Przekraczasz mistyczną bramę, okalaną bluszczem, korony liściaste osłaniają drogę, czyniąc ją ciemną i magiczną. Drzewa powykręcane, jak zatrzymane w tańcu, mgła jak oddech Boga, ciepło drzewca z ognia na środku polany, ukrytego w międzylesiu. W głębi grota, jaskinia skalna; półki i rozpadliny skalne są dla większości domem.


Stado:
♀: 10 | ♂: 4

Ogłoszenia:
- Mamy mały zastój, jednak blog nadal jest aktywny.
- Proszę zgłaszać się po zadania do hierarchii pod odpowiednią zakładką

Zapraszamy w Nasze szeregi!

Nieobecni:
- Tin
- Dalia

25 listopada 2012

Z prośbą o nowe życie ~ Xeattie Tav

- Przepraszam kochani, muszę odejść – powiedziała półszeptem do pozostałych i spojrzała w stronę lasu. - To miejsce mnie przytłacza, to wszystko mnie przytłacza – rozejrzała się po polanie pełnej kości, krwi i szczątek jej najbliższych. - Tu wydarzyło się tyle złego, to mnie zniszczy. To was wszystkich zniszczy! - powiedziała głośniej, odwróciła się i zaczęła biec w stronę lasu.
W głębi siebie wiedziała, że źle postąpiła. Nie powinna opuszczać najbliższych w potrzebie. Lecz jedno było pewne: zasłużyli. Nie posłuchali jej, nie zwracali nawet na nią uwagi. Byli zajęci tylko przygotowaniami do wielkiej wojny. Wojny, która skończyła się klęską dla jej watahy. Przecież to nie musiało się tak kończyć! Rozmyślając biegła przez nieznane jej tereny. Pragnęła zapomnieć o wszystkim. Zacząć żyć od nowa. Po kilku dniach dobiegła do bram nieznanego jej stada. I jak Xe? Wchodzisz w to?

Zwą ją Xeattie lub Tav. Niektórzy nawet Xeą. Liczy sobie powyżej 5 lat. Jest waderą z gatunku Qievier. Rasa ta jest krzyżówką wilka księżycowego i wymarłego już wilka morskiego. Te zwierzęta są niewiele wyższe od zwykłych wilków, lecz dużo masywniejsze. Łapy przystosowane są do długiego i szybkiego biegania. U każdego z osobników tej rasy na ciele wyrasta chodź jeden fragment całkowicie pokryty łuskami; u każdego gdzie indziej. U Xei można zauważyć to na uszach oraz grzbiecie. Tę rasę cechuje też to, że raz dziennie przymusowo muszą pobyć w wodzie na minimum dwie godziny. Bez jednodniowego kontaktu z wodą wilki robią się ospałe i zamykają się w sobie. Po tygodniu umierają. Xeattie jest raczej cicha i nie ufna. Długo przywiązuje się do rzeczy, miejsc, osób. Raczej sympatyczna i pomocna. Można jej zaufać. Uwielbia adrenalinę, strach, ból. Lubi wiedzieć o wszystkich wszystko, sama o sobie nie mówi praktycznie nic. Jest niecierpliwa i w pewnym sensie rozpieszczona. Za wszelką cenę dąży do tego, by wszystko było po jej myśli. Jak jest inaczej to próbuje zdobyć to do skutku. W jej słowniku nie ma słowa „niemożliwe”. Nawet gdyby miała złamać swoje moralne zasady. Unika przemocy, agresji pomimo tego, że sprawia jej wielką przyjemność i satysfakcję. Nie lubi jak ktoś jej rozkazuje, nakazuje czy radzi. Wychowała się w rodzinie morderców, dlatego ma takie upodobania. Jako młody wilk wszędzie widziała rozlaną krew czy rozszarpywanie innych. Wpajali jej też, że musi zabijać. Jednak od szczeniaka miała swoje zasady, które ciężko jest jej złamać. Nie lubi kłamstwa i chamstwa. To są dwie rzeczy, które stara się na swój sposób potępiać. Mimo jej wad, historii jest raczej pozytywną postacią. Xeattie głównie zna się na szukaniu i śledzeniu, dlatego w hierarchii chciałaby być zwiadowcą. Jako szczeniak sama doszukiwała się informacji o swoim gatunku czy innych rzeczach. Podobizna.

16 listopada 2012

"I tried so hard..."

 Mrok powoli brał w posiadanie świat, przykrywając wszystko smutną szarością wieczora. Ciemność dotąd kryjąca się tylko pod koronami drzew, teraz zaczęła wypełzać ze swego ukrycia i rozprzestrzeniać się, jakby chciała okryć sobą wszystko. W cieniu gęstych zarośli jarzyły się zielonkawe punkty, wpatrujące się w niewinne zwierzę, chcące tylko zaczerpnąć trochę wody z źródła. Gałęzie zdawały się pochylać nad niemal niewidoczną postacią ukrytą w mroku, by jeszcze lepiej ją zakryć. Postać ta czarna jak sama ciemność, postąpiła krok do przodu, by zaraz z cichym warknięciem wyskoczyć z zarośli. Korzystając z wyćwiczonych mięśni, dwoma długimi susami dopadła ofiary, która do końca nie zdawała sobie sprawy z tego, kto odebrał jej życie. Z większą niż zazwyczaj wściekłością jaguar wgryzł się w szyję zwierzęcia i warcząc szarpał się z umierającą łanią, nawet tuż po tym jak życie z niej uszło, nie zaprzestał rozszarpywania biednego stworzenia. Tu nie chodziło o upolowanie smacznego kąska, a tylko o wyładowanie wściekłości i żalu, które ostatnimi czasy narosły w panterze.
 W końcu okrutne szczęki puściły ofiarę, a ogromny czarny kot zdawał się zapaść w jakiś dziwny amok. Stał nad zmasakrowanym ciałem, nie ruszając się, a tylko tępo patrząc na konar potężnego drzewa. Gdyby ktoś teraz widział tego oto jaguara, mógłby zaobserwować jak jego umysł ucieka we wspomnienia, które za wszelką cenę chciał odegnać.


