Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiacynt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiacynt. Pokaż wszystkie posty

13 lutego 2018

Hej, Bycie. Jesteś tu jeszcze?



Bycie... Pomóż mi... Nie wiem, co mam robić.


To znów się dzieje. Znów budzę się przez ucisk w klatce piersiowej i łzami, cicho i wolno sunących po moich kościach policzkowych. Wysunęłam język, by zwilżyć spierzchnięte wargi, przełykając zaraz ślinę. Patrzę w sufit. Minuta. Dwie. Pięć. Dziesięć. Próbuję nie myśleć o śnie, który mi zesłałeś, Bycie. Znów pokazujesz mi obrazy sprzed minionych dni, chcąc, bym zrozumiała popełnione błędy. Bycie, nie chcę tego widzieć. Już wystarczająco się nacierpiałam. Czy nie mogę choć raz nacieszyć się ze szczęścia, jakie mnie spotkało? Bycie, nie odbieraj mi radości chwil. Podnoszę dłoń do twarzy, by jej wierzchem przetrzeć oczy. Pociągnęłam nosem, zaciskając usta w cienką linię. Niedbale poskładane serce swymi ostrymi krawędziami zadawało mi ból, jak gdyby znów miało się rozpaść. Bycie, jestem dorosła, wiem jakie decyzje podejmuję i jakie mogą być ich konsekwencje. Przestań mnie ranić. Ostrożnie odwróciłam głowę na bok, by ucałować czoło śpiącego mężczyzny, wtulonego w mój bok, z twarzą schowaną między moimi kosmykami włosów. Tristan. Delikatnie rozchyliłam wargi, nadal przytrzymując je przy jego czole, zamykając powieki, spod których kolejne łzy znalazły ujście. Ułożyłam dłoń na jego policzku, drugą starając się odszukać jego dłoń, by móc spleść ze sobą palce. Przekręciłam się jednak na bok, a mężczyzna, czując nagłe poruszenie, jedynie przysunął się bliżej, wtulając się we mnie i układając swój policzek tuż przy moich piersiach. Oddychałam spokojnie, wolno otwierając oczy, by wpatrywać się w ciemność pokoju. Serce waliło mi jak oszalałe, choć w niewielkim stopniu starając się je uspokoić.
— Cii, cii, cii... — wyszeptałam, wyciągając rękę, by móc ułożyć ją pod głową. Uspokajająco pogładziłam go po głowie, uśmiechając się nagle, słysząc ciche pomrukiwania. Bycie, nie odbieraj mi jedynego szczęścia na tej ziemi, przytulonego do mnie we śnie. Nie chcę stracić jedynej, tak ważnej mi osoby. Skuliłam się nagle, zanosząc się ponownie płaczem. Niespodziewany ból żeber odebrał mi na chwilę dech. Jęknęłam cicho, gdy tylko zelżał, pozwalając mi zaczerpnąć oddech. Zbudziłam tym Tristana. Poruszył się, rozchylając delikatnie powieki, by jeszcze sennym wzrokiem zadrzeć głowę, by na mnie spojrzeć. Uniosłam się delikatnie na łokciu, zawieszając kosmyki białych włosów za ucho, by nie opadały mu na twarz. Z uśmiechem nachyliłam się nad nim, całując go w kącik ust.
— Co się stało? — wymamrotał, wiercąc się chwilę, by znaleźć wygodną pozycję. Co się stało... Właśnie, co?
— Nic takiego, śpij. Kocham Cię — wyszeptałam, ocierając policzek o jego, by za chwilę móc znów się położyć. Mężczyzna jedynie objął mnie w pasie i układając się we wcześniejszej pozycji, z ciężkim westchnięciem ponownie zasnął. Z uśmiechem na ustach. Kochałam ten uśmiech. Przeznaczony jedynie dla mnie. Zetknęłam w stronę okna - niebo, splamione szarymi, ciężkimi chmurami, zdawało się jaśnieć. Wczesny ranek. Przymknęłam oczy, sięgając po kołdrę, którą miałam przy biodrach, naciągając ją na plecy śpiącego Tristana. Z delikatnym uśmiechem igrającym mi na ustach starałam się usnąć, a nim sen nadszedł, chwilę myślałam o tym, jak długo wytrwa to w tak idealniej formie.



Różowo-błękitne niebo, nakrapiane czernią wzbitych do lotu ptaków, zwiastowało nadejście kolejnego, mroźnego poranka. Spomiędzy oświetlonych promieniami słońca chmur, na jasnym błękicie nieba, gwiazdy leniwie mrugały, przyćmione światłem największej z nich, wschodzącej pomału na widnokrąg. Ziemia skuta lodem, przykryta kilkunastu centymetrową warstwą śniegu, który połyskiwał w oddali na szczytach gór. Powolne kołysanie się gałęzi drzew, trącane słabymi, zimnymi podmuchami wiatru, który niósł ze sobą drobny śnieg. Zimowy krajobraz niczym nienaruszony. Otwarta przestrzeń, pogrążona w ciszy, która wżera się w uszy. Wystarczyło rzucić kamieniem, który naruszyłby idealną scenerię, by ktoś mógł odwrócić wzrok z myślą, że to już nie to samo. I miałby rację.
Dłuższy czas leżałam u podnóża gór, próbując się pozbierać. Pozdzierana, pokaleczona przez kamienie skóra, sine, poobijane i zachodzące szronem ciało. Śnieg splamiony krwią. Spojrzałam nieco nieobecnym wzrokiem w górę, w miejsce, z którego spadłam. Dobre kilkanaście metrów. Aż dziwne, że jeszcze żyję. Dźwignęłam się na łokciu, krzywiąc usta z bólu i natychmiast obejmując się drugą ręką w żebrach. Dałabym słowo, że nie są jedynie poobijane. Z trudem usiadłam, rozglądając się wokół, zgarniając sprzed oczu kosmyki włosów, smagane gwałtownym wiatrem. Nie wiedziałam, gdzie jestem, jednak krajobraz przede mną wydawał mi się dziwnie znany. Bycie, myślisz, że powinnam? - Zaciągnęłam się mocno powietrzem, zaraz tego żałując, gdy tylko cichy głosik w głowie wspomniał moje własne słowa. Słowa i sytuację, w której je wypowiedziałam, których nie chciałam pamiętać, przez które znów zaczęłam celowo spadać, krzywdząc się tym samym.
Wstałam, ledwo trzymając się na miękkich nogach. Głowa niemiłosiernie mnie bolała. Pulsowała, by za chwilę przestać i powrócić ze zdwojoną siłą. Czułam, jakby ktoś wbił mi stłuczoną butelkę w głowę i zaczął nią obracać. Ale musiałam wstać i ruszyć. Wrócić, by znów przeprosić za ucieczkę. Wrócić, by od nowa zacząć normalnie żyć.


____
nie wiem, o czym to jest. naprawdę, nie wiem. miałam opisać, jak nauczyła się tej mojej wymyślnej "magii liter/znaków", jednak nie wyszło. przepraszam. ;;

4 marca 2017

Just pretend.


Hiacynt
Urodzona 22 grudnia 2015 roku w HOTN jako córka Dalii Seron i Baru Sayi, tym samym stając się młodszą siostrą Liama. Członkini młodszej rady stada, matka dwóch córek - Tallulah i Mahet, żona Tristana. Dziewięcioletni mieszaniec posługujący się żywiołem powietrza, który traktuje jak zabawkę oraz magią, na którą nie ma logicznego wytłumaczenia.
Hiacynt, lub jak to woli - Kwiatek, na przestrzeni lat ewoluowała pod względem charakteru. Niegdyś, za szczeniących lat, emanowała radością i czystym optymizmem, obdarowując każdego serdecznym uśmiechem i dobrym słowem. Była małym-wielki, promyczkiem radości, który nie potrafił usiedzieć w miejscu, gdy wiecznie czujący różne zapachy, czarny nos, swoją ciekawością zaprowadzał ją w najróżniejsze zakamarki terenów stada.

