Przekraczasz mistyczną bramę, okalaną bluszczem, korony liściaste osłaniają drogę, czyniąc ją ciemną i magiczną. Drzewa powykręcane, jak zatrzymane w tańcu, mgła jak oddech Boga, ciepło drzewca z ognia na środku polany, ukrytego w międzylesiu. W głębi grota, jaskinia skalna; półki i rozpadliny skalne są dla większości domem.


Stado:
♀: 10 | ♂: 4

Ogłoszenia:
- Blog aktualnie nieaktywny. Zapraszamy na Discord.

Zapraszamy w Nasze szeregi!

25 października 2013

Haunted by fear.

[5 lipca 2012 roku]


          Aldieb wstała, zamiatając długim ogonem po ziemi. Wyciągnęła przednie łapy, schodząc do ukłonu, żeby z cichym pomrukiem rozciągnąć kręgosłup. Ziewnęła przy tym, szeroko otwierając paszczę i ukazując różowy język. Na koniec otrzepała się na całym ciele, poczynając od czubka nosa, a kończąc na puszystym ogonie. W półmroku dało się dostrzec jak wokół niej posypało się kilka błyszczących włosów. Po wykonaniu tej gimnastyki ruszyła płynnym krokiem ku szarej wilczycy, opuszczając wydeptane legowisko pod jej ulubionym drzewem. Korzystając ze sposobności, wślizgnęła się w stałe miejsce odpoczynku Szery, by tam zwinąć się w kłębek i przykryć puszystą kitą.
          Szara samica leżąca na chłodnej powierzchni kamienia, wyciągnęła się mocniej do przodu i przekręciła lekko głowę. Policzek spoczywał na krawędzi głazu, a ciało wilczycy wygięło się w dziwny sposób. Jasne spojrzenie wbiła w leżącą w wyżłobieniu głazu waderę. Odsłoniła kły, jakby w grymasie pomieszanym z dziwnego rodzaju rozbawieniem.
          Brązowa uniosła delikatnie pysk i skierowała oczy w górę, zerkając na samicę. Uniosła górną wargę, ukazując białe zęby w zadziornym uśmiechu. W jej spojrzeniu dało się wyczytać nieme pytanie „Co na to powiesz, Szero?”
          Ta zamiotła mocno ogonem i kłapnęła zębami w powietrzu. Po chwili ziewnęła i spojrzała ponownie na wilczycę. Wyraz jej pyska świadczył o braku zdecydowania. Nie przeszkadzał jej fakt, że wilczyca zajęła jej stałe miejsce. Jednocześnie wyraz złotych ślepi wadery sprawiał, że budziła się w niej ochota wstania i w zadziornej odpowiedzi wygonienia Jej.
          Drobna samica przymrużyła lekko oczy i uśmiechnęła się łagodniej, spokojniej. Przechyliła nieznacznie łeb, nadal spoglądając w stronę Szery. Zamarła na krótką chwilę, jakby się zastanawiając co teraz zrobić. Po chwili westchnęła cicho i opuściła pysk, kładąc po sobie długie uszy. Schowała nos w puszystym futrze ogona i przymknęła powieki.
          Z gardła szarej wydobył się cichy pomruk. Zamiotła ponownie ogonem, jednak było to jakby łagodniejsze, mniej nerwowe. Patrzyła przez chwilę na waderę. Zorientowała się, że zapadła cisza. Kątem oka zerknęła na zgromadzonych, kierując w Ich kierunku jedno z oklapniętych uszu.
          W tym czasie oddech zwiniętej w kłębek wadery powoli się wyrównał. Zwolnił, wpadając w równy, powolny rytm. Podczas gdy jej ciało zastygło, umysł zaczął odpływać, daleko ku nieznanym wodom tajemniczych snów. I dalej…

