Przekraczasz mistyczną bramę, okalaną bluszczem, korony liściaste osłaniają drogę, czyniąc ją ciemną i magiczną. Drzewa powykręcane, jak zatrzymane w tańcu, mgła jak oddech Boga, ciepło drzewca z ognia na środku polany, ukrytego w międzylesiu. W głębi grota, jaskinia skalna; półki i rozpadliny skalne są dla większości domem.


Stado:
♀: 10 | ♂: 4

Ogłoszenia:
- Blog aktualnie nieaktywny. Zapraszamy na Discord.

Zapraszamy w Nasze szeregi!

18 grudnia 2017

Koniec świata. Początek życia.

Wystąpili:
Aldieb, Anaid, Arjuna, Dreadnott(kruk), Fene, Glola, Harold II, Kamień, Luna, Seth, Syriusz, Życie

W skrócie:
Opętało kruki. Zbliża się koniec świata. Aldieb ożywił jeleń z dzwonkami tylko po to, żeby zaszła w ciążę z kamieniem.

By zachować dla potomnych.



[17 grudnia 2017]
[19:32] Glola: Jej nadejście poprzedził tuzin ciężkich oddechów. Ryży, rozdziawiony ciężkim dyszeniem pysk wychynął zza krzewów, wtem opamiętał się, niemal dokładnie wtedy, gdy ciemne ślepia zabłysły na moment. Postąpiła jeszcze kilka kroków, by zasiąść z wypiętą piersią, wyraźnie dumna ze swojego wyczynu. Udało się, dotarła. Powiodła jeszcze raz spojrzeniem po niemal nieprzeniknionych ciemnościach, 
 wytężając wzrok, niezdecydowana, czy to moment na szeroki uśmiech zwycięstwa. - Cześć. - Tak, to był moment na ten uśmiech, także wyszczerzyła kły, w nadziei na to, że księżyc będzie tak miły, by opuścić bezpieczne objęcia chmur i rozjaśni jej sprawę, czy przywitała się głównie z drzewami, czy może był tam ktoś jeszcze.
[19:34] Seth: [elo mordo co tam kto tam]
[19:34] Seth: [XD]
[19:40] Seth: - Ta ziemia cię zna. - Wziął głęboki wdech i uniósł łeb ku kłębom, co okryły księżyc, osłaniając polanę nieprzeniknionym dla oka, ciemnym płaszczem. - I zna też mnie. Nie skora jednak nas przedstawić, ta ziemia, co zna. - dodał, mrużąc błyskotliwe ślepia i opuszczając spojrzenie z chmur. - Oczekiwałaś kogo?


[19:43] Luna: Stosik śniegu poruszył się niespokojnie, żeby zaraz wyłoniła się spod niego drobna, równie biała kotka. Otrząsnęła się zaspana i powiodła spojrzeniem po otoczeniu. Gwałtownie wyrwana ze snu znajomymi głosami wyszła ze swojego śnieżnego posłania i przeciągając się leniwie ruszyła w stronę nowych postaci.
[19:45] Seth: - Lu, myślałem, że zdechłaś tam. Żyjesz jednak. Dies Bonus, przyjacielico.
[19:52] Anaid: Ciemnowłosa, otarłszy cieniutki sztylet z krwi zatknęła go za pas sukienki. Wierzchem dłoni oczyściła kąciki ust z resztek posiłku i, zabierając się za poprawianie bandaży na nadgarstkach, wkroczyła pewnie na znajomy teren. Skinęła głową ku znajomym pyskom, przeciągłym spojrzeniem zaszczyciła nawet Setha, uśmiechnęła się do niego radośnie, ale zaplanowała wcześniej przywitanie Siostrzyczki. - Luuuuuu. - mruknęła z zawadiackim błyskiem w oku. - Szykujesz się do snu zimowego?
[19:54] Luna: Kocica zamruczała cicho i otarła się o nogi swojej Siostry, jednocześnie rzucając Sethowi rozbawione spojrzenie. - Jeszcze żyję, ale nie wiem jak długo utrzymam taki stan rzeczy. Więc przygotowałam już sobie kopiec. - Znów rozciągnęła zastałe mięśnie i usiadła w pobliżu kobiety.
