Były dwie siostry: Noc i Śmierć,
Śmierć większa, a Noc mniejsza,
Noc była piękna jak sen, a Śmierć,
Śmierć była jeszcze piękniejsza...
- Zaraz rozwalę ci tę piękną buźkę! - Szorstki, męski baryton wzniósł się ponad plątaninę głosów różnej maści. Gęsty, cygarowy dym wisiał pod cedrowym sufitem jak mleczno-zielonkawa mgła. Powietrze przesycała odpychająca mieszanina potu, tanich perfum, tytoniu i alkoholu. Mężczyzna zaciągnął się tą przyprawiającą o zawroty głowy mieszanką, siląc się na leniwy uśmiech. Wewnątrz panował przyjemny półmrok, rozproszony groteskowym światłem neonów i ultrafioletu. Choć okna pozaklejano obskurnym, niegdyś - jak przypuszczał - karminowym materiałem, wiedział, że na zewnątrz od dawna panują egipskie ciemności. Tego typu zakrapiane speluny mały to do siebie, że łatwo było stracić w nich rachubę czasu.
I głowę.
Blondyn powiódł przelotnym spojrzeniem po lokalu. Awantura przyciągnęła kilku gapiów, przywiedzionych wizją potencjalnego zarobku, opcjonalnie kolejnego piwa. Już bukowali pierwsze zakłady, przekrzykując się wzajemnie jak straganowe przekupki. Kątem oka dostrzegł paru bywalców kolebiących się na chwiejnych nogach, tudzież zataczających się już zupełnie przy stołach, wisząc z nosem nad pustymi szklankami niczym sępy. Po drugiej stronie stał odseparowany od zbiorowiska długą ladą barman. Lustrował niemo wszystko, co działo się wokół. Widocznie należało to do jego rutyny. Kiedy ich spojrzenia skrzyżowały się na ułamek sekundy, szybko wrócił do polerowania pokalu burawą szmatką, której definitywnie przydałoby się porządne pranie. Liam w końcu skupił uwagę z powrotem na przeciwniku. Średniego wzrostu mężczyźnie, o korpulentnej sylwetce skrytej pod zwałem tłuszczu. Miał na sobie szary, przepocony tu i ówdzie bezrękawnik, jakby afiszował wielkie, pokryte witrażem kolorowych tatuaży ręce.
- Spróbuj. - Odparł wyzywająco, z zawadiackim wyrazem twarzy. Zachęcony rozgrzewającą i chłodną, cierpką i gorzkawą zarazem whisky szacował swoje szanse bardzo optymistycznie. Był wyższy, lecz znacznie smuklejszy. Przez moment przed oczami zamajaczyła mu wizja tych kobylastych łapsk przekładających mu żebra jednym, zamaszystym pchnięciem. Zniesmaczony splunął w bok. Widział, jak pod wpływem tego gestu bulwiasta twarz rywala tężeje i zmienia kolor na ciemnopąsowy, a krzaczaste brwi niemal spotykają się nad łukiem szerokiego nosa. "Pożałujesz, żeś się urodził, gówniarzu" wycedził przez zaciśnięte zęby. Zaszarżował w jego kierunku niczym burza. Był, jak też blondyn się spodziewał, dość powolny - fizycznie i psychicznie. Facet uniósł pięść przymierzając się do ciosu, jednak Liam zgrabnie go uniknął, uskakując. Kopnął napastnika w goleń. Ten runął na podłogę z impetem lawiny, nim zdążył choćby poskromić pęd, z jakim na niego ruszył. Krzyki podekscytowanych ludzi uniosły się nagle jak krakanie spłoszonego stada wron. Wykorzystując chwilę, w której oponent zbierał się z cynobrowych desek, chłopak przeczesał spojrzeniem bywalców lokalu. Uśmiechnął się pod nosem. Była tam. Obserwowała go z zaciekawieniem siedząc przy jednym ze stołów. Miała na sobie kobaltową sukienkę z głębokim wcięciem w dekolcie i drugim na plecach, sięgającym niemal pośladków. Długie, czarne włosy opadały jej na ramię. Bawiła się słomką, z której sączyła - sądząc po szklance - martini. Wyłapawszy jego spojrzenie, uśmiechnęła się kokieteryjnie. Odsunęła szklankę i pochyliła się nad stołem, w jego kierunku, prezentując swoje krągłości. Posłała mu całusa. Patrzył na nią lekko skonfundowany. Pochłaniał ją łapczywie wzrokiem, czując, jak krew z głowy zaczyna odpływać mu coraz niżej...
