Przekraczasz mistyczną bramę, okalaną bluszczem, korony liściaste osłaniają drogę, czyniąc ją ciemną i magiczną. Drzewa powykręcane, jak zatrzymane w tańcu, mgła jak oddech Boga, ciepło drzewca z ognia na środku polany, ukrytego w międzylesiu. W głębi grota, jaskinia skalna; półki i rozpadliny skalne są dla większości domem.


Stado:
♀: 10 | ♂: 4

Ogłoszenia:
- Blog aktualnie nieaktywny. Zapraszamy na Discord.

Zapraszamy w Nasze szeregi!

30 grudnia 2013

Rozpoczęcie.

    Leżałem w błocie jakiś czas, sam dokładnie nie wiem jak długo. Czułem ulgę na poparzonej skórze, moją twarz dotknęła delikatna dłoń. Ust dotknęła chłodna ciecz, woda.
- Dalia? - wyszeptałem wybudzając się. 
    Usłyszałem ruch i nie czułem już żadnego dotyku, ktoś podciągnął nosem. Zacząłem otwierać oczy, ale obraz był bardzo niewyraźny, nagle coś uderzyło w moją twarz i poczułem okropny ból nosa. Próba otwarcia oczu szybko poszła w niepamięć. Nadal leżałem, tylko teraz z rozciętego nosa leciała mi krew. Zebrałem siły i podniosłem się na łokciach, udało mi się rozkleić powieki, w dali widziałem jak ktoś biegnie. Obraz jednak nadal był nieco zamazany więc nie poznałem kto to taki. 
- Nie Dalia. - stwierdziłem tylko i dotknąłem nosa. - Pięknie. - dodałem i rozejrzałem się przystosowując wzrok do światła, zobaczyłem niedaleko miskę. Zakrwawiony jej kant dał mi odpowiedź czym mnie zaatakowano. Chwyciłem ją i obejrzałem dokładnie.
- Jak coś to byłaś jakimś ostrym przedmiotem. - zaśmiałem się i raz jeszcze rozejrzałem. Mój wzrok zatrzymał się na połamanych gałęziach drzew, połamanych przeze mnie, podczas mojej ucieczki. Przypomniało mi się dlaczego właściwie tu leżę. Przełknąłem ślinę, uśmiech zamienił się w ponurą minę.
Musiałeś nas poświęcić
Te słowa mocno utkwiły mi w pamięci. Podniosłem się powoli do siadu i cisnąłem miską w jedno z drzew. Rozprysłą się na kilka mniejszych części. Krwawiący nos poszedł w zapomnienie, przetarłem twarz i spojrzałem na zakrwawione dłonie. Zatrzymałem oddech. Poczułem się jakbym miał Ich krew na sobie.
- Dobrze się spało? - z zamyślenia wyrwał mnie szelest krzewów i pytanie faceta, który nagle pojawił się nad moją głową. Odzyskałem oddech po kilku sekundach przyglądania mu się. Mężczyzna był wysoki, miał jakieś 2m, czarne włosy, lekki zarost, dość konkretnie zbudowany.
- A co? Przeszkadzam Panu? - zapytałem nadal bez humoru.
- Panu? - zaśmiał się. - Szybko wracasz do rzeczywistości Baru. - posłał mi uśmiech, który był mój. Zmrużyłem oczy wpatrzony w jego twarz. 
- Dad? - zapytałem niepewnie. 
- No, bardziej obstawiałem, że rzucisz się na mnie z Negrum w obronie swoich terenów, niż kimającego pod drzewem i z rozciętym nosem. Co Ci się do diaska stało? - zaśmiał się ponownie. Spojrzałem na rozwaloną miskę.
- Ktoś mnie dziabnął nożem. - rzuciłem bez emocji i wstałem, otrzepując się z brudu.
- Nożem mówisz? - zapytał stojąc już przy roztrzaskanej misce i składając kilka jej części. Spojrzałem na niego i mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem.
- Taaki był wielki. - pokazałem jakieś 15cm. Usłyszałem kolejną salwę śmiechu. Rozbrajającego śmiechu, ciężko było się nie zaśmiać.
- Nóż czy napastnik? - zapytał wesoło. Tym razem to ja wybuchłem śmiechem, po chwili spojrzałem na już złożoną miskę.
- Zawsze tak było? - spoważniałem i utkwiłem w nim fiołkowe spojrzenie. On również przestał się śmiać.
- Czy to ważne? - rozejrzał się dookoła, zatrzymał wzrok dopiero kiedy złączył się z moim.
- Tak. - pokiwałem głową. - dla mnie ważne.
- A chciałbyś żeby zawsze tak było? - ruszył w moją stronę. Westchnąłem.
- Chciałbym. - odpowiedziałem dopiero kiedy położył dłonie na moich ramionach.
- A więc tak było. - uśmiechnął się.
- Było bo było czy było bo chciałbym? - uniosłem się lekko, jego twarz spoważniała.
- Przyszedłem tu nauczyć Cię pozytywnego myślenia, aby On - puknął palcem w moją klatkę piersiową - nie mącił ci w głowie.
- Więc mam żyć w kłamstwach? - mój głos nadal był donośny. 
Chwycił mnie za ramiona i szarpnął kilka razy.
- Popatrz co się z Tobą dzieje Hil! - krzyknął.
- Baru, kurwa! Baru! - również krzyknąłem, mój oddech przyspieszył, oczy były lekko powiększone. Patrzył na mnie.
- I tak zbiera swoje plony... - dodał szeptem kręcąc lekko głową. 
    Mrugnąłem kilka razy, zacząłem się uspokajać, spojrzałem na ojca wyraźnie przestraszony.
- Co się ze mną dzieje? - zapytałem.
- Po to tu jestem. Musisz opuścić na jakiś czas stado. - nie zdążyłem nawet zapytać - Nie, nie na długo. - dopiero teraz mnie puścił i ruszył w las. Spojrzałem za siebie i westchnąłem cicho. Ruszyłem za nim i już po chwili szedłem obok.
- Co to Negrum? - zapytałem, znowu się zaśmiał.
- Nigdy nie lubiłeś ciszy. - odpowiedział roześmiany, a więc i ja się roześmiałem. 

CDN.