***
.Muzyka.
(http://www.youtube.com/watch?v=EZGrFkKgdv0)
          Zamarła. Nie była w stanie się poruszyć. Tak bardzo chciała postąpić chociaż krok… strzygnąć uchem, oblizać suchy nos, rozejrzeć się dokoła, jednakże… nie mogła.
          Kończyny, każda komórka jej ciała odmawiała posłuszeństwa. Niczym zamrożone, zesztywniałe z przeszywającego je na wskroś panicznego strachu. Zbyt oszołomione by dotarły do nich wysyłane przez nią impulsiki.
          Świat wokół jej sylwetki zaczął z wolna się obracać, wirować. Chciała podążyć za nim wzrokiem, odwrócić głowę. Byleby nie stracić go z oczu. Ale nic nie działało. A wewnątrz niej zaczynała się rodzić dzika panika. Niczym motyl złapany w pajęczą nić, serce trzepotało w jej wnętrznościach, przeczuwając zbliżający się koniec. W ostatnich, desperackich wysiłkach próbowało się uwolnić z lepkiej pułapki… Lecz nadaremno.
          A tam… w mroku, coś się czaiło. W ciemności, poza zasięgiem jej wzroku, znajdowało się coś mrocznego. Obserwowało ją, wodziło nienawistnym spojrzeniem po jej plecach, oblizując w złośliwym uśmiechu ostre jak brzytwa kły, radując się bezradnością samicy.
          Cała sparaliżowana, drżąca niczym osika, nie mogła nic zrobić poza oczekiwaniem. Oczekiwaniem na śmierć. Już wiedziała, przeczuwała, że nie ma dla niej innego zakończenia. Nie mogło być.
          Powietrze ze świstem przeszył mrożący krew w żyłach chichot. Tuż po tym cały świat się załamał, niemal zgiął w pół, by za chwilę wywrócić się na drugą stronę, rozciągany przez niewidzialną, potężną siłę, w niewytłumaczalny sposób odwracając bieg cząsteczek.
          Rdzawa ciecz polała się po pysku, klatce piersiowej i smukłych łapach wadery. Zachwiała się na drżących łapach i upadła ciężko na szklaną powierzchnię. W sekundę potem drobna rysa pomknęła przed siebie, rozgałęziając się na kolejne, coraz liczniejsze chaotyczne nurty.
          Przezroczysta ściana pękła. Tysiące, skrzących się w srebrzystym blasku, odłamków zawirowało w przestrzeni, rozpoczynając taniec śmierci. Ciało samicy runęło w dół, ku ciemności, ciągnąc za sobą flagę czerwieni. Drobne kropelki karmazynu w pędzie ochlapało szklane kawałki, dodając do mistycznego tańca nowe akordy.
          Wtem wszystko się zatrzymało. Zamarło, zamrożone w czasie i przestrzeni. Przez wątłe ciało samicy i otaczające ją fragmenty lustra przebiegła fala dźwięku. Brązowa ledwo czuła drgania w omdlałych, bezwładnie zwisających kończynach. Przy kolejnym uderzeniu szkło rozsypało się, tworząc błyszczący, niczym gwiazdy na atramentowym niebie, puch niezliczonych drobinek, unoszących się, bez najmniejszego ruchu w powietrzu.
          I zapadła cisza.

***
          – Hej.
Ciemnobrązowa wilczyca wzdrygnęła się gwałtownie, kiedy nagle z półsnu wyrwał ją czyjś głos. Przez krótką chwilę, wpatrywała się tępo przed siebie, próbując otrząsnąć się z resztek snu. Uniosła leniwie powieki, by zerknąć na przybyłą istotę.
          – O, Jenn… Salve. – Uniosła kącik pyska w uśmiechu, nie spoglądając jednak waderze w oczy. Z góry dobiegł ją cichy głos Szery.
          – Witaj.
          Jenna ugięła delikatnie szyję w lekkim ukłonie, po czym usiadła nieopodal nich. Niemal w tym samym czasie brązowa wychynęła ze swej kryjówki, by posłać zebranym na polanie ostatnie spojrzenie i zniknąć w mrokach puszczy.


-------------------------
[Kolejne stare opowiadanie, gdyż to o które mówiłam, zaczęłam pisać trzeci raz od nowa i nadal mi nie idzie. @_@ ]

15 października 2013

Impreza Halloween'owa.

Halloween
Święto Halloween wywodzi się z pogańskiego, celtyckiego obyczaju All Hallow's Eve. W XIXw przywędrowało do Stanów Zjednoczonych gdzie do dziś jest obchodzone najhuczniej. W ten dzień w Irlandii palono ogniska oraz odprawiano modły za dusze zmarłych.