 Małe kociątko z dziwnymi, jakby nietoperzowymi skrzydłami, upolowało właśnie swoją pierwszą zdobycz i z radości machało malutkimi skrzydełkami, które były jeszcze za słabe by je unieść. Dwa większe, czarne koty stały nieopodal, przyglądając się swojemu dziecku. 
 - Jest taka malutka, a już posiada co najmniej połowę z naszych umiejętności - mruknęła pantera, spoglądając na swoje maleństwo z rozczuleniem, ale także pewną obawą.
 - I ma skrzydła - dodał jakby w zamyśleniu jaguar, nie za bardzo był z tego zadowolony. - Wiesz, że to nie pozostanie długo w tajemnicy. - Spojrzał na swoją partnerkę z powagą.
Matka kociątka odwzajemniła spojrzenie, była niemal pewna, iż już ktoś doniósł innym o małej, ale nie chciała mówić tego na głos, jakby miała tym potwierdzić swoje przypuszczenia. Westchnęła i odwróciła pysk, by zobaczyć jak kocie o fiołkowych oczach wpatruje się w nich z ciekawością. Pantera uśmiechnęła się do małej i schyliła się, by liznąć kotkę po pyszczku.
 - Dobra robota, Raki - powiedziała z aprobatą, a skrzydlate kociątko miauknęło z zadowoleniem. 
Tę sielankę przerwało gniewne warknięcie, dobywające się z krzewów znajdujących się zaraz za szczęśliwą rodzinką. Pantery obróciły się szybko w tamtą stronę, czujne i pełne obaw co do tego, co ujrzą. Niestety ich przypuszczenia były słuszne. Już po chwili z zarośli wyszły trzy potężne jaguary, a za nimi jeden mniejszy, jakby jeszcze kocie, które nie dorosło do pełnych rozmiarów. Ich złota sierść mieniła się w blasku słońca przebijającego się przez liście. Skrzydlata kotka wychyliła łebek zza swych rodziców by lepiej przyjrzeć się przybyszom i z zaciekawieniem obserwowała niedorosłego osobnika. Jednak ten starał się nie patrzeć na niezwykłą czarną panterę. Za to inny, zdaje się że przywódca przybyłych, z zainteresowaniem przyglądał się jej.
 - No proszę, ktoś nas nie powiadomił o nowym członku stada i to takim... innym - odezwał się chłodno, a na jego pysku pojawił się złośliwy uśmiech. Spojrzał na dwa większe koty i jego uśmiech się powiększył.
 - Koniec uciekania Morte, wiedziałeś że przed nami się nie ukryjesz.
Ojciec kociaka, spojrzał na swą córkę wzrokiem mówiącym - "uciekaj", ale ona zdawała się nie rozumieć o co chodzi. Było już za późno.
 - Brać ich, dziecko jest moje - cicho wydał rozkaz jaguar, który odezwał się poprzednio i dwa pozostałe ruszyły na rodziców Raki. A ona tylko mogła się przyglądać jak jej rodzice walczą, próbując nie tyle ocalić siebie, a spróbować dać jej jakoś do zrozumienia, że musi uciekać. 
Złoty kot powoli zbliżał się do skrzydlatej z niemal fanatyzmem wymalowanym w złotych ślepiach. Jednak, słysząc żałosne miauknięcie ze strony jednego z przybyłych z nim jaguarów, odwrócił pysk w stronę walki. Morte pokonał swego przeciwnika i rzucił się w stronę złotego z wściekłością, zatrzymany jednak przez trzeciego kota. Warknął, widząc jak jego ukochana ginie, a rany które zadawał przeciwnikowi zrastają się w jakiś niezwykły sposób. W tej chwili zdał sobie sprawę z tego, że mu się nie uda, bez partnerki był bez szans. 
 - Uciekaj Raki, tak daleko jak potrafisz! - warknął do małej, która w końcu przerażona tym co zobaczyła, zaczęła pędzić przed siebie, byle jak najdalej od tamtego miejsca, byle jak najdalej od warknięć i odgłosów walki.
Po kilkunastu godzinach biegu, nawet przy wspomaganiu się skrzydłami, była tak wyczerpana, że potknąwszy się o korzeń. nie potrafiła się już podnieść. Czuła jak z głodu i zmęczenia zaczyna zapadać w sen i wiedziała, że umrze, bo nie miała już dla czego żyć. Rodziców już nie ma, a ona jest zbyt młoda, zbyt młoda by poradzić sobie z innymi, którzy ścigali jej rodzinę, umierała i już nic nie mogła z tym zrobić. Mrok przygarnął do siebie niewielkie kocię, jakby było jego własny dzieckiem, otulając je i pozwalając by zasnęło wiecznym snem.
 ***
 Ogromny, złoty jaguar przemierzał las, w poszukiwaniu jednego. Powarkiwał co chwila, wściekły że zamiast od razu gonić malca, musiał zająć się tym całym Morte, był lepszy niż się spodziewał. 
  Warknął ponownie, nieco tylko głośniej, przyśpieszając nieznacznie. Podążający za nim mniejszy kot podkulił ogon i położył uszy płasko na czaszce, wiedział że w pewnym sensie pan jest zły na niego. Już od kilku dobrych godzin podążali tropem małej pantery, dalej nie mogąc jej znaleźć. 
 W końcu wkroczyli na bardzo niewielką polanę, przy której brzegu leżało uskrzydlone kocie. Ciemność zdawała się otulać je kokonem, jakby opłakiwało stratę przyjaciela. Większy z przybyszy podszedł do nieruchomego ciałka i pochylił nad nim swój pysk, na którym można dostrzec było konsternację.
 - Lux*, spójrz na nią - mruknął do towarzysza, który wzdrygnął się na ton głosu przywódcy, ale posłusznie wykonał polecenie. 
Kiedy pochylił pysk nad kotką, poczuł jak życie z niej ucieka i to w zawrotnym tempie. Wypuścił powietrze zaskoczony. 
 - Umiera? - zapytał złotooki kot, chłód w jego słowach niemal sprawiał, że na skórze mniejszego pojawiały się dreszcze.
 - Tak.
 Wielki kot wyprostował się i uśmiechnął z zadowoleniem, przynajmniej nie musiał brudzić sobie pyska tym paskudnym wybrykiem natury. Odwrócił się, zostawiając za sobą niewielkie ciałko.
 - Możesz tu zostać, już cie nie potrzebujemy - dodał jeszcze na odchodnym do skulonej postaci i popędził w las, by powiadomić resztę towarzyszy.
 Niewielkie, niedorosłe jeszcze kocie, spoglądało teraz jak z ciałka innego szybko umyka całe życie. Po co mu to było? I tak wygnali go ze stada, nie miał gdzie się podziać, doprowadził do wybicia całej rodziny skrzydlatej kotki, a teraz patrzył na jej śmierć. Różne emocje przewijały się przez pysk jaguara, ale już po chwili można było zobaczyć na nim wyraz zdecydowania. Podjął decyzję.
 Położył się obok kociątka i skupiając się na całej naturze jaka go otaczała, przywołał do siebie resztkę magi, która mu została. Zielona energia zaczęła pulsować wokoło dwóch postaci, symbolizując wszystko co żywe. Jasne promyki poczęły przebijać się przez korony drzew. Wstawał nowy dzień, ale nie dla wszystkich. Złoto-zielona poświata błyszczała w świetle poranka, owijając się wokół dwóch postaci, jednej złotej i jednej czarnej, przebijając się przez kokon ciemności do nieruchomego ciałka. Młody jaguar, z którego owa energia wydawała się emanować, pochylił pysk nad skrzydlatym kotkiem i liznął panterę w policzek, by oddać jej to, co odebrał.

 Ostatnie promyki słońca zniknęły za horyzontem. Ciemność już zdążyła opanować większość świata, otulając sobą wszystko co zdołała i przytulając do siebie znieruchomiałe ciało, które bardziej niż zwykle wydawało się spięte. Postać wpatrywała się w pień ogromnej, płaczącej wierzby. Pantera potrząsnęła łbem próbując odgonić od siebie natrętne myśli, nie chciała tego rozpamiętywać. Jarzące się zielonkawo oczy jakby przygasły, a cała postać zdawała się skurczyć pod natłokiem skrywanych emocji. Raksza zacisnęła powieki i rozluźniła wszystkie mięśnie, skupiając się na otaczających ją zewsząd odgłosach i zapachach, mogła przestać myśleć. Choć na chwilkę. Otwierając oczy była już tą samą co przedtem spokojną panterą, niemal wyzbytą wszystkich uczuć. Spojrzała na zwieszające się nad nią gałęzie ogromnego drzewa. Wzięła głęboki wdech, czując przyjemny zapach. Spięła mięśnie i w kilku susach opuściła polanę, wspinając się na wierzbę i z jej gałęzi przeskakując na kolejne, pozostawiając za sobą myśli, które nawiedziły ją dzisiejszego wieczoru i znikając w ciemnościach lasu.

______________________________
*Z łaciny Lux - Światłość
Wpierw przepraszam za długą nieobecność, ale nie miałam ostatnio czasu, żeby wejść na komputer.
Wiem, że opowiadanie długie i pewnie ciągnie się jak flaki z olejem, ale chciałam umieścić tu historię Rakshy. Pewnie dodam też link do tego opowiadania w Karcie Postaci. 
Mam nadzieję, że nie ma zbyt dużo błędów, nie jestem jakąś wybitną pisarką. 
No to tyle, mam nadzieję, że się podobało.

13 listopada 2012

Moja Historia cz. 1

Wiele lat temu... byłam zupełnie inną Waderą niż jestem dzisiaj...
jakbyście mnie wtedy poznali zanim to się wszystko zaczęło nie
uwierzylibyście mi że taka kiedyś byłam...

Ale wszystko po kolei...

Kiedy byłam szczeniakiem może i nie miałam zbyt kolorowo ale to był
częściowo najlepszy okres mojego życia przynajmniej pierwsza połowa mojego
dzieciństwa
Byłam zawsze pełna energii i ciekawa świata
Bardzo szanowałam moich rodziców.
Po mojej Matce odziedziczyłam kolor sierści brązowo-szarawy miała
piękne błękitne oczy, Ojciec natomiast miał ciemniejszą sierść również

Szarą
prawie że Czarną po nim odziedziczyłam złotawe oczy

Chętnie słuchałam opowiadań mojego Ojca o różnych rzeczach jakie widział
ile złych wilków zabił, chciałam być taka jak on
być szanowaną i zobaczyć niezwykłe miejsca...
Matka natomiast uczyła mnie jak polować i skutecznie zabić po cichu
często mi się nie udawało ponieważ byłam jeszcze za młoda na polowanie
i poważne podchodzenie do życia. Moja mama śmiała się często z moich
daremnych prób a ja ze smutkiem wracałam do niej i wtulałam się w jej

sierść

- Znowu mi się nie udało...
- Nie martw się z czasem wszystko przyjdzie łatwiej
otarła swój łeb o mój uśmiechając się ciepło
Na dziś wystarczy wracamy do jaskini
uśmiechnęłam się do niej i jak zwykle po każdym polowaniu ścigałam się
z Matką w drodze powrotnej do groty...
Aż pewnego razu kiedy szybciej wróciłam do domu moim szczenięcym oczom
ukazał się widok który mnie sparaliżował...
Zobaczyłam mojego Tatę który krwawił z poszarpanych i bardzo głębokich
ran... stałam jak zamurowana... a oczy mi się zaszkliły
Za mną stanęła Matka i od razu zareagowała nie zwracając na mnie uwagi
cała drżałam chciałam wykrztusić z siebie
"Tatusiu... kto ci to zrobił"
Ale słowa utknęły mi w gardle tak jakby niewidzialna ręka mnie chwyciła.
Mama zabrała go w głębszy kąt jaskini też chciałam iść ale stanowczym i

agresywnym
głosem mnie wygoniła

Słyszałam... krzyki... płacz, później przerodziły się one w agresję i

kłótnie
nadal nie dowierzałam w zaistniałą sytuację
usłyszałam mały strzępek rozmowy moich rodziców...

- To nie możliwe... nie zgodzę się na to
Powiedziała Mama
- Musimy to zrobić widzisz do czego są zdolni
Odpowiedział Tata
- Nie nie zostawię jej tu samej
- Musisz jeśli chcesz żeby przeżyła!!!

Gwałtownie oczy mi się powiększyły w strachu a żółte ślepia zmniejszyły

Podeszłam do nich mimo zakazu
- Czy... ja umrę...?
Spojrzeli na mnie oboje, Matka przytuliła mnie płacząc gorzko
a Tacie zaszkliły się oczy...

"Stanowczo mogę powiedzieć że na tym zakończyła się ta dobra część
mojego dzieciństwa..."

- Musimy iść... zwrócił się Tata do Matki
Zaczęłam płakać, Matka odsunęła się ode mnie i powiedziała drżącym

głosem
- Nie kochanie... ty nie umrzesz...
Odeszła w stronę wyjścia z jaskini z wielkim trudem.
Wiedziała że musi, ale nie mogła. Zaraz za nią poszedł Tata
lekko trącając mnie w głowę mówiąc
- Bądź silna... pamiętaj co ci mówiłem, jeszcze wiele osiągniesz
pamiętaj...

Nie... nie, nie mogłam uwierzyć że to się dzieję
- Dlaczego mnie zostawiacie...?!
Krzyknęłam z płaczem za nimi
- Nie mamy wyboru... to dla twojego dobra
Odpowiedział Ojciec
- Ucieknijmy razem... proszę nie zostawiajcie mnie...

Dalej nalegałam i nalegałabym dłużej gdyby nie zawyłyby wilki

- Szybko! uciekaj już tu są!!!
Krzyknął Tata

Przestraszyłam się... uciekłam... mogłam zostać, wiedziałam że powinnam
była tam zostać...
Gdybym była wtedy odważniejsza i mogłabym cofnąć czas wszystko by
potoczyło się inaczej...

Moich rodziców zabrano do Krainy Cienia gdzie wilki są opętane
i wykorzystują innych dla własnych korzyści.
Chowałam się za drzewem i patrzyłam jak ich zabierają, chciałam
krzyczeć... ale nie mogłam znowu niewidzialna ręka mnie chwyciła
za gardło...
łzy powoli mi leciały... zostałam sama, zdana na siebie, nic nie mogłam
zrobić nic... zupełnie nic...
Kiedy odzyskałam kontrole nad sobą, zaczęłam biec a może uciekać?
nie wiem biegłam... jak najszybciej od domu... byłego domu. Z czasem
poczułam zmęczenie a także coraz bardziej narastający głód, mogłabym
zapolować ale nie miałam już siły.
Straciłam przytomność...

Cdn...

11 listopada 2012

Opowiadanie na konkurs.

