszystkimi? Taki się jeszcze nie zdarzył. 
 "A ty?"
 Warknęła cicho, wcale tego nie chciała. To było nienaturalne, dlatego korzystała tylko z dwóch. Pokręciła pyskiem, mogłaby pozostać tylko przy ciemności, w końcu tym była, jednak pragnienie by uczyć się magii, było zbyt silne. To jak narkotyk, kiedy zaczęła, pragnęła coraz więcej i więcej. Podniosła ślepia, czując na sobie czyiś wzrok.
 Mała pantera przekrzywiła zabawnie pysk. Bawiła się z kuzynami, kiedy nagle dostrzegła dziwną postać w koronach drzew. Jakby kot z wielkimi skrzydłami, tylko wydawał się tak dziwnie rozmywać, był taki niewyraźny. Kotka zmarszczyła się zabawnie, ciągle przyglądając się postaci siedzącej na gałęzi. Czyżby jej się zdawało?
 - Mamo... Ktoś nas obserwuje - powiedziała w końcu do rodzicielki, nie odrywając wzroku od nieznajomej postaci.
 Starsza pantera zwróciła wzrok w ten sam punkt, co jej córka i niemal zamarła. Znała tę przedziwną postać. Te fiołkowe ślepia. Te skrzydła. Wstrzymała oddech, kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały. Nieznajoma podniosła się.
 - Rak... - szepnęła nieświadomie matka młodej pantery.
 Skrzydlata przymknęła ślepia i zawróciła. Biegła, biegła jak najdalej od tego miejsca, od dawnego stada. Zacisnęła szczęki, czując jak szczypią ją oczy. To już nie był jej dom, już nie należała do tej rodziny. 
 "Słaba."

***

 Ta sama pantera siedziała teraz, w pełni już dorosła, nad zamarzniętym jeziorem. Spoglądała w niebo, zamyślona. Jej skrzydła swobodnie zwisały przy jej bokach, poruszane niewielkimi powiewami wiatru. 
 Ponad cztery lata minęły od tamtego zdarzenia, niemal nie pamiętała już swych rodzinnych stron. Porzuciła przeszłość, nigdy nie wracała do niej wspomnieniami. Może poza wyjątkami takimi jak ten wieczór. Czasami wzbudzało to w niej coś dziwnego, zwykle uśpionego. Czuła się, jakby ciągle czegoś w niej brakowało, jakby nie była kompletna. 
 "Jeszcze tak mało wiesz."
 Przymknęła ślepia, znów słysząc ten głos w swej głowie.
 "Jesteśmy jednym, nie wiesz o sobie nawet połowy tego co powinnaś."
 Podniosła pysk, jej skrzydła nagle poderwały się, a ogon przeciął powietrze. Nie wiedzieć czemu, spojrzała na zamarzniętą taflę jeziora, a to co zobaczyła przeraziło ją dogłębnie. Jak?
 "Jeszcze tak mało wiesz."- głos powtórzył.
 Ludzka twarz spoglądała na nią jej fiołkowymi oczyma. Wyglądała na równie przerażoną co ona. Pantera podniosła łapę, a odbicie zrobiło to samo, tylko zamiast łapy podniosła dłoń. Postać wydawała się być równie czarna jak noc i... posiadała kocie uszy? Raksha odskoczyła od jeziora jak poparzona, spoglądając na swoje ciało, ludzkie ciało. Z tą różnicą iż posiadała skrzydła, ogon i kocie uszy. Oddychała ciężko, nie wiedząc czy śni czy to dzieje się naprawdę. 
 "Tak mało..."
 Zbierając się w sobie, podczołgała się do zamarzniętej wody i spojrzała w nią raz jeszcze. Znów była sobą. Czarny Jaguar o fiołkowych oczach spoglądał na nią z odbicia. Skrzydlata uspokoiła swój oddech i usiadła ciężko na śniegu, nie przejmując się jego zimnem. Skierowała swój wzrok na niebo, wiedząc, iż to wcale nie był sen. Jak?
 "Wkrótce się dowiesz, wszystkiego..."
 Wstała i próbując wyrzucić z głowy ostatnie doświadczenie, pobiegła w stronę jaskini, mając nadzieję, że tam odnajdzie spokój.

CDN.
__________________________________________________________

Tak, postanowiłam ostro namieszać w życiu mojej kochanej postaci, mam nadzieję iż jest to dozwolone ;)
Gratuluję tym, którzy wytrwali, czytając to. Jeśli ktoś nie lubi retrospekcji, to może nawet nie zaczynać moich następnych notek. Nie będą to może takie typowe retrospekcje, ale coś w ten deseń.
Z góry przepraszam za wszystkie błędy, ale napisałam to prawie na jednym wydechu, więc pewnie się od nich roi. No cóż, mam nadzieję, że się podobało.


28 grudnia 2012

Wybory na alphę i bethę.



Jako, że HOTN funkcjonuje już długi czas bez Hierarchii Wyższej, nadszedł czas by takową wybrać.



Wybory zakończą się równo za dwa tygodnie, 11 stycznia 2013 roku o 23:59.


Zabawa Noworoczna

Zabawa Noworoczna

Panie i panowie. 
W niedzielę - 30 grudnia. 
Zabawę zaczynamy o godzinie 21:00 - Niech dzieci idą spać.

Uwaga. Proponuję, dla innowacji, by wszyscy nałożyli na siebie maski - przyszli na chat o innych imionach.

Wasze karty będą czyste, będziecie na tę chwilę anonimowi.
W ludzkich formach. To najlepszy pomysł, gdyż specjalnie na tę okazję udamy się do miasta po alkohol i inne sprawki.
Będziemy tańczyć, pić, palić, robić różne niegrzeczne rzeczy o których dowiecie się na samej zabawie, zostaną zorganizowane dwie gry - niespodzianki, w których pierwsze miejsca zostaną nagrodzone plusami.
Godzinę dwunastą i stadny Nowy Rok przywitamy hucznie. Wtedy też nastąpi zdjęcie masek - przyznamy się kto jest kim. 

Error organizuje melanż. Przyjdźcie i cieszcie mordki.



/Jutro o 18:00 - chętni na wyprawę po alkohol i tego typu sprawki.

27 grudnia 2012

Dobre rozkminy.

Kiedyś moją rolą było wspominanie i wywlekanie na HOTN tego, co jest na chacie.. tak.. pełne rozkminy.
Czemu miałoby być inaczej teraz?
Jak ktoś nie lubi przekleństw niech nie czyta.





Jak rozkminy.. to tylko z HOTN.