Oryginalnie związany jest z czarną magią i odprawianiem czarów. Popularne symbole to duchy, czarownice, nietoperze, czarne koty, gobliny, zombie, sowy, demony itp. Inny znany symbol to wydrążona dynia z palącymi się w środku świecami. W Stanach Zjednoczonych popularnym zwyczajem jest przebieranie się za duchy, wampiry, czarownice, demony. W ten dzień przebrane dzieci chodzą po domach zbierając cukierki i słodycze.


Tak, tak, jak to bywało wcześniej, i w tym roku proponuję by zorganizować imprezę z okazji Halloween. Jako, że tym razem przypada w czwartek, najlepszym terminem byłby piątek lub sobota - 1 / 2 listopada. Pytanie tylko do Was, który dzień Wam bardziej odpowiada.

Jestem gotowa zająć się organizacją, jednak byłabym wdzięczna gdyby ktoś zgłosił się na drugiego organizatora, zdecydowania przydałaby mi się pomoc. Wszelkie pomysły na zabawy, mini-konkursy, itd. także są mile widziane. c:


Jak na razie, przewiduję:
- Przedimprezowe dekorowanie polany ( w tym także robienie lampionów z dyni, oraz ogarnianie żarcia. c: )
- Konkurs na najstraszniejsze przebranie
- Wróżby i zabawy, takie jak:
   - Wrzucanie orzecha do płonącego ogniska. Jeżeli orzech pęknie z trzaskiem, oznacza to odwzajemnioną miłość.
   - Apple bobbing - w tej zabawie należy bez użycia rąk ugryźć jedno z jabłek pływających w miednicy z wodą. Jabłko nieuszkodzone przy zabawie, ma oznaczać szczęście w nadchodzącym roku.
   - Zjadanie bez pomocy rąk wiszących na nitkach ciastek i owoców.
   - Przeskakiwanie przez świeczki, które są rozstawione w kole na ziemi. Świeczki, które nie zgasną, to szczęśliwe miesiące w przyszłym roku
- Opowiadanie strasznych historii


Pytania do Was:
1. Czy w ogóle zechciałbyś brać udział w takiej imprezie? (Jeśli będzie zbyt mało chętnych, to nie ma sensu organizować...)
2. Który termin by Ci pasował? (Proponowane to: 1.11 (piątek) lub 2.11 (sobota) )
3. W jakich godzinach by Ci pasowało? (Ja proponuję 19:00.)
4. Czy masz pomysł na jakieś inne zabawy lub konkursy?
5. Czy zechciałbyś pomóc mi w organizacji?


"Duchy, zjawy i upiory,
Diabły, strzygi, inne zmory,
Dzisiaj ze swych grobów wstają
i do Twoich drzwi pukają,
Jeśli nie chcesz ich się bać,
Musisz im cukierka dać."

12 października 2013

Drzewa mają oczy. Cz. V

Dzień 4:   