Poczuł silny ucisk na gardle, odcinający mu niespodziewanie dopływ powietrza. Przeklął się w duchu za ten moment rozproszenia. Zacisnął palce na ręce, która go podduszała, jednak bez skutku. Uścisk był twardy niczym stal. Liam spróbował rozeznać się gorączkowo w sytuacji. Było źle. Bardzo źle. Szarpnął się gwałtownie, kiedy gardło aż zapiekło go z bólu pod wpływem uciskających krtań mięśni. - I co, wymiękasz? - W gardłowym śmiechu mężczyzny było coś, co przyprawiło go o mdłości. Paskudny typ. Niewiele myśląc, wygiął dziwacznie ciało, po czym zamaszystym ruchem wbił łokieć mniej więcej na wysokości splotu tamtego. Taką przynajmniej miał nadzieję. Uśmiechnął się triumfalnie, słysząc przy uchu świst gwałtownie wypuszczanego powietrza. Uścisk poluzował się na tyle, by blondyn mógł się z niego wyswobodzić. Odsunął się raptownie, unikając niezdarnego sierpowego wciąż łykającego haustami powietrze oblecha. Roztarł dłonią emanującą pulsującym bólem szyję. Tym razem był skupiony. I wściekły. Posłał mężczyźnie prowokujące spojrzenie, "Tylko na tyle cię stać?". Ten nie potrzebował wiele czasu, żeby wznowić atak. Tym razem chciał wybić go z równowagi, nacierając barkiem. Liam zareagował trochę zbyt późno. Niemal otarł się o niego, wymijając go. Kątem oka dostrzegł, jak jego oponent wpada na stół, powalając go razem z krzesłami. Na jego ramionach pojawiły się pierwsze cienie siniaków. Ryknął z wściekłości i podrywając się na równe nogi jednym susem znalazł się przy młokosie. Ten jednak był szybszy. Chwycił go za wolną dłoń, którą odchylił, by zachować równowagę podczas wykonywania kompletnie nieskalibrowanego ciosu. Pociągnął ją za plecy oprycha, wyginając jego rękę w nienaturalny sposób. Kopnął go jeszcze w wewnętrzną stronę kolana tak, by upadł na klęczki, jednocześnie przyciskając dłoń do przestrzeni między jego łopatkami. Mężczyzna zawył z bólu. "Dość!" Chrapał, kiedy ten wyginał jego kończynę do granic wytrzymałości. Nagle powietrze przeszył donośny chrzęst. Blondyn puścił przeciwnika, który zaczął zwijać się z bólu na podłodze. Zdyszany, przeszył go tryumfalnym spojrzeniem. Kiedy odchodził, słyszał szelest odliczanych banknotów okrzyki zarówno pełne podziwu, jak i zażenowania przegranym zakładem. Cóż, mogło być gorzej. Nogi zabrały go w kierunku wyjścia, choć wcale z nimi o tym nie dyskutował. Był zmęczony. Po drodze chwycił pierwszą lepszą szklankę i wypił do dna jej zawartość. Kątem oka odszukał w tłumie Czarnowłosą. Kobieta rozmawiała ożywienie z jakimś kolesiem w flanelowej, rozpiętej częściowo koszuli. Poczuł, jak wzbiera w nim zazdrość, jednak nie mógł znaleźć w sobie siły, by zawrócić. Wiedział, że jeśli nie wyjdzie sam, wkrótce zrobią to ludzie mężczyzny, z którym tej nocy zadarł. Taki po prostu był. Zawsze dziwnym trafem znajdował się w złym miejscu o niewłaściwym czasie.
W jego twarz uderzyła fala przyjemnego, nocnego chłodu. Za drzwiami oczekiwała go tylko ciemność bezgwiezdnej nocy. Wąska ulica do której przylegał lokal była nietypowo pusta. Musiało być naprawdę późno. Zatrzymał się za rogiem, wydobywając z kieszeni paczkę papierosów. Rozejrzał się jeszcze pobieżnie po okolicy, po czym wsunął filtr między wargi, pstrykając w palce. Ponad jego kciukiem zamigotał wątły, soczyście pomarańczowy płomień. Podsunął go do końcówki papierosa, zaciągając się głęboko. Wypuścił powietrze z dymem, czując, jak jego ciało powoli się odpręża. Chłopak stał tam, dopóki nie skończył palić. Końcówkę upuścił na kocie łby i przygasił butem. Jego uwagę przykuło kuśtykające nieopodal, kulawe psisko. Niosło coś w pysku, nie był pewien, co dokładnie. Pies przeszedł obok niego, jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy z jego istnienia. Nagle do uszu Liama dotarł dźwięk obcasów stukających rytmicznie na bruku. Nie musiał się obracać, żeby wiedzieć, kto to. - Agnes. - Wymruczał sam do siebie, a na jego twarzy zamajaczył uśmiech. - Zmarzniesz. - Dodał, wpatrzony w czerń przed sobą. Pozwolił jej zajść się od tyłu i opleść rękami. "Tęskniłam." Szepnęła. Liam chwycił delikatnie jej dłonie, uwalniając się z jej czułego uścisku. Obrócił się i chwycił dziewczynę w talii, przyciągając do siebie. Pocałował ją, po czym objął ramionami. Oparła głowę o wgłębienie jego obojczyka. - Nie żartuję, już jesteś zimna jak sopel lodu.
- Więc mnie rozgrzej. - Odparła pewnie. Wyczuł w jej słowach niezbyt starannie zaszyfrowaną sugestię. Poczuł, że ona również się uśmiecha.
- Tu? Teraz? - Zaśmiał się pod nosem. Bawiła go jej.. frywolność. Odsunęła się nieco, by na niego spojrzeć. W jej ciemnych oczach lśniły iskierki rozbawienia.
- Wymiękasz? - Uniosła wyzywająco wąską brew. - A może mam być bardziej przekonująca?
- Zawsze możemy iść do ciebie.. - Wymamrotał półszeptem, składając pocałunek na jej skroni.
- Pewnie. Myślę, że będziemy się świetnie bawić. - Oboje obrócili się w stronę, z której dobiegał obcy głos. Liam odruchowo przycisnął dziewczynę bliżej siebie. Zmierzył ciemną sylwetkę wzrokiem, mrużąc oczy. Nie dostrzegł jednak zbyt wiele. Zmarszczył brwi.
- Czego chcesz?
- Rewanżu.
- Co, kurw...
Nie dokończył, czując, jak ktoś zachodzi go od tyłu i szarpie za ręce. Do jego uszu dotarł krzyk szarpiącej się bezsilnie Agnes. Krew zawrzała mu pod skórą. Wkrótce obraz zniknął pod szorstkim, nieprzyjemnym materiałem. Przełknął nerwowo ślinę, czując, jak nagle zasycha mu w gardle.
- Ją potraktuję jako coś w rodzaju.. trofeum. - Kolejne krzyki. Szarpnął się, lecz coś krępowało jego ruchy. - Ale najpierw skończę z tobą. Zabrać go!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam. Pokaż wszystkie posty
6 grudnia 2017
5 kwietnia 2017
"Łatwe jest zejście do piekła..."
...lecz gorzej już z niego wyjść.
Kropelki potu spływały po jej czole. Ogniste włosy lepiły się do niego, nasiąkając słoną wodą. Powieki nerwowo drgały, jakby gałki oczne poruszały się szybciej niż to było możliwe. Usta rozchyliły się, lecz minęła chwila, zanim jakikolwiek dźwięk się z nich wydobył.
- Liam! - Krzyknęła przenikliwie, zrywając się z łóżka, zbudzona przez własny koszmar. Rozejrzała się dookoła, przeczesując szarym spojrzeniem otaczającą ją czerń nocy. Schowała twarz w dłoniach i zaczęła gorzko szlochać, a ramiona trzęsły się w niekontrolowanych spazmach.
Płakała długo i rzewnie, nie mogąc się uspokoić. Znów to samo. Wciąż, na nowo, jak zapętlony film w jej głowie odgrywała się ta sama scena.
Przed jej oczami rozgrywało się wspomnienie, najgorsze jakie miała. (...)
Baru stoczył się w dół. Doskoczyła do niego próbując pomóc mu się wydostać. Była opadnięta z sił i nie potrafiła poprosić wiatru o pomoc. Basior był za ciężki, a ona wykończona.
- Idź do Liama, pomóż jemu! - Nakazał, a Dalia z ciężkim sercem posłuchała. On był bezpieczny, natomiast jej jedyny syn walczył o życie. Odwróciła się i pognała między drzewami. Łapy paliły ją niemiłosiernie, lecz biegła dalej. Wypadła z pomiędzy drzew, rozglądając się pieczołowicie dookoła. Usłyszała skomlenie, a jej lazurowe tęczówki wyłapały ciemną sylwetkę syna.
- Liam! - Chciała do niego podbiec, lecz zauważyła drugą postać. Nie rozpoznała go w pierwszej chwili, lecz zaraz jej oczy rozszerzyły się z przerażenia. Ruszyła na "zdziczałego" wilka, rozkładając śnieżne skrzydła i wyskakując w górę, by po chwili wylądować na jego grzbiecie. Wbiła kły w jego kark. Nie chciała go atakować, nie chciała z nim walczyć, lecz musiała bronić syna. Szarpnęła łbem, czując jak gorzka krew wpływa do jej pyska, pozostawiając na języku metaliczny posmak. Czarny basior próbował zrzucić ją z siebie, lecz trzymała się mocno. Lazurową tęczówką wyłapała leżące pod głazem ciało syna.
Nagle poczuła jak leci, a po chwili ból przeszył całe jej ciało. Spróbowała się podnieść, lecz była bez sił. Powieki miała jak z ołowiu, a ciało trzęsło się w konwulsjach. Nim oczy zakryła jej ciemność, widziała jak ciało syna jest dewastowane. W głowie tliła się tylko jedna myśl:
~"Mój jedyny syn, Liam ", lecz było już za późno i ona o tym wiedziała. Jej dziecko było martwe.
- Liam! - Krzyknęła przenikliwie, zrywając się z łóżka, zbudzona przez własny koszmar. Rozejrzała się dookoła, przeczesując szarym spojrzeniem otaczającą ją czerń nocy. Schowała twarz w dłoniach i zaczęła gorzko szlochać, a ramiona trzęsły się w niekontrolowanych spazmach.
Płakała długo i rzewnie, nie mogąc się uspokoić. Znów to samo. Wciąż, na nowo, jak zapętlony film w jej głowie odgrywała się ta sama scena.
Przed jej oczami rozgrywało się wspomnienie, najgorsze jakie miała. (...)
Baru stoczył się w dół. Doskoczyła do niego próbując pomóc mu się wydostać. Była opadnięta z sił i nie potrafiła poprosić wiatru o pomoc. Basior był za ciężki, a ona wykończona.
- Idź do Liama, pomóż jemu! - Nakazał, a Dalia z ciężkim sercem posłuchała. On był bezpieczny, natomiast jej jedyny syn walczył o życie. Odwróciła się i pognała między drzewami. Łapy paliły ją niemiłosiernie, lecz biegła dalej. Wypadła z pomiędzy drzew, rozglądając się pieczołowicie dookoła. Usłyszała skomlenie, a jej lazurowe tęczówki wyłapały ciemną sylwetkę syna.
- Liam! - Chciała do niego podbiec, lecz zauważyła drugą postać. Nie rozpoznała go w pierwszej chwili, lecz zaraz jej oczy rozszerzyły się z przerażenia. Ruszyła na "zdziczałego" wilka, rozkładając śnieżne skrzydła i wyskakując w górę, by po chwili wylądować na jego grzbiecie. Wbiła kły w jego kark. Nie chciała go atakować, nie chciała z nim walczyć, lecz musiała bronić syna. Szarpnęła łbem, czując jak gorzka krew wpływa do jej pyska, pozostawiając na języku metaliczny posmak. Czarny basior próbował zrzucić ją z siebie, lecz trzymała się mocno. Lazurową tęczówką wyłapała leżące pod głazem ciało syna.
Nagle poczuła jak leci, a po chwili ból przeszył całe jej ciało. Spróbowała się podnieść, lecz była bez sił. Powieki miała jak z ołowiu, a ciało trzęsło się w konwulsjach. Nim oczy zakryła jej ciemność, widziała jak ciało syna jest dewastowane. W głowie tliła się tylko jedna myśl:
~"Mój jedyny syn, Liam ", lecz było już za późno i ona o tym wiedziała. Jej dziecko było martwe.
29 marca 2017
Trudne sprawy Vol. 3 - czyli o zakupach słów kilka~
Dawno, dawno temu...
Za górami, za lasami...
Na szczycie Szklanej Wieży z drewna..
Mieszkała Nie-Śpiąca Królewna z orszakiem siedmiu czwórasów...
Królewna ta była jednak napiętnowana klątwą...
Wobec której najwięksi mędrcy chwytali się za głowy...
A nawet najsilniejsza magia nie była w stanie jej naruszyć...
Znana była wówczas jako entuzjasmus maximus -
Jako, że historia lubi się powtarzać, znajduje ona swoje odzwierciedlenie również dzisiaj.
- LIAAAAAM!!! - Wysoki pisk przeszył powietrze niczym grot strzały, dudniąc w uszach najbliższych przechodniów jeszcze na długo po tym, kiedy umilkł. Rudowłosa kobieta przeskakiwała energicznie z nogi na nogę, poklaskując niczym małe dziecko na widok... sukienki. Kobieta wskazała entuzjastycznie kreację, przyciskając twarz do okna wystawowego. - Patrz, patrz, patrz, patrz..! - Zawołała, nie odrywając się od szyby. Młody, stojący nieopodal chłopak spróbował zamaskować swoją konsternację pod naciągniętym nisko kapturem. A nuż, nikt nie powiąże faktów i nie pomyśli, że przyszli razem. - Zachowujesz się, jak małpa w fabryce bananów. - Wywrócił ostentacyjnie oczami, pytając się w duchu Boga jak udało się jej przekonać go do tej pasjonującej wyprawy, w której mieli się wcielić w łowców promocji. Dalia zignorowała kąśliwą uwagę syna i nie zważając na niego natarła bezlitośnie na frontowe drzwi sklepu. Chłopak westchnął, widząc tylko kosmyki ognistych włosów znikające tuż za futryną. Nie widząc odwrotu, ruszył za nią, powłócząc nogami. Znalazłszy się w środku, zlustrował wnętrze zrezygnowanym spojrzeniem, w końcu lokując je na drobnej postaci, nurkującej w kalejdoskopie kolorowych materiałów. Jak ryba w wodzie, pomyślał ironicznie. Zastanowił się przy tym głęboko, wręcz zatrzymując się wpół kroku, gdzie w takich chwilach znikał Baru? Tak, to było wyśmienite pytanie. Z kontemplacji wyrwał go kolejny pisk. - O Boże, Liamciu! Popatrz jakie śliczne ubranka! - Dalia w międzyczasie zdążyła zrewidować sporą część asortymentu, zatrzymując się w dziale dla dzieci. Liam posłusznie powlókł się w jej stronie, rzucając wokół szybkie spojrzenia - asekuracyjnie, by mieć pewność, że nikt znajomy nie zastanie go w tak kompromitującej sytuacji. Kiedy zwrócił wzrok z powrotem ku rodzicielce zorientował się, że widok przysłania mu dziecięcych rozmiarów kubraczek. - Szkoda, że nie ma z nami Hiacynt... - Zawodziła sobie a muzom.
- Chyba ciężarówki. - Rzucił z przekąsem, afiszując ciążące mu od dłuższego czasu na przedramionach toboły, których jedynie przybywało. Dalia złapała się pod boki, patrząc na niego oskarżycielsko. - Bądź mężczyzną, a nie babą!
- Właśnie! Nie mogę być silnym, niezależnym mężczyzną i tragarzem jednocześnie - Żachnął się teatralnie, choć uśmiechnął się cierpko. Zacięła usta w wyrazie niemego poirytowania i przyszpilając syna wzrokiem do przeciwległej ściany zarządziła apodyktycznym tonem: - Marsz do kasy gówniarzu.
- Zmuś mnie.
- Jeszcze chwila a wygrasz bilet w jedną stronę do krainy wiecznej zabawy z młodszą siostrzyczką. - Odparła z uśmiechem pełnym diabelskiej pasji, wręcz karmiąc się jego bezsilnością. - A tak w ogóle, to powinieneś mi mówić mamo!
Ps. - Tak, to jest Liam jeszcze przed przemianą.
Ps.2 - To kto następny na zakupy z Dalią? xD
18 marca 2017

- Though I was striped of wings, death is the gift I bring
Liam | ♂ | ???
Nocny Wędrowiec | Dziwadło | Wendigo
Ten, który oszukał samą Śmierć
(...) A w końcu dzień ustąpił miejsca swojej oblubienicy, nocy, która spowiła ziemię gęstym, smolistym całunem, spozierając z góry oczyma gwiazd - cicha i tajemnicza jak zawsze. Cienie wydłużyły się znacząco, zlewając się i rozpraszając gasnące światło, a dotkliwy chłód przeczesał gęstwinę drzew, siejąc pustki. Ciszę pogrążonego w nocnym letargu lasu przerywało jedynie zawodzenie wiatru. Coś jednak zakłóciło pozbawiony życia spokój. Para świateł. Lodowatobłękitne punkty przecięły mrok i zniknęły w jego odmętach tak nagle, jak się pojawiły. Puste i chłodne, niczym u ślepca, a jednak emanujące światłem jak blada tarcza księżyca. W jego chłodnej poświacie zamajaczyła nienaturalnie wysmuklona sylwetka. Długie, szponiaste łąpy, ogon niczym wijący się za nimi, czarny wąż, sterczące jak dwa oberwane skrzydła łopatki i wydłużony pysk osadzony na chudej szyi. Przybysz ten nie przypominał żadnego z mieszkańców Lasu. Już nie. Zmrużył oczy i wypełnił zepsute płuca rześkim powietrzem, drżąc przy tym lekko, jakby nie robił tego od dawna. Podróż z Zaświatów kosztowała go wiele poświęceń. A nade wszystko, ciągnęła za sobą konsekwencje...