Pozdrowienia dla Setha.
Des, Yui i Dagu

26 grudnia 2012

Podsumowanie wigilijne

Święta święta i po świętach
W niedzielę w naszej małej jaskini zagościły tłumy. Goście, zarówno Ci ze stada jak i z zaproszonych stad ledwie pomieścili się w grocie. Z początku wymienialiśmy się uśmiechami i oczekiwaliśmy, podzieleni na znajome sobie grupy. Później usiłowaliśmy integrować się w kolejności, szepty obecnych nie pozwalały jednak dojść nikomu do słowa. Seth wziął sprawę w swoje ręce, co skończyło się kilkoma oburzonymi personami które bezzwłocznie opuściły wigilię.
Wybraliśmy się na polowanie, podzieleni na trzy grupy - Arisu, Broken i Draka; Elektrika, ja, Flo oraz Nekro, a w dalszej kolejności Raksha, Kayoko, Abbi, Anyoro oraz Hekatomba. Reszta pozostała w jaskini by rozpalić ognisko. Łowy były niezwykle owocne, napadliśmy zwierzynę jak zorganizowana drużyna, powalając na ziemię trzy jelenie - dwa młodziaki i dorosłego, a także sarnę.
Po powrocie pożywiliśmy się, nie zabrakło prezentów dla jednostek, a także grup. Zjawiły się wszystkie zapowiedziane stada, żadne jednak nie w liczbie większej niż czwórka, z niektórych poznaliśmy jedynie garstki. Członkini Watahy Emo zaserwowała nam nawet kolędę, ale była ta po angielsku, więc jak sądzę nie wiele z niej wynieśliście.
Następnie gospodarze, jak i goście prezentowali swoje magiczne umiejętności, niejedne były wyjątkowo widowiskowe. Lilia powstała pomiędzy łapami humanoida - Setha uleciała w powietrze jako motyl, ptak jako dzieło Tooste przeciął jego drogę. Kayoko zadziwiła nas kującymi pnączami kiełkującymi z kropli jej kwi niczym ziarna, a Hekatomba zaprezentowała jak macha ogonem. Dzięki Rakshy z ogniska wyłoniły się postaci. Arjuna manipulowała wodą, Asharad zatańczył z cieniem, uwalniając do na chwilę z więzów wyznaczanych przez światło, a ja zabawiłam się w smoka i zionęłam płomieniami.
Poza krótkimi wzburzeniami chaosu których opanowanie nie było łatwą sztuką, w gruncie rzeczy wszystko odbyło się pokojowo, ciepło i spokojnie.
Później zaś, ja, Seth i przez chwilę Kayoko odwiedziliśmy las, gdzie odbywała się wigilia starych bywalców. Rozpoczęła się walka na sztućce, roszady, powarkiwania i parsknięcia śmiechem. Kiedy po godzinie warczenie stało się męczące, dzięki Sethowi i Dag doszliśmy do porozumienia - HOTN musimy tworzyć razem, im więcej łapek do pomocy, tym większe mamy szanse na powodzenie.
I tak od wigilii dołączają do Nas kolejny starzy bywalcy, starzy HOTNowicze (O tak, pracuję na wasze kompleksy) i miejmy nadzieję tak już pozostanie.
Love Ya.
Dobranoc.

Rośniemy w siłę mordki!



We march out of the darkness.

We're ready for the change.
 And the only thing that will set us free
  Is living through the pain.
 And the only thing that I'll guarantee,
We'll never be the same.



To sem ja. 
Zwą mnie Diacyloglicerole. Tak też nazywane są organiczne związki chemiczne z grupy glicerydów. Zgaduję, że zarówno dla mnie jak i dla Was oznacza to tyle co nic.
Jeśli ktoś mnie kojarzy to zapewne pod imieniem Dag, gdyż większość właśnie tak się do mnie zwraca.
Jestem jednostką nadzwyczaj niecierpliwą, chaotyczną i nieustępliwą. Wszędzie mnie pełno, co jest autentyczną prawdą. Lubię parzyste liczby i ciemne barwy. Nie lubię wtorków. W wolnym czasie śpię. 

Jestem takim od co szkaradnym, zielonym stworem.
Zaczynając od głowy - nos, dwoje oczu i dwoje uszu. Wszystko zielone i na swoim miejscu. Dalej tułów, może nieco zbyt chudy, do niego przyczepione cztery przydługie łapy i rzecz jasna, ogon również nieproporcjonalnie wielki.

Liczę sobie 6 lat.Jednak swojej historii nie jestem w stanie wam przybliżyć. Najzwyczajniej w świecie mało co z niej pamiętam. Jedyną jasną rzeczą jest to, że do HOTN powracam już nie pierwszy raz.
Nad hierarchią jeszcze myślę. Nie jestem pewna czy, do któregokolwiek stanowiska się nadaję. 

Nie ma nic gorszego nad udawanie dobroci. (...)

(...) Udawanie dobroci odstręcza bardziej niż otwarte zło. 
Lew Mikołajewicz Tołstoj

Autorstwa własnego
Czarna sylwetka wyłoniła się zza horyzontu. Czarne, chude i z grymasem na pysku. Chabeta.
Skąd w ogóle to się bierze.
Licząca sobie niecałe 5 lat dzicz. 
I mierzy jakieś 74 cale z kawałkiem w kłębie.
Natura poskąpiła jej urodą, ale tak to już jest. Jedni są piękniejsi, jak mądrzejsi, a drudzy wręcz przeciwnie. Zaraz, zaraz... Kto powiedział, że to ustrojstwo będzie mądre.

Ale nie taki diabeł straszny, jak go malują.
Wbrew pozorom to neutralnie nastawione do wszystkich paskudztwo. A potrafi być miłe.
Gryzie tylko wtedy, gdy coś ją irytuje, a o zdenerwowanie nietrudno.
Powraca na stare śmieci. Bo tak. Bo jak się uprze, to musi.

Nadaje się tylko na strażnika. Bo najlepiej, co jej wychodzi to niespanie po nocach.

Z góry skreślona z listy związków.
Jak to Gasset powiadał: Dopiero w samotności jest się naprawdę sobą.

Jakiś kontakt? Haha, ależ po co. I tak nikt się z tym nie będzie zadawał.


Jaka ty jesteś wredna.


Imię: Suey Destroy
Skróty: Suey, Des
Nazwisko: Limone 
Wiek: 5 lat/22lata
Hierarchia: Szpieg
Rasa: Fenek (Vulpes zerda)
Orientacja: Homoseksualna
 Trochę o Destroy: Bardzo mała, beżowa samica o śmiesznych długich uszach. Waży niewiele, co jest zaletą, lecz wadą są rozmiary jej ciała.
W Suey jest wiele sprzeczności, uwielbia pływać i biegać, ale jest leniwa. Wredna, bezczelna lecz kochająca i troskliwa. Nikt jeszcze jej nie rozgryzł do końca. Nie lubi się angażować w poważniejsze związki. Udaje twardą, by nikt nigdy nie zaatakował jej wrażliwej duszy. W towarzystwie przyjaciół wiecznie nieogarnięta. Bliska jej sercu jest Kitsune i Dag. Chciałaby spędzać z nimi jak najwięcej czasu.



Inna?


Art by SabrinaCichy

Szczupła, bardzo wysoka studentka weterynarii. Długie, ciemne włosy okalające twarz często przysłaniają duże błękitne oczy. Znakiem rozpoznawczym są słuchawki w uszach, limonkowe conversy na nogach i skąpe ciuchy eksponujące biust i długie nogi.

A na koniec przypomnę Wam o moim istnieniu


W Pamiętniku HOTN..
 Lady Destroy - Chociaż początek był taki,że wszyscy na nią warczeli, po pogryzieniujednej z członkiń stada, po krótkim czasiestała się nieodmienną częścią Naszej rodziny...

Ankieta po wywiadzie..

1. Jest ok, miła, fajna, ale nie znam jej całkowicie.
2. Ona + mrok = MROK.
3. Ma swoją nieodmienną i niepowtarzalną osobowość, jak dla mnie jest fajna, ale mogłaby nie zjadać moich królików ><”
4. Jest taka.. no wkurza się ciągle z byle powodu, ale da się gadać.
5. Jest strasznie mroczna, i straszna, i mroczna, i straszna, i ją kocham ^*^ Chyba za tę jej mroczność. Ale tak na serio to jest strasznie fajna xD
6. Nie znam jej za dobrze,a prawie w ogóle o.o Ale chyba jest w porządku :3
7. Jest tajemnicza i mroczna, ale bardzo fajna i lubię ja bardzo.



A, zapisać mnie w autorach Suey Destroy a nie jakieś Destroy Suey Limone, no Seth. Destroy to moje drugie imię kur..aliki. -.-

25 grudnia 2012

Nie bądź zazdrosna, Envy.