[19:55] Dreadnott: Słyszycie w oddali donośne Krakanie. Porywisty wiatr zaczął taniec strącając liście z okolicznych drzew. Wtem niczym huragan czarna plama zapikowała z ponad chmur na drzewo stojące na skraju polany.
[19:58] Glola: - I z wzajemnością. - Wymruczała, wiodąc przepełnionym sympatią wzrokiem po okolicznych zgliszczach, kierując swoje słowa jakby odrobinę za bardzo w kierunku flory. Zaraz jednak zwróciła się ku istocie o talentach werbalnych. Już uchylała pyszczek, by wykazać, że to umiejętność, którą dzielą oboje, ale głos niezauważonej wcześniej dwunogiej istoty pokrzyżował jej plany. Odruchowo podniosła się na równe łapy i wycofała jeszcze odrobinę, mimo to, że jej obecność nieustannie zdradzały jedynie bliki w ciemnych ślepiach. I jeszcze ta czarna plama. Najeżyła futro na karku, przestępując z łapy na łapę. Ostatnio było w tym domu trochę mniej strasznie.
[19:59] Seth: - Serce moje - rzekł, ocierając się gadzim ciałem wokół An i przyjaciółki swej. - Gości nam przyniosło, jeden dawny, drugi zdaje się pierwszy raz swój zapach tu przynieść. - wskazał wymownie ruchem oczu, z Gloli ciągnąc je na drzewo, gdzie zasiadło ciemne stworzenie. - Jedno przyjazne, drugie?
[20:06] Anaid: Wyciągnęła jedną dłoń w kierunku Lu, coby przejechać nią po sierści Białej.  Drugą ułożyła na łbie Setha, opuszkami palców delikatnie gładząc gadzią głowę. - Gloo. - uśmiech wręcz nie schodził jej tego dnia z twarzy. - Jak miło. - skwitowała zgodnie z prawdą, po czym zadarła głowę chcąc wzrokiem śledzić obcą postać jawiącą się na nieboskłonie.  Uniosła brew.
[20:07] Luna: Strzygąc uchem w kierunku z którego dochodzi krakanie, wspięła się łapkami po nogach Anaid, dopominając się wzięcia na ręce. Nie czuła się pewnie słysząc nieznajome dźwięki.
[20:10] Dreadnott: Czarny ptak przez chwile wodził wzrokiem po polanie, nerwowo przy tym klapiąc dziobem wystukując jednostajny rytm, spuszył pióra na swym torsie chowając skrzydła po sobie, rozbiegana głowa szukała punktu w oddali przebierając jednocześnie obsydianowymi oczyma  kruk zwrócił swe ślepia na krzaki gdzie coś swym ruchem zwróciło jego uwagę, zakrakał ochryple w kierunku listowia po czym przeskoczył jednym susem na gałąź znajdującą się najbliżej jego celu.
[20:16] Glola: Fuknęła cicho. Skąd wiedziała. Skąd mogła wiedzieć, czyżby ten cień okazał się nie dość smolisty? - Miło. - Uśmiechnęła się krótko i postąpiła przed siebie. - Mnie również jest bardzo miło. - Powtórzyła, jakby pewniej. - Czuję się trochę, jakbym uczyła się chodzić. - Dodała, krzyżując spojrzenie z patrzącym nań z góry pierzastym. - Zęby jednak mam zupełnie sprawne. - Przechyliła pyszczek, pragnąc nadać swoim słowom przyjazny wydźwięk, absolutnie nie była głodna.
[20:20] Seth: Instynktownie przymknął ślepia, uszy jakby opuścił,  kąciki mordy rozszerzył pod dotykiem Anaid. - Nie głód kieruje agresją - zauważył. - I nic po zębach, jeśli nie ustoisz na własnych nogach. Na co komu miecz, co rękojeści mu brak? - Odstawił myślenie o ptaku, nie zdawał się groźny, nie zdawał się potrzebować uwagi. Półsmocze łapsko uniosło białe kocię na wysokość ramion jego kochanki, by ułożyć ją na jednym z nich. - Kocico, coś ty za kot, co przed ptakiem czmycha na ludzkie ramiona?
[20:22] Luna: - Starość każdego dopada, Przyjacielu. -  Rozłożyła się na karku dziewczyny i machała energicznie końcówką ogona. Udzielił jej się spokój towarzyszy, dzięki czemu również przestała wlepiać spojrzenie w ptaka, tym razem przeniosła je na postać, która wyszła im na przeciw.
[20:24] Dreadnott: Ptak sfrunął z drzewa, ciągnąc za sobą swój ogon niczym pelerynę roztrącając liście wiatrem który wzbudził ze snu. zastukał nerwowo dziobem, kierując wzrok na Lisa, podszedł na odległość połowy metra po czym rozpostarłszy swe skrzydła, ukłonił się z gracją. Jego obsydianowe oczy nie zdradzały intencji, wydawały się martwo spoglądać w przestrzeń niczym u ślepca.
[20:25] Seth: - Niespodziewane. Nietypowe. - powiedział, jednym otwartym ślepiem doglądając poczynania ptaka.
[20:30] Dreadnott: Kruk zaskrzeczał - widzę szarą poświatę wschodzącą na horyzoncie, obiecującą przybycie nowego słońca który wypleni każdy księżyc, stare ognie oczyszczenia  przy nim wyglądają niczym umierające ogniki
[20:30] Seth: - Niespodziewane. - powtórzył.
[20:32] Luna: Skrzeczenie ponownie obudziło w niej niepokój. Przeniosła spojrzenie znów na pierzastą postać, a sierść na jej grzbiecie mimowolnie zjeżyła się. Podniosła się i obserwowała uważnie  stwora opierając się sztywno na ramieniu kobiety.
[20:35] Dreadnott: - Przyleciałem was ostrzec, moi drodzy ponieważ zwiastuje coś co nadejdzie na tę polane niebawem - zastukał dziobem raz jeszcze - odwrócił ślepia ze smutkiem po czym zerknął na horyzont polany odwracając wzrok od lisa którego najwyraźniej przestraszył swą postacią.
[20:35] Glola: - Na co komu słowa, co nic nie wnoszą, poza poddaniem pod wątpliwość wątpliwego. - Przeciągnęła głoski z pełną dramaturgią. - Na co komu kruk, co kłania się. - To wypowiedziała już znacznie ciszej. Odpowiedziała głębokim skinieniem pyska. - Wspaniale, że jesteś. Zazwyczaj lubiliśmy tutaj pożogi stagnacji.
[20:37] Anaid: Odruchowo przeniosła powoli jedną dłoń ze smoczej głowy na rękojeść sztyletu, przyglądając się czujnie ptaszysku. - Bardziej nietypowe i zupełnie niepotrzebne. - mruknęła w odpowiedzi na słowa Setha i zerknęła na Lu, posyłając jej uspokajające zatroskane spojrzenie.
[20:38] Seth: - Nie wszystko jest oczywiste, jeśli nie zostanie nazwane. Od tego słowa mamy, by oczywiste nimi nazywać. - zwrócił się do Gloli, później do kruka - Co nieoczywiste, jednak, Ty. Czym jesteś, stworzenie? Nie niesiesz ze sobą wieści, co cię same nie dotyczą. Czego chcesz?
[20:41] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Na polanę wkroczył niepewnym krokiem jeleń o białej sierści, ponaznaczanej setkami kwiecistych wzorów z błękitnej farby. Z końców rozłożystego poroża, z wyrytymi nań żłobieniami, zwisały drobne, srebrne dzwonki, pobrzmiewające cicho przy każdym podmuchu wiatru. Na szyi miał coś na rodzaj złotej kolii, wysadzanej błękitnymi kamieniami oplecionych metalowymi liśćmi. Brązowe kopyta zapadały się w śniegu z każdym jego krokiem, gdy zbliżał się do towarzystwa zgromadzonego na polanie. Górujące nad innymi zwierzę przystanęło i ukłoniło się nisko, wręcz dotykając łbem ziemi. „Dobry wieczór”, powiedział, jego głos cichy i przyjazny.
[20:42] Seth: [- Oto mrok wszedł, zgrozo. Świat ku końcu się chyli. Jeleń wśród nas wkroczył. | TO MIAŁO BYĆ W NAWIASACH]
[20:44] Glola: - Jestem pewna, że i tym razem jedynie umocni to fundament.  - Postąpiła jeszcze kilka kroków, by grzbietem nosa powieść po kruczej szyi. Zaciągnęła się krótko, by zapamiętać, lub przypomnieć sobie i zaraz obróciła przez ramię by objąć wzrokiem rogacza. - Dobry wieczór.
[20:46] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Jeleń położył się na ziemi, już spokojniejszy. Tylko jego ogon drgał niespokojnie, a uszy strzygły w powietrzu. Zmrużył oczy, czując się nieco pewniej. Choć potężne, od zwierzęcia bił spokój i łagodność.
[20:46] Arjuna: Ogoniasta szła w stronę polany spokojnym krokiem, choć przez ostatnie wydarzenia i pojawienie się dawnych członków stada czuła się dość niepewnie. Część nie znała, a drugą część kojarzyła, albo nie miała z nimi zbyt dobrego kontaktu. Jednak postanowiła  robić dobrą monę do złej gry i jakoś się wpasować. Myśląc o tym położyła uszy po sobie i westchnęła. Gdy już była  na skraju polany westchnęła ponownie i weszła na polanę, będąc już wśród zebranych przywitała się. - Witam zebranych. -  Usiadła starając się nadążać za wydarzeniami.
[20:48] Seth: - Serce me - westchnął do Anaid. - Tłumnie tu, z obu stron zachodzą. Przyjacielico - odezwał się do Luny - Tłumnie tu, złe wieści znoszą.
[20:50] Luna: Kocica miauknęła przeciągle chcąc zwrócić na siebie uwagę nowo przybyłej , ale za to starej, znajomej. Zgrabnie zeskoczyła z ramienia wpadając w śnieżny puch, otrzepała się szybko i zerknęła na swojego Przyjaciela. - Jak za dawnych czasów, dawniej również wciąż ktoś niósł złe wieści. Winniśmy być przyzwyczajeni - mruknęła, utkwiła ponownie spojrzenie w ptaku i ruszyła powoli przedzierając się przez śnieg, w kierunku intruza.
[20:54] Anaid: Przeciągnęła dłonią po smoczym ciele i również westchnęła, nieco przeciąglej. - Widzę, Kochany. Może zajdzie jeszcze więcej. - zauważyła, po czym powiodła wzrokiem za kotką, która zeskoczyła z jej ramienia.
[20:55] Dreadnott: Kruk wzbił się w powietrze i przysiadłszy na gałęzi skierował wzrok na smoka. - dotyczą mnie bardziej niż byś mógł przypuszczać smoku - zastukał dziobem - jednak nie ja tu jestem źródłem owego problemu, przybyłem z krainy położonej bardzo daleko stąd gdzie lasy już nie śpiewają pieśni drzew, wszystko przykryło zepsucie i rozkład - spojrzał smokowi prosto w oczy. - z nieba spadł kawałek skały obarczonego potężną magią, moje stado chciało posiąść moc która mu towarzyszyła... Coś jednak poszło nie tak - mówił to z zaaferowaniem, skacząc to w lewo to w prawo na gałęzi.
[20:58] Seth: Odrzucił smoczą skórę, ludzką przywdziewając i odstępując z wolna od kochanki, jej dłoń odprowadził swoją, urywając dotyk, kiedy koniuszki jego palców pożegnały te należące do niej. Postępując dalej, nagi mężczyzna o wątpliwej posturze uniósł spojrzenie na drzewa, spomiędzy których mówiono ku niemu. - Ptasze, co zatem? Co zabić, co chronić? Nikt tu się nie lęka. Sam las potężny, a na nim magia potężniejsza. I co żywe tu, wolę ma do walki. Czego się spodziewać? Co zabić, co chronić?
[20:59] Arjuna: Słysząc odpowiedz na swoje powitanie spojrzała w kierunku jego źródła, a okazała jej się znajoma kotka uśmiechnęła się gdy ją zobaczyła. -  Witaj Luno. - Przywitała się ponownie. - Dawno cie nie widziałam. - Obserwowała jak kotka się do niej zbliża oplatając ogonami swoje przednie łapy, tworząc  wokół nich puchowe okrycie, a jej zielone ślepia błysnęły lekko.
[21:10] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Zwierzę leniwie wstało i podeszło do Luny, zaciekawione małym, puchatym stworzeniem. Kotka była wielkości jego łba, lecz Harold podszedł do niej ostrożnie, obwąchując niepewnie.
[21:11] Seth: [niuch niuch. To nie samiec - pomyślał Harold - idę dalej]
[21:11] Luna: Zatrzymała się gwałtownie kiedy łeb jelenia znacząco się do niej zbliżył. Zjeżyła się ostrzegawczo i machnęła łapą w kierunku dzwoniących ozdób jego poroża.
[21:12] Arjuna: Skrzydlata spojrzała na jelenia z zaciekawieniem, nie znała osobnika. Nie wiedziała czy to ktoś nowy czy stary członek stada. Już wszystko jej się mieszało.
[21:13] Dreadnott: Kruk wyciągnął się na gałęzi, obserwując przemianę której uległ smok rozdziawiając przy tym dziób zaskoczony tym co widzi, spuszył się po czym zaczął miarowo stukać dziobem - Stary kruk opowiedział mi kiedyś historie o lesie który tętni magią, gdzie mogę znaleźć coś co uratuje mój las, że źródłem tej magii jest jedno drzewo w jego sercu... przybyłem znaleźć to drzewo i w jego głosie szukać odpowiedzi jak uratować moje stado, mój las.
[21:14] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Wzdrygnął się, gdy kotka machnęła na niego łapą. Ostre pazury świsnęły tuż przed jego nosem, więc Harold cofnął się o krok, choć zwierzę było zbyt małe, by zrobić mu krzywdę.
[21:15] Seth: - Drzewa mamy, szukaj zatem - odpowiedział krótko, jako że nie został poinformowany na tyle, by pomóc.
[21:18] Glola: W międzyczasie odbijała w śniegu swoją łapę, olśniona każdym kolejnym stemplem, śnieg jako istota nigdy nie przestał jej zachwycać. W pewnym momencie zadarła mordkę, zupełnie jakby doznała olśnienia. - Pamiętam. Jaskółki krzyczały przez cały poranek. O czarnych ptakach, oszalałych od poznania. Myślę, że trafiłeś w dobre miejsce, tylko czy potrafisz rozmawiać z drzewami? - Zaintrygowało ją to, brzmiało jak bardzo przydatna umiejętność dla introwertyka, o ile drzewa nie są, wbrew pozorom, przesadnie gadatliwe.
[21:19] Anaid: Oparła się o jedno z drzew, jakoby będąc w temacie, i wlepiła jasnookie spojrzenie w Setha. Jakże rzadko dane jej było widzieć jego ludzką postać. Słysząc skrzeczenie kruka, wywróciła oczyma, nie kryjąc swego sceptycznego nastawienia do obcego stworzenia.
[21:20] Luna: Wlepiała spojrzenie intensywnie błękitnych oczu w ogromne stworzenie stojące tuż przed nią. Jej ogon wściekle zamiatał po śniegu. Z wciąż uniesioną łapą wyczekiwała kolejnego ruchu jelenia.
[21:21] Seth: - Serce me. Co wiesz o drzewach? - zapytał, podzielając jej sceptycyzm. Nie spodziewał się od niej żadnej odpowiedzi, coby wniosła do ptasich poszukiwań jakąś radę.
[21:21] Arjuna: Przyglądając się  jeleniowi postanowiła się odezwać. - Od dawna jesteś w HOTN? - Strzyknęła uchem  oczekując od jelenia odpowiedzi.
[21:25] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Słysząc pytanie, Harold uniósł łeb, kierując spojrzenie na Arjunę. Potrząsnął łbem, wprawiając w ruch srebrne dzwonki zaczepione na gałęziach jego poroża. „Jestem ledwie przybyszem”, przyznał niechętnie, jego ogon drgał. „Zaproszonym gościem.”
[21:25] Anaid: Uśmiechnęła się pod nosem. Właściwie, jak na Szamankę przystało, wiedziała o nich całkiem sporo, acz udzielać się, istotnie, nie zamierzała. - Rosną w lesie. - skwitowała.
[21:26] Luna: Kotka poruszyła energicznie głową obserwując dzwonki, które teraz zyskały jej pełną uwagę. Jak zaczarowana zwinęła się w kulkę, zaczynając polowanie na dźwięczne kuleczki.
[21:29] Arjuna: Przyjrzała się obecnie  dzwonkom na porożu jelenia. Nie widywała często jeleni o takim  ilorazie inteligencji, przynajmniej nie mądrzejszego na tyle by prowadzi  z nim konwersacje. - Zmienisz ten stan rzeczy? -  Każdy nowy pysk w stadzie  to dobrze dla stada.
[21:30] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Harold ponownie spojrzał na kotkę, wciąż zaintrygowany drobnym stworzeniem. Nigdy nie widział niczego podobnego w lesie – nie pachniało jak kuna czy łasica. Kotka, przyczajona na jego ozdoby, zlała się ze śniegiem. Jeleń widział tylko jej niebieskie oczy, obserwujące drgające dzwonki.
[21:31] Seth: - Znajoma tej ziemi, co Glola, jak mniemam, się nazywa, pomóż ptaszynie. Zdajesz się być obeznana w tematy, na które ja nie mam co mówić - powiedział i ukłonił się lekko ptaku, coby okazać pokorę i wyrazić przykrość brakiem swej wiedzy. - Chodź, serce, spójrz ze mną, cóż za kolorowe stworzenie przybyło, co Lunie spokój kradnie.(edytowane)
[21:33] Luna: Źrenice kotki powiększyły się aż nienaturalnie, obejmując prawie całą tęczówkę,  zadrżała niecierpliwie wciąż wyczekując odpowiedniego momentu do ataku.
[21:33] ( ͡° ͜ʖ ͡°): „Niech nie zmyli cię moja postać, wilczyco”, powiedział w kierunku Arjuny. Jej gatunek rozpoznał. „Jestem leśnym druidem. Las to mój dom. Czy zostanę?” Urwał, przechylając łeb. „Trudno powiedzieć.”
21:37] Dreadnott: Kruk przewrócił oczami, wygiął nienaturalnie głowę w stronę lisa, rozpostarł skrzydła delikatnie by nie zahaczyć nimi gałęzi, za głową przemieściło się jego ciało - Nie wiem - wzruszył skrzydłami - nigdy nie próbowałem - zaskrzeczał - Może to jakaś metafora? - Pierzasty począł nerwowo poruszać głową jakby coś wyczuł, najeżył się i zakrakał ochryple.
[21:37] Anaid: - Huh? - nie zauważyła przeciwnej jeleniej postaci dotychczas. Rozbawiła ją natomiast Lu, czyhająca na dzwonki pozawieszane finezyjnie na porożu potężnego zwierzęcia. - Witajże. - rzuciła w stronę Białego i wstała, zachęcona słowami Setha. Stąpając boso po zmarzniętej, zbitej ziemi, ruszyła doń powolnym krokiem.
[21:38] Seth: - Słyszałaś, co rzekł ten w dzwonki obwieszony? Druid, nie mówił? Co las zna, bo las ma za dom. Czy nie taki powinien wiedzieć, gdzie rosną drzewa, co szuka ptaszyna? - spytał Anaid.
[21:38] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Jeleń potrząsnął łbem, zrzucając z niego cienką warstwę śniegu. Srebrne dzwonki rozległy się głośniej niż dotychczas.
[21:40] Luna: Otworzyła szeroko oczy w odpowiedzi na głośny dźwięk, znów zaczęła energicznie przebierać nogami  w miejscu, żeby nagle wyskoczyć w stronę poroża nieznajomego.(edytowane)
[21:41] Arjuna: Zrobiła zdziwioną minę, ale szybko znowu pojawił się na jej pysku lekki uśmiech. - Wybacz, w moich stronach też mówi się o Leśnych druidach, ale  w postaci  jelenia bywali rzadkością, więc żadnego nie widziałam.  -  Rozejrzała się po polanie, po czym znowu wróciła wzrokiem na postać jelenia i kotki. - Zapraszamy, każdy w HOTN jest mile widziany. - Nagle o czymś sobie przypomniała. - Jak cię zwą? - Cała ona zawsze , zapomniała spytać o godność.
[21:42] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Jeleń zerwał się z miejsca, z kotką zwisającą z jego poroża, zaczepioną pazurami o dzwonki. Potrząsnął łbem, zrzucając małe stworzenie na ziemię. Obwąchał ją ostrożnie, by sprawdzić, czy kotce nie stała się krzywda.
[21:43] Serek: Przybycie na tereny swojej młodości było czymś, czego się po sobie nie spodziewał. Nigdy nie planował, że wróci, lecz tchnięty tęsknotą i pewnego rodzaju pustką, jaką odczuwał, a jaką nie sposób było zapełnić, choć próbował różnych ku temu możliwości, wyruszył w podróż, zmieniając otoczenie z wszechobecnych budynków na tereny bardziej dzikie. 
Będąc już wyjątkowo blisko, mógł usłyszeć rozmowę, a wykorzystując fakt, że wiatr wiał w sprzyjającym dla niego kierunku, na ustach zawitał mu uśmiech, gdy udało mu się rozpoznać kilka z zapachów, niegdyś tak często odczuwanych, jednakże póki co nie planował wyłaniać się spomiędzy drzew, jakby był jakimś intruzem, który stał się zbyt ludzki, aby ponownie zaakceptować go jako członka rodziny.
[21:43] Glola: I do jej uszu dotarły słowa rogacza, także bez wahania ruszyła truchtem w jego stronę.  - Chodź. - Rzuciła pogodnie do kruczego gościa. Zatrzymała się u kopyt jelenia i zadarła mordkę. - Drogi Druidzie, bardzo miło mi, że postanowiłeś nas odwiedzić, chociaż odrobinę ubolewam nad tym, że akurat nie możemy ugościć cię niczym, co mógłbyś strawić, zapraszamy również w czasach mniej śnieżnych. - Przerwała. - Czy byłbyś tak miły, jeżeli jest to w twojej mocy, zapytać okoliczne drzewa, czy któreś nie poczuwa się do roli serdecznego?
[21:44] ( ͡° ͜ʖ ͡°): „Harold Drugi”, odezwał się dumnie jeleń, widząc, że kotce nic nie jest.
[21:44] Luna: Pacnęła drobnymi łapkami, uprzednio chowając pazury, pysk właściciela mącących jej w głowie ozdób.
[21:45] Anaid: - Co mnie obchodzi to ptaszysko? - odpowiedziała naprędce z wyraźnym niezadowoleniem, czego od razu pożałowała, gdyż nie chciała zabrzmieć tak butnie. - Wybacz. - potarła opuszkami palców czoło i uśmiechnęła się do Setha z wyraźną skruchą. Widząc jednakże, iż jeleń zrzucił kotkę chciała wrzasnąć, czy tej nic nie jest, ale szybko zobaczyła, że ma się dobrze. Kontratak? Zaśmiała się.
[21:45] Glola: Zmrużyła na moment ślepia w zamyśleniu, rozważając konstrukcję tego słowa. - Czy któreś poczuwa się do bycia drzewnym sercem okolicy? - Podjęła drugą próbę. Samotnicze życie nie pomagało w zrozumiałym precyzowaniu myśli.
[21:46] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Zwierzę potrząsnęło łbem, słysząc prośbę Gloli. „Nie poproszę drzew o pomoc temu stworzeniu. Las, z którego pochodzi, ogarnęło zepsucie. Nie mogę pozwolić, by owo zepsucie tu czarny posłaniec sprowadził.”
[21:47] Seth: - Nie smuć się, serce, i ja nie obchodzę myślą, co mówi. I Druid widocznie niechętny. Zły dzień, zły dzień dla ptaka. Zły dzień. - wyciągnął ku niej dłoń, sugerując, by ją pochwyciła. - Obserwujmy z dala, nie mówmy do nich. Lub z bliska, podejdźmy, co tylko zapragniesz.
[21:48] Glola: Otworzyła pyszczek w bezgłośnym, pełnym zrozumienia "aaach" i zwróciła się ku kruczemu, licząc na jego wkład w sprawę.
[21:48] Arjuna: - Mnie zwią Arjuna, ale wystarczy Ar. - Posłała jeleniowi uśmiech po czym jej  uwagę skupiła Glola i przekrzywiła sobie łeb by przypomnieć sobie kim jest owa wilczyca. Gdzieś słyszała to imię, była tego pewna, ale nie mogła za nic sobie przypomnieć. Jednak miała poczucie, że to ważna informacja i powinna to pamiętać.  Ucichła widząc, iż przybysze mają do Harolda ważniejszą sprawę.
[21:48] Fene: Zapach domu nigdy nie odszedł w zapomnienie. Fene często go wspominała, pamiętając swąd ogniska i wymieszane wonie, które niekoniecznie znała, ale kojarzyła do kogo należą. Długi  pobyt w odosobnieniu w pewnym momencie wpędził ją w nostalgię i Fene zatęskniła za widokiem polany, na której przyszła na świat, zatęskniła za matką i za stadem, które nazywała rodziną. Właściwie nigdy nie odeszła. I nigdy nie chciała. Wspięła się na niski głaz i owinęła łapy ogonem, spoglądając w milczeniu na tłumną polanę. Było ciemno, ale Fene udało się rozpoznać kilka stworzeń. Najbardziej jednak jej uwagę przyciągnęła jedna istota, która widocznie miała podobne odczucia. Po chwili wahania, zdecydowała się wprawić swe łapy w ruch i zatrzymać je nieopodal Syriusza. - Nie chciałam być sama - powiedziała. - Mogę?
[21:53] Dreadnott: Kruk Potrząsnął głową z niezadowoleniem, zaskrzeczał złośliwie po czym poruszył gałęzią nad którą stał Jeleń. Zwała śniegu która leniwie spała na gałęzi poruszona mocą kruczych poczynań spadłą wprost na głowę Jelenia. A Masz! - zaskrzeczał - jaki z Ciebie druid jak masz w poważaniu żywe stworzenie - zaczął poruszać gałęzią gwałtowniej zrzucając coraz to większe połacie śniegu z jej ramion.
[21:54] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Jeleń leniwie potrząsnął łbem, zrzucając z niego śnieg, który ledwie zauważył. „Dbam o dobro tego lasu. Twój, z tego, co mówisz, już jest stracony.”
[21:55] Dreadnott: - Gadaj z drzewami, ale już! - śnieg sypał się jak szalony, po chwili kruk skończył swój szaleńczy taniec z prostego powodu, na gałęzi śniegu zabrakło.
[21:55] Glola: Zastrzygła uchem, faktycznie, wypadałoby przedstawić się i jej. - Jestem Glola. - Dodała, spoglądając zaraz na oblaną księżycową łuną wilczycę tuż obok. - My już miałyśmy okazję się poznać, masz na imię Arjuna, prawda? Zapamiętałam cię jako klacz. - Rozważała przez chwilę jej formę. Rozważania przerwały jednak kaskady śniegu sypiące się z gałęzi. Wydała z siebie westchnienie radości, wszak padający śnieg to chyba najpiękniejsza okoliczność, jaka może się przytrafić. Zaczęła radośnie tuptać w miejscu.
[21:57] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Zirytowany jeleń wstał i podszedł do drzewa, na którym siedział kruk. Stanął dęba i uderzył porożem w pień z głuchym hukiem. Gałęzie drzewa zadrżały, strącając z nich ptaszysko.
[22:01] Dreadnott: Kruk spadając, wylądował na głowie jelenia po czym zaczął oddziobywać mu dzwoneczki z poroża - skrzecząc przy tym natarczywie.(edytowane)
[22:03] Luna: Kotka wykopała się spod zwalonego na łeb jelenia śniegu, który później to on bez skrępowania zrzucił na nią. Syknęła zirytowana i zaczęła szukać spojrzeniem istoty, która skłonna byłaby ją ukryć przez poruszeniem na polanie.
[22:04] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Jeleń sapnął i strącił ptaszysko z łba. Wrócił na poprzednie miejsce i ułożył się wygodnie, ignorując skrzeczenie kruka.
[22:06] Glola: Śnieg niestety się skończył.  - No proszę państwa. - Burknęła. - Możemy sami znaleźć to serdeczne drzewo