Przekraczasz mistyczną bramę, okalaną bluszczem, korony liściaste osłaniają drogę, czyniąc ją ciemną i magiczną. Drzewa powykręcane, jak zatrzymane w tańcu, mgła jak oddech Boga, ciepło drzewca z ognia na środku polany, ukrytego w międzylesiu. W głębi grota, jaskinia skalna; półki i rozpadliny skalne są dla większości domem.


Stado:
♀: 10 | ♂: 4

Ogłoszenia:
- Blog aktualnie nieaktywny. Zapraszamy na Discord.

Zapraszamy w Nasze szeregi!

12 lutego 2018

"Time is over" II

Bezpośrednia kontynuacja opowiadania napisanego niespełna cztery lata temu. Część I.

A soldier on my own, I don’t know the way
I’m riding up the heights of shame
I’m waiting for the call, the hand on the chest
I’m ready for the fight and fate

Poranek był mroźny, wilgotny. Deszcz w nocy siarczysty, teraz ustał, a świat zasnuwały mleczne mgliste opary. Powietrze świstało przez nozdrza, kując igłami tchawicę i płuca. Dźwięk; lekkie mlaskanie, kiedy łapa za łapą przemierzała cicho niczyje tereny, od dawna puste i niezamieszkane. Hebanowe strugi włosów były zwiewane nieznacznie przez lekki wiatr, niewielki zefir, nie zakłócający spokoju i ciszy. Opuszczała dom, rodzinę, tereny Stada Nocy, wędrując w nieznane. Nie szła na oślep, zew ją przyzywał, głos Demona, który mamił, osaczał, zalegał w umyśle, szepcząc słowa i wskazówki. Jak chciał - tak szła, niby na rozkaz, nie znając zamiarów poczwary, modliła się tylko w duchu, by ta wyprawa była czegoś warta. Szepty Demona rozbrzmiewały w jej głowie, gdy wyłoniła się z mroków leśnego boru. Spojrzała na horyzont, lecz ginął w mglistych oparach. Zniżyła pysk, łapy wznowiły marsz, kierując się na ścieżkę, lawirującą między krzewami, która prowadziła w dół zbocza. 
***
Przed oczyma miała przejście, wyłom w skalnej ścianie, ziejąca czernią przestrzeń. Wokoło girlandy bluszczu, plątaniny zieleni, zwieszające się z wysoka. Przeszła pod nimi, zanurzyła się w cieniu, w chłodzie, pozwalając by korytarz ją prowadził. Kroki rozbrzmiały stłumionym echem. Przeszła kilka metrów. Wśród mroków zaiskrzyło światło. Wyzierające gwiazdy, które niby z nieba zbłądziły. Wyszła zza ostatniego zakrętu, oczy na moment przymknęła, gdy blask nagły ją oślepił. Ciężki wdech. Zmętniałe ślepia bez wyrazu spojrzały na ścianę kamienną, wilgotna powierzchnia, skrzyła się i lśniła, niczym szmaragdów mozaika, układająca się w pełzające węże. Spuściła ciężkie powieki, opadły niby kotary na koniec przedstawienia. Chłodne powietrze w nozdrzach, zapach był słony, wilgotny. Z jej gardzieli charkot wydobył się słaby. Wejrzała dalej, spojrzeniem demona znalazła. Stała tam, biała zjawa, pośród migoczących cieni i odblasków. Pysk wykrzywiała w uśmiechu lubieżnym, smolistym wejrzeniem brązową samkę taksując.
- Po coś mnie tu wezwała? - Spytała ciężkim głosem, na demonie zakotwiczając spojrzenie. - Czego znów ode mnie chcesz? - Irytacja i ból z jej tonu wyzierały. Wiele kosztowała ją ta wyprawa. Zmęczenie falami ją ogarniało.
- Czas. - Wychrypiała biała, a słowo to zawisło w  przestrzeni między nimi, rozbrzmiewając niczym dzwon. - Czas Cię goni.
Jej świszczący szept wdzierał się siłą do uszu samicy. Nie mogła się bronić przed nim, przed prawdą. Pokręciła głową.
- Po co tu jestem? Co to za miejsce?
- Jaskinia prawdy. - Odparł jej świergotliwy charkot. - Choć to jedna z wielu nazw. Większość w niezrozumiałych dla Ciebie językach.
Brązowa spojrzała na Sanetille nieprzychylnie, zastanawiając się co też kombinowała.
- Podejdź do jeziora. - Wychrypiała, szczerząc się obrzydliwie. - Spojrzyj.
Choć niechętnie, uczyniła tak jak jej demon kazał. Na ugiętych łapach zbliżyła się do migoczącej tafli jeziora. Pazury zanurzały się w wilgotnym piasku. Słonawy zapach ze zdwojoną siłą buchnął w jej nozdrza. Ciałem wstrząsnął dreszcz niepokoju. W końcu podeszła wystarczająco blisko, jej cień padł na taflę wody, obniżyła łeb by spojrzeć na swe odbicie. Obraz jakby się z wolna formował. Smoliste smugi zbierały się z krawędzi jeziora, by w wirującym tańcu dotrzeć do jej osoby. Powierzchnię wody wzburzyły drobne fale, które sięgnęły poduszek jej łap.Barwy zwinęły się spiralnie, po czym rozkwitły niczym pąki kwiatów. W miejscu lewego oka ziała czernią dziura, a z niej wężowatymi mackami rozchodziły się krwiste żyłki, obejmując całe ciało. Czerń rosła, jakby pochłaniając resztę organów, serce, płuca, kości. Wszystko zapadło się, rozpłynęło w proch.
Samica odskoczyła, rozbryzgując krople wody. Cofnęła się gwałtownie, przerażona nagle tą wizją, choć dobrze wiedziała co się z nią działo. Zacisnęła ślepia, kryjąc ich złocistą barwę. Lewe, choć wydawało się niewiele różnić, widziało jedynie to co było po drugiej stronie, zaświaty. Wokół niego, kryjące się pod sierścią znajdowały się ledwo widoczne, zagojone blizny. Aldieb potrząsnęła głową, zrzucając na pysk czarne pasma włosów. Obrzuciła spojrzeniem demona, jaskinie, po czym wybiegła, mknąc chyżo przez stepy, wracając na tereny nocnego stada, tam gdzie jeszcze przez chwilę mogła być bezpieczna.