Widzisz ją. Małą, niepozorną lisicę o smukłych kształtach i białej sierści z szarymi łatami. Niepokoją cię jej oczy. Jedno całkowicie błękitne, a drugie brązowe... Nie, ono nie jest brązowe. Podchodzi od kolor szkarłatnej, przygnębiającej czerwieni. Kręci puszystym ogonem na boki, wymachując czarnym jak smoła piórkiem znajdującym się na jego końcówce. Nie jest ono przymocowane w żaden sposób- takie pióra ma każdy przedstawiciel siedmiu grzechów głównych. Spogląda na ciebie i resztę stada tym ciekawskim, aczkolwiek odrobinę niepokojącym spojrzeniem. Uśmiecha się do was leciutko, a jej smukłe, nieco brudne łapy mkną coraz bliżej w stronę centrum Rodziny. Dopiero teraz to czujesz. Lekkie drżenie ziemi towarzyszące jej przy każdym małym kroku. Domyślasz się już, co kryje w sobie ta mała istotka? Istotka pochodząca ze świata zwykłych śmiertelników, jednak o niezwykłej duszy... Masz rację. Właśnie stanął przed tobą mag ziemi.

Lisica nie zmieniła się zbytnio od czasu, gdy po raz ostatni była w świecie ludzi. Odkryła przejście do tej rzeczywistości w wieku lat zaledwie piętnastu. Mała, blada blondyneczka o prostych jak druty włosach, oczach o dwóch odmiennych barwach i łagodnych rysach twarzy od zawsze miała ogromną wyobraźnię, zamiłowanie do niestworzonych rzeczy. Czytała mnóstwo o miejscu, w którym aktualnie mieszka. Trudno się dziwić więc, że znalazła je tak szybko i że nie wróciła do domu. W świecie tym nadano jej formę niewielkiej lisicy o białej jak śnieg sierści, którą gdzieniegdzie zdobią szare plamki. Z charakteru została zresztą również podobna. Wielka wyobraźnia, wieczne zamyślenie i ogromna sympatia. Lubi szaleć, ale lubi być też chwilami tajemnica, może nawet uciekająca przed resztą świata. Jednak najciekawszą jej cechą, jak i wadą jest jedno- zazdrość. Ceną za dostanie się do tego świata było zostanie jedną z przedstawicielek siedmiu grzechów głównych. Każdy z nich to inny gatunek, a na lisiczkę wypadła akurat ta cecha. Demony dały jej na imię Envy, a całą resztę jej grzesznego rodzeństwa porozrzucało po świecie. Nie znajdziesz bardziej zazdrosnej istoty, niż ona. O nie, nie ma na to szans!

http://leptir.deviantart.com
Jej ludzka forma to osiemnastoletnia dziewczyna o białych jak śnieg włosach. Szczupła i równie zwinna jak w swojej zwierzęcej postaci. Drobne dłonie dzierżą w walce srebrny sztylet, zwykle trzymany w pochwie przymocowanej skórzanym paskiem do uda, z wyrytym na ostrzu napisem "Zeli" (łac. zazdrość) otrzymany wraz z mocą magii ziemi od demonów. Uważaj na nią. Niech nie zgubi cię niezwykle niski jak na jej wiek wzrost i niewinnie wygięte w uśmiechu blade usteczka. Potrafi być groźna, zastępując swoją wrażliwość gniewem i postrachem. Przez dwa lata życia w świecie zupełnie innym od tego, w którym się wychowała, nauczyła się radzić sobie w trudnych sytuacjach. Jej humanoidalna postać jest znacznie lepsza w walce od zwierzęcej, jednak dziewczynie jest trudnej używać wtedy magii ziemi. Nie może kierować żywiołem tylko za pomocą umysłu, jak to robi w ciele lisa, ale musi wykonywać sekwencje ruchów. Magia ziemi daje jej również umiejętność widzenia poprzez podłoże. Wyczuwa każdą wibrację, dzięki czemu potrafi wyczuć przeciwnika, nawet z zamkniętym oczami, zatkanym nosem i pozbawiona słuchu. Dlatego też jako człowiek Envy zawsze chodzi na boso- buty przeszkadzają jej w czytaniu z ziemi, w rozmowie z nią.


E N V Y

 ₪ trzy lata w ciele lisa ₪ osiemnaście lat w ciele człowieka ₪
₪ mag ziemi w kaście uczniowskiej ₪
₪ pochodząca ze świata ludzi ₪
₪ zazdrość- jeden z przedstawicieli siedmiu grzechów głównych ₪

________________________________________________________________________
Witam, witam Z tej strony autorka Arashi, która chyba zakończyła już oficjalnie swój czas na HOTN.
Myślę, że Envy jest postacią dość ciekawą i warto nawiązywać z nią znajomości, więc zapraszam do robienia tego. Zdjęcia lisów pochodzą z tumblra.

24 grudnia 2012

Kamień milowy HOTN

Chcę Was poinformować, że HOTN powoli, bo jeszcze nie w pełni, przekracza swój pierwszy kamień milowy, od kiedy stado zostało przeniesione na BlogSpot. Dlaczego?
Otóż:
  • 22.12.2012 na blogu pojawił się tysięczny komentarz. (Kiedy piszę post jest ich 1085)
  • Około 16-18.12.2012 wyświetlenia bloga wynosiły 8 tysięcy. (Teraz prawie 9)
  • Średnia dzienna ilość wyświetlanych stron teraz to prawie 250.
  • Osiągnęliśmy 20 członków. (Kiedy pojawią się Karty Postaci)
  • Udało się pogodzić rozdzielone HOTN, czyli dawnych członków z teraźniejszymi. Taki był mój cel. Chciałem, żebyśmy znów byli razem. Postarajmy się utrzymać ten stan rzeczy.
Kilka informacji dla ciekawych:
  •  Na 1000 wyświetleń, średnio 28 pochodzi z Francji, 12 ze Stanów Zjednoczonych, 10 z Niemiec, 5 z Wielkiej Brytanii i 5 z Rosji.
  • 73% wyświetleń jest za pośrednictwem FireFoxa, 22% - Chrome, reszta z innych przeglądarek.
  • 99% wyświetlających używa systemu Windows, żaden nie korzysta z innych. 1% to systemy mobilne.
Powyższe dane mogą nie do końca być prawdziwe, ponieważ wiem, że przynajmniej jedna osoba korzystała z bloga, a nie mieszka w żadnym z powyższych krajów. To samo tyczy się systemów operacyjnych i przeglądarek. Nie wiem, komu potrzebne takie informacje, ale myślę, że to dość ciekawe.

Dziękuję Wam i życzę wesołych świąt.

Tiffu wraca ;=;

Parę osób mnie kojarzy, ale i tak się przedstawię.


Jestem... jedną z członkiń tej rodziny.

Według Pamiętnika HOTN:
"HOTN było jednym z pierwszych jej stad. Była najmłodsza, lecz to nie zniechęciło jej do działań.
Pomimo młodego wieku została zasłużoną..."

Według ankiety przy wywiadzie z 2011 roku:
"(...)zawsze wszędzie jest jej pełno, jest osobą pozytywną, choć czasem zlekka męczącą."
"Szalona wariatka.  Esencja HOTN."
"Tiff jest spoko chodź czasami denerwuje"
"(...)bardzo pozytywna i energiczna, ale czasem trochę zbyt dziecinna."  
"Moim zdaniem Tiff jest pełna energii. Taki mały worek nadpobudliwości."
"Tiff jest dziwna, była dziwna, będzie dziwna i w tym jej cały urok. @.@ "
"Czasem trochę denerwująca (...)"

Taka byłam/jestem według innych, a według mnie?
W sumie nawet nie wiem, chyba trzeba mnie po prostu poznać.

Imię:Tiffany
Wiek: Nie pamiętam.
Hierarchia: Szpieg
Przedmioty i towarzysze:
  • Medalion natury.
  • Demon Aiyanna.
  • Arafatka. 

Do HOTN dołączyłam jako szczeniak, lecz nie pamiętam co było przedtem. Na pewno nie narodziłam się w tej postaci, w której mnie widzicie. Jaka byłam? Kim byłam?

`Kocham was, wiecie?

23 grudnia 2012

Prezenty

Jest już całkiem ciemno, ognisko wokół którego siedzą zwierzęta gaśnie powoli. Wszyscy są znużeni już, planują by zbierać się powoli, bowiem mięso z polowania skończyło się już, robi się coraz zimniej a Wigilijne tematy do rozmowy niebawem się kończą. Nawet zabawa w HOTN nie udaje się dzisiaj zebranym.
Nagle zbliża się do nich ktoś. To Święty Mikołaj, gruby (może nie aż tak), z długą, siwą brodą, ubrany w swój tradycyjny strój, z Elfem targającym jego wielki wór wypchany zapewne niespodziankami. Uśmiechnięty, staje wśród nich po czym zasiada na drewnianym klocku, przygotowanym wcześniej, tuż obok świeżej, pachnącej, przystrojonej przez HOTN'owskie dzieci choinki. Mikołaj przyszedł bowiem do HOTN'owskich dzieci nie żeby wpieprzać ciasteczka ale żeby obdarować ich prezentami!

HOŁ HOŁ HOŁ. - Wypowiedział się na przywitanie, a gdy obległy go zdziwione i niemal zażenowane zwierzęta postanowił wyjaśnić - Może jest późno, ale tradycyjnie Witam was moi drodzy w Wigilijną noc. Wiem, że czasy się zmieniły i może nie będę obwiniać w bawełnę. Normalnie zaprosił bym kolejno na kolanko ale w tych okolicznościach sądzę, że prędzej byście się na mnie wypróżnili. - Elf dźgnął Mikołaja za jego brzydkie słowa, a ten zaskomlał po czym kontynuował ku niecierpliwości zgromadzonych. - Prezenty jak wiecie są od was, ale  Mikołajowi wypada je rozdać. Zapraszam więc kolejno. - Wziął od Elfa- pomocnika swój wór po czym zaczął wyjmować podarunki wraz z notkami ze Świątecznymi Życzeniami.

Dla Error:
"To dla ciebie Error, amulet w kształcie kła, czerwony jak ogień. Podobno ma właściwości ochronne przed tak zwanym złym okiem.Mam nadzieję że ci się podoba i że w pełni odzwierciedla twoją osobowość, a także że będzie cię chronił od wszystkiego co złe.
Nigdy nie rezygnuj z marzeń i się nie poddawaj, tego ci najbardziej Życzę."


Dla Baru:
"
Naszukałam się tego, Baru, dość długo jak na moje możliwości. Nie jest to nic nadzwyczajnego, nawet nazwy tego kamienia nie znam. Ważne, że jest ładny i że jeśli odpowiednio go wykorzystasz, może dowiesz się czegoś o sobie. Tak, kamień ma pewną moc, którą możesz wykorzystać tylko jeden raz. Potrafi opowiedzieć ze szczegółami jeden wybrany dzień z życia jednego wybranego osobnika. I możesz to być zarówno Ty, jak i ktoś inny. Mam nadzieję, że prezent Ci się podoba. Życzę wesołych, spokojnie spędzonych świąt."
Dla Tooste:"Podarkiem ode mię, Tooste, który Tobie sprawiłem, jest Podglądacz.
Zamknięte ślepie Fenthras'a, zaklęte razem z jego Duszą, która przez wiele lat pozwalała mi na doglądanie Waszych sekretów.
Już mi jest zbędne, bo jego moc przeniknęła moją i stały się całością. To oko wyjawi Ci tajemne rzeczy miejsc i osób, których pragniesz.
Zapytany nie potrafi skłamać, jednak niepytany może się igrać, podpuszczać i podburzać. Nie wolno go uwolnić."


Dla Rakshy:"Wesołych Świąt! Będzie Cię chronił przed grzebaniem w Twoim umyśle *nadal się uśmiecha* No i nawet pasuje Ci do oczu."

Dla Setha:
"Jak obiecałam <3 Chociaż jeden NAPRAWDĘ użyteczny prezent dostaniesz. Używaj z rozsądkiem.
Wesołych Świąt, nie denerwuj mnie, podejmuj właściwe decyzje, świeć przykładem."


Cokolwiek. To chyba wszystko. Dla tych, którzy nie brali udział w losowaniu dostaną od świętego słodycze:
SŁODYYYCZE
A kto ma uczulenie na czekoladę, to ma pecha.



Osobiście dzisiaj mnie rozjebaliście. Wigilia fajna na początku, zjebana na końcu. Pozdrawiam.

22 grudnia 2012

Nice try, winter




Było tak spokojnie.
Dziewicze połacie białego puchu.
Ja, znacząca swoją drogę płytkimi śladami lisich łap. Drepcząca niespiesznie przed siebie, z nosem przy ziemi, w poszukiwaniu pożywienia, które pozwoliłoby mi się złapać. Zimno, potwornie zimno.
Cisza wokół była wręcz inwazyjna. Wymowne milczenie drzew przykrytych śniegiem. Raz po raz na ziemię osypywały się kaskady zamarzniętych drobinek, zupełnie jakby gałęzie się z nich otrzepywały.
Byłam tak paskudnie głodna. Poszukiwałam już od ponad godziny, wcześniej napotkałam gromadę saren, spojrzały na mnie z wyższością i dumnie przekłusowały niemal ocierając się o mój rudy bok. Wiedziały, że moje krwiożercze paszcze są niczym gdy dane mi mierzyć się z kopytnym. Niedobitki zimy zostały już dobite, chłód i głód skutecznie mnie wyręczyły.
Pozostawało mi iść przed siebie w nadziei na przychylność przymarzniętej natury.