Stado Nocy znało go niegdyś jako pierworodnego syna Dalii i Baru, Liama. Wiele się jednak zmieniło, odkąd tajemniczo zginął. I choć teraz powraca, zdaje się zaledwie znikomym refleksem tego, kim był. Niektórzy mówią o nim Wendigo. Upiorze o sercu skutym lodem, pożeraczu ciał. Ile jest prawdy w tych pomówieniach? Spytany o to, samiec cierpliwie i niewzruszenie milczy.
FORMA I
Cechuje go dziwna, skrajnie wysmuklona sylwetka. Na pozór przypomina wilka, którym onegdaj był. Pozostało mu po nim jedynie gęste, czarne jak heban futro, które pokrywa całe jego zdewastowane cielsko. Wydaje się większy, z pewnością mierzy więcej w kłębie. Długie, zakończone szponiasto łapy utrzymują wysmuklony korpus. Względne wychudzenie nie stanowi ujmy dla jego postawnej postury. Wizerunek ten potęguje grzywiasta sierść na karku i szyi samca. Jego zad jest osadzony nieco wyżej, niż u wilka, a jego zakończenie stanowi nienaturalnie długi, wijący się wężowato ogon. Gdzie nie gdzie, głównie w okolicy miednicy, futro ustępuje długim, kruczym piórom, które dodają mu ponurego, a co więcej złowróżbnego wyglądu. Głowa Czarnego uzbrojona jest w komplet perłowych kłów, jak to na drapieżnika przystało. Nad kufą widnieje para pustych, lśniących dziko ślepi. Ich barwa zmienia się zależnie od wielu czynników, paleta ich barw zaczyna się na mglistym srebrze, a kończy na kolorze szafiru. Ponad nimi, tuż za skroniami, wyrasta para długich, szpiczastych radarów. Pysk i całe ciało samca naznaczone jest pajęczyną blizn, w większej mierze ukrytych pod futrem.
Forma II
To zasadniczo ludzka postać. Młody mężczyzna, postawny, dobrze zbudowany. Mięśnie pracują widocznie pod jego bladą skórą. Jest dość wysoki, lecz jego wzrost mieści się w granicach normy. Niebrzydki, choć jego ciało napiętnowane jest rozlicznymi bliznami. Pomimo to, z pewnością jego atutami są ładnie zarysowana linia szczęki, stalowoszare, a niekiedy niebieskie oczy, wiecznie zmierzwione, smoliście czarne włosy czy dość atletyczna postawa. Zwykle prezentuje się światu w ponurych barwach. Nie lubi rzucać się nadto w oczy, bo też preferuje życie w ukryciu.
Forma III
???
Cechuje go dziwna, skrajnie wysmuklona sylwetka. Na pozór przypomina wilka, którym onegdaj był. Pozostało mu po nim jedynie gęste, czarne jak heban futro, które pokrywa całe jego zdewastowane cielsko. Wydaje się większy, z pewnością mierzy więcej w kłębie. Długie, zakończone szponiasto łapy utrzymują wysmuklony korpus. Względne wychudzenie nie stanowi ujmy dla jego postawnej postury. Wizerunek ten potęguje grzywiasta sierść na karku i szyi samca. Jego zad jest osadzony nieco wyżej, niż u wilka, a jego zakończenie stanowi nienaturalnie długi, wijący się wężowato ogon. Gdzie nie gdzie, głównie w okolicy miednicy, futro ustępuje długim, kruczym piórom, które dodają mu ponurego, a co więcej złowróżbnego wyglądu. Głowa Czarnego uzbrojona jest w komplet perłowych kłów, jak to na drapieżnika przystało. Nad kufą widnieje para pustych, lśniących dziko ślepi. Ich barwa zmienia się zależnie od wielu czynników, paleta ich barw zaczyna się na mglistym srebrze, a kończy na kolorze szafiru. Ponad nimi, tuż za skroniami, wyrasta para długich, szpiczastych radarów. Pysk i całe ciało samca naznaczone jest pajęczyną blizn, w większej mierze ukrytych pod futrem.
Forma II
To zasadniczo ludzka postać. Młody mężczyzna, postawny, dobrze zbudowany. Mięśnie pracują widocznie pod jego bladą skórą. Jest dość wysoki, lecz jego wzrost mieści się w granicach normy. Niebrzydki, choć jego ciało napiętnowane jest rozlicznymi bliznami. Pomimo to, z pewnością jego atutami są ładnie zarysowana linia szczęki, stalowoszare, a niekiedy niebieskie oczy, wiecznie zmierzwione, smoliście czarne włosy czy dość atletyczna postawa. Zwykle prezentuje się światu w ponurych barwach. Nie lubi rzucać się nadto w oczy, bo też preferuje życie w ukryciu.
Forma III
???
Jedno można stwierdzić z całą pewnością - nie jest już tym samym, beztroskim podlotkiem. Zmienił się diametralnie, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Jest raczej mizantropem, typem samotnika, choć czuje swoisty magnetyzm ciągnący go do najbliższych. Wydaje się jednak niezdolny do odczuwania głębokich uczuć. Wydarcie się z lodowatego objęcia śmierci wymagało od niego ofiary i poświęcenia. Samiec nie do końca zdaje sobie jednak sprawę z konsekwencji, które musi teraz ponieść. Nie ma też bladego pojęcia, co za tym zyskał. Stracił częściowo pamięć. Pamięta wczesne dzieciństwo i swój powrót do HoTN. Podsumowując, pamięta niewiele. Od czasu do czasu miewa pewne przebłyski wspomnień, lecz nie są one na tyle wyraźne, by mógł z nich wysnuwać wnioski. Nie jest zamknięty w sobie. Można go porównać do górskiej pogody - jest szalenie nieprzewidywalny. Bywa rozmowny, a i owszem. Czasem zaśmieje się gardłowo. Jednak błyskawiczna zmiana nastroju nie jest dla niego czymś obcym, co często wzbudza w jego rozmówcach uczucie konsternacji. Na pozór anielsko cierpliwy i wyrozumiały, jednak groźby zawsze traktuje poważnie. Jest przy tym niezwykle... wyrafinowany.
• ? •
Niezrzeszony. Potencjał na zabójcę lub łowcę.
COMING SOON~
Chętny na wszelkie wątki i powiązania. Ostatnia aktualizacja notki 19.03.2017
28 czerwca 2015
Co cię nie zabije...
Liam przerzucił koszulkę przez głowę. Letnie słońce w zestawieniu z intensywnym treningiem były wyczerpujące. Zacisnął kurczowo pięści, spoglądając z rezygnacją na spokojną toń jeziora. Czuł, że może je wzburzyć siłą własnej woli, jednak nie wiedział do końca jak. I choć próbował dopiąć swego od samego rana, coraz bardziej powątpiewał w swoją intuicję. Chłopak zmierzwił palcami włosy. Wzdrygnął się wyczuwając w pobliżu czyjąś obecność. Zupełnie jakby coś próbowało bezszelestnie się do niego podkraść. Rudowłosa uśmiechnęła się pod nosem, widząc, że synek raczej zaskoczyć się nie da. Zaszła go od tyłu i poklepała po głowie, jakby nadal był szczeniakiem, a nie nastoletnim chłopcem. - Synu, na takie ciało to każda jest twoja. - Zakomunikowała mu zamiast powitania. Stanęła z nim twarzą w twarz z szerokim wyszczerzem. Liam wyprostował się i uśmiechnął leniwie, taksując matkę wzrokiem.
- Każdy ma inne fetysze, nieprawdaż? - Zaśmiał się cicho, po czym przeniósł wzrok z powrotem na wodę. - Mam dość.. - Westchnął, kierując to bardziej do siebie niż do niej. Zmarszczyła brwi, przyglądając mu się z konsternacją. Wyciągnęła rękę i złapała go za podbródek, zmuszając by zwrócił swe patrzały na nią.
- Nie poddawaj się. To zawsze zajmuje trochę czasu. - Przekrzywiła głowę. - A tak właściwie to co próbujesz zrobić?
- Podołać swoim wymaganiom. Z marnym skutkiem. - Odparł. - W każdym bądź razie sprawdzam kilka teorii. - Dodał niejednoznacznie. Dalia złapała się pod boki, mierząc go podejrzliwym wzrokiem.
- Czy ja o czymś nie wiem? - Uniosła znacząco brew. Chłopak zabłysnął kompletem zębów w uśmiechu.
- Wszystko w granicach moralności.
- Nad tym poważnie bym się zastanowiła.
- Zmierzasz do czegoś? - Jego uśmiech nabrał głupkowatego wyrazu.
- Kochanie, jakoś musiałeś pojawić się na tym świecie.. Poza tym jaki ojciec taki syn.
Liam wywrócił oczami.
- Tego mogłaś mi już oszczędzić, wiesz? - Wymamrotał, a Dalia uśmiechnęła się przebiegle.
- Może i bym mogła, ale nie widzę powodów, dla których miałabym to zrobić.
- Eh. Skoro syn wdaje się w ojca, to już się boję, co za perwersje mogłaby snuć córeczka. - Odparł ofensywnie, na co Dalia obruszyła się.
- To był cios poniżej pasa. - Stwierdziła. Chłopak skrzyżował ręce na piersi.
- To ty próbujesz dorobić się na siłę wnuków.
- Jak na razie próbuję dorobić się synowej.
- Co za hipokryzja, najpierw mówi "ty gówniarzu", a teraz próbuje mnie w śluby wrobić. - Wydął ostentacyjnie wargę, przez co wyglądał co najmniej komicznie.
- O, jaki pamiętny! A o tym, żeby matki słuchać to się już nie pamięta, co?
- Słucham rozsądku, a on mi podpowiada, że słuchanie ciebie nie byłoby najlepszym pomysłem. - Wyszczerzył się szeroko, dobrze wiedząc, jak zareaguje na te słowa.
- Ty gówniarzu! Jak ty się do matki zwracasz?! - Złapała go za ucho i pociągnęła by był na jej poziomie.
- Złość piękności szkodzi, mamusiu.
- Mi dodaje uroku. - Warknęła.
- Nie moja wina, że urodziłaś mnie takim pyskatym smarkiem. - Urwał na moment, udając zamyślenie. - Równie dobrze mógłbym być kochaną córusią, ale z reklamacjami proszę zwracać się do Baru.
- Nie muszę. Za dziewięć miesięcy będziesz niańczył siostrzyczkę. - Uśmiechnęła się złowieszczo. Liam otworzył szerzej oczy, a uśmiech spełzł mu z twarzy.
- Że co proszę..?
- Każdy ma inne fetysze, nieprawdaż? - Zaśmiał się cicho, po czym przeniósł wzrok z powrotem na wodę. - Mam dość.. - Westchnął, kierując to bardziej do siebie niż do niej. Zmarszczyła brwi, przyglądając mu się z konsternacją. Wyciągnęła rękę i złapała go za podbródek, zmuszając by zwrócił swe patrzały na nią.
- Nie poddawaj się. To zawsze zajmuje trochę czasu. - Przekrzywiła głowę. - A tak właściwie to co próbujesz zrobić?
- Podołać swoim wymaganiom. Z marnym skutkiem. - Odparł. - W każdym bądź razie sprawdzam kilka teorii. - Dodał niejednoznacznie. Dalia złapała się pod boki, mierząc go podejrzliwym wzrokiem.
- Czy ja o czymś nie wiem? - Uniosła znacząco brew. Chłopak zabłysnął kompletem zębów w uśmiechu.
- Wszystko w granicach moralności.
- Nad tym poważnie bym się zastanowiła.
- Zmierzasz do czegoś? - Jego uśmiech nabrał głupkowatego wyrazu.
- Kochanie, jakoś musiałeś pojawić się na tym świecie.. Poza tym jaki ojciec taki syn.
Liam wywrócił oczami.
- Tego mogłaś mi już oszczędzić, wiesz? - Wymamrotał, a Dalia uśmiechnęła się przebiegle.
- Może i bym mogła, ale nie widzę powodów, dla których miałabym to zrobić.
- Eh. Skoro syn wdaje się w ojca, to już się boję, co za perwersje mogłaby snuć córeczka. - Odparł ofensywnie, na co Dalia obruszyła się.
- To był cios poniżej pasa. - Stwierdziła. Chłopak skrzyżował ręce na piersi.
- To ty próbujesz dorobić się na siłę wnuków.
- Jak na razie próbuję dorobić się synowej.
- Co za hipokryzja, najpierw mówi "ty gówniarzu", a teraz próbuje mnie w śluby wrobić. - Wydął ostentacyjnie wargę, przez co wyglądał co najmniej komicznie.
- O, jaki pamiętny! A o tym, żeby matki słuchać to się już nie pamięta, co?
- Słucham rozsądku, a on mi podpowiada, że słuchanie ciebie nie byłoby najlepszym pomysłem. - Wyszczerzył się szeroko, dobrze wiedząc, jak zareaguje na te słowa.
- Ty gówniarzu! Jak ty się do matki zwracasz?! - Złapała go za ucho i pociągnęła by był na jej poziomie.
- Złość piękności szkodzi, mamusiu.
- Mi dodaje uroku. - Warknęła.
- Nie moja wina, że urodziłaś mnie takim pyskatym smarkiem. - Urwał na moment, udając zamyślenie. - Równie dobrze mógłbym być kochaną córusią, ale z reklamacjami proszę zwracać się do Baru.
- Nie muszę. Za dziewięć miesięcy będziesz niańczył siostrzyczkę. - Uśmiechnęła się złowieszczo. Liam otworzył szerzej oczy, a uśmiech spełzł mu z twarzy.
- Że co proszę..?
***
Trudnych spraw ciąg dalszy. W roli wyjaśnienia - Dalia nie jest jeszcze w ciąży.
Liam: *chrząk* jeszcze
Subskrybuj:
Posty (Atom)

