Przekraczasz mistyczną bramę, okalaną bluszczem, korony liściaste osłaniają drogę, czyniąc ją ciemną i magiczną. Drzewa powykręcane, jak zatrzymane w tańcu, mgła jak oddech Boga, ciepło drzewca z ognia na środku polany, ukrytego w międzylesiu. W głębi grota, jaskinia skalna; półki i rozpadliny skalne są dla większości domem.


Stado:
♀: 10 | ♂: 4

Ogłoszenia:
- Mamy mały zastój, jednak blog nadal jest aktywny.
- Proszę zgłaszać się po zadania do hierarchii pod odpowiednią zakładką

Zapraszamy w Nasze szeregi!

Nieobecni:
- Tin
- Dalia

14 stycznia 2013

Odwiedziny

     Siedziałem na ośnieżonym szczycie spoglądając na szalejące płatki śniegu. Krążyły wokół mnie, a mróz wraz z nimi, strasznie szczypał po nosie. Kichnąłem i zaśmiałem się lekko.
- No to zobaczymy, jak to ze mną było - powiedziałem sam do siebie i zacząłem zeskakiwać z jednej półki skalnej na drugą. Wiatr wiał prosto w pysk, co utrudniało oddychanie, wychodziłem właśnie z terenów Stada Nocy. Obejrzałem się jeszcze za sobą i z uśmiechem na pysku ruszyłem drogą, zapamiętaną z ostatniego wspomnienia. 

     Biegłem długo, nawet kiedy doskwierało mi zmęczenie czy łapy zaczęły pobolewać. Nie jedno dzikie zwierze oglądało się za mną z zaciekawioną miną. Miałem wrażenie, że pytają ,,Ej, Ty, gdzie tak pędzisz?,,. 
- Przed siebie, po swoją przeszłość - odpowiadałem na niezadane pytanie i przyspieszałem tępa. W końcu trafiłem na swój cel. Zziajany wystawiłem jęzor na wierzch i patrzyłem na otaczający mnie piękny krajobraz. Za mną rozciągało się pustkowie, a zaraz później las pełen drzew iglastych i liściastych. Przede mną natomiast gęsta egzotyczna puszcza. Niby osobne, a prawie połączone, dawało to iście magiczny wygląd. Uśmiechnąłem się szeroko, nie dałem rady wyciągnąć nawet krótkiego ,,wow,,. Właśnie wtedy doznałem kolejnych uczuć. Duma - bo to był mój rodzinny dom. Zachwyt - otaczającym mnie widokiem. Zastrzygłem uchem na usłyszane odgłosy, dochodziły z gęstwin. Wciągnąłem powietrze i warknąłem cicho, jakoś był mi nie w smak.
- Gnoju! - usłyszałem naglę i zobaczyłem wilka biegnącego na mnie, a za nim jeszcze trzy inne. Amnezja... Pełno obrazów na raz... Ból głowy... Uderzenie... Tak. Dopiero ono pozwoliło mi wrócić do świata rzeczywistego. 
  
   Wilk uderzył we mnie i razem poturlaliśmy się prosto pod jedną z palm. Na moje nieszczęście wylądowałem pod nim, co pozwoliło napastnikowi przyprzeć mnie do ziemi. Warknął mi nad uchem.
- No już, już, rozumiem, że tęskniłeś - uśmiechnąłem się bezczelnie i spojrzałem mu w oczy. Ten krzyknął przeraźliwie i zeskoczył ze mnie. Postawiłem uszy na sztorc nie bardzo wiedząc co się dzieje. Zacząłem się podnosić.
- Łapać go! W tej chwili! Szybko! Szybko! Mom! Mom! Dad! - krzyczał? Nie... On piszczał, cholernie piszczał. Podniosłem się, jego goryle spoglądały na mnie niepewnie.
- Hej, hej, spokojnie, bo nas wszystkich ogłuszysz - pokręciłem łbem - zluzuj trochę bo brzmisz jak kastrat.
- Satan, quiete* - odpowiedział, tym razem zachrypniętym głosem, jakby chciał zaraz mi sprzedać mele. Dookoła nas zrobiło się zbiegowisko, wstałem na cztery łapy i potrzepałem łbem. - Ruber oculis** - warknął ten do całego stada, które na te słowa zaczęło szeptać i cofnęło się nieco.
- I co, że czerwone? - nie bardzo wiedziałem o co chodzi - Czy tutaj to coś znaczy? - spojrzałem po wszystkich, aż zakręciło mi się w głowię. Amnezja nie była przyjemna, szczególnie gdy tyle wspomnień atakowało cię na raz.
- Przepuśćcie mnie! - usłyszałem warkot z tłumów - w tej chwili! Rusz zad! - wilczyca z moich wspomnień wybiegła przed całą resztę, podeszła do ,,piszczącego,,. - Od kiedy nie ma twoich rodziców to stado upada! - warknęła w jego stronę. Na moim pysku namalował się szeroki uśmiech.
- Mom? - zapytałem w jej stronę.
- Hilarem. - uśmiechnęła się i podbiegła do mnie, wtuliła się. A ja? Po prostu dałem się przytulić, nie bardzo wiedziałem co powinienem zrobić. - Dziecko... Co ci się stało? - spojrzała na mnie zatroskanym wzrokiem.
- Mom, znajdźmy jakieś bardziej odludne miejsce. - uśmiechnąłem się. Całe stado patrzyło za nami, gdy oddalaliśmy się wgłąb lasu, niektórzy obnażali kły, inni szeptali, jeszcze kolejni unikali spojrzenia. Tylko jeden stał, stał wpatrzony we mnie z jakąś taką nienawiścią w oczach. On. Mój napastnik.


[ Jest to początek dłuższego opowiadania, więc spokojnie, będą inne części]
* - Szatan, spokojnie.
** - Czerwone oczy.

4 komentarze:

  1. [Muszę powiedzieć bardzo szczerze, że bardzo mnie zaciekawiły Twoje opowiadania. Amnezja, rodzina i wrogowie. Czekam na kolejne części. Baru Saya]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Brak Ci tej lekkości języka, ale nie piszesz źle. Kwestia wprawy. Ja również jestem zaciekawiona historią czarwonookiego. Pisz dalej i lepiej dłuższe, bo w momencie apogeum ciekawości przerwałeś.]

    OdpowiedzUsuń
  3. [ w tym opowiadaniu zapewne lekkości brak, wena była ale jakoś słowa się nie kleiły, a co do zakończenia to o to chodziło, tak jak te seriale, kończą się w najciekawszym momencie i pobudzają ciekawość jeszcze bardziej heh ]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Hah, sprytne i bardzo często stosowane posunięcie. Teraz będziesz musiał bardzo szybko dodać kolejną część, gdyż moja ciekawość boleśnie daje o sobie znać. Nie no, żart. A tak na serio, podoba mi się i czekam na kolejną część.]

    OdpowiedzUsuń