Wtedy nagle spokój został przerwany. Zdążyłam wydać z siebie tylko krótki jęk, ziemia osunęła się pode mną. Zdawało mi się, że spadam bez końca, świat zawirował. Masa śniegu wydusiła ze mnie powietrze. Dreszcze szarpały moim ciałem, a mróz kąsał bez opamiętania. Przez chwilę jeszcze w akcje konsternacji usiłowałam kopać łapami, by wydostać się z tej mroźnej pułapki. W końcu znieruchomiałam. Rozwarłam pyszczek, starając się odetchnąć, śnieg wpadł mi tylko do gardła. Uchyliłam ślepia i zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia ani jak głęboko się znajduję, ani do czego właściwie wpadłam, ani w którą stronę jest powierzchnia. Mogłam oddychać, ale czymże był ten płytki oddech rzężący mi w płucach?
Wciąż było tak spokojnie.
Nie wiem jak długo słabłam bez cienia oporu.
Cisza opływała mnie zupełnie tak jak śnieg, który tak bardzo niechciany wtulał się czuje w moje rdzawe futerko. Nie było mi już zimno. Było gorąco, każdy centymetr mojego ciała parzył, ale były to jakieś złudne języki płomieni, nie były moimi sprzymierzeńcami. Ogień we mnie tlił się już tylko słabo. Jakby się poddawał.
Pięknie, lisico. Zginiesz tu, pod śniegową czapą, pomyślą, że znów uciekłaś, zostawiłaś ich bez słowa. Twoje ciało jak ostatnio zapłonie przy ostatnim tchnieniu, topiąc śnieg, wyzwalając Cię o tych kilka godzin za późno.
Nie.
Zacisnęłam zęby i odepchnęłam z całej siły ubitą masę pod łapami. Opuszki piekły, jak nigdy dotąd, czułam, że pragnę uciec z grobowca najeżonego setkami igieł. Zdaje się, że kwiliłam, czy fukałam coś bez znaczenia, rozpaczliwie wijąc się w tej walce z przeznaczeniem, siła uciekała ze mnie, porywana zdaje się przez puch, który z każdą minutą stawał się coraz mocniejszy.
I wtedy dojrzałam za swoimi plecami krótki uskok, centymetrową dziurę w białym zabójcy. Spoglądał z niej księżyc, zdawał się roztaczać swoją jasną łunę właśnie dla mnie. Żebym się nie poddała.
Nie pamiętam jak działałam. Nieprzytomność usiłowała porwać mnie w swoje szpony, zdawało mi się że nie mam już władzy w łapach, że całe moje ciało jest lodowym posągiem, obróciło się przeciwko mnie, w sojuszu z beznamiętną porą. I to chyba nie byłam już ja. To ktoś inny walczył, kopał, szarpał pazurami twardy grunt.
Podniosłam się, podniosłam niczym śniegowy potwór, niczym zaspa która postanowiła udać się na spacer. Nie miałam siły by się otrzepać, padłam, dysząc ciężko, delektując się powietrzem które samo wpływało mi do mordki. Było tak potwornie zimne. Było mi tak potwornie zimno. Było mi tak ciepło. Było mi tak dobrze.
Było tak spokojnie.
Cisza omamiała mnie, ośnieżone drzewa zdawały się śpiewać anielskimi tonami, śpiewać kołysankę specjalnie dla mnie. Nigdy nie było mi tak wygodnie. Kłęby pary równomiernie otulały moje zamarznięte, zbite w kępki lodu futro. Już nic mnie nie bolało.
Cisza wokół mnie smukłymi palcami wodziła po moim ciele, składała lubieżne pocałunki, nęcąc, bym nie przerywała jej raz po raz oddechem, bym jej się oddała.  
I kiedy miałam już zamykać ślepia, zadął wiatr. Uniosłam wzrok, spojrzałam w oblicze księżyca.
Nie.
Wydałam z siebie przeciągły jęk i podniosłam się. Moje łapy drżały, sama tak bardzo miałam ochotę się poddać.
Było tak cicho.
Więc zawyłam, zawyłam przerywając tę okrutną ciszę, nasączając swój ton wolą walki, niemocą, żałością, nawet tęsknotą. Czekałam tylko chwilę. Z oddali, ze Stada Nocy doszło mnie wycie. Później dołączyło kolejne. Kazali mi iść, kazali moim nogom utrzymać ciężar i wlec się na przód. Słysząc zewsząd znajome głosy posuwałam się przed siebie. I wtedy dostrzegłam jaskinię. Kiedyś mieszkał w niej Rubin, zamierzchłe czasy. Zapomniałam o jej istnieniu a właśnie teraz miała pozwolić mi przeżyć noc. Gdyby dostrzegł mnie jakikolwiek większy niż ja drapieżnik, gdybym znów gdzieś wpadła.
Dotarłam, dostrzegając znajomy, wyrzeźbiony starannie napis "Włości Rubina. Jak u mamy.". Zaśmiałam się w duchu i zanurzyłam się w cieple jaskini, ułożyłam się na stercie siana w kącie i skuliłam, w nadziei że obudzę się żywa, bez martwicy łapek, w nadziei że jutro uda mi się upolować coś do jedzenia.

O ironio, płytki rów.
Nice try, winter.
Jeszcze nie.






16 grudnia 2012

Flo~


 - Witam. Jak pewnie wszyscy wiedzą, jestem Florence. Jeśli nie, mówcie mi Flo. - Za tygrysicą sunął wolnym krokiem czarny wilk, który jednak nie odezwał się słowem - Jest ze mną też Natividad. Towarzysz podróży. - Wilk spuścił łeb jeszcze niżej siadając zaraz za przewodniczką.

***
Flo ma 3 lata, jest raczej niewielką tygrysicą, swoimi rozmiarami bowiem ledwo przekracza rosłego wilka, przez co nie wygląda na silną, a raczej z upłynnionymi ruchami i niebywałą zwinnością. Jak każdy tygrys ma czarne paski, jasny brzuch, szeroką kocią mordę, długie ostre pazury i kły. Jej oczy jednak błyszczą zielenią i w słońcu i w mroku, a sierść jest zawsze miękka i błyszcząca.
Jej wzrok przyciąga do siebie. Widząc ją z oddali masz ochotę zbliżyć się i zamienić chociaż jedno słowo, by usłyszeć jej dźwięczny głos.


http://moonsongwolf.deviantart.com/art/Shy-Sumatran-Tiger-Wallpaper-216146718?q=gallery%3Amoonsongwolf%2F70403&qo=68

Charakter: Trochę egoistyczna, bardzo leniwa, zazwyczaj małomówna aczkolwiek jak już coś powie to z sensem. Bywają chwile że potrafi rozbawić, zazwyczaj jest towarzyska mimo iż wygląda jakby chciała życie spędzić w samotności. Na ogół jest spokojną i dość sympatyczną osobą ale bywa też wulgarna,, wredna i potrafi dogryźć, ale mimo wszystko nie było dotąd osoby, która by jej nie lubiła. Jakoś tak po prostu jest. Przyjaciół miała w życiu niewielu, niedługo żyje, niewiele w życiu widziała ale dość na tyle by nie ufać bezgranicznie nowo poznanym  Rodzice dawno temu mówili jej że jest naiwna więc na złość stała się cwana i przebiegła w swoich czynach. Raczej nic jej nie zaskoczy i nie umknie jej uwadze, chyba że jesteś nieobliczalny i brutalny. Chociaż wtedy z pewnością nie zbliży się do ciebie.
Nienawidzi gdy ktoś stara się być mądrzejszy od niej, szczerze mówiąc jest snobką i nie uznaje czyjegoś zdania zwłaszcza gdy nie zgadza się z jej błyskotliwą myślą.
Uwielbia wieczorne spacery. Sama, lub z kimś. Zależy od humoru, gdy jest jej dobrze najchętniej dzieli się tą radością, natomiast gdy ogarnia ja smutek zazwyczaj zamyka się w sobie i stara się sama sobie poradzić, nawet jeśli czasem potrzebuje pomocy.
Historii swej nie opowiedziała, być może skrywa zbyt wiele sekretów, być może nie ufa niektórym osobom, może jej nie pamięta..może nie ma..

Potrafi przemienić się w człowieka. W dziewczynę dziewiętnastoletnią, o jasnej cerze, krótkich potarganych włosach. Zazwyczaj przywdziewa ciemne rzeczy, w ludzkiej postaci nie lubi zwracać na siebie uwagi. Jej ciało w tej formie zawsze jest rozgrzane, ze względu na to iż jej koci organizm nie ulega wpływom zimna. Na szyi w obu formach spoczywa złoty łańcuszek, z którym nigdy się nie rozstaje. Ma go też jej towarzysz, Natividad. Ten jednak nigdy nie odzywa się do nikogo, ani nie zbliża. Ich tajemnica nie została nikomu jak dotąd ujawniona i nie wygląda na to żeby ktoś miał miec zaszczyt poznania ich sekretnej wiedzy, z którą się nie dzielą.

