Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Valkkai. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Valkkai. Pokaż wszystkie posty

25 kwietnia 2018

Motyle

  To co zobaczył było olśniewające. Zapierające dech w piersi.
  Setki, tysiące, mrowie drobnych, wielokolorowych motyli.
  Zwiastun lepszego jutra.
  Zwiastun tego co miało nadejść, tego co miało być lepsze, tego co kazało brnąć do przodu.
  Zwiastun Życia. 

  Czarne, wilkopodobne stworzenie otworzyło szeroko oczy, wpatrując się w widok, który miał przed sobą. Drobne, motyle ciała mieniły się w jego widzeniu feerią małych, wznoszących się złotych, niewielkich plamek. Obraz złotego pokazu pokrywał się z tym co widziały jego fizyczne ślepia. Motyle, w najróżniejszych barwach, w najróżniejsze wzory wzbijały się w powietrze, obsiadały pnie drzew oraz lądowały na trawie gdy już nie było dla nich miejsca wśród braci na korze. 

  Nie wiedział dlaczego to robią. Ale wiedział, że to co widzi to coś, czego zwykła istota nie zobaczy. Kto inny przemierzałby las, idąc za Życiem? Idąc tam gdzie tętno Życia biło na tyle mocno by zagłuszyć wszystkie myśli?
  Był tam gdzie Życie chciało by był. Był jego sługą. Obrońcą. Kimś kto swoje własne istnienie powinien postawić poniżej najważniejszego daru Wszechświata.
Kimś kto nie protestował na taki stan rzeczy. 

  Valkkai opuścił powieki, zasłaniając ślepia przypominające jeziora lawy. 

  Był sam. A jednak był otoczony przez tak wiele istot i istnień. Nikt nie mógł zrozumieć tego co czuje. Nikt nie czuł tej mocy, która rozpierała jego umysł i ciało, chcąc wydostać się, eksplodować i pochłonąć to co go otaczało by ochronić wszystko co możliwe.
  Jednak on wiedział, że to nie byłaby ochrona. Byłaby to zagłada, śmierć, unicestwienie. Pożarłaby wszystko inne w egoistycznej, samolubnej pobudce, wmawiając sobie, że przecież tak jest lepiej. Że wtedy nikt nie mógłby skrzywdzić Życia.
  To co wtedy obezwładniało jego ciało było trudne do pokonania. Starało się przejąć kontrolę nad każdą częścią jego ciała, podporządkować sobie. 

  Ale czuł, że to nie było jego przeznaczeniem. Nie jego przeznaczeniem było poddać się destrukcyjnej, nie myślącej sile, która zniszczyłaby to co stanęłoby na jej drodze.
  Jego przeznaczeniem było zawładnięcie nad tym. Podporządkowanie sobie w taki sposób by niosło korzyść i radość wszystkim, a nie ból, cierpienie i nicość.
  I nie miał zamiaru zawieść tego co kazało mu to zrobić. Nie miał zamiaru zawieść Matki. Stada. Nawet tych, którzy chcieli go zgładzić gdy był jeszcze nienarodzoną istotą.
  To co żyło, a czasami nawet i było martwe zasługiwało na lepsze jutro.
  Rozchylił powieki i postąpił do przodu. Owady wzbiły się w powietrze, zasłaniając Kosmicznemu Dziecięciu niebo. Wyczuwały jego zachwyt, spokój, radość i same reagowały na te emocje. Zaczęły bić szybciej skrzydłami, zmieniać ścieżki lotu, kolejne opuszczały korę drzew by dołączyć do braci w tańcu koloru i światła. Nie były zbyt rozwiniętymi istotami. Ale jednak potrafiły wyczuć to co dobre.
Jednak były tym zaślepione. Nie zdążyły zareagować.

  Motyle zaczęły spadać. 

  Najpierw kilka, potem dziesiątki, cała chmura legła u stóp Valkkaia, pokryła jego ciało i trawę grubym kobiercem owadzich trupów. Ich skrzydła mieniły się w blasku Słońca, opalizowały najróżniejszymi barwami, przypominając tęczę, która z nieba zeszła na ziemię.
  Kosmiczne Dziecię patrzyło na to z zamglonymi ślepiami, zachwycone, zahipnotyzowane, odcięte od świata. Tak jak wcześniej motyle, zaślepiony ich tańcem, nie zauważył drobnych, cienkich macek, okalających jego umysł na wzór matczynych objęć.
  Falująca, ciemna sierść uniosła się jakby pod wpływem wiatru wiejącego od strony gleby ku niebu. Ślepia zbladły, przybrały żółtawy odcień, kąciki pyska opadły, a zad zwierzęcia opadł ku ziemi, przygniatając drobne trupy.

  Jego ciało i serce przepełniała radość. Teraz nic nie zrobi krzywdy tym biednym, małym stworzeniom. Nie muszą się bać. Są teraz z nim, a on nie pozwoli ich skrzywdzić. Ochroni je. Nie ważne przed czym i przed kim i jakim kosztem. Zapewni im ochronę. 