[ Jak zwykle, krótkie wprowadzenie przed rozwinięciem kolejnych części opowiadania. ]

29 grudnia 2013

Patrz uważnie, przyjrzyj się, a zobaczysz co pod tą maską kryje się...

Imię: Arjuna
Pełne Imię: Arjuna vel Selune
Xywa: Arju, Arj, Arju, Buła, Arijusława i jak tam jeszcze wymyślicie.
Wiek: 5 lat
Płeć: Samica
Gatunek: Wilk
Rasa: Wilk Księżycowy
Partner: Jej serce już zajęte.
Hierarchia: Uczniowie na maga wody i medyka, wojownik. Choć jest pewna swoich umiejętności nie chce od razu zrucać się na dane stanowisko i postąpi jak każdy snujący się członek stada zacznie od zera by pokazać ile faktycznie jest warta, prócz stanowiska wojownika.
Charakter: Arjuna to miła osóbka, zawsze i wszystkim stara się pomóc, jak nie może czuje się z tym źle.
 Następną jej cechą jest to, że jest wierna do końca. Za nic na świecie nie zdradziła by swych bliskich, prędzej wolała by zginąć. Jest wytrwała w tym co robi, nigdy się nie poddaje i nad wszystkim się lituje, tak jest zbyt litościwa, co też bywa często jej wadą. To dusza typowego filozofa i romantyka, musi przemyśleć wszystko, a i tak robi błędy  gdy nawet dwukrotnie to zrobi.. Jest gadatliwa, co jest często irytujące. Nie umie chować długo urazy, co znowu uznaje to za wadę, jest tylko jedna osoba, co chowa do niej urazę i zawsze będzie, doprowadzić ją do takiego stano jest wręcz prawie nie możliwe, ale realne. Brak stanowczości i niezdecydowanie, często jej się to zdarza. Arjuna ma bardzo wrażliwą duszę, ale ukrywa jak bardzo, już wielu to wykorzystało, nie chce by to się powtórzyło. Jednak potrafi jak się wnerwi używać ironii i być opryskliwa  Jest też waleczna, nie stroni od walki jak już sytuacja tego wymaga.
Rodzina: Partner-Lider Córka-Naharlia,Moony Syn-Skiper,Orik  Przyszywany Brat: Felix, Matka-Armina, Ojciec-Scotty
Umiejętności: Z tych fizycznych wilczyca posiadając skrzydła posiada również umiejętność latania, co opanowała perfekcyjnie. Jest wyjątkowo zwinna i szybka oraz silna jak na swój wygląd, a jej zmysły wyczulone są o 20% niż u normalnego wilka. Co do magiczny potrafi uzdrawiać i perfekcyjnie  władać nad żywiołem wody. Pobiera ją z czegokolwiek co ma w sobie jakąkolwiek zawartość wody, lecz ze śmiertelnym skutkiem dla istoty żywej (np. typu roślina). Jest w stajnie panować nad ruchem drugiej istoty, dzięki wodzie zawartej w je krwi. Bardzo pożyteczne, bowiem dana istota nie możne się oswobodzić, ale też bardzo ryzykowne. Bowiem ten atak wymaga bardzo dużo energii im dłużej trwa tym więcej jej pobiera, co powoduje nawet śmierć atakującego. Samica używa tego tylko w awaryjnych przypadkach, prawie nigdy.
Nie lubi: Ignorancji, chamstwa, rasizmu, dwulicowości, zła i braku oryginalności.
Lubi: Się wygłupiać, zbiorniki wodne, samotne spacery, pełnie księżyca, rozmyślać i gadać.
HistoriaRodzice Arjuny żyli w tym samym stadzie, nie mieli jakiś specjalnych stanowisk. Matka Arjuny była medykiem, a ojciec szpiegiem. 20 października dokładnie 101 lat po przepowiedni usłyszanej przez pierwszego założyciela stada ,,Moonlight'', bo owa wilczyca właśnie należała do tego stada. Mówiła ona o tym, że raz na 101 lat będzie się rodził osobnik, który zostanie obdarowany przez księżyc mocą, która zwiększy umiejętności wrodzone i magiczne,  zmieniając postać. Niestety, jak i stety Arjuna urodziła się w ten dzień. Jak później okaże się, to dla niej przekleństwem.Urodziła się o nietypowym wyglądzie, posiadała skrzydła, trzy ogony i zielone oczy bez tęczówek i źrenic, już wiedziano kim jest. Dzieciństwo mijało jej błogo, do pewnego momentu. Jak co południe, biegła na spotkanie ku swemu najlepszemu przyjacielowi koło terenów jego stada. Niestety, jego stado planowało atak na watahę białej wilczycy. Zaatakowali biedne szczenie, mimo prób uratowania jej przez Mica. Nie wiedząc, jak wilczyca zaczęła promieniować zielona aurą i zasłaniając oczka ze strachu, usłyszała  jak wilki padają martwe. Tak, wybiła całą rodzinę Mica, za co ją znienawidził. W stadzie traktowano ja normalnie, bo nic  nikt nie wiedział. Jest mordercą. W wieku nastoletnim oddano ją na nauki opanowania mocy do ostatniego osobnika, która została nią obdarowana, Izashiego. Nauczył ją wszystkiego, i tuż przed tym jak umarł, wyznał jej, że to tylko początek, ze prawdziwa moc ukarze się dopiero jak zazna bardzo silnych uczuć, jak pełne szczęście np. Potem umarł, a jego dusza wchłonęła w ciało Arjuny, dając jej umiejętność leczenia. Zdołowana, wróciła do stada,a raczej do martwych już gnijących jej ciał, tego było za dużo. Uciekła przed siebie, nie patrząc na obcierające ją gałęzie. Przez piekące łzy, które ją oślepiły uderzyła w drzewo tracąc przytomność. Gdy się obudziła, znalazła się w kółku  otoczona przez pewne stado. Nie chce zdradzać jak się nazywało. Tu zaznała szczęścia, jak to uznała, ale one okazało się sztuczne. Znalazła miłość, przyjaciół i była wysoko ustawiona, a przynajmniej tak uważała. Jednak długo to nie trwało, a już myślała, że jej się udało. Oskarżona ją o zdradę, co zakończyło związek, jej najlepsza przyjaciółka ją zostawiła, jak córka , a syn został wyrzucony z watahy, tak Arjuna miała już potomstwo. Jednak znalazło się kilka prawdziwych przyjaciół, jedna osoba zniszczyła jej życie, odwracając wszystko co miała przeciwko niej. Ze stanowiska bethy, też ją zdjęto podobno to był kaprys alphy, a inni uważają, że jednak nie spełniała się w tej roli. To już jej nie obchodziło, strata tego co było jej najbliższe zbyt bardzo bolała, odeszła ze stada. Długo błąka się sama, tracąc chęć na cokolwiek. Już nie żyła, tylko istniała. Poruszała się jak bez duszy. Czy to prawdziwa miłość i przyjaźń, jak mija? Nie, ale przekonanie się tego na własnej skórze jest okropne. Kiedyś tu dołączyłam, ale z pewnego powodu odeszłam, a teraz schowałam powróciłam by stawić swej dumie czoło. Miłość znalazła, ale czy znajdzie przyjaźń i odnowi dawne?
Wygląd wilczy: Trochę mniejsza niż normalna wilczyca. Jej sierść jest śnieżno biała z wyjątkiem, szarej grzywki, uszu i skrzydeł. Skrzydła mają około 2 metry długości. Mimo swej delikatniejszej budowy jest silna jak na nią, jedna nie wystarczająco, ale nadrabia to szybkością i zręcznością. Ma trzy bujne ogony, dość zręczne potrafi nimi podnieść małe rzeczy. Oczy dość dziwne, koloru soczystej zieleni, pozbawione źrenic, same białko. Jednak wilczyca widzi świetnie. Nosi czerwoną apaszkę w białe kroki zawiązaną na szyi.

By SarQKora
(robiona na zamówienie)


Postać Dzinciuriki ( to postać tej mocy): Nie panuje nad zmianą w ta postać, zależy od jej stanu. psychicznego, jak coś ją zaboli lub bardzo uszczęśliwia  choć czasami zmienia się bez powodu. Choć pracuje nad panowaniem tego. W tej postaci wilczyca, zmienia kolor futra na czarny, a kolor oczu na błękitny. Ma dziewięć ogonów  i srebrne znaki na ciele., a w nich zaklęte ogromne, czarne skrzydła. Jej wzrost zbliżony jest do dorodnego basiora:  Jej siła wzrasta o 30% .
By:
Postać: Arja-moon (moja)
Wykonanie: Only4sex

Ciekawoski:
* Selune to celtycka bogini księżyca, Arjuna jest czasami w swych rodzinnych strona nazywana jej sługuską.
*Jej moc zależny od faz księżyca. Im bliżej pełni tym jest ona większa, a im dalej mniejsza.
*Podczas pełni jej moc osiąga stadium, a podczas zaćmienia traci ja doszczętnie na cały jego okres trwania.
* Podczas używania kontroli ciała ślepnie na tydzień dwa, nie wiadomo dlaczego, odzyskuje wzrok sama i nie działa na to  żadne lekarstwo czy uzdrowienia.


28 grudnia 2013

Powitanie Nowego Roku

 Powitanie Nowego Roku
Panie, panowie.
W najbliższy poniedziałek - 30 grudnia, o godzinie 21:05 oficjalnie zaczynamy zabawę, w celu godnego pożegnania przemijającego i powitania nadchodzącego Roku.

Zeszłoroczna zabawa odbyła się w klimacie nieco tajemniczym, jako że wszyscy ubrali maski i pojawili się pod innymi imionami, teraz jednak rezygnujemy z tego. Każdy jest mile widziany na polanie, przy wcześniej rozpalonym ognisku, w jakiekolwiek formie przybędzie. "Na luzie i bez spiny" czyli po prostu dobra zabawa w gronie przyjaciół.
Atrakcje, gry przeróżnej maści, co komu tylko do głowy przyjdzie - pokaz magii, gra w butelkę, tańce i hulanki. Powspominamy miniony rok przy zacnych trunkach i lampką szampana dokładnie o północy, w akompaniamencie kolorowych sztucznych ogni, powitamy Nowy Rok.

Wyprawa po najpotrzebniejsze trunki dzień wcześniej, czyli jutro (29.12.) ok. godziny 18:00 dla chętnych, by wybrać się do ludzkiego miasta.

W komentarzach podajcie propozycje piosenek do imprezowej playlisty, co byśmy mieli do czego się bawić. Propozycje na różne gry i zabawy również mile widziane.

Cieszmy się i bawmy się - hulaj dusza, piekła nie ma, nieprawdaż?
Zapraszam.

26 grudnia 2013

Tak jakby organizacyjna...

    Ano, nie jestem pewna, czym upoważniona do tworzenia notek organizacyjnych, jednak coś mi się wydaje, iż takowa potrzebna, a że Aldieb nie ma czasu, to pomyślałam "dlaczego by nie?" - najwyżej mnie zlinczujecie i usunę.

    A więc: 
    Stadne opowiadanie.
    Jeśli dobrze pamiętam, zadania zostały już rozdzielone i można z nim ruszyć dalej. Podejmuję się napisania kolejnej części, w której wykonam swoje zadanie - nie jestem w stanie określić, kiedy dam radę ją napisać, ale postaram się by była w miarę klarowna i by zaraz kolejna osoba mogła ruszyć ze swoją. Na następną proponowałabym Dalię, a potem mogę razem z Baru wyruszyć, ponieważ jego zadanie jest dość ciężkie - a może ktoś jeszcze chciałby się zgłosić do kompani i dostać coś do odnalezienia? Póki co ja szukam poroża Kirina, Dalia skorupy Żmijoptaka, a Baru kolca grzbietowego Smoka Norweskiego, a jeszcze wiele zostało - mogę przydzielić przy pisaniu następnej części. Wszystko jeszcze do ustalenia, więc chętnych proszę o wzmiankę w komentarzu, a z Waszą dwójką też muszę to jeszcze uzgodnić.

    Andrzejki
    Rozumiem, że się odbyły, stąd me pytanie - mógłby ktoś napisać niewielką relację? Tak, żeby po prostu napisać, co się działo, jakie wrażenia, może być kilka zdań, ale miło by  było o tym przeczytać. Oczywiście nikogo do tego nie zmuszam.

    Impreza Noworoczna
    Ano, o ile dobrze pamiętam, w zeszłym roku wyszła świetna. Dla przypomnienia napiszę, że wtedy wszyscy przyszli w ludzkiej postaci i maskach, organizowane były dwie gry niespodzianki - których niestety nie pamiętam za bardzo - a o północy wszyscy zdjęli maski i pokazali swe prawdziwe twarze. Wszyscy byli incognito w ten wieczór i pomysł wypalił, może by tak spróbować czegoś podobnego w tym roku? Dajcie mi znać, czy chcecie zwykła imprezę, czy może właśnie w tym stylu, czy wyprawę, może jakie gry i atrakcje? - jak już zobaczę Wasze pomysły, opinie to napiszę osobną notkę i spróbuję zorganizować, co Wy na to? Proponowałabym wstępny termin 30 - tak jak w zeszłym roku.

    Także to chyba tyle z mojej strony, a Liście Obecności nie będę się wypowiadać, bo nie należę do Rady, jeśli pominęłam coś istotnego, dajcie mi znać tu pod notką. Cieszę się, że mimo wszystko blog trochę ożył dzięki tym notkom z okazji 6 rocznicy - tyle nowych notek już dawno tu nie było ;p
     Pozdrawiam kochani i dziękuję za uwagę.





25 grudnia 2013

Hm...

    Nie ma to jak kreatywne rozpoczęcie posta, tak, wiem, wybaczcie mi to, ale inaczej rozpocząć go nie mogłam, czyt. nic lepszego nie wymyśliłam. Wypowiem się jako autorka, bo tak mi po prostu łatwiej.
   
    HOTN - nie jest moim pierwszym blogiem grupowym, ale przez ten rok spędzony tutaj już stał mi się bardzo bliski. Wy również, bo przecież to autorzy tworzą tę niezwykłą społeczność, atmosferę, która mnie urzekła.
    Trafiłam tutaj całkiem przypadkiem i taka jest prawda. Kiedy mój pierwszy blog grupowy - gdzie udzielałam się jeszcze jako Nyks - upadł po, bodajże, około dwóch latach mojego tam urzędowania właściwie od samego początku jego istnienia, szukałam innego, by się móc zapisać, znów stworzyć postać, wczuć się w nią i grać. Dłuuugo nie mogłam takowego znaleźć, pomijając parę innych epizodów, aż pewnego razu kliknęłam w link prowadzący tutaj i stwierdziłam, czemu nie? Pojęcie stada, grania zwierzęciem, było mi całkiem obce, ale magia już nie, więc się zapisałam - nie żałuję tego ani troszkę. Troszkę się obawiałam, czy dam radę się wpasować - HOTN ma długi staż, wiele z Was się już znało, a ja byłabym "tą nową", jednak za bardzo chciałam dołączyć, by przeszkodziły mi te myśli. Rakshasha powstała właściwie samoistnie, już moje wcześniejsze postaci nosiły takie imię, i mocno się z nią związałam. Pamiętam jak ktoś mnie mylił z inną Rakshą, która kiedyś tu była - trochę się czułam tym zmieszana, bo, jak już wspominałam, HOTN istnieje już bardzo długo i wydawało mi się, jakbym była "nie na miejscu." Teraz się już wkręciłam i cieszę się niezmiernie, że mogłam Was poznać.
    Baru, Asmo, Syriusz, Dalia, Aldieb, Error oraz Kayoko, Seth - których już tu nie ma - wszyscy, mniej lub bardziej, staliście się mi bliscy, chociaż znam właściwie tylko wasze postaci. Pamiętam niemal każde nasze granie na czacie, imprezy, polowania, ogniska, zwykłe wieczory, rozmowy, nawet czasem spięcia. Górskie wycieczki z Baru, mym braciszkiem kochanym, rozmowy i czasem wygłupy z Asmo na czacie, pogawędki z Syriuszem, lot oraz zabawa z żywiołami z Dalią, misję moją i Alu, imprezę organizowaną przez Error, wzięcie na powietrzną wycieczkę Kayoko, moja ciekawość i rozmowy z Sethem - jest tych wspomnień wiele więcej, ale z tego głównie Was pamiętam. Możliwe, że zachowywałam, zachowuję się, nieco sztywno, jednak musicie mi to wybaczyć, ale tutaj akurat ta moja strona zwykle się ujawnia - utożsamiam się z Rakshą, taka prawda, dlatego nie chcę się z nią żegnać jeszcze baardzo długo. Jest to pewna obietnica z mej strony...
    Mam nadzieję, że HOTN będzie trwać, póki my ciągle o nim pamiętamy i nawet jeśli zdarzają się przestoje w aktywności, to blog za każdym razem ożyje na nowo.
    Wszystkim Wam chciałabym jeszcze życzyć Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku, by okazał się on jeszcze lepszy, niż ten przemijający.

    Dziękuję.

Jak wszyscy to wszyscy.

    HOTN. Definicja? Oddział dla zdrowo rypniętych ludzi i tyle.

    Pamiętam czasy jak zaczynałam z RPG, pamiętam jak ta inna, bossu Raksha mnie uczyła normalnej gry (lepiej nie wspominać jak wtedy grałam, wciąż mi się przypomina jedno. "-Jak najlepiej unieruchomić pysk wilka? -...kagańcem!" byłam głupim pokemonem, matulu). I KOLT kawałek mi się wpisało w historię. W tym samym czasie jak tam byłam, zdarzało mi się zaglądać na chat HOTN.

    Piekło, rozróba i maksymalny nieogar. Takie się rzeczy tu działy, że tego nie dało się ogarnać. Tylko czasami, jak jakoś się uspokajali, nie detonowowali i nie było przy tym zaczarodziejskigo Worka. W sumie, ten czas był takim jakby najpozytywniejszym, pozwalał się oderwać od rzeczywistości. 
     Mało to ogarnięte i ogólnikowe, ale nie potrafię tego określić jakbym chciała. Próbowałam odnaleźć się w HOTN kilka razy. Jako tygrys szablastozębny wskrzeszony przez naukowców, jako szczeniak-morderca-dracholich i w końcu jako Ćpun którym mi się tutaj najbardziej gra podobała bodajże. I był jeszcze rąbnięty, nawiedzony demonek nieokreślonego rodzaju o osobowościach z talii kart, Karte As, tak bardzo ambitne. Pewnie były jeszcze jakieś inne postaci, ale mniej ważne, których nie zapamiętałam z HOTN. Poznałam wielu wspaniałych ludzi o których nie zapomnę, czy to pozytywnie czy negatywnie.