***
Hierarchia: U. Strażników.
Kontakt: u najważniejszych osób


Wbrew pozorom...
WYGLĄD :
















MIANO : Dalia Seron
WIEK : Hm... Niedużo, ale wystarczająco by wiedzieć co to jest cierpienie.
PŁEĆ : Każdy widzi, że ta tutaj to w 100% Samiczka.
CHARAKTER : Tak, jak kwiat, z którym dzieli imię, jej charakter jest wręcz tęczowy.
Wadera na pewno jest uparta. Do nieznajomych nieufna. Na początku znajomości nieśmiała. Czasami tajemnicza. Czuj się zaszczycony, jeżeli Cię zaczepi. Zaczepność to jej sposób na pokazanie, że Cię bardzo lubi. Masz rany ? Jeśli nie chcesz widzieć zatroskanej miny, uważaj żeby ich nie wypatrzyła. Troskliwość bierze nad nią górę. Jest w jednej osobie niepoprawną optymistką i pesymistką. Jak chcesz wiedzieć więcej musisz ją poznać.
LUBI : Wyprawy, patrzeć w niebo nocą, grzmot wodospadu, zimę (śnieg), szaleństwa, ,,bawić'' się żywiołem powietrza.
NIE LUBI : Kłótni, wtrącania czyjegoś nosa w jej sprawy, błagań o życie.
HISTORIA : Była jedynym dzieckiem pary Alpha : Krotona i Lilai. Gdy tylko ukończyła 6 miesięcy, ojciec zaczął ją szkolić na wojowniczkę. Brała udział w przeróżnych polowaniach i walczyła z najsilniejszymi basiorami. Walki nie zawsze kończyły się zwycięstwem. Uczyła się astronomii i magii. Jednak jej ulubionym zajęciem było wsłuchiwanie się w grzmot wodospadu. Rodzice często brali ją na wojny. Widziała jak giną jej bliscy i wrogowie. Matka i ojciec wbrew pozorom kochali ją. Ona nie wyobrażała sobie bez nich życia. Los jednak postanowił odebrać jej ich szybciej niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać.
Pewnego dnia, wstała jeszcze przed świtem. Postanowiła wyruszyć na swe pierwsze samodzielne polowanie. Zazwyczaj towarzyszył jej ojciec lub inny z dorosłych wilków.
Polowanie było udane. Wróciwszy na Polanę chciała od razu biec do ojca by mu wszystko opowiedzieć. Jednak gdy tylko weszła do jaskini... Ojciec, matka i inne wilki leżały w ogromnej kałuży krwi. Jej przednie łapy niechcący zanurzyły się w szkarłatnej posoce. Wybiegła z groty i zaczęła pędzić przed siebie. Dobiegła aż na wzgórze, gdzie po raz pierwszy zawyła. Tamto wycie było pokrzepiające i zachęcające do walki. Tym razem z jej pyska wydobyło się wycie rozpaczy. Nie płakała. Ojciec wpajał jej, że nie wolno okazywać słabości. Siedząc na wzgórzu postanowiła się zemścić. Szybko wytropiła ludzi i pozabijała, gdy spali.
Włóczyła się długie miesiące, aż znalazła się na terenach HOTN i postanowiła tu zostać.

LUDZKA POSTAĆ :
WYGLĄD :




















DODATKOWE INFORMACJE : Dalia w ludzkiej postaci ma czarne skrzydła, rude włosy i szmaragdowe oczy, które zmieniają kolor, gdy jest zła na szkarłat. Jako człowiek włada żywiołem ognia. Rzadko ukazuje się w tej postaci. Skrzydła może ,,chować''. Jako człowiek nie musi bać się ognia, gdyż jest on dla niej nieszkodliwy. Jest ona swoim przeciwieństwem.
___________________________________________________
Kontakt : GG : 45262167
Wybaczcie, ale jak chciałam zaktualizować to mi lapek strajka strzelił dlatego tak.

15 grudnia 2012

Aka hia naam he?*

Anaid Eilhart. 

Niewielka, smukła, a nawet można powiedzieć, że chuderlawa, szaroczarna wadera z naprawdę długim ogonem. Jej prawe oko jest całkowicie czarne, natomiast lewe zupełnie białe. Spojrzenie Anaid jest wyjątkowo natrętne i rozpraszające.
Gibkie ciało pozwala jej się szybko i zwinnie przemieszczać i poprawia refleks, duże uszy + zdolności chronokinetyczne sprawiają, iż ma niesamowicie wyczulony słuch.

Niegdyś wędrowała Duszą, acz zaprzestała, z niewiadomych nikomu powodów. 
Doznaje wizji przepowiadających zwykle niedaleką przyszłość. 

Opanowana, niewiele mówi, często nieufna. Jednak ''cicha woda brzegi rwie'', prawda? Łatwo ją zirytować, zdenerwować już trudniej. Nieobliczalna, tajemnicza, niepozorna. By poznać jej oblicze, najlepiej się z nią zaznajomić, to najprostsze wyjście.

Pozycja w stadzie - kształtuje się na miejsce Szamanki i Czujki. 

Posiada przemianę na postać humanoidalną - ciemnowłosą, młodą kobietę, około dwudziestoletnią, z bandażami owiniętymi na nadgarstkach, często całych dłoniach.

~*~
*Aka hia naam he? - w hindi ,,Jak Ci na imię?''

Dopracuję to jeszcze, rozwinę. 
Ahoy.

Moja Historia cz. 3

Nie wiedzieliśmy że byliśmy obserwowani przez... mojego, brata.
Tak, mnie też to zaskoczyło kiedy się dowiedziałam, ale żebyście teraz i
wy mogli to lepiej zrozumieć, opowiem wam w skrócie, historię jaką
niesie przeszłość mojej Matki...
~
Moja Matka, miała potężną moc...
Zamieszkiwała w "Krainie Cienia" będąc partnerką najsilniejszego Wilka w całej tej Krainie.
Po paru miesiącach narodził się, Sadatake... mój brat... i mój wróg.
Wszystko było by dobrze gdyby któregoś dnia,
nie popełniła strasznego czynu, gdzie zdradziła swoją Krainę dla dobra innych.
Została wygnana za zdradę, i nieposłuszeństwo.
Znalazła w końcu swoje miejsce, daleko od byłego domu, gdzie spotkała swoją drugą połowę, zakochała się...
I tak urodziłam się ja.
Odziedziczyłam dużą część jej mocy, o której nic nie wiedziałam. Dorastałam, a wraz ze mną moja moc.
Dorastał i Sadatake...
Który był ze swoim Ojcem nadal w Krainie Cienia. On niestety odziedziczył niewielką część tej mocy. Wiedział co to była za moc, i jaka potężna ona jest.
Za wszelką cenę próbował, stać się taki jak Matka, i być niepokonanym.
Ale cały czas odnosił porażki, a z każdą porażką jego wściekłość wzrastała.
Któregoś dnia, w przypływie agresji zabił swojego Ojca...
stając się nowym panem Krainy Cienia.
A jego rządy były okrutne. Niegdyś piękna Kraina, stawała się coraz bardziej podobna do swej nazwy. Kiedyś ona nie była pustkowiem, ze zgniłym powietrzem i bez roślin. Była to piękna Kraina jedynie tylko położona w części świata gdzie szybko zapadał zmrok... Sadatake mimo swojej słabej mocy, wyczuł moją.
W końcu byliśmy rodzeństwem, z jednej Matki i różnych Ojców. Obserwował mnie... wszystko co robiłam, przez cały czas.
Na początku chciał mnie zabić i posiąść moją moc...
Ale zamiast tego pokochał mnie...
nie jak siostrę,
ale jak partnerkę. Zapragnął być ze mną. I mieć ze mną potomstwo które
by odziedziczyło w pełni moc naszej Matki...
~
Sadatake widząc mnie, leżącą w deszczu i oblizywaną przez Tsuginoriego...
Nie wytrzymał...