6 komentarzy:

  1. [Przyjemna to lektura była, przyjemna ^^ Wróciłam sobie nawet odświeżyć tę poprzednią część, żeby mieć lepszy pogląd, i też mi się bardzo podobała. Intrygujące te demony, no i ciekawa jestem, co tam masz w zamyśle i gdzie jeszcze dalej to pociągniesz (o ile zamierzasz, oczywiście ;p).
    Przyczepiłabym się może do paru przecinków, ale głównie to do zapisu dialogów, niestety niepoprawnego. Jeśli masz ochotę, mogę opisać Ci podstawowe zasady, ale też łatwo je w internecie znaleźć, także jak wolisz ^^
    Czekam na następne, oczywiście ;p]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesc z dialogami pisalam w autobusie XD tak troche sie usprawiedliwiajac, ale ja w dialogii nie jestem dobra. Mniej wiecej wiem jak to powinno byc ale musialabym sie zastanowic a tutaj naprawde nie zwracalam na to uwagi. No i juz nie sprawdzalam wszystkich bledow.
      Ale chetnie poslucham co masz do powiedzenia, moze sie czegos naucze.
      I tak, zamierzam jeszcze napisac kilka opowiadan przygod Aldieb z demonami.

      Usuń
    2. Pewnie, całkowicie rozumiem i podziwiam, że piszesz na telefonie, naprawdę xD
      W sumie podstawowa zasada jest dość prosta - wszystko, co po myślniku odnosi się bezpośrednio do sposobu wypowiedzi (warknął, odpowiedziała, mruknęła, etc.) zapisuje się małą literą, a przed myślnikiem nie stawia się kropki. W innej sytuacji kropka i po myślniku dużą literą.
      To w sumie tyle, a jak już sobie to człowiek wbije w głowę, to się też robi nawykiem z czasem ;p Chociaż sama mam czasem problemy z bardziej "skomplikowanymi" dialogami, ale to już inna sprawa, wtrącenia, te sprawy xD To już polecam poczytać sobie, bo się jeszcze w komentarzu nie zmieszczę xD Ale w razie wątpliwości, chęci pogadania o tym czy cuś, zawsze chętnam do dyskusji czy pomocy ;p

      Będę uważnie czytać kolejne części ^^

      Usuń
    3. Ohh, okej. Spróbuję zapamiętać. Dzięki. c:

      Usuń
  2. Nareszcie przeczytałam!
    I jest super. Przeczytałam obie części i pierwsza ma troszkę inny styl, może minimalnie lepszy. Ale ciekawe to strasznie. Jedyne co mnie troszkę rozprasza, to inwersja, która ostatnio Ci się zdarza. Zamiast kamiennej ściany, jest ściana kamienna etc. Wiem, że to element stylu, ale może jest to troszkę... przepoetyzowane?

    Ale powiem, że niesamowicie mi się podoba to, jak przedstawiona jest Demonica. Opis głosu, jej wyglądu, to wszystko jest niesamowicie plastyczne. Podoba mi się!

    Kirke.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsza ma inny styl bo by pisana cztery lata temu. Drugą zaczęłam te wtedy, potem kończyłam jaki rok temu, a w kocu skończyłam teraz. Więc tak, jeśli chodzi o styl to jest tam pomieszanie z poplątaniem, a i tak poprawiałam, żeby było chociaż trochę bardziej po ludzku.
    Inwersja mi się zdarza ostatnio dosyć często i robię to nieświadomie, bo w mojej głowie brzmi to sensownie. Tutaj przez to, że jest raz tak, raz siak, wyszło to nie najlepiej.

    A dziękuję.

    OdpowiedzUsuń