     Mieliście kiedyś tak, że świat zwolnił? Że ktoś przeszywał was wzrokiem? Zimnym, przepełnionym nienawiścią wzrokiem. Ja miałem, właśnie w tamtej chwili. Membu patrzył na mnie swoim błękitnym okiem, drugie miał schowane, ale ja wiedziałem, znałem jego zdolności. On zapewne znał i moje. W tej chwili nie zastanawiałem się już jakim cudem mnie widzi, teraz myślałem o tym, co będzie dalej.
     Przykucał, nadal wpatrzony we mnie, nadal z tą empatią wyrysowaną na twarzy. Chrząknąłem, byłem już pewien, że wcale mi się nie zdaje. Powoli podniosłem się i otrzepałem z brudu. Podniosłem głowę aby na niego spojrzeć... Stał przede mną. Normalne, powiecie. No właśnie nie, bo to ja zmieniłem miejsce, nie wiem jak, ale znalazłem się przed swoim omroczonym klonem. Spojrzałem na sztylet wbity w jego ciało, potem na oprawcę. Uśmiechał się. Nie był to uśmiech przyjazny, raczej przepełniony pewnością siebie, był to uśmiech szaleńca.
- Witaj, Membu. - odpowiedziałem w końcu, również posłałem mu uśmiech, mój jednak był serdeczny. Przekrzywił głowę, zupełnie tak samo jak przy pierwszym spotkaniu.
- Zwodzisz mnie? - zapytał, oglądając przy tym swoją dłoń.
- Zwodzę? - nie bardzo wiedziałem co ma na myśli, po chwili dotarło do mnie, że zapewne nie podoba mu się mój uśmiech. Chciałem odpowiedzieć, ale najwyraźniej nie miał On ochoty na pogawędkę. Z jego rękawa zaczął wypełzać czerwony bat, owijał się dookoła drugiej ręki, tak długo, póki jego rączka nie znalazła się w dłoni Pasożyta.
- Wiesz gdzie jesteś? - posłał mi kpiące spojrzenie. Oderwałem wzrok od jego broni i spojrzałem w oko. Drugie nadal miał zasłonięte, więc na razie był to bezpieczny ruch.
- Nie. - odparłem mrużąc lekko oczy.
- Lepiej dla mnie. - zaśmiał się i skoczył w moją stronę. Zesztywniałem. Nigdy nie walczyłem na białą broń, nie było takiej potrzeby, szkolenie na wojownika dopiero co zacząłem, krótko po odejściu z rodzinnego stada. Bat niczym żywy wąż ruszył razem z Nim, w moją stronę, na całej jego powierzchni pojawiły się małe, ostre kolce.
"Walcz!"
Usłyszałem znajomy głos i szybko chwyciłem za czarną szablę, wiszącą przy moim boku. Bat natrafił na jego ostrze, jednak szybko owinął się dookoła kalecząc kolcami moją dłoń. Syknąłem cicho i puściłem broń, która szybko poleciała w inną stronę, wbijając się w jedno z drzew. W tym samym czasie Pasożyt zadał mi cios pięścią. Wywaliłem się i poturlałem kawałek. Wylądowałem na brzuchu, szedł w moją stronę. Podniosłem się do czworaka i otarłem krew w rozciętej wargi. To nie miało sensu. Wpadłem więc na pewien pomysł.
- Czyżbyś nie usłyszał mojego mulai* ? - zaśmiał się kpiąco. Zagryzłem wargę i zmarszczyłem nos, spojrzałem na niego z determinacją w oczach. Wiedziałem, że walczę o coś ważnego, nie wiedziałem, czy chodzi o życie, czy co innego, ale nie mogłem przegrać.
- Pertinax sum, tu scis?** - odpowiedziałem, zatrzymał się, a z mojego pyska wydobył się warkot. Stałem tam teraz jako wilk, sierść na moim grzbiecie najeżyła się, a pazury wbijały w ziemie. Obnażałem długie kły w jego stronę. Użycie przeze mnie łaciny zdecydowanie mu nie odpowiadało. Nienawidził tego języka, zapewne z powodu Seth'a. Wiedziałem o tym, miałem nadzieję, że też się przemieni, wtedy miałbym jakieś szanse w walce. 
- Nie mów do mnie językiem plebsu. - warknął. Tak, warknął, udało się... Teraz i On był wilkiem. Nie dałem po sobie poznać, że właśnie o to mi chodziło. Oka nadal nie używał, więc wątpię, że odczytał coś z moich myśli.
- Zrozumiałeś... - nie dał mi dokończyć.
- Milcz psie, nie jestem tu dla rozmowy. - dodał z kpiącym uśmiechem i skoczył w moją stronę. Warknąłem głośniej i ruszyłem na Niego. Wiedziałem, że będzie ciężko go trafić, był nieco niższy co dawało mu przewagę w zwinności, jednak sam nie narzekałem na jej brak. Mimo rozmiarów, nabrałem większej pewności siebie. W tej formie czułem się bezpieczniej. Zaczęła się walka na kły i pazury. Długi czas doskakiwaliśmy do siebie, używaliśmy tylko uników. On wiedział o mojej truciźnie paraliżującej, ja o jego zdolnościach. Wiedzieliśmy, na co musimy uważać. W pewnym momencie udało się. Odbiłem się od drzewa i wylądowałem za Jego plecami, chwyciłem szybko za kark, wbiłem się kłami naprawdę głęboko, po czym rzuciłem w stronę większej grupy drzew. Wyszczerzyłem zakrwawione kły i warknąłem w Jego stronę. Zatrzymał się na jednym z drzew, jego forma zmieniała się, raz dhampir, raz wilk, w końcu wypadło na postać humanoidalną. Tak, trucizna szybko powinna zadziałać. 
     Ruszyłem w Jego stronę, powoli, mięśnie nadal miałem napięte, tak jakby co. Nagle zesztywniałem... usłyszałem śmiech. Zaczął się podnosić, zatrzymał się na czworakach.
- Widzisz Baru... - ponowna salwa tego irytującego śmiechu. - Bo każda technika, ma jakąś słabą stronę. - spojrzał na mnie z tą swoją kpiącą, wyraźnie zadowoloną miną, z jego karku i pleców ściekała krew. Podniósł jedną rękę i... Odsłonił oko.
"Kurwa" pomyślałem, a On ponownie się zaśmiał, teraz dokładnie znał wszystkie moje myśli.

CDN.
___
* - Start.
** - Jestem uparty, wiesz?

9 października 2013

Ashes.

"Ashes, ashes falling from the sky
Hope is crashing with the sound of cry
Ashes, ashes falling from the sky"

          Krok za krokiem. Bose stopy zanurzały się w jasnym puchu, pokrywającym jedwabnym kocem przeoraną korzeniami ziemię, jakoby to była skóra staruszki, pokryta zmarszczkami wieku. Niczym anielskie pióra, biel frunęła z nieba, muskając swym aksamitem odkryte ramiona dziewczyny. Z jasną karnacją, ubrana w śnieżnobiałą, zwiewną sukienkę zdawała się być niczym jeszcze jeden płatek wirujący z niebios. Jedynie ciemne, hebanowe włosy, spływające jej na plecy, odróżniały ją od bliźniaczych sióstr.
          Poruszała się z gracją, tańcząc lekko pośród kamiennych, popękanych nagrobków, pokrytych zeschłymi jesiennymi liśćmi. Cichy szelest zmącił nieskazitelną ciszę, kiedy wiatr wzbudził w nich na chwilę życie. W kilka chwil później wszystko na nowo umilkło.
          Smukłe palce wędrującej wśród arkanów pozazmysłowej krainy wodziły po chropowatej powierzchni misternie rzeźbionych posągów. Szare, szeroko rozwarte oczy, wodziły dokoła, a w ich głębinach z wolna rodził się niepokój.
          Ciemne kosmyki włosów zawirowały w powietrzu, kiedy dziewczyna odwróciła gwałtownie głowę, wbijając wzrok w kamienną figurę, stojącą tuż za jej plecami. Płaczący Anioł. Skrywający twarz w dłoniach. Okryty piórami, niczym dowodem swej zguby.


***
          Szła prosto przed siebie. Oczy, zaślepione łzami, wodziły bezmyślnie po otoczeniu, nic jednak nie widząc. Chciała biec, uciec. Ale nie mogła, to by ją zgubiło.
          Najpierw usłyszała cichy trzask, jakby pękającego szkła. Następnie poczuła ból nie do opisania, rozsadzający ją od środka, mrożący krew w żyłach, paraliżujący kończyny. Chłód tak dotkliwy, że niemal palący.

          Upadła na popękaną ziemię, wprost w szare drobiny popiołu. Atramentowa ciecz splamiła ciemnymi kwiatami jej sukienkę. Polała się po rękach, nogach, ciele, tworząc coraz większą kałużę wokół klęczącej. Rozlewając pod nią ciemność, od której nie było już drogi ucieczki. Wpadła w pułapkę.
          Cichy trzask. Porcelanowa skóra czarnowłosej zaczęła pękać. Drobne rysy przebiegające przez jej nieskazitelną twarz zaczęły się pogłębiać. Kilka odłamków zapadło się do środka. Pajęcza sieć pęknięć pokryła już ramiona i nogi dziewczyny. Rozprzestrzeniały się coraz szybciej, a w osłabionej powierzchni wciąż pojawiały się nowe dziury. Zapadały się do środka, podczas gdy przez otwory lała się czarna ciecz, której krucze skrzydła zalewały cmentarz mrokiem, pochłaniając go coraz zachłanniej.
          Krzyk. Jeden, krótki, urwany. Jej ciało płonęło, żywym, jaskrawym ogniem. Zaledwie kilka sekund. Szarawy popiół unosił się przez moment w powietrzu, by po chwili opaść w dół, zatonąć w bezdennych ciemnościach. Przepaść na zawsze.


***
          Dwoje jasnych ślepi rozbłysło w ciemnościach, niczym latarnie płynnego złota. Samica nie poruszyła się nawet na milimetr. Czekała aż mrok pochodzący ze snu wygaśnie, odejdzie na dno jej duszy, by dręczyć ją innym razem. Przymknęła powieki. Nie potrafiła już zasnąć.



[ Witam. Udaję , że żyję.
Od jakichś dwóch tygodni próbuję napisać jedno opowiadanie, ale albo nie mam czasu, albo jak mam to jest zbyt zmęczona, żeby coś napisać. W sumie mam już nawet połowę, ale wygląda to tak beznadziejnie, że muszę napisać jeszcze raz.
Dlatego musicie zadowolić się tym o to starym opowiadaniem. Troszeczkę przerobionym, w dodatku wstawiałam je już kiedyś na HOTN, dokładniej w lipcu 2012 roku.
Ych. Ja chcę znów pisać tak dobrze jak kiedyś. .___. ]

6 października 2013

4 października 2013

Dzień Szczerości: organizacja. (EDIT)

Dnia 21.11 widnieje w kalendarzu Dzień Szczerości.
Do tego czasu proszę
 WSZYSTKICH 
członków stada o wysłanie na nasz e-mail ( radahotn@gmail.com ) opinii na temat innych członków. Podpis nie jest wymagany, można dać taką opinię anonimowo.Osobiście jednak uważam, że większym sensem jest pozostawienie swojego podpisu. Zachęcam do zabrania w tym udziału. Myślę, że nikt nie będzie miał nic przeciwko, jeżeli istoty biorące udział dostaną po + za aktywność. Jednak na ten temat musi wypowiedzieć się sama Alpha. Jakiekolwiek pytania, rady, itp. proszę zgłaszać pod postem. 
Pozdrawiam!

P.S Jeżeli kogoś mało znacie, bądź w ogóle, to opiszcie na jaką istotę wam wygląda. 

2 października 2013

Są samotni.

Ogień.
Dym.
Zniszczenie.

    Nieznaczne ruchy dłoni, przekładające tak wiele zdjęć.
    Dłonie, nieruchomiejące na kilka sekund pod wpływem napływu wspomnień.
    Trawiący je ogień, przeskakujący z palców na kolorowe fotografie, wypalający w nich dziury.
    Kupka popiołu, powiększająca się z każdą minutą.

    Szloch. Krew płynąca po przedramionach, gojące się rany.

    Chłopak siedział na krześle przy zniszczonym już stole. Przeglądał zdjęcia które przedstawiały niezbyt miłe jego sercu sceny. Zdjęcia dwóch osób, śmiejących się, bawiących dobrze. Smutny uśmiech pojawił się na jego twarzy. Wydawało się, że to wszystko było tak dawno. A teraz się skończyło.
     Wspomnienia były dobrą rzeczą. Przyjemną.
     Co zrobić gdy bolą? Pozbyć się dowodów, znaków, wszystkiego.
     To też robił. Zapach benzyny unosił się w kuchni, podczas gdy ogień pochłaniał jedno po drugim zdjęcie.

     Nic wielkiego.
     Wszystko jest w porządku.