  Syn Aldieb potrząsnął łbem. Walka, którą teraz stoczył była, krótka ale na tyle intensywna by poczuł jak wszelka siła opuszcza jego ciało.
  Zaskoczonym wzrokiem powiódł po niewielkiej polanie. Spostrzegł motyle, które wzbiły się już ku niebu, uciekły. Spostrzegł motyle, leżące u jego łap, martwe, bez krztyny Życia. W jego oczach pojawiło się przerażenie i strach.
  On to zrobił. Wiedział o tym. Nie chciał! To nie tak miało być!
  Czym było to, co potrafiło owładnąć jego umysłem?! Jak się tego pozbyć?!

  Uniósł łeb i zawył. Był to skowyt bólu, cierpienia i straty, niosący się echem wśród drzew, docierający do dużej części terenów stada. Żałosne zawodzenie, proszące o pomoc, żałujące swoich czynów.

  Obrócił się na tylnych łapach i puścił się pędem przed siebie. Gnał na złamanie karku, niestałe krawędzie jego ciała rozmywały się podczas biegu, zdawał się tracić ciało.
  Dotarł jednak zdyszany, przerażony do nory, będącej jego domem. Wskoczył tam i z radością w sercu spostrzegł postać Matki, skuloną, śpiącą.
  Ze skowytem bólu skoczył w jej stronę, schował łeb w jej karku i załkał głośno.
  Jak zagubione dziecko, którym zresztą był. 

  Nikt nie mógł mu pomóc.

10 lutego 2018

Jest życiem, więc wszystkim.


Valkkai
வாழ்க்கை
Personifikacja Życia o niestałej, nieokreślonej i wciąż zmieniającej się formie. Jako wilk widziany jednak częściej. Szczenię o smoliście czarnej sierści, o ślepiach przypominających jezioro lawy, o pomarańczowych kłach oraz pazurach. Jego łeb zdobią krótkie, niewyrośnięte jeszcze rogi przypominające wyglądem ciemne gałęzie drzewa z wyrytymi znakami.

Patrzenie na jego ciało niektórych przyprawi o ból głowy - krawędzie cielska zdają się rozmywać, falować i uciekać w przestrzeń, sprawiając wrażenie nieustannego ruchu. Nie potrafi jeszcze opanować swoich zdolności i z tego samego powodu przyjmuje różne postacie.

Zdolności jego są różne i nie wszystkie są znane. Podstawową jest możliwość zmiany postaci na jakąkolwiek inną - czy to zwierzęcą, czy to hybrydę kilku różnych zwierząt. Posiada również zdolność wpływania na innych - rozsiewa wokół siebie aurę pełną uczuć, które czuje w danej chwili. Działa to jednak tylko na tych którzy są w jego bezpośredniej bliskości - na chwilę obecną. Do obrony posiada macki. Macki mentalne, potrafiące atakować, naładowane energią Życia, potrafiące zatrzymać każdą rozjuszoną bestię - za ich pomocą potrafi wyssać całą energię z istoty po to by zrezygnowała ona z ataku. Nie zatrzymuje tej energii dla siebie. Oddaje ją po kilku chwilach.

Potrafi wyczuć wszelakie życie. Żyjące istoty dostrzega jako świetlisty kształt, sylwetkę jaśniejącą złotawym blaskiem. Dostrzega je niezależnie od tego czy jego cielesne oczy coś widzą - życie zobaczy zarówno w ciemnościach jak i przy zamkniętych powiekach. Bez problemu wyłapuje głosy i szepty otaczającego go życia. Często wyłącza się, by wsłuchać w rozmowy i historie przekazywane przez rośliny i leśne zwierzęta. Sam również potrafi wnikać w umysły innych, choć na razie często robi to nieświadomie, wysyłając niezrozumiałe szepty, czy nawet prowadząc rozmowy.

Jego matką - oraz inkubatorem - jest Aldieb. Drugiego rodzica nie posiada.

___________________________

Arty przedstawiają jego wygląd docelowy, na razie jako wilk jest miniaturką tego z arta.

Tajemnica początku istnienia

Wśród  nocy panowała cisza. Las spowity był mlecznym dywanem. Drzewa, krzewy, gałęzie, wszystko pokryte było śnieżnymi zdobieniami. W głębi wiekowej puszczy, wśród powykręcanych przez czas pni, między dwoma głazami, znajdowała się mała jama. Nora wykopana w ziemi, prawdopodobnie przez borsuka lub lisa, a powiększona przez ciężarną samicę, która od tygodni szukała miejsca na swe leże. Trudno dostępne dla drapieżników i obcych oczu. Do pieczary dało się dojść jedynie wąską ścieżką, lawirującą między krzewami. Teraz samica leżała w półmroku. Nie wyszczubiała stąd nosa od dwóch dni. Jej oddech głośno rozbrzmiewał w małej przestrzeni. Przez otwory w podszyciu leniwie sączyło się światło gwiazd. Przemknęła złoto ślepi, wdychając potężny chaust powietrza. Jej ciałem wstrząsnął skurcz. Nadszedł czas.

***
Tym samym ogłaszam, że narodził się: Kinder Niespodzianka, Tybetańskie Dziecko, Kosmiczny Lejeń, Valkkai Seba!