- Zabieraj! swoje łapy od niej...

Tsuginori, spojrzał w jego stronę, nie odsuwając się ode mnie, ani na krok

- Powiedziałem... zabieraj się od niej!!!
- Czego od niej chcesz?

Warkną Tsuginori na niego, a on ze strasznym uśmiechem i spokojem powiedział

- Co... nie pozwolisz mi, przywitać się z własną siostrą?

Powiększyły mi się oczy, wstałam i agresywnie powiedziałam

- Łżesz! nie jesteś moim bratem, ja nigdy nie miałam brata...!

Zaśmiał się jak opętany, i zaczął krążyć wokół mnie i Tsuginoriego, co chwila szyderczo się uśmiechając, opowiedział Historię mojej Mamy. Nie mogłam uwierzyć, Tsuginori bacznie go obserwował, warcząc na niego.
Kiedy zaczęło do mnie dochodzić, to co teraz się działo i wszystko poukładało się w jednolitą całość...

- Ty... to ty... porwałeś moich rodziców!

Sadatake wybuch swoim szyderczym śmiechem.
Tak i jesteśmy blisko, twojego domu... tego przeklętego domu, gdzie nasza Matka i twój ojciec, związali się ze sobą...
i w tym momencie Tsuginori
rzucił się na niego gryząc, gdzie popadnie. Ja stałam jak opętana,
On, był temu wszystkiemu winny i na dodatek był moim baratem... on...
~
Zagryzł Tsuginoriego bardzo boleśnie i zaczął uciekać, moje oczy się zaszkliły i
pobiegłam zanim w szaleńczym tempie, Tsuginori mimo ran biegł równo ze mną. Dzięki temu dobiegliśmy do Krainy Cienia, do tego pustkowia. A pośrodku niego była wieża, z dwiema smoczymi czaszkami...
Byliśmy wewnątrz niej, Sadatakę też został mocno poraniony przez Tsuginoriego, krew leciała mu z pyska... i znów zaczęła się konfrontacja, atakowałam razem z Tsuginorim, odskakiwaliśmy i znów atak.
Rozpoczął się morderczy taniec życia i śmierci...
Sadatake używając swojej mocy, odepchnął nas gwałtownym wybuchem...
i rzucił się na Tsuginoriego, zagryzając go na śmierć, jedyne co usłyszałam to głośny pisk, i cichy chichot...

- NIEEE...!

Skoczyłam na Sadatake, ze łzami w oczach, ale on był silniejszy, chwycił mnie łapą za gardło, lekko je rozcinając. Krew spłynęła mi z pyska na jego łapy...
Jak przez mgłę usłyszałam...

- Dlaczego tak cię kochają? co nas różni? masz wszystko, o nic nie musiałaś walczyć, o miłość Matki, przyjaciół...

Czułam jak oczy mi się powoli zamykają...

- Zasadzę w tobie nasienie, i urodzisz dla mnie istotę godną tej mocy...
Ale ta moc jest przeklęta, na co mi ona? jest s hańbiona, głupotą matki...
nie! nie potrzebuję cię...
Zabije, tu i teraz...

Stało się...
wbił mi swoją łapę w serce, zabił... bez litości, ale czemu potem mnie wskrzesił?
był roztrzęsiony że to zrobił, miał inne plany, ułożone ze mną... chciał mieć potomstwo... dlatego. Wydawało się że sam ze sobą toczył walkę... Zapomniał że nie chce mojej mocy, dla siebie. Tylko dla istoty którą miałam urodzić... nawet nie mogę sobie tego wyobrazić, co by się z tym szczeniakiem mogło stać, byłoby nieszczęśliwe, to nie byłoby wilczątko tylko narzędzie w jego łapach... pół wilk - pół duch... bez uczuć, emocji, bez nadziei na lepsze życie. Moja mama, wspaniała istota z mocą wskrzeszania i uzdrawiania, którą wykorzystywała do pomagania innym, gdzie za to została ukarana i wygnana, teraz była wykorzystywana do zabijania, i robienia z
normalnych wilków, bezdusznych zabójców...

Umarłam, a moja krew rozlewała się po szarym piasku...
Sadatake bez namysłu, wbił swój pazur w swoją żyłę w łapię, gdzie płynęła jego
zatruta krew... jedna jego kropla krwi, kapnęła mi do pyska, dając mi nowe życie, ale nie zrobił ze mnie swojej sługi, dostałam uczucia...
Wstałam w lekkim szoku i w przypływie agresji znów podjęłam się próbie ataku, kiedy nagle przede mną stanęło Wielkie Smoczysko, pół martwe... widać było jego stare ciało i kości. Opętane chroniło swego pana. Sadatake jak tchórz poszedł nie patrząc na rozwój wydarzeń. Ja wskoczyłam na grzbiet Smoka i zagryzłam w jego długą szyję z jego martwymi tkankami ciała. Nie było to trudne bo były już uszkodzone z
poprzedniego życia. Smocze ciało upadło a ja w pysku trzymałam jego
czaszkę. Kątem oka spojrzałam na to miejsce gdzie moje życie straciło sens... gdzie umarłam, i gdzie straciłam ukochanego... Już nie miałam siły na szukanie moich rodziców, czułam się rozdarta. Wiedziałam o tym że mnie zabił, dlatego coraz bardziej ściskałam w kłach trupią głowę Smoka... by być pewną że żyję...

Wyszłam ledwo na siłach, pozostawiając za sobą ślady krwi...
Zaczęłam błądzić, bez celu.
Przez parę długich lat.. coraz bardziej wyczerpana
Nie jadłam, nie piłam, dość długo wytrzymywałam pod wpływem zatrutej krwi
Aż w końcu doszłam... do was...
Straciłam przytomność
~
A wy zaopiekowaliście się mną, przygarnęliście... dając mi szansę
na drugie lepsze życie
gdzie jestem wam za to niezmiernie wdzięczna
i zawszę będę,
aż do końca
...
Teraz już wiecie...
Jaką ze sobą niosę historię
i jakie niebezpieczeństwo nam grozi...
jeśli tu zostanę
On nie odpuści...
nigdy...
~
Każde stado jakie mnie przygarniało, i kiedy opowiadałam im o swojej historii, wyganiało mnie... traciłam przyjaciół... i znów szukałam domu, i tak w kółko.
Nie chce żeby i tu, to samo się powtórzyło,
ale zrozumiem to...

Tenebres.


Na imię jest jej Tenebres, a wiek jej nie jest znany. Podobnie jej pochodzenie jest niewiadome, a rasa utrzymywana w tajemnicy. Jest w niej coś złowrogiego, co nie pozwala w pełni jej zaufać, a jednocześnie jest tak trudne do zdefiniowania, że prawdopodobnie do końca życia nie będziesz w stanie powiedzieć, co to takiego. Na ogół trzyma się z daleka od innych, obserwując ich i analizując ich poczynania, słowa, próbując odgadnąć zamiary. Jedynie czasem zauważysz, że znajdzie sobie miejsce nieopodal Seth'a, nawet jeśli będzie miała go tym zdenerwować. Swoją drogą, ma z nim dużo wspólnego, ale z własnej woli na pewno nigdy się do tego nie przyzna. Podobnie jak do tego, że gdzieś tam głęboko w sobie uważa go za przyjaciela. Sprawia wrażenie spokojnej i opanowanej, ale to wszystko tylko do pewnego momentu. Należy do grupy osobników bardzo tolerancyjnych, żeby nie powiedzieć ignorujących otoczenie. Z drugiej strony jednak co to za tolerancja, skoro nie liczy się z niczyim zdaniem - no chyba, że jest to zdanie kogoś, kogo z jakiegoś dziwacznego powodu ceni, a musisz wiedzieć, że zdarza się to nad wyraz rzadko. Jedyną władzę ma nad nią ktoś, kogo sama uzna za pana, a nie ktoś, kto za pana jest uznawany przez wszystkich dookoła. Nie uznaje przesądów, a przynajmniej tych znanych ogółowi istot. Czasami wybucha śmiechem z nieznanych powodów - lub wyśmiewa coś, co absolutnie śmieszne nie jest. Czasem rozsyła lodowate spojrzenia, kiedy ktoś opowiada o czymś wesołym, zabawnym. Choć nie przepada za tym, zdarza jej się wtrącać w czyjeś rozmowy, ale wiedz, że jeśli już wtrąciła się w Twoją rozmowę, to prawdopodobnie ma złe zdanie o Twoich poprzednich wypowiedziach.  
Jest strasznie zagubiona w tym, co dzieje się dookoła niej i naprawdę nie radzi sobie z rzeczywistością. Bywa, że tak bardzo wpadnie w dół emocjonalny, że nie pokazuje się przez kilka dni. Zdecydowanie potrzebuje kogoś, kto skopie jej zad w odpowiednim momencie 

Interesuje się głównie gwiazdami, zjawiskami meteorologicznymi, a także pewnym rodzajem szamanizmu, jednak nigdy nie podzieli się z nikim swoją wiedzą, uważają ją za tajemnice przechowywane przez jej rasę. Możliwości ma duże, to trzeba przyznać. Zmiana w człowieka bądź istotę o bliżej nieokreślonej konsystencji nie jest dla niej najmniejszym problemem, podobnie jak szybki bieg - dorównać może gepardowi, a nawet bez większych trudności prześcignąć go. Świetnie walczy, choć z rzadka zdarza jej się przegrać walkę. I tutaj działa mechanizm podobny, co u wampirów - jeśli nie zostanie zniszczona głowa lub serce, może się odrodzić. Posługuje się różnymi rodzajami magii, aczkolwiek bardzo rzadko, w najwyższej konieczności jedynie. Nigdy nie pokazuje magicznych sztuczek szczeniętom, by je rozbawić, co to, to nie. Nawiasem mówiąc, nie znosi szczeniąt, a wiąże się z tym bardzo nieprzyjemna dla niej historia. A odnośnie historii, ją również trzyma w tajemnicy.


Jeśli zaś chodzi o wygląd, nie jest kimś szczególnym. Jest trochę mniejsza od przeciętnej wilczycy, jedynie ogon ma od niej dłuższy. Całe ciało pokrywa brązowa sierść, miejscami poprzecinana czarnymi i zielonymi pasami potwierdzającymi jej przynależność do jednego z plemion, będącymi swoistym dowodem osobistym tam, skąd pochodzi, świadczącym o wysokiej pozycji społecznej, jaką przed świadomym odejściem zajmowała. Ogon kończy się czymś, co przypomina lwią kitę, tylko że kilkanaście razy większą i dłuższą. Sierść w pobliżu szyi jest dłuższa i bardziej puszysta, niż na reszcie ciała. Cała postać jest dość szczupła, choć widać delikatnie zarysowane na łapach mięśnie. Koniec szczurzego nosa - jak i kitka ogona - mają zieloną barwę. Podobnie jak oczy. 

__________________________

Podobizna postaci jest mojego autorstwa. 

14 grudnia 2012

Piąta rocznica HOTN

Wczoraj Herd Of The Night miało piątą rocznicę.
Okrągłych pięć lat od założenia Stada Nocy, które bądź co bądź od zawsze było potęgą.
Mimo tego, że nie jest Nas tu wcale wiele, mimo tego, że jest to jeden z nielicznych okresów w których trudno Nas nazwać ogromną rodziną, rodziną wciąż jesteśmy.
Proponuję, jako, że wczoraj nic nie zrobiliśmy, podczas wigilii HOTN świętujmy także rocznicę.

Jeżeli macie kontakt - zaproście także byłych członków Stada Nocy.

Proponuję spotkać się godzinę przed wigilią, by przygotować teren, zebrać drewno na ognisko.
Poza tym proponuję, by umieścić w widocznym miejscu historię tego stada, jeżeli gdzieś jest, nie rzuca się w oczy. I wyróżnić gdzieś osoby wplecione w tę historię, wszystkie wypisane są tutaj - http://pamietnik-hotn.blog.onet.pl/ warto byłoby, by nie zostały zapomniane.

Flash chat postanowił uprzykrzyć Nam życie swoją awarią, w takim razie zapraszam na chat zastępczy -
http://spikeria.pl/room/HOTN_/


Peace.

9 grudnia 2012

Chodź, pokażę ci jak przeżyłem życie.

Kendal 
Uczeń wojowników|Opętaniec


Czas bywa struną, na której delikatne chwile grają melodie trującego upojenia i rozkoszy. Bywa również czas nieskończonym oceanem wydarzeń i doświadczeń, z których każde waży w jego bezmiarze tyle co garść słonej, morskiej piany. Zdarza się, że czas zamienia się w wielką i niezdobytą górę własnych wydumanych celów i przekonań. Nieliczni nieszczęśnicy, którzy docierają na jej szczyt z przerażeniem odkrywają, że jedyny sens jej istnienia to bezdenna przepaść,w którą trzeba skoczyć. Skoczyłem, upadam.
Pamiętacie pewnie małego szczeniaka, kundla z ulicy 93B wychowanego przez ludzi, który zupełnie nieświadomie przekroczył granicę. Znalazł się w świecie nowym, trafił do HOTN gdzie tam wielkim jego przykładem była pewna..Dilexi. Można nawet powiedzieć, że wychowała go tam. 
Kendal, Kendal Handerson. Spora zagadka, wielkie marzenia. Z wiekiem wszystko w końcu wychodzi na jaw.
- Jestem Kendal.


Mam swój własny cmentarz schowany w cienistej alei smutnych i ulotnych wspomnień. Składam tam w pokrytych szarym mchem łez grobowcach swoje rozczarowania i zawody. Co to śmierć ? Jak wygląda i smakuje.. ? Ocean pustki, nic tam nie ma, a wielka wyobraźnia tylko ubzdurać sobie może, że istnieje jakieś drugie życie. Niektórym wydaje się ona nieco mniej czarna i bardziej aksamitna. 

***
Pełen jestem gęstej i mrożącej myśli i emocje szarości.Patrzę wgłąb siebie i nie widzę nic prócz siwych kłębów pustki i zniechęcenia.Każdy oddech wpompowuje w moje płuca truciznę opadającego w otchłań pesymizmu świata.Nie mam sil, żeby myśleć i nie mam sil,żeby o cokolwiek dzisiaj walczyć.Nie mam koncepcji na nic ponad trwanie i smakowanie goryczy leniwie przemijających chwil. Coś się wokół mnie dzieje, ktoś dzwoni, ktoś pyta,ktoś się martwi i chce pomóc.Nie rozumieją, ze ja jestem teraz poza ich światem, ze jestem zamknięty w wieży z kości słoniowej pokrwawionej od bólów przeszłości i nie wyjdę z niej tak długo jak długo nie odzyskam sil.Nie wiem gdzie podziała się cała moja energia, gdybym mógł to pełzałbym po ziemi i zlizywałbym jej resztki w miejscach gdzie stąpałem jeszcze kilka dni temu.To minie.Zawsze mija...