     Kłamstwa które wiele osób ignorowało. Możliwe, że to doprowadziło go na skraj wytrzymałości psychicznej. Nawet Ci na których mu zależało, którzy byli dla niego ważni nie chcieli lub nie umieli mu pomóc. Trzeba radzić sobie samemu z własnymi problemami ale on nie umiał. Cierpieli na tym inni i on sam.
     Cichy płacz przerodził się w szloch. Okropne. Pozbywać się tego, co było ważne. Wciąż jest ważne. Ale nie miało szans na kontynuację czy po prostu minęło. Mimo wszystko bolało. Był zdolny do wszystkiego byle ugasić to uczucie.
     Uspokajający głos, ciepło ciała i delikatny dotyk. Czerwone włosy, wymykające się z gumki łaskotały go po uchu. Wtulił się w ciało dziewczyny, trwając przy niej dłuższą chwilę. Przesuwała dłonią po jego głowie, wysłuchując jego żalów. To nic, niech się żali. Będzie mu lżej na duchu.
Lecz czy rozmowa z samym sobą jest bezpieczna dla psychiki? Z pewnością niezbyt.

     Nie było jego siostry, nie było tego na kim mu zależało.
     Nie miał nikogo na kim mu zależało, nikogo kto by go tu trzymał.

     Odsunął się od Kościeja i uśmiechnął się w podzięce. Podniósł się, nie zwracając już uwagi na popiół rozniesiony po pomieszczeniu w podmuchu wiatru, przedostającego się oknem. To co było już nie istnieje i nie wróci. Zmył z rąk krew i rzucił okiem na długie, głębokie, pionowe rany biegnące po wewnętrznych stronach przedramion. Zaczęły już się goić. Przemiana w wampira jednak nie była dobrym pomysłem. Teraz tu tkwił. Razem z nią. Miał towarzystwo, nie byli samotni.
     Wyszedł z budynku który nosił na sobie już ślady starości i zniszczeń. Znów będzie płonąć. Ale tym razem spłonie cały. Tak jak wszystko inne. Wilk zostawił za swoimi plecami wszystkie wspomnienia, dawny czas, a także całą nadzieję. Tuż za nim podążało szczenię z błyszczącymi oczyma, czerwonym irokezem i kilkoma złotymi kolczykami w uszach. Nie miała tego co Asmo. Dla niej to wszystko skończyło się dawno, lecz pogodziła się z tym. Nie robiło jej różnicy już nic. Starała się wszystko przyjmować pozytywnie ale to też jej już nie wychodziło.
Zostawili ścieżkę ulaną benzyną, zostawili wszystko.
     Trzask gorejącego, walącego się budynku odprowadził dwójkę zwierząt znikających za drzewami lasu. Nie było szans by pożar rozprzestrzenił się bardziej. Miał zniszczyć tylko ich przeszłość.
     Połączyli się by nie doskwierała im samotność.
     Mimo wszystko..
     Są samotni.


_____
Wybaczcie za spam. Najpewniej będzie jeszcze jedna część jeśli tylko się poprawi wszystko.
Obstawiam stany depresyjne i potrzebę psychologa.
Wiecie, że Was wszystkich kocham, nie? Jesteście moją zajebistą rodzinką.
Dziękuję Wam za tak wiele. 
 
To brzmi jak żale czy pretensje, jezu. Miało tylko odzwierciedlać stan ducha i nie miało na celu wzbudzenia na nikim litości czy jego sumienia.

1 października 2013

Dzień szczerości

Mam pewien pomysł!
Może ożywi on Dzieci Nocy jeszcze bardziej. Nie wiem czy można nazwać to konkursem czy też nie, ale chce podzielić się przemyśleniami. 
Do rzeczy:
Kilka osób w notkach powitalnych przedstawiało w cytatach opinie innych o sobie. Robiły to głównie postacie mające do czynienia z HOTN już od dłuższego czasu. W pamiętniku też widnieje margines o ważnych członkach naszego stada. Pomyślałem więc, że można zorganizować coś w stylu dnia szczerości. 21.11 widnieje w kalendarzu właśnie taki dzień. Wymyśliłem więc, aby założyć jakiś email, na który będziemy wysyłać opinie o członkach naszego stada. Będzie można to wykonać anonimowo, a dla bardziej odważnych wystarczy podpis. 21.11 wyświetlilibyśmy dostarczone opinie. Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale mnie osobiście interesuje opinia innych, z czystej ciekawości. Rzecz jasna mile widziane jakieś ulepszenia z waszej strony. 
Co o tym myślicie?

To, co utracone...