Po tym, jak tylko urodziła, stała się wiecznie niezadowoloną marudą, w której mimo wszystko tlą się nadal szczenięce zachowania. Ponadto, gdy tylko może, perfidnie wykorzystuje swoją umiejętność zachowania poważnej twarzy, zdradzając się jedynie chytrym uśmieszkiem, który często widnieje na jej pysku. Lekkoduch, ot co - jednym uchem wpuści, zatrzyma za pewien okres czasu, by następnie drugim uchem wypuścić. Dlatego też jest dobrym słuchaczem - gorszym mówcą motywacyjnym i... ogólnie mówcą. Dawniej jej jadaczka się nie zamykała - mówiła o wszystkim, co jej ślina na język przyniesie, jednak teraz stara się dobrze dobierać słowa, by albo kogoś nie urazić, albo nie powiedzieć czegoś, co może źle zabrzmieć, jednak w większości przypadków się zapomina. Wychodzi z założenia, że przez swój wiek nie musi przejmować się rzeczami, które robi, skoro i tak wszystko to będzie kiedyś przeszłością, z której będzie mogła się kiedyś śmiać do rozpuku.

Jasne umaszczenie odziedziczyła po matce wraz z umiejętnością panowania nad powietrzem, jednako po ojcu ma postawę - jest wyższa i masywniejsza od zwykłego wilka. Niegdyś cyjanowe ślepia, które teraz straciły na swym młodzieńczym blasku, są teraz blado-niebieskie, jednak nadal biją z nich nieodgadnione emocje, którymi spogląda na większość spod pół przymkniętych powiek, a długa bujna kita, przy której przywiązany jest cienki, czarny rzemyk z przymocowanymi do nich szklanymi kulkami, zbierającymi w sobie powietrze, ciągle zamiata ziemię. Bije od niej chłód, jednak tylko przez to, że od małego otula się zimnym powietrzem, a zapach, który już od dawna pozostaje przy niej w wilczej formie, przywodzi na myśl winogrona. Warto również wspomnieć o tym, że jej sierść w niektórych partiach ciała jest wybrakowana, a na jednym udzie (a raczej jego połowie) widnieje sporych rozmiarów blizna, po dość niemiłym incydencie z Nitroglyzerin, 7 stycznia 2019 roku. W ludzkiej formie jej blado-niebieski odcień ślepi zastąpiła szarość, choć czasem nadal zdarzają się świecić cyjanowym blaskiem. Włosy długie, równie białe, co sierść, jednak nie tak długie, jak kiedyś - teraz sięgają zaledwie do pasa przez pewien incydent zza młodu, gdzie była zmuszona je ściąć. Nieodgadniony, delikatny uśmiech na twarzy, spokojnie spojrzenie. Metr sześćdziesiąt wzrostu. Po ciąży zostało jej parę kilogramów, przez co nie jest już tak chorobliwie chuda. Blada. O całkowicie innym zapachu, niźli wilk - w tej postaci często można wyczuć od niej palone drzewo, zmieszane z czymś słodkim, acz niemdlącym.

Paleta kolorów
Podstawowe informacje o Kwiatku
17.09.2023 - edycja kp

31 października 2015


Paint the visions there inside
with emotions of the palette in my mind.



Baru Saya
[ ciemny fiolet ]
Odcięłam się od Ciebie w chwili, gdy wszystko znów upadło, gdy straciłam Cię po raz drugi. Znów nie ma Cię w moim życiu. Nie z mojej winy. Sam zdecydowałeś. Tato dlaczego? Chciałabym Cię teraz wypytać o wiele rzeczy, poznać odpowiedzi. Tato to boli. Znów zostanę sama, z milionem pytań, na które nie dostanę odpowiedzi, z żalem minionych wydarzeń wyrytym na dnie niedbale poskładanego serca. Zobaczę Cię jeszcze kiedyś?

On an afternoon without the wind
The echoes become even more distant,
I can’t hear the whispers of everyday life.
just the shimmer of hot air swaying.



Dalia Seron
[ brudny róż ]
Mamo. Chciałabym cofnąć się w czasie i powstrzymać Cię przed zabraniem mnie od Baru, gdy jeszcze byłam zaledwie malutką kulką białej sierści. Uratowałabym go, byłabyś z nami, ze mną. On również by był. Jedyny syn, który jest Twoim oczkiem w głowie. Wszystko byłoby tak doskonałe. Byłoby. Nie znam Cię, nie pamiętam Twojego dotyku, zapachu, wzroku, jakim mnie obdarowywałaś. Mam po Tobie jedynie kocyk, którym co noc będę otulała moje przyszłe dziecko. I zero wspomnień. Garstka uczuć. Nienawiść wymieszana z żalem. Nic takiego.

What do you seek, and what do you accept?
Pick one. As for me, the answer is still "I don't know".
You are laughing next to me.



Tristan
[ biały ]
Pożądanie wymieszane z niepewnością i ciągłym strachem. Jednostronna miłość, która walczy o zrozumienie. Jednostronna miłość, która swoją siłą spowodowała ciągłą potrzebę przebywania przy sobie. Nie sądziłam, że tak wszystko się rozwinie. Nie sądziłam, że będziesz w stanie się we mnie zadurzyć, nie mówiąc o pokochaniu mnie. Jeśli Twoje wszystkie słowa są kłamstwem i któregoś dnia stwierdzisz, że życie u mojego boku nazbyt Ci ciąży - wtedy poproszę Cię o ostatnią rzecz, którą chciałabym, byś zrobił bez względu na wszystko. Tymczasem pozwól mi się jeszcze nacieszyć z tej bliskości. Śnieżna przestrzeń zimowego krajobrazu. Nienaruszona.

I'm certain, the future
From the days we spent together back then,
Can be found right here.



Liam
[ granatowy ]
Chciałabym Cię poznać. Dowiedzieć się, jaki jesteś, by w końcu przestać się Ciebie bać. Mieć w Tobie jakiekolwiek oparcie, móc się wygłupiać, przedrzeźniać Cię. Nie potrafię. Nie przełamię się, skoro spotkałam Cię zaledwie kilka razy w życiu. I ani ja, ani Ty nie dążymy do lepszego zapoznania się. Znikasz. Pojawiasz się. Znów znikasz. Choć raz zostań. Na dłużej. Na dzień, dwa, tydzień, miesiąc. Bądź przy mnie, poznajmy się. Jesteś w końcu moim bratem. Jedynym, jakiego mam. Chcę Cię poznać.

I've got you brother
And if we hit on troubled water
I'll be the one to keep you warm and safe
And we'll be carrying each other
Until we say goodbye on our dying day



Aldieb
[ szary ]
Zasłona zapadającego zmierzchu. Istoto owiana mgłą, tajemnicą. Mam wrażenie, że kryjesz się ze wszystkimi emocjami przed światem, modląc się w duchu o odpowiedzi na nurtujące Cię pytania. Możesz na mnie liczyć - pomogę, nawet jeśli nie będziesz o to prosiła. I choć mnie nie znasz, mnie, szczeniaka, zwykłego Kwiatka, który Cię znalazł pośród śniegu i zaopiekował się - możesz mi zaufać. Wygadać się lub zwyczajnie ze mną porozmawiać. Będzie mi niezmiernie miło.

what you are basically
deep deep down
far far in
is simply the fabric and structure of existence itself



Vendela
[ jasny pomarańcz ]
[ w budowie ]

---



Valkkai
[ zielony ]
[ w budowie ]

---

Aimer | One Ok Rock | Luck Life | Kodaline | Nuages |

tu jeszcze będzie parę innych osób, ale za cholerę nie wiem, jakie przypisać kolory.