     Raku, Baru, Alu, to praktycznie pewnie dzięki Wam istnieje jeszcze HOTN bo ostatnimi czasy to Wy je ratujecie przed upadkiem. Niech inne stada i blogi upadają po kilku miesiącach, my damy radę jeszcze przez długi czas, no nie? c:
     Ser, mutant z którym wiele mnie łączyło przez pewien czas. Pomagało mi to to kilka razy, fajnie się  z nim grało. Dużo dla mnie znaczysz, mimo wszystko. A teraz to się nawet nie odezwie. :c
     Naomi, pamiętam Cię z czasów jak nie potrafiłaś usiedzieć w miejscu, wciąż latałaś, i byłaś główną rozrywajacą towarzystwo. A teraz się zmieniłaś na bardziej ponuraka jeśli dobrze kojarzę. Dawno Cię nie widziałam.
     Kendal, często się kłócimy, nie możemy dojść do porozumienia ale i tak się fajnie nam żyje, nie? Wiem, że nie, ale to nic. I tak Cię lubię.
     O reszcie się nie wypowiem bo ich nie pamiętam, nie znam lub nic o nich nie wiem, wybaczcie.

     HOTN jest dla mnie drugim domem, wiele razy mi pomogło ogólnie sobą jak nie potrafiłam sobie poradzić z problemami, tylko dlatego, że mogłam pograć.
     Uwielbiam Was ludzie i oby HOTN żyło jeszcze przez wiele lat. Oby wciąż było wielka rodziną dostępną dla wszystkich i oby doszlo kilku nowych członków którzy by je ożywili.


Przy okazji, wszystkiego najlepszego z okazji świąt i Wesołych Świąt i Nowego Roku.


    Wiem, że nie zrobiłam praktycznie nic dla stada i moje zdanie niewiele znaczy ale chciałam sie wypowiedzieć, bo jak wszyscy to wszyscy, ale nie mnie oceniać innych.

a przy okazji, weź ktoś zrób zaczarodziejskie coś i wywal z miłosnych Sera i Asmo, dziękuję.

Miriel.

Pierwszy dzień. Wieczór, jakieś trzy lata i dziewięć miesięcy temu. Spotkanie, jedno z wielu, podczas których pośrodku polany płonęło ognisko, a wilcze oraz kocie pyski śmiały się do siebie nawzajem. Harmonia. Spokój. Poczucie, iż cała ta zgraja, pozornie rozbita po różnych kątach i w cieniach drzew, jest swoistą rodziną.
Wspólne opowiadanie. Snucie historii o wilkach zombie, które udawały się do pobliskiego miasta, by polować na ludzi; z czasem przeniosły swoje siedlisko do sieci kanalizacji pod miastem. Któregoś razu dwie postacie ze Stada Nocy zapuściły się w ciemną uliczkę pomiędzy domami. Jedna z nich stała się kolacją dla wilczego zombie. Druga - z nieznanych przyczyn, została przy życiu, a nawet trafiła do podziemi. W jednej ze specjalnie stworzonych sal odbywała się zabawa. Masa zombie, wilków, kotów i innych dziwnych stworzeń. Fontanna kisielu i galaretki. Światła. Muzyka. FBI i cysterna z wódką - jedna postać potrącona przez pojazd. Kosmita we wnętrzu któregoś z gości - opanował go, zabijał innych. Potem kosmita zabił nosiciela, przeszedł do kogoś innego. A ta osoba kulturalnie udała się do toalety, by wydalić złośliwca. Kosmita się nie dał. Zabił, urósł i rozpiździł świat.
Ktoś biegał dookoła i zbierał zioła. Jakaś czarna magia. Luna i Team siedzieli razem z boku. Aldieb obserwowała. Inni bawili się i rozmawiali.
Na polanę wpada Yuichi. Mówi, że stało się nieszczęście. Że kogoś potrącił samochód. Jedzie do szpitala.
Atmosfera z przyjaznej stała się wręcz grobowa. A jednak czuć było niezdefiniowaną bliżej więź między osoba na polanie. Jakby... rodzina. Tak stwierdziła Miriel.
Na te słowa Team zareagował dość impulsywnie: kazał jej uciszyć się; mówił, że stało się nieszczęście; nie czas na takie słowa; że nie jej oceniać kim jest Stado Nocy. Luna starała się go uspokoić. Za to Miriel wyszła.

Jakieś pół roku później, w sierpniu 2010 roku, na polanę zawitała wadera. Szara z bandażami na łapach. Postanowiła spróbować jeszcze raz. Tym razem przedstawiła się jako Naphill Farelle Naomi. I już została. Tak po prostu.

Wesołych Świąt.

Tak, jak w tytule, Wesołych Świąt wszystkim. I udanego sylwestra.

Wybaczcie za mało wylewne życzenia, nie jestem w tym najlepsza.



Przy okazji, nie będzie mnie aż do nowego roku, wyjeżdżam. A potem też raczej nie będę zbyt często zaglądać. Matura coraz bliżej, a do nauczenia materiału wciąż dużo... Także z tą moją aktywnością różnie może bywać, chociaż pewnie od czasu do czasu wpadnę.

Ach, i cieszę się, że pomysł na obchodzenie rocznicy wypalił. Naprawdę, bardzo miło było czytać wszystkie wasze notki. I szkoda, że w tym roku nie udało się zorganizować stadnej wigilii. Cóż, miejmy nadzieję, że przetrwamy wystarczająco długo, by móc nadrobić to w następnym roku.

22 grudnia 2013

Tam-da-dam.

Będę pisać jako autorka z czystej wygody.