Marsz to nie było dobre słowo. Sunęła, ciągnąc za sobą łapy. Nie miała siły, by iść dalej, nie zawiniły jednak mięśnie, a umysł, umysł po którym od lewej do prawej ścigały się myśli, tupiąc niemiłosiernie, powodując harmider jakiego dawno nie było. W końcu rozejrzała się, czy wokół nie ma aby żadnego śmiałka chętnego podbiec i wykrzyknąć "O BOŻE LISIE POMÓC CI?". Niewątpliwie śmiałek miałby później uraz do małych, futrzastych stworzonek, a ją kosztowałoby to energię. Teren był czysty. Padła jak długa, uderzając pyskiem o wilgotną glebę. Zmysły rozkrzyczały się piskliwie, zupełnie jakby dopiero teraz dotarła do nich temperatura otoczenia. I miały rację. Było potwornie zimno.
Nie ważne, nic nie ważne. Z ziemi wokół niej nagle buchnął ogień. Czerwone języki łapczywie trawiły poszycie, miały chrapkę na futro lisicy, ale ich stwórczyni nie podzielała entuzjazmu. Otoczyły ją kręgiem i drżącymi na wietrze wstęgami pognały w górę.
Splotły się nad jej ciałem, kumulując siły, raz po raz rozbłyskając jasnym światłem. Niby skrzydlate bestie iskrzyły się i walczyły ze sobą, tańcząc niczym oszalałe, aż nagle się spłoszyły. Każdy z płomieni pognał inną stronę. Każda gałąź potężnego, płonącego drzewa unosiła się wysoko nad lisicą i uspokajała karkołomny bieg, gdy napotykała jej spojrzenie. A ruda, leżąc wciąż na ziemi, tak szara w porównaniu do jaskrawych kaskad iskier wystrzelanych w górę, starała się zrozumieć, dlaczego każdy z konarów wielkiego tworu biegnie w innym kierunku.
Dlaczego jej myśli nawet w tak mobilnej, bez ustanku pędzącej formie nie są w stanie stworzyć stabilnej, zrozumiałej całości, którą byłaby w stanie przyjąć. Była pniem tej ogromnej rośliny i nie potrafiła zapanować nad bez przerwy rozrastającymi się palcami płomieni.
Pokręciła z rezygnacją rudym pyskiem. Chciała coś zmienić. To krótkie zwolnienie wszystkich blokad, pozwolenie jestestwu tworzyć bez jej ingerencji nie zdało się na wiele. Tylko tyle, że pozostawi odbicie swojego ciała, zabawne, zamiast kredą pozostanie oznaczona popiołem, inni zamiast zastanawiać się kto zginął, będą dumać nad losem jęczącej z bólu trawy.
Przymknęła ślepia, by poczuć, że płomienie wbijają się głęboko w ziemię, iskrzące się duszyczki rosną w siłę, ziemia pulsowała od ich wrzącego tańca, stanowiąc podstawę ogromnego tworu. Pozostało jej to. Upewnić się, że ramiona nie tworzące całości nie runą tak łatwo. Stworzyć fundamenty, rozżarzyć podziemia korzeniami tworu.
Podniosła się ciężko i westchnęła krótko unosząc mordkę, wiodąc wzrokiem za wiecznie przecinającymi niebo płonącymi ptakami jej własnego umysłu.
Może kiedyś nastanie lepszy czas i konary pokryją liście, może nawet kwiaty?
Zaśmiała się krótko, ironicznie, sama do siebie. Nigdy nie wiedziała, dlaczego to robi. Może czuła się samotna. Może czuła, że wreszcie komunikuje się z kimś z jej kasty.

9 listopada 2012

Everyone will come to my funeral, to make sure that I stay dead

- Epidemia milczenia zbiera swoje żniwo. - Szept przerwał ostro gładką konstrukcję ciszy.
Nieprzenikniona ciemność wokół gęstniała z każdą minutą. Wtem pośród mroku zabłysły złociste ślepia. Ryża łapa przyciskająca gardziele drugiego stworzenia do ziemi zadrżała. Oprawczyni zwiesiła pysk, by ofiara mogła poczuć na sobie jej ciepły oddech. Uniosła wargi, obnażając lisie kły.
- W takim razie stworzysz przeciwciała, prawda? - Odparła, uwieńczając słowa głuchym warknięciem. Cofnęła się o krok, pozwalając kojotowi się podnieść. Nie powinna była okazywać nikomu swojej siły, jako, że siłę tę zawdzięczała żywiołowi. Rozejrzała się, raz jeszcze sprawdzając, czy są zupełnie sami. Mniejszy rudzielec skinął pyskiem, mrużąc z nienawiścią ślepia. - Tak jak mówili, zostałaś sama. - Dodał półgłosem. - Później nie będzie już nawet ciebie. -


Tearin' off tights with my teeth
But there's no release, no peace
I toss and turn without cease
Like a curse, open my eyes and rise like yeast


Stanowisko: Samica Alpha
Imię: Error Buen

Gatunek: Lisica
Płeć: Samica


Charakter: Popada ze skrajności w skrajność. Jaka jest dowiedzieć trzeba się na własnej skórze, a zgodnie ze swoją rudą naturą wodzi wąskimi korytarzami by zaprezentować ścianę z wygrawerowanym napisem "ślepy zaułek". Każdy z tych korytarzy choć z początku różowy pokrótce przechodzi w odcień niepokojącej czerwieni.
Po zapoznaniu się z idiotycznym stworzonkiem o puszystym ogonie okazuje się, że w przypadku strasznego wkurzenia, smutku czy zorientowania się, że jest przez kogoś wkopana zaczyna pieprzyć przenośnie i porównania, które w połączeniu z narastającą zwykle w takich okazjach konsternacją zakopują odbiorcę słów pod wielgachną górą niezrozumiałych treści. Ona sama po ochłonięciu nie może czasem domyśleć się o co jej chodziło.
Z pewnością arogancka, zawadiacka, sprytna i złośliwa, po chwili z pewnością ciepła, otwarta, przyjazna, zbyt łatwo ufająca i zbyt szybko przywiązująca się.
Łatwo zdobyć jej zaufanie, ale po jednym niewłaściwym kroku można je stracić na długo.
Nie lubi bogów, żaden z dotąd poznanych nie wywarł na niej dobrego wrażenia. Neguje wyniosłość wszelakich istot, czego przyczyną mogą być jej niepozorne gabaryty.

Umiejętności: 
 Włada płomieniami, sztukę tę zaczęła praktykować jeszcze jako szczeniak w Stadzie Śmierci, jej mentorką była Haferfrei, jeden z nielicznych autorytetów rudej na drodze jej życia. Ogień jest częścią samicy, tak jak i ona oddała mu się z całą namiętnością.
 Potrafi latać mimo tego, że jej skrzydła pojawiają się sporadycznie, kiedy ich potrzebuje. Zawdzięcza je swojemu żywiołowi, to właśnie iskry uraczyły ją ogromnymi ramionami pozwalając unieść się w powietrze.

Towarzysz:
Demon Jah. Historia związana z tą istotą jest bardzo, bardzo zawiła. Kiedyś się pojawi.




You see I cannot be forsaken
Because I'm not the only one
We walk amongst you
Feeding, raping
Must we hide from everyone

Wspomnienia


Na konkurs !

Cichy spacer, tego właśnie chcę. Chwytam ciepłą bluzę wiszącą na wieszaku i wychodzę z domu. Sama. W końcu nie otaczają mnie inne budynki, nareszcie nie prześladuje mnie wzrok innych ludzi, dookoła rozciąga się gęsty las, a przy płocie rośnie moje ulubione drzewo.

Uśmiecham się delikatnie w jego stronę i przybierając wilczą postać ruszam powoli przed siebie. Spoglądam w tył, zupełnie jakbym patrzyła w przeszłość, przypomina mi się stary dom i stare życie, uśmiech nie znika, ale nie jest już tak szeroki. Zatrzymuję się na chwilę zamyślona, po chwili rzucam się szalonym pędem w stronę mojego ,,tajnego przejścia,,. Chcę go jeszcze raz zobaczyć. Zobaczyć ten drewniany, zniszczony, pełen wspomnień dom. Jesienne liście plątają się pomiędzy moimi łapami, fruwają nad głową przypominając kolorowe motyle, przypominając dzieciństwo i stare przygody.

Pierwszy krok w rodzinnej krainie był dosyć puszysty i mokry, tutaj o tej porze leży już sporo śniegu. Uśmiechnęłam się delikatnie, a przed oczyma pojawiły się postacie elfich dzieci goniących się i rzucających śnieżkami. Jedna grupka lepiła bałwana, inna budowała iglo, a z pobliskiego jeziora dało się słyszeć śmiech, zamrożona tafla wody była idealnym lodowiskiem. Wszystko co widziałam było jak mgła, niewyraźne sylwetki, które szybko się rozpłynęły, śmiech.. wytwór własnej wyobraźni. Westchnęłam cicho i rozejrzałam dookoła po wymarłym pustkowiu. Mój wzrok zatrzymał się na ośnieżonym pniu. Stawiając łapa za łapą ruszyłam w jego stronę. Pomimo mroźnego klimatu zrobiło mi się bardzo ciepło, a zarazem smutno. Wskoczyłam przednimi łapami na wystający wysoko korzeń i pyskiem odgarnęłam śnieg odsypując wyryty napis. Widząc go pokiwałam lekko łbem, wspominałam te wszystkie głupoty, które robiłam z braćmi. Zaśmiałam się.
- Jakie my wtedy mieliśmy durne problemy co nie? - Powiedziałam do drzewa, tak, jakbym rozmawiała z duchami rodzeństwa. W oku zakręciła się łza, żałowałam, że nie mogę usłyszeć odpowiedzi, nie z ich ust.

Nie wiem jak długo tam siedziałam, ale w pewnym momencie na moje ucho spadła kropla wody z roztopionego śniegu, wyrwało mnie to z zamyślenia i spojrzałam w górę. Nad moją głową rozrastała się gruba gałąź.
- Nadal tu jesteś? - zaśmiałam się patrząc na nią. - Nie złamałaś się mimo tak częstego użytku? - Uśmiechałam się sama do siebie. Na korze gałęzi były wyraźne ślady od sznurków, wisiała tu kiedyś niewielka huśtawka, ulubienica małych dziewczynek. Pamiętam jak oburzyłam się, kiedy to starszy brat rozsiadł się na niej i urwał cienkie linki, to dopiero był lament, ponownie pokręciłam głową na wspomnienie tego. - oj Chloe, tylko nie bądź jak mamusia. - zaśmiałam się i na wspomnienie o dziecku zrobiłam duże oczy, podniosłam zad, który nawet nie wiem kiedy posadziłam na zimowym puchu i ruszyłam w kierunku domu. Nie wiem czemu, ale czułam się lepiej, jakby spadł ze mnie jakiś ciężar. Wskoczyłam do tunelu i przeczołgałam się kawałek, wchodząc z powrotem na nasze tereny zostałam oślepiona przez blask księżyca, schowanego za konarami drzew. Dotarło do mnie, że musiałam spędzić tam sporo czasu, ale nie było mi z tym źle, nie żałowałam.. W końcu gdyby nie wspomnienia, nie uczylibyśmy się na błędach.
____________

Może troszkę nudne i wymuszone ale myślę, że nie jest złe.

6 listopada 2012

Lisbeth Morgan


Lisbeth

 
Na ogół cicha, niewyróżniająca się z tłumu. Niekiedy nieco ekscentryczna. Jest zaradna, sprytna i posiada umiejętność kierowania ludźmi, wykorzystując między innymi zmysł manipulacji. Nie mówi wszystkiego, co myśli, i nie zawsze robi to, co mówi. Estetka. Jest bardzo opanowana i nie łatwo ulega wpływom. Swoje całe życie postępuje tajemniczo, nie ujawniając swoich osobistych spraw. W stosunku do obranej idei jest lojalna, a władzy wyższej zawsze podporządkowana.

Uważana za osobę skłonną popełnić samobójstwo. Samotna.

   http://sandymanase.deviantart.com/art/The-cat-is-dead-tonight-264339851

 

   Lisbeth dziarsko przedzierała się przez krzaki. Był wieczór. A raczej noc. Godzina siedemnasta była już godziną ciemności, toteż czarne futro kotki idealnie współgrało w otoczeniem.

Zmora.

   Na drodze Czarnej pojawiła się kałuża. Jednak nie przeskoczyła nad nią, by nie pomoczyć łapek. Jej ciało na sekundę stało się bezkształtnym dymem, który na powrót zmaterializował się w kocią postać, gdy Lisbeth ominęła wodę.

Kałuża - przeszkoda terenowa o wilgotności 100%, bez znaczenia strategicznego.

   Nagle las skończył się. Kotka zmrużyła zielone oczy, spodziewając się księżycowej poświaty. Takowa nie pojawiła się - niebo było ciężkie od snujących się po nim warstwowych chmur.
   Polana, na której znalazła się Lisbeth nie przypominała żadnej innej. Idealnie pośrodku znajdowało się miejsce na palenisko. Miejsce było opustoszałe, choć ślady łap i spalone drwa świadczyły, iż niedawno, może dzień temu, ktoś tu był.

"Śmierć nie czyni cię smutnym - czyni cię pustym."
                                                `Jonathan Carroll

   Wtem całkiem niedaleko rozległ się szelest. Ktoś tu zmierzał.
   Niewiele myśląc, Lisbeth wróciła do zarośli, nie chcąc, by ktokolwiek ją ujrzał. Czemu? Po prostu. Wyuczona reakcja. 

"[...] uczucie samotności potężnieje, kiedy próbujemy mu się sprzeciwiać, a słabnie, kiedy najzwyczajniej w świecie je ignorujemy."
                                                     `Paulo Coelho

  





     Czarna kotka przeciętnych rozmiarów, może nawet trochę mniejsza. Jest właścicielką charakterystycznego smukłego ciała, zdolnego do przyjmowania najdziwniejszych pozycji o wielu, często sprzecznych ze sobą, kierunkach diagonalnych. Ma jadowicie zielone oczy. Niekiedy w mroku widać tylko owe dwa jasne punkty odbijające nikłe światło gwiazd, bądź księżyca. Jako Cień idealnie wtapia się w mrok.







   Lisbeth Morgan, w rzeczywistości człowiek - kobieta. Po odkryciu świata magii zdecydowała się zostać kotem. By spełnić swe marzenie poświęciła swą duszę, oddając ją we władanie Cieniom, przez co podstępem stała się ich służką. Zyskała zdolność krótkotrwałej przemiany swego kociego ciałka w smolisty dym. Ponadto potrafi stać się czyimś cieniem, lecz umiejętność ta wymaga od niej ogromnego nakładu energii - po skorzystaniu z tej umiejętności potrafi spać nawet kilka dni.
   Liczy sobie dwadzieścia jeden wiosen jako człowiek i trzy lata jako kot.
   Dziewczyna posiada rodzinę w postaci matki i młodszej siostry, lecz nie odwiedza ich, stara się zapomnieć o poprzednim życiu na korzyść nowego. Kotka tuła się samotnie po świecie, szukając bratniej duszy.
   Gdy jeszcze prowadziła ludzki żywot, kolekcjonowała kamienie półszlachetne. Grała również na gitarze.
   Od zawsze fascynowała ją noc i wszelkiego rodzaju magia, toteż chciałaby zająć stanowisko Maga Mroku - póki co startuje na pozycji uczniowskiej.
   Po przekroczeniu cienkiej granicy między "chcę" a "mogę" w kwestii bycia zwierzęciem, stała się nie tyle kotem, co Cieniem pod tą postacią. Pragnąc wyrwać swoją duszę ze szponów Ciemności - Najwyższego z Cieni, musi odnaleźć bratnią duszę, która pomoże jej wykonać zadanie - Lis musi zginąć z ręki osoby, która ją pokochała, wtedy odzyska swoje ciało oraz duszę. Niestety, będzie to ludzkie ciało, bez możliwości przemiany.





 


   

Młoda kobieta mierząca niecałe 170 cm wzrostu i o zwykłej budowy ciele. Cechują ją dość wyraziste rysy twarzy oraz zielone tęczówki, podobnie jak u kociec postaci. Jej skóra jest blada, mocno kontrastująca z kruczymi włosami i ciemną oprawą oczu.  
Często ubiera się na czarno, co dodatkowo podkreśla jej typ urody.
Na karku wytatuowanego ma syntetycznego czarnego kota, siedzącego na sierpie księżyca. 





  "Nie bój się cieni. One świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło."
                                                                                     `Oscar Wilde


E-mail: lisuch13@gmail.com    GG: 44656378

Mam pewien pomysł

Chciałabym powiedzieć że próbowałam (naprawdę próbowałam) zrobić mapę dla stada ale niestety to co sobie wymyśliłam ogranicza moje zdolności...

zrobiłam wstępny szkic ale w komputerowej obróbce zajęłoby mi to wieki... zwłaszcza że lubię dbać o szczegóły... próbowałam nawet połączyć parę ładnych obrazków z neta przedstawiające różne miejsca naszego terenu, nawet takie co dodałam od siebie. No ale niestety kolejnym problemem okazało się połączenie tego w jedną całość żeby wyglądało jak mapa a nie wycinki z gazety...
Dlatego pomyślałam czemu by nie (jak większość stad) dać obrazków bezpośrednio albo chociaż zalinkować i pod nimi mieć mieć miejsce na komentarze, to samo powinno być z nami, żeby były obrazki naszych wilków i dać pod nimi tę funkcje. Co by nam dało galerię i możliwość pisania ze sobą nie tylko na notkach albo czacie.

Proponowałam to Sethowi (z galerią z naszymi Wilczymi postaciami) ale się nie zgodził, rozumiem to
ale naprawdę to by wiele zmieniło i nie było by tak dużego kłopotu... (bynajmniej dla mnie)

Mam jeszcze dwie sprawy odnośnie fabuły, też myślałam nad tym i niestety nie wiem jak do tego podejść
chociaż moglibyśmy mieć wrogów (wymyślonych) że nas atakują i toczymy odwieczną wojnę z nimi
(w mojej historii którą cały czas piszę, mam taki wątek że chce się zemścić na wilku przez którego jestem kim jestem itp.) może bylibyście zainteresowani? (aczkolwiek nie musicie, tym bardziej nie zmuszam żebyście akurat wybrali część mojej historii)

I ostatnia sprawa na naszym starym Blogu był Konkurs zatytułowany "Dzień Drzewa"
wymyślony przez Tiffany
10 pażdziernika
~Cytuję
Dzisiaj, jeszcze przez 32 minuty obchodzimy Dzień Drzewa. Zauważyłam, że większość osób ma swoje ulubione drzewo pod, bądź na którym siedzi na polanie podczas ognisk i spotkań z rodziną i przybyszami.
10 października to dzień, który idealnie pasuje na zorganizowanie konkursu. 
Konkurs będzie polegał na napisaniu opowiadania, w którym będą musiały znaleźć się takie słowa jak:
  • drzewo
  • gałąź
  • liście
  • korzeń
  • pień
  • konar
Prace publikujemy do 17 października.
Anonimowe Jury będą mieć 3 dni na podanie punktacji opowiadań. 

Uczestnicy: 
  • Kayoko
  • Padma
  • Acodine

Napisałam te opowiadanie, ale nikt nawet nie skomentował...
Dlatego też pomyślałam że możemy jeszcze raz je zrobić tutaj. Mimo że już dawno po terminie,
ale jest mi za bardzo szkoda takich rzeczy żeby je zostawić tak 
bez jakiegokolwiek zainteresowania.

To tyle...

5 listopada 2012

Lorem.

Lorem. 
~~
Rozalia Issis Signora del Vento

Płeć piękna, dokładniej klacz. Około 6-7 letnia, urodziny obchodzi 22 lutego. Pochodzenie nieznane, rodzina nieznana. Rasa? Szlachetna półkrew. Opis charakteru nic nie da, jeżeli nie znasz owej osoby dość dokładnie. Aczkolwiek wydaje się dość przyjazną osobą, lubi nawiązywać kontakty mimo tego, że wygląda na nieśmiałą. Jednakże czasem naprawdę potrzebuje samotności. Ma w ciele kolczyki, nosi bransolety na przedniej lewej bądź tylnej prawej pęcinie. Zna się dobrze na magii wiatru/powietrza, lecz także i ognia. Broni prawdziwych przyjaciół do końca, walczy o to co kocha. "Dwie dusze w jednym ciele" - i nie chodzi tu o przyjaźń, jednakże owa istnieje między nimi.

Hierarchia: mag wiatru i ognia, wojownik.
Kontakt: 10304309 
Wygląd: klik (mojego autorstwa)

Przemiana: Potrafi przybrać postać średniego wzrostu, młodej dziewczyny nazywanej Issis. Około 17-19 letniej, o dość ciemnej karnacji i zielonych oczach. Ma ona długie, gęste, lekko kręcone włosy przechodzące z koloru ciemnego brązu po kruczoczarny. Jest wysportowana, mimo tego, że może wydawać się drobną i delikatną postacią.

Nie wiem co więcej dodać, może w między czasie coś dopiszę. Vi sees.

4 listopada 2012

"Ciemność nie zawsze oznacza zło..."

Demonie, czego tu szukasz?


Imię:
 Rakshasha "Raksha" Morte.
Wiek:
7 lat - 2 spędzone w HOTN
Rasa:
Jaguar Melanistyczny - "Czarna Pantera"
Hierarchia:
Zabójczyni
 Mag Mroku
Zasłużona, Oddech Nocy


Aparycja
Raksha nawet jak na jaguara jest niezwykłych rozmiarów, nie wliczając ogona mierzy całe dwa metry, a nietoperzowe skrzydła swą rozpiętością dorównują dwukrotnej mierze jej ciała. Posiada szczęki zdolne zmiażdżyć czaszkę bawołu a nawet przedziurawić skorupę żółwia, nie mówiąc o skręceniu karku. Ślepia zwykle są fiołkowej barwy, jednak w ciemnościach często zyskują zielonkawy poblask, a czarna sierść w blasku księżyca mieni się błękitem, srebrem i nawet fioletem. Nocą nie sposób zauważyć pantery, która niemal znika w ciemnościach, za dnia zwykle kryje się w cieniu, również ledwie dostrzegalna.

Przemiana
Nie jest pewna, jak wiele przemian posiada. Jak dotąd odkryła tylko jedną.
Istota humanoidalna, w nocy jej skóra przybiera niemal czarną barwę. Koloru oczu nie da się stwierdzić, jednak jest zbliżony do fioletu. Włosy długie do pasa są proste i czarne jak noc, a jednak posiadają białe i czerwone pasmo tuż przy szyi. Z kociej postaci zachowała błoniaste skrzydła, wydłużone kły i ostre pazury. Narzędzia - katana i sztylet. Podobizna: 1 | 2


Character
Jej charakter to już rzecz o wiele bardziej złożona niż mogłoby się wydawać. To kilka sprzecznych ze sobą osobistości połączonych w jedną postać, zupełnie jakby jedna powstrzymywała drugą od wydostania się. Z początku na świat wychyla się spokojna, wiecznie opanowana i chłodna część jej osoby. Tajemnicza i dyskretna. Podejrzliwie spoglądająca na wszystko i wszystkich, kalkulująca co się opłaca, a co nie. Milcząca, bez jakichkolwiek emocji malujących się na jej pysku. Można by też rzecz, że nieśmiała, jednak bardziej pasowałoby zamknięta w sobie.
Gdy jednak pozostanie się przy niej troszkę dłużej, kolejna osobistość zaczyna powoli wydostawać się z zakamarków tej przedziwnej postaci. Zaczyna się uśmiechać, czasem się zaśmieje, jednak to już jest rzadkość niebywała. Bywa złośliwa - swoim komentarzem, nieraz nieprzemyślanym, raniąca innych. Raczej miło nastawiona, próbująca nie robić sobie wrogów. Jeśli już znajdzie przyjaciół, potrafi być zaborcza i równocześnie troskliwa, opiekuńcza. Ciekawska, najchętniej wypytałaby o wszystko, ale jej pierwsza - powściągliwa natura, jej na to nie pozwala.
Trzecia, najgorsza siedząca w niej osobistość, dostała już nawet własne, wyryte czerwonymi literami, imię. Morderca. Jak można się domyślić, bardzo okrutna, gwałtowna i wybuchowa. Najgłębiej w niej ukryta, najbardziej pierwotna i najsilniejsza - natura drapieżcy. Wychodząca na wierzch tylko przy polowaniach lub gdy przestanie panować nad swym gniewem, który bardzo szybko może zostać wzbudzony. Raksha ukryła ją głęboko w sobie, by nie pokonywała zbyt często dwóch pierwszych, jak to miała w zwyczaju dawno temu. Wszystkie trzy natury, które się w niej zagnieździły, tak naprawdę zostały stworzone przez nią samą. By mogła lepiej nad sobą zapanować i nie pozwolić mrokowi na odzyskanie jej.

Obawia się, że imię, które posiada, tak naprawdę ma o wiele większe znaczenie niż komukolwiek mogłoby się wydawać. Z każdym dniem odkrywa coraz to nowsze fakty, których tak naprawdę nie chciałaby znać. Była przeświadczona o tym, że śmierć jest jedyną pewną rzeczą w życiu, jednak i w to zaczęła wątpić, kiedy dowiedziała się, że żyła już nie raz...



Opowieści:
♦ Jest tak zwaną "starą duszą". Żyła już kilkakrotnie w różnych postaciach i odradza się po każdej śmierci. Nie zna jeszcze szczegółów, pamięta tylko urywki wspomnień z każdego życia. Można więc powiedzieć, że posiada zdolność reinkarnacji, jednak nie jest ona zależna od niej.
♦ Potrafi wezwać i w pewnym stopniu posługiwać się każdym z żywiołów, możliwe że jest to związane właśnie ze zdolnością odradzania się. Próba połączenia z każdym innym żywiołem prócz cienia pozostawiana tymczasowy ślad na zdrowiu pantery, zwykle sprawiając ból kotowatej.
♦ Dzięki połączeniu z każdym żywiołem, Raksha potrafi stać się całkowicie niewykrywalna. Nie jest to już nawet tylko ukrywanie się w cieniu, a niemal całkowite zniknięcie. Przybiera wtedy prawie niematerialną formę, jednak poruszanie się przez to jest o wiele bardziej skomplikowane i niezwykle męczące, zawsze potem musi uzupełnić zużytą energię. Właściwie tego nie używa.
♦ Umysł pantery spowija mgła mroku, której nikt nie może przebić, a która skrywa wszystkie jej myśli i emocje przed innymi. Nie jest pewna, czy może jeszcze jakoś to wykorzystać, czy jest to zdolność nie do kontrolowania, więc póki co próbuje to rozpracować.


Posiada:
Talizman z zaklętym w nim demonem Eishame
Spiraculum De Nocte [Oddech Nocy]
Jej umaszczenie zachwyca, sprawia, że nie można oderwać od niej wzroku - co jest przydatne jako rozproszenie podczas walki - futro mieni się barwami nocy, nieraz w jej wnętrzu można dostrzec gwiazdy. Jeżeli tylko tego nie zapragnie, niełatwo ją dostrzec, za dnia kryję się w cieniu, nocą potrafi stać się zupełnie niewidzialna. Przez jej umiejętności nieraz mylona była z Cieniem, jednak posiada temperament i inteligencję demona. Jak przystało na kota, porusza się bezszelestnie.

