Przekraczasz mistyczną bramę, okalaną bluszczem, korony liściaste osłaniają drogę, czyniąc ją ciemną i magiczną. Drzewa powykręcane, jak zatrzymane w tańcu, mgła jak oddech Boga, ciepło drzewca z ognia na środku polany, ukrytego w międzylesiu. W głębi grota, jaskinia skalna; półki i rozpadliny skalne są dla większości domem.


Stado:
♀: 10 | ♂: 4

Ogłoszenia:
- Mamy mały zastój, jednak blog nadal jest aktywny.
- Proszę zgłaszać się po zadania do hierarchii pod odpowiednią zakładką

Zapraszamy w Nasze szeregi!

Nieobecni:
- Tin
- Dalia

28 czerwca 2015

Co cię nie zabije...

Liam przerzucił koszulkę przez głowę. Letnie słońce w zestawieniu z intensywnym treningiem były wyczerpujące. Zacisnął kurczowo pięści, spoglądając z rezygnacją na spokojną toń jeziora. Czuł, że może je wzburzyć siłą własnej woli, jednak nie wiedział do końca jak. I choć próbował dopiąć swego od samego rana, coraz bardziej powątpiewał w swoją intuicję. Chłopak zmierzwił palcami włosy. Wzdrygnął się wyczuwając w pobliżu czyjąś obecność. Zupełnie jakby coś próbowało bezszelestnie się do niego podkraść. Rudowłosa uśmiechnęła się pod nosem, widząc, że synek raczej zaskoczyć się nie da. Zaszła go od tyłu i poklepała po głowie, jakby nadal był szczeniakiem, a nie nastoletnim chłopcem. - Synu, na takie ciało to każda jest twoja. - Zakomunikowała mu zamiast powitania. Stanęła z nim twarzą w twarz z szerokim wyszczerzem. Liam wyprostował się i uśmiechnął leniwie, taksując matkę wzrokiem.
- Każdy ma inne fetysze, nieprawdaż? - Zaśmiał się cicho, po czym przeniósł wzrok z powrotem na wodę. - Mam dość.. - Westchnął, kierując to bardziej do siebie niż do niej. Zmarszczyła brwi, przyglądając mu się z konsternacją. Wyciągnęła rękę i złapała go za podbródek, zmuszając by zwrócił swe patrzały na nią.
- Nie poddawaj się. To zawsze zajmuje trochę czasu. - Przekrzywiła głowę. - A tak właściwie to co próbujesz zrobić?
- Podołać swoim wymaganiom. Z marnym skutkiem. - Odparł. - W każdym bądź razie sprawdzam kilka teorii. - Dodał niejednoznacznie. Dalia złapała się pod boki, mierząc go podejrzliwym wzrokiem.
- Czy ja o czymś nie wiem? - Uniosła znacząco brew. Chłopak zabłysnął kompletem zębów w uśmiechu.
- Wszystko w granicach moralności.
- Nad tym poważnie bym się zastanowiła.
- Zmierzasz do czegoś? - Jego uśmiech nabrał głupkowatego wyrazu.
- Kochanie, jakoś musiałeś pojawić się na tym świecie.. Poza tym jaki ojciec taki syn.
Liam wywrócił oczami.
- Tego mogłaś mi już oszczędzić, wiesz? - Wymamrotał, a Dalia uśmiechnęła się przebiegle.
- Może i bym mogła, ale nie widzę powodów, dla których miałabym to zrobić.
- Eh. Skoro syn wdaje się w ojca, to już się boję, co za perwersje mogłaby snuć córeczka. - Odparł ofensywnie, na co Dalia obruszyła się.
- To był cios poniżej pasa. - Stwierdziła. Chłopak skrzyżował ręce na piersi.
- To ty próbujesz dorobić się na siłę wnuków.
- Jak na razie próbuję dorobić się synowej.
- Co za hipokryzja, najpierw mówi "ty gówniarzu", a teraz próbuje mnie w śluby wrobić. - Wydął ostentacyjnie wargę, przez co wyglądał co najmniej komicznie.
- O, jaki pamiętny! A o tym, żeby matki słuchać to się już nie pamięta, co?
- Słucham rozsądku, a on mi podpowiada, że słuchanie ciebie nie byłoby najlepszym pomysłem. - Wyszczerzył się szeroko, dobrze wiedząc, jak zareaguje na te słowa.
- Ty gówniarzu! Jak ty się do matki zwracasz?! - Złapała go za ucho i pociągnęła by był na jej poziomie.
- Złość piękności szkodzi, mamusiu.
- Mi dodaje uroku. - Warknęła.
- Nie moja wina, że urodziłaś mnie takim pyskatym smarkiem. - Urwał na moment, udając zamyślenie. - Równie dobrze mógłbym być kochaną córusią, ale z reklamacjami proszę zwracać się do Baru.
- Nie muszę. Za dziewięć miesięcy będziesz niańczył siostrzyczkę. - Uśmiechnęła się złowieszczo. Liam otworzył szerzej oczy, a uśmiech spełzł mu z twarzy.
- Że co proszę..?