Moje początki z rpg są trochę krótsze niż te Słonecznika, choć właśnie to dzięki niej jestem taka, jaka jestem. Gdyby nie to, że wprowadziła mnie w świat RPG, nigdy bym tu nie trafiła i możliwe, że była bym całkowicie inną osobą. Dziękuję za to bardzo mocno.
Ale odbiegłam od tematu. Postać Syriusza miałam już wcześniej, gdyż moje zafascynowanie postacią Syriusza Blacka sięga chyba od momentu, gdy pierwszy raz pojawił się w książce o Harrym Potterze. Chciałam stworzyć postać właśnie taką radosną, pełną życia i bądź, co bądź... Wrednego kawalarza, casanovę i jeszcze pewnie wiele cech mniej lub bardziej pozytywnych powinnam tu umieścić. Nie wiem czy mi się udało, bo w końcu Syriusz przejął wiele moich cech.
Powód, dla którego tu jestem i dołączyłam pierwszy raz? Jest tak błahy, że aż mnie śmieszy do tej pory. Otóż... Siedziałam sobie na chacie WOZ'u [Wataha Ognistej Zorzy-należałam tam wcześniej.], pisałam ze Słonecznikiem na gg i ona nagle do mnie, czy nie chcę zagrać jako szczeniak. Że ona będzie tam moją siostrą i będę mieć jeszcze kilkoro rodzeństwa. Weszła sobie Glola na chat, pogadałam z nią chwilę i praktycznie od razu ją polubiłam, ale to nie był ten powód. Później zrobiona konferencja na gg całego "rodzeństwa", Gloli i nie wiem czy kogoś jeszcze. Coraz bardziej pomysł mi się podobał. I szczerze mówiąc pewnie bym sobie z lenistwa odpuściła, gdyby nie fakt, że jakiś czas wcześniej poznałam Jujka. No i go polubiłam i trochę mi się spodobał i tak to jakoś wyszło xD" Powód najlepszy pod słońcem~! No, ale został moim bratem i w sumie mamy dobry kontakt do tej pory, więc nie narzekam. Nawet dzięki niemu, a może przez niego Ser jest homo. Miałam wielki problem z faktem, że całkiem spora część dziewczyn z HOTN, lgnęło do Sera, a ja nie umiałam sobie z tym poradzić. Starałam się nie dawać im żadnych znaków ani nic, bo po prostu nigdy nie byłam w żadnym związku i kompletnie nie wiedziałam jak mam się zachowywać względem nich.

Otóż. HOTN jest najlepszym rpg, do którego trafiłam. Poznałam tu najcudowniejszych ludzi, których uważam za przyjaciół. I wiem, że miewam swoje skrajnie leniwe odruchy i zmulam nawet całymi miesiącami, ale mimo tego myślę, że to miejsce jest moim domem. I nim pozostanie pewnie już do końca. Nawet, jeśli kiedyś skończę z virtualem, nie zapomnę o tym. Jesteście częścią mojego życia, którego się nie wyprę. Ba, nawet nie będę chciała. Dlatego też za to również Wam dziękuję.

Jesteście najlepsi.
Serek.

20 grudnia 2013

Kyrie.

Pamiętam jak pierwszy raz zawitałam tutaj jako Czikita, dośc irytująca postac.. w sumie to tylko trzem osobom przypadła do gustu, może czterem. W tym jednej osobie, którą chciałabym z tego miejsca bardzo pozdrowic, jeśli to czytasz to wiedz, że znowu zapomniałam hasła do GG, wybacz c: Wpadnij kiedyś na chata jeśli znajdziesz czas.

Wiele osób do których się przywiązałam po prostu odeszło, szkoła, praca, rodzina. Powiem, że to wszystko doprowadziło do tego, że sama również odeszłam. Miałam przerwę od rpg kiedy znów powróciłam do HOTN tym razem jako Kendal, opętany piesio nie chcący przyznawac się do swojej rasy.

Nie traktuje to jako zwykłą grę, komputer - krótka odskocznia od szarej rzeczywistości, nic z tych rzeczy. Mimo paru kłótni i to nie ważne, czy między postaciami, autorami to jesteście wspaniałymi ludźmi. Szkoda tylko, że nie miałam tyle szczęścia by poznac to stado od początku. 6 rocznica ? Wtedy, gdy wyście rozpalali pierwsze ognisko na polanie ja zapewne siedziałam na explorerze grając w jakąś odmóżdżającą gierkę na wyspie gier o ile w ogóle miałam wtedy internet (a pamiętam, że długo się nim nie cieszyłam).

Trwajmy, po prostu trawajmy! Bo gdy inne stada, królestwa i watahy upadają HOTN jest dalej i będzie dalej. Bo taka jest wola niewidzialnego różowego jednorożca z kluską na rogu.

Kendziu dodaj coś od siebie ?
- Error wróć.


"Chciałbym, żeby moje życie miało w końcu jakiś sens.

Dlatego błagam - zróbcie ze mnie salami!

Wasz Osioł."

A więc.

A więc jako że w zasadzie dopiero dzisiaj jestem sobie w domu, to napiszę dopiero dzisiaj. Uprzedzam, piszę z punktu widzenia autorki, nie postaci.

HOTN. Jak trafiłam..? Pamiętam to jak dzisiaj - Molly Granger wraz z inną postacią autorki Syriusza siedziały sobie na jednym z Hogwartów, jeszcze za czasów polchat'u. Nie jestem pewna, czy akurat w tym momencie byłyśmy tam obie, ale wiem, że zdarzało nam się tam często siedzieć razem. W każdym razie... Zjawiła się Avonlea. Jako że za tamtych czasów offtop był naprawdę powszechny, szybko musiała wyłapać, że jestem osobą chętną na poznawanie innych tekstowych RPG. I Avonlea zaciągnęła mnie na chat SŚ. Miałam wtedy postać o imieniu... Raksha! To były te piękne czasy Wandessy/Vandessy (nigdy nie pamiętałam, czy przez W czy V, zawsze źle pisałam..], Rubina, Neyli, Nayshy, Avonlei/Gloli. Szybko dokończyłam tworzenie postaci, robiąc z mojej Rakshy rude wilczątko, które przygarnęli Rubin i Neyla. Z Neylą raczej miałam słaby kontakt, ale z Rubinem całkiem dobry. Nawet brata miałam - przygarnęli jakiegoś źrebaka, jak mi się zdaje - ale nie było mi dane go poznać.

Później zniknęłam. Powody? Zepsuty komputer, nadszarpnięte relacje z rodzicami i szkoła. Mimo że była to podstawówka, musiałam trochę więcej czasu jej poświęcić.

Czym jest dla mnie HOTN? W zasadzie nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie. Nie nazwę go domem, bo dom to realne miejsce, w którym czuję się dobrze - czyli małe mieszkanko w bloku na wsi. Nie wiem, czy szczerym będzie, jeśli powiem, że HOTN jest dla mnie jakoś super ważne. Wydaje mi się nawet, że nie będzie to prawda. Ale HOTN oznacza dla mnie początki relacji z najlepszymi ludźmi, jakich poznałam przez internet. HOTN oznacza dla mnie też 'miejsce', do którego wciąż wracam i nie jestem w stanie tak zupełnie na stałe odejść. HOTN to dla mnie coś, co mimo wielu trudnych chwil ciągle trwa  i - jak mi się zdaje - trwać będzie jeszcze całkiem długo. :3

15 grudnia 2013

HOTN

Herd Of The Night

Nie... nie wychowałem się tu, 
Nie... nie jestem starym bywalcem,
Nie... nie wprowadziłem wiele w historię stada. 
Ale wiecie co?
Tak... chcę tu wychować swoje potomstwo, jeżeli się go doczekam,
Tak... chcę zostać nazwany "starym bywalcem", jeżeli stado przetrwa wystarczająco długo,
Tak... chcę tworzyć historię, historię Naszego stada, historię Dzieci Nocy.
Chcę.

Jestem z Wami lekko ponad rok. W porównaniu z długością istnienia stada jestem gówniarzem. Każde stado ma swoją historię, jednak nie każde jest bliskie mojemu sercu. Może uznacie to za dziwne. Moja rodzina przecież żyje, przecież już o nich pamiętam. Dlaczego więc jestem tu? Powodów jest wiele, jednak nie wszystkie chcę wymieniać:

Znalazłem tu istotę bardzo mi bliską, wyrozumiałą, przestrzegającą i doradzającą, 
znalazłem starszą siostrę - Rakshę.
Znalazłem tu kompanów, istoty patrzące na to jaki jestem, nie kim jestem.
Właśnie tu wiele emocji przeżyłem na nowo, to tu doprowadził mnie los.
Wiem co to niechęć - budzi ją do mnie Kendal,
Wiem jak to jest "czuć coś więcej" - czuję to dzięki Dalii,
Wiem jak czasem ciężko kogoś tolerować - Pasożyt, tu więcej nie trzeba dodawać.
Wszystkie te rzeczy odkryłem tutaj, w Herd Of The Night, są inne, jedyne, wyjątkowe. 

Wspomnienia?
Ha! Mimo niewielkiego stażu mam ich naprawdę sporo.
Nie wszystkie związane z moją osobą, ale te pomińmy. 
Pamiętam jak wpadłem z Kayoko do jeziora, pękł pod nami lód, strasznie się tym przejęła. 
Pamiętam jak Kendala zdenerwowała moja wypowiedz na temat ludzi, hah, do dziś go to chyba trzyma.
Asmo, haha, pamiętam jego zagadkę, zboczeniec, jakby nie mógł od razu powiedzieć co to wibrator.
Wiecznie mógłbym wspominać pierwszą przechadzkę z Raksh, poszliśmy w góry, w sumie zwiedziliśmy spory fragment terenów. 
Niby striptiz przed zawstydzoną Dalią czy wspólny lot z Nią na puszystych chmurach, wspinaczka na drzewo, urwisko... 
Niezwykła zielona polana i ogniska. Tutejsze ogniska, spędzone Andrzejki z Al, nasze niekształtne figurki z wosku, przepychanki z Asmo
Jest co wspominać. 

Właśnie te wspomnienia są godne uwagi, właśnie one pozwalają mi walczyć z tymi, które prezentuje Pasożyt. 
Nie jezioro, nie pękający lód, nie góry, nie wspinaczka, nie urwisko i nie polana... Nie to wspominam. 
W pamięci chce zatrzymać wasze pyski, wasze twarze, gdyby nie one, nie było by czego wspominać. 
Nie tereny, nie nazwa, nie liczba wrogów, ani nie liczba sojuszników, nie ... Nie to mnie obchodzi. Obchodzicie mnie Wy
Moja rodzina
Rzecz jasna... aby nie było tak słodko, wolę kiedy rodzina jest bardziej żywa. Kiedy wchodzę na polanę wolę czuć się jak na imprezie, nie cmentarzu.
Wolę z wami rozmawiać, nie wspominać rozmowy. 
Oczywiście wolę też w was wierzyć niż trzymać urazę. 
Uszy do góry! 
Co do skróconej wersji: HOTN jest dla mnie domem, nie drugim, nie pierwszym. Jest po prostu domem.

Dzięki.

13 grudnia 2013

6. Rocznica założenia Stada Śmierci.

Dzisiaj, czyli 
w piątek, 13 grudnia
obchodzimy
6. rocznicę założenia Stada Śmierci
obecnie znanego pod nazwą Herd Of The Night.


Z tej okazji pragnę zachęcić wszystkich do tego by napisali kilka słów od siebie na temat stada. Jak tu trafiliście, co HOTN tak właściwie dla Was znaczy, jakie wspomnienia łączą Was z tym miejscem.







[Przy okazji, jutro powinna pojawić się notka organizacyjna.]

9 grudnia 2013

Usprawiedliwienie i reszta..