_______________________________________________________



3 listopada 2012

Baru Saya

Jak mnie zwą?
Kiedyś Hilarem, co po łacinie znaczy ,,wesoły,,.
Teraz nazwano mnie Baru Saya, znaczenie indyjskie - "Nowy Ja"

Ile mam lat?
4
(z czego 2 lata spędzone w stadzie)

Czym jestem?
Wilkiem / Jakszą

Jaki jestem?
Pozytywny, uśmiechnięty, otwarty, cierpliwy, bezpośredni, skromny, 
szczery, bywam wybuchowy... 
[Tajemniczy, skryty]

Kim jestem tu?
- Zasłużonym,
- Zastępcą przywódcy obrońców.

Co umiem?
- Upodobnienie do roślin:
* w pazurach posiadam truciznę paraliżującą (w każdej postaci),
* komunikowanie się z roślinami,
* korzenie wydobywają się w moich łap,
- nie można mi czytać w myślach.
- Kiedy jestem w poważnym niebezpieczeństwie uaktywniają się różne zdolności mojego Pasożyta, nigdy nie wiem jaka to zdolność, nie umiem nad tym panować.
Jak wyglądam?
Jestem o głowę wyższy od tradycyjnych wilków (1.10m razem z łbem) , szczupły, czasem nawet wydaje się wychudzony, bardzo długie, solidne łapy, duże i silne opuszki, wyposażone w ostre pazury. Pozwalają mi one na szybki bieg i zwinne uniki. Długie uszy, dzięki czemu dobrze słyszę. Czerwone oczy najbardziej się wyróżniają Moje oczy są fiołkowe. Do tego czarna sierść, zapewniająca kamuflaż w ciemnościach. Dzięki takiej budowie ciała dalekie skoki czy żwawe wspinaczki nie są mi obce.

Moja historia?
Urodziłem się w stadzie, którego nazwy tak naprawdę nie znam. Dlaczego? Z powodu amnezji. Nie ma co owijać w bawełnę. Odszedłem z rodzinnego stada, nie pasowałem tam. Na drodze napotkałem dziwnego mężczyznę, długi czas nie wiedziałem kim jest, teraz wiem, odkryłem to należąc już tutaj. Nazywam go Pasożytem, chociaż Jego prawdziwe imię brzmi Membu. Nie bez powodu o tym wspominam. Pasożyt i ja tworzymy jedną całość. Podczas naszego spotkania wczepił swoją duszę w moją. Po co? Tego się dopiero dowiem. Wiem jednak, że jest apatyczny, chamski i uwielbia zabijać, więc wyobraźcie sobie, że taki ktoś siedzi wam w głowach. W tym właśnie momencie pora wyjaśnić amnezję. Po naszym spotkaniu, czyli po połączeniu, nic nie pamiętałem, jedyne co mi zdradzono to nowe imię. Teraz już pamiętam o wiele więcej ale jeszcze nie wszystko. Zagubiony i zakłopotany trafiłem tutaj, do Stada Nocy, tu się odnalazłem, jednak obrałem sobie pewien cel. Dowiedzieć się co tak właściwie zaszło...

[Resztę można doczytać w
Moich opowiadaniach]
 
Inne formy?
*Jaksza - postać humanoidalna.
http://heise.deviantart.com/gallery/?offset=24#/d2cwx34
Humanoidalnej postaci używam czasami.

Rodzina?
Partnerka - Dalia Seron, syn - Liam, córka - Hiacynt

Ciekawostki?
# 25.03.2013
  - Za zasługi dla Stada Nocy
 został mi przydzielony demon, a dokładniej demonica.

Dodatki?
*Czarna szabla jako Jaksza.
*Talizman do przywołania demona.

      Zadania: 
   1. Białe Stado
3. -

Witam nowych!





1 listopada 2012

Notka organizacyjna 1

  • Tiinkerbell pojawi się, kiedy jej łącze z Internetem ulegnie poprawie.
  • Piątek 02.11.2012 wieczorem; 19:00 pierwsze ognisko HOTN po przeniesieniu na BS.
  • Zadania pojawią się wkrótce. Przypominam, że hierarchia i niemalże wszystko zostało "wyzerowane" i ponownie będziemy starać się o rangi. Zadania niekoniecznie będą polegały na pisaniu opowiadań.
  • Pomóżcie ożywiać HOTN.
  • "Zdjęcia" zostały zastąpione Notkami Powitalnymi. Dotychczasowe granie pod zdjęciami teraz odbywa się analogicznie pod Notkami Powitalnymi.
  • Zasłużeni i Duma także zostali wyzerowani.
  • Zmieniłem Flash-Chat! Kliknij "Polana" w Menu na górze!
Mam do Was także bardzo ważne zapytanie.
Odnośnie dodania fabuły dla HOTN. Stado samo w sobie powinno być wspólnotą jakiejś grupy osób, wzajemnych relacji i zabawy, ale, co wyraźnie widać, nastały czasy "Poważnych RPG", przez co zwykłe stada tracą popularność. Dodanie fabuły pozwoli na łatwiejsze wymyślanie zadań, rozwój stada, ciekawość historii i co dla mnie najważniejsze: Eventy fabularne i opowiadania stadne teraz będą miały głębie i większy sens. Dlatego powiedzcie, co myślicie o dodaniu fabuły do rozgrywek HOTN, uściślenia czasów, historii i klimatu gry. Oczywiście na tyle subtelnie, by stado nie straciło "stadowości".

Jeżeli są pytania; to są komentarze.

Hello again

(c) by Muflee

Kim jestem?

Czy to ważne?
Mała, wychudła kotka. O śnieżnobiałej sierści, przygaszonych, zimnych oczach.
Tyle widać.

Jaka jestem?

 Spokojna. Cicha. Nie rzucająca się w oczy. Teraz tak.
Kiedyś zupełnie inna.
Małomówna. Dość skryta. Przy okazji lubiąca nieść pomoc.
Doskonały słuchacz i obserwator.

Coś więcej?

Dawniej na stanowisku Bethy. Teraz nie wiadomo.
Szamanka. Startująca na pozycję głównego szamana, jednak wyprzedzona przez swoją siostrę.
Jeśli chodzi o teraźniejszość, to nic nie jest pewne. Nic nie jest określone.
Wszystko przyjdzie z czasem.

Inaczej? 

 









(c) by SabrinaCichy






Jako człowiek dość młoda kobieta. O kruczych włosach. Drobnej budowie ciała.


Przejmująco błękitne oczy. Tak samo jak w kociej postaci.
Takie samo chłodne spojrzenie.
Kolczyk w dolnej wardze.
Zawsze ma przy sobie swój pentagram runiczny.








Jako wilczyca. Śnieżnobiała sierść. Oczy wciąż takie same. Długonoga, smukła.
Przy tym dość drobna. Szybka. Zwrotna. Cicha.


 

 

 

 

 

 (c) by jerry8448

 

Luna. Córka Księżyca.

Dziecko Nocy.