***
Trudnych spraw ciąg dalszy. W roli wyjaśnienia - Dalia nie jest jeszcze w ciąży.
Liam: *chrząk* jeszcze


16 czerwca 2015

Tak szybko dorastają...

Dawno, dawno temu....
A nie, to nie ta historia. xD

- Gdzieś się szwendał?! - Warknęła ostro, widząc syna w progu drzwi domu. Liam wsparł się ramieniem o framugę, a z jego twarzy nie spełzał zawadiacki uśmiech.
- Tak, mamo, też się stęskniłem. - Odparł spokojnie. Oczy jej rozbłysły morderczym blaskiem. Podeszła do chłopaka, złapała za ucho i zaciągnęła na kanapę. Chodziła w kółko naprzeciw niego, niczym tygrys zamknięty w klatce.
- Co ty sobie wyobrażasz?! Nie jesteś dorosły, żeby łazić, gdzie ci się podoba! Co ci strzeliło do łba, aby znikać nie wiadomo gdzie, z kim i dokąd?! Jaki ja z ojcem... - Urwała raptownie, zdając sobie sprawę ze swej pomyłki. W końcu Baru i ona też znikali w "magiczny" sposób.
- Polemizowałbym w kwestii dorosłości.. -Odparował niezrażony. Wbrew charakterowi całej tej sytuacji, w  malachitowych oczach chłopaka tańczyły wesołe ogniki. - Hmm? - Wymruczał, kiedy urwała, a uśmiech nieco się poszerzył. - Coś nie tak? - Spytał z miną niewiniątka, doskonale wiedząc, czemu nagle zamilkła.
- Szczeniaku! Ty masz 17 lat! - Zmarszczyła brwi. W rzeczywistości miał mniej. - W ludzkich standardach. - Dodała po namyśle. - Masz zakichany obowiązek siedzieć w domu i pytać się o zgodę na cokolwiek! Czy ty wiesz jak ja się martwiłam?! - Wyrzuciła ręce w górę w geście totalnej irytacji. - Nie! Oczywiście, że nie! - Spojrzała na niego, a w jej oczach dało się widzieć ledwo hamowaną złość. Liam oparł się o kanapę, krzyżując ręce na piersi. Ciemne, zmierzwione i zbyt długie włosy opadały mu nieco na oczy, prosząc się o obcięcie. Cóż, zdążył się zdeczka zapuścić.
- Heej, za małego było się grzeczniutkim, to czas najwyższy pobroić. Wybacz, ale to nieodzowny element macierzyństwa, nic nie poradzę. Nie miałbym serca was tego pozbawiać. - Przechylił nieco głowę. Wyraz twarzy miał rozbrajający. Dalii rozszerzyły się źrenice. Podeszła do stołu i chwyciła leżący na nim talerz, po czym cisnęła go w chłopaka. Ten jednak się uchylił. Warknęła, będąc bliska wybuchu nieopanowanej furii.
- Jak ja ci dam element macierzyństwa, to zapamiętasz go do końca swojego życia! - Cisnęła kolejnym talerzem, lecz nie trafiła. Gdzieś na pograniczu świadomości cichy głosik podpowiadał jej, że zniszczenie całej porcelanowej zastawy nie rozwiąże problemu, ale miała to gdzieś. Była wściekła i miała ochotę wszystko rozwalić. - Twój "nieodzowny element" dzieciństwa również został zaniedbany. Na przykład typowy dla każdego normalnego dziecka szlaban! - Jej usta wykrzywiły się w pełnym zadowolenia, okrutnym uśmiechu. Liam przygryzł wargę, próbując pohamować poszerzający się uśmiech. Widok matki na skraju szaleństwa wydał mu się zabawny.. poniekąd. Jak dotąd nieczęsto miewał okazję widywać ją w takim stanie. W ogóle, nieczęsto miał okazję ją widywać.
- Od każdej reguły są wyjątki. - Odparował, dalej nie tracąc dobrego humoru pomimo gróźb skierowanych pod jego adresem. Kiedy Dalia już, już miała dać upust całej swojej złości, on podniósł się z siadu, podszedł do niej i po prostu mocno ją przytulił, wprawiając matkę w niemałą konfuzję.
- Kocham cię, mamo. -Wymruczał tylko, wtulając się w nią jak za czasów, kiedy ledwie odrastał od ziemi. W pierwszej chwili, gdy poczuła oplatające ją ramiona, zesztywniała, lecz gdy usłyszała słowa syna cała dotychczasowa złość ją opuściła. Poczuła się kompletnie bezsilna.
- Jak ojciec... - Mruknęła, w marnej próbie gniewania się na niego dalej. Objęła go jednak mocno, a po policzkach pociekły jej małe strumyczki łez.

* * *
Dalia i Liam wracają do żywych. W ramach przeprosin fundujemy pisane wspólnie "Trudne Sprawy" wersja HOTN xD