    Zachód końca, koniec dnia. Symbol kończącego się życia? Zapewne można tak powiedzieć. Zdecydowanie się starzał. Może jeszcze nie tak fizycznie, ale psychicznie na pewno. Żarty z niczego, bezsensowne teksty na podryw, niemające jednak mocy zdobywania czy też zwykle harce.

   Gdzie się zgubiłeś, Lisie?    Biegnij przed siebie. Biegnij, jeszcze dogonisz swą młodość. Możesz przeżyć to jeszcze raz tylko biegnij, aż braknie Ci sił w krótkich łapach.    Słyszysz ten nawołujący głos w swojej głowie? Nie mogę obiecać, że będzie dobrze, ale nic już nie ryzykujesz. Twoje życie to ruina. Ufaj temu, co nieznane, zrób pierwszy krok do postawienia nowego, trwałego schronienia, gdzie znów poczujesz się bezpiecznie. Biegnij, Syriuszu.
   
    W końcu zmysły zawiodły, zbyt przytępione jak gdyby przez cienką mgiełkę bliżej niezidentyfikowanej substancji. Zgubił się po prostu gdzieś daleko od rodzinnych stron, nie znając drogi powrotnej. Jedyne co widział to zarys postaci, prawdopodobnie kobiecej. Nie mając możliwości ucieczki stał tak, wpatrując się przed siebie. Paraliż objął jego kończyny, pysk, pozwalając tylko na oddech podtrzymujący życie.
-Braciszku... Wreszcie Cię znalazłam... Po tak długim czasie znów możemy się spotkać. Widzisz? Urosłam. -kilkunastoletnia dziewczyna obróciła się wokół własnej osi, pozwalając by zwiewna, biała sukienka zafalowała, a niesforne, ciemne loczki ułożyły się na jej ramionach. - Zabiłeś mnie, pamiętasz? Stałeś się tym, czym straszyłeś mnie, gdy byłam niegrzeczna...
    Lis chcąc nie chcąc musiał jej słuchać, usilnie starając się przypomnieć sobie skąd zna tą twarz. Powinna być o wiele młodsza. Jego ludzka siostra... Sprzed przemiany. Ale przecież to niemożliwe. Jakim cudem? Było tak, jak powiedziała-nie żyła od dawna. 
-A teraz... -kontynuowała- mam dla Ciebie niespodziankę.. Na pewno Ci się spodoba. Zabrałeś mi wszystko... Zabiorę Ci równie dużo... W tym świecie obowiązuje równowarta wymiana, więc nie możesz czuć się pokrzywdzony, że niczego nie dostałeś w zamian...  Będziesz mógł jednak to odzyskać. Będę Ci podpowiadać, obiecuję. - dziewczyna zamknęła lisie ślepia, składając na głowie zwierzaka krótki pocałunek, lekki niczym muskanie skrzydeł motyla. Nie miał nawet możliwości wyrywania się, powstrzymania tego, co nieznane.
    Chwilę później rudzielec po prostu odpłynął.   
[...]
    Skrzywił się, czując promienie światła przebijające się między gałęziami drzew, padające wprost na jego głowę. Czując nieprzyjemny piasek w ślepiach przetarł je łapą, zaraz przeciągając się i machając leniwie ogonem. Spojrzał na swoje łapy, które wydawały mu się jakieś takie niewielkie. Nawet bardziej niż zwykle. Chociaż nie... Przecież zawsze były takie małe, jeszcze przecież nie dorósł. Rozejrzał się jeszcze sennie po polanie, przechylając głowę w zaciekawieniu. Była inna niż gdy kładł się spać. Dziwne.
-Maaaaaamo~! Taaaatoo~! - żadnego odzewu. Zaczął się niepokoić. -Yui...? Rak....? Jest tu kto....?


________
No więc tak. Postać Sera powoli mi się sypie. Starzeje się, więc chcę to jakoś naprawić, albo chociaż coś poprawić. Więc kombinuję, kombinuję i jest. Otóż Syriusz stracił pamięć, myśli, że znów jest szczeniakiem. Jego ciało również cofnęło się do tego okresu. Wszelkie osoby, które poznał później-no po prostu ich nie pamięta.