No nazbierało mi się tego, ale kiedyś trzeba przyznać się do winy. Nie będę ściemniać ani nic z tych rzeczy. Nie było mnie. Na pewno zauważyliście to, a jeśli nie no to trudno. Tak czy owak chciałam powiedzieć takie duże, głośne PRZEPRASZAM. Uh.. Jest. Napisałam to. A teraz usprawiedliwienie. Dlaczego mnie nie było ? Trochę z powodu szkoły, trochę, bo miałam karę, trochę, bo miałam swoje problemy, ale najprawdziwszą prawdą było moje nieuleczalne lenistwo. Ot co ! No jestem człowiekiem i swoje wady mam. Obiecuję poprawę. Postaram się jakoś bardziej udzielać i odpisywać na komentarze.
Ale ale.. Na szczególne przeprosiny zasługują Baru i Raksha. Dlaczego ? A no dlatego, że ich znam najdłużej i chyba z całego stada najlepiej i dlatego, że przez moje lenistwo musieli czekać kilka tygodni zanim raczyłam z siebie coś wykrzesać i odpisać im na komentarze.
No dobra to tyle ode mnie. Nie będę już wam głów zawracać.
Dzięki.
Dalia Seron
Ps. - Niedługo napiszę kolejną cześć SNÓW. Mweheh xD Nie ma tak dobrze. Wrócić, wróciłam, ale pomęczyć was muszę moją (nie) piękną twórczością xD 

2 grudnia 2013

Realizm

    Strach przed śmiercią i złem jest jednym z największych, pętającym nasze umysły.
    Jednak niektórzy przeczą instynktowi przetrwania, niwelując go, niszcząc ból i cierpienie.
    Stają się Wyklętymi, podążającymi własną ścieżką świata. Nie stoją po żadnej ze stron, jednak przydzieleni są do Ciemności. Dlaczego? Ponieważ budzą w nas przerażenie. Któż nie bałby się istoty zabijającej by się pożywić i przetrwać? Robią to samo, jednak widzą to w innej kategorii. Nie potrafią traktować ich jak siebie samych.
    I są karani. Każdy kto nie docenia Dzieci Ciemności zostanie przemieniony w jedno z nich lub posłuży za ich posiłek. Jest też trzecia opcja, nie krzywdząca nikogo. Nie będą zwracać uwagi na nich, udając, że oni nie istnieją.
    I co wtedy? Świat udawałby, że tajemnicze zgony i zniknięcia nie mają miejsca, a niektóre z tych dziwnych zdarzeń są błędami w raportach, obliczeniach. Dzisiejszy świat jest zbyt przyziemny by móc zapanować nad lękiem.

    Asmodeusz odłożył książkę na stolik, stojący przed kanapą. Podciągnął nogi, siadając po turecku. Dłonie oparł na łydkach, wbijając wzrok w okładkę książki. Ciemna oprawa, ozdabiana skórą i złotymi elementami była miła dla oka. Treści zawarte na pożółkłych, rozpadających się stronach już nie za bardzo. Ale cóż, mus to mus. Chęci poznania też go jakoś zmusiły do dowiedzenia się czegoś o historii potworów do których teraz sam należał. Budziło to w nim teraz złość, a dawna miłość rodziła nienawiść. Dać zakuć się w pęta czasu z powodu jednego głupiego uczucia którego miał zamiar już nigdy do siebie nie dopuszczać. Wampiry jednak powinny być wybitne co do ostatniego. Nie sprowadzałyby dobrych ludzi na drogę nieszczęść i cierpienia, a sobie by też ulżyły. Jednak były plagą niemożliwą do powstrzymania, więc nie dałoby się tego opanować. Co może jeden skrzywdzony facet z psychiką dziecka i takim samym rozumowaniem? Nic nie może, bo w myślach i w mowie każdy jest mocny, ale jeśli dojdzie do czynów to lepiej nie wspominać o tej porażce.
    Podniósł się, bez życia kierując w stronę kuchni, gdzie usiadł przy stole. Gdzieś kątem oka mignęła mu plama czerwieni. Nigdy nie mogła odpuścić poważnej, dorosłej rozmowy. Zawsze musiała wyczuć gdy krwiopijca tracił wiarę w siebie, w innych i cały świat. Kościej pod postacią dziewczyny przystanął przy przyjacielu, przytulając jego głowę do klatki piersiowej. Często ten drobny gest pozwalał na przywrócenie go do normalnego funkcjonowania. Uśmiechnął się z wdzięcznością, starając się zatuszować obecny nastrój. A jednak Glyzerin wyczuła, że Potworek nie chce ani pomocy, ani rozmowy i jest to stan zaawansowanej choroby psychicznej zwanej samotnością z powodu braku miłości. Dobrze, że jej to nigdy nie dotknęło i nie dotknie. Westchnęła ciężko i pocałowała go w czoło, odchodząc do salonu.
    Takie stany dotykały go raz na jakiś czas, bez uprzedniego uprzedzenia chociażby jakimś drobnym znakiem. Założył wesoło kolorowe trampki, bluzę i wyszedł z domku. Niby zima, niby śnieg, a on i tak jeszcze bardziej nie czuje zimna. Kolejna rzecz której nienawidził. W sumie, w swojej wampirowatości nienawidził wielu rzeczy. I sam na siebie był wściekły, że pozwolił na coś takiego. Odruch chwili którego będzie żałować do końca tego nędznego świata. Wsunął dłonie do kieszeni, tępym wzrokiem patrząc przed siebie. Nogi automatycznie niosły go w to spokojne miejsce, gdzie było mało osób, a jakikolwiek ruch ograniczał się do minimum. Stary, opuszczony park na pagórku ze zniszczonym, miniaturowym placem zabaw. Widok był trochę niesamowity. Chociaż dla zwykłego człowieka byłby po prostu brzydki, przeciętny i niewarty uwagi. Usiadł na huśtawce, kołysząc się powoli z wzrokiem przesuwającym się po konturach budynków ciemnego, szykującego się do snu miasta. Brak na niebie było gwiazd, Księżyc zasnuwały grube chmury, zwiastujące śnieg. Oparł głowę o metalowy pręt podtrzymujący siedzisko huśtawki. Szelest w krzakach ogołoconych z liści nie zwrócił jego uwagi. Dopiero gdy rudo-czarny kot o zielonych ślepiach wskoczył na kolana Wilkowatego, ten spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko. Wziął go na ręce i powolnym krokiem ruszył w kierunku domu. Zwierzak był spokojny. Widzieli się kilka razy, ale Asmo miał nadzieję, że może jednak kot ma jakiś dom. Sądząc jednak po jego zachowaniu, wyglądzie i tym, że nikt tego kota nie znał z okolicy postanowił wypełnić nim pustkę w sercu. Uśmiechnął się lekko, odsłaniając wydłużone kły.
    - Nazwę Cię Syriusz.

    Miłość nie warta jest jakiegokolwiek cierpienia. Zawsze będzie sztuczna i kłamliwa. Nie warta jest zachodu. Nigdy nie będzie prawdziwa i wieczna.

Głupie bajki dla dzieci, głupie "żyli długo i szczęśliwe".