Przekraczasz mistyczną bramę, okalaną bluszczem, korony liściaste osłaniają drogę, czyniąc ją ciemną i magiczną. Drzewa powykręcane, jak zatrzymane w tańcu, mgła jak oddech Boga, ciepło drzewca z ognia na środku polany, ukrytego w międzylesiu. W głębi grota, jaskinia skalna; półki i rozpadliny skalne są dla większości domem.


Stado:
♀: 10 | ♂: 4

Ogłoszenia:
- Mamy mały zastój, jednak blog nadal jest aktywny.
- Proszę zgłaszać się po zadania do hierarchii pod odpowiednią zakładką

Zapraszamy w Nasze szeregi!

Nieobecni:
- Tin
- Dalia

21 września 2013

Frosty Night II

 http://www.youtube.com/watch?v=VND16EnLROs

Dreszcz po raz kolejny posunął lodowatym szponem po jej kręgosłupie. Sierść na grzbiecie stanęła dęba, ruda pokręciła mordką. Niedobrze. Zatrzymała się i zadarła mordkę.

Wyglądała jak nieszczęście. Kaskady wyliniałego włosia bez entuzjazmu spływały po jej ciele.
Najgorsze było chyba to uwierające poczucie, miało swój początek w okolicy żołądka, promieniowało wgłąb każdego mięśnia. Nie wiedziała, czy to ból, zupełnie jakby tkanki rozkładały się, zaczynały gnić, przestawały tworzyć całość. Problemem była nieprzerwaność poczucia, bardzo rozwlekła tortura.
Głód? Może to było powodem. Kolejne doby bez jedzenia sprawiały, że czuła się coraz lżejsza.
Nawet, jeżeli ambicją byłoby zjedzenie czegoś, na drodze stało zbyt dużo przeszkód, a jej organizm swoją wybrednością lubił czasem zwrócić.

Kłąb pary umknął z jej pyska. Przez chwilę wyróżniał się w tle zasnutego szarością nieba, by zaraz zniknąć, rozpłynąć się zupełnie jakby jego istnienie nigdy nie miało miejsca. Naprędce stworzyła drugi obłok, by odgonić myśli wrzeszczące o urojeniach. Ten również zniknął.

Zęby bolały tak bardzo, że obawiała się o ich statyczność. Każdy z osobna, ale był i tępy ból ciągnący się aż po skroń. Mimo to bez własnej woli zaciskała szczęki i tarła, zdzierała wrażliwe szkliwo.
Przeżuwanie było torturą, po cóż więc jeść? Język i tak nie odczuwał smaków, na jego bokach widniały szramy, zupełnie jakby proszek zaorał wrażliwą tkankę szponami. Mięśnie zaciskały się nagłymi skurczami.
A źrenice były ogromne. Źrenice były lustrem jej wnętrza, wnętrza z którego raz kipiało szczęście, by zaraz później oddać miejsce niewiarygodnym pokładom cierpienia.

Powrót do szczęścia oznaczała już tylko trucizna.


Lisica stąpając delikatnie po mchach dotarła i zatrzymała się u stóp rozłożystej rośliny, tuż obok Aldieb. Jej futro wyblakło, ślepia nie śmiały błyszczeć, boki szpeciły wystające żebra. Straciła na masie, mimo to, że nigdy nie miała problemów z tuszą. Czując brak płomieni w duszy samicy ułożyła się tuż obok niej, opierając mordkę o jej kark. Gorący wydech pogładził futro wilczycy, wrzące od żywiołu którym władała lisica ciało dzieliło się z nią ciepłem.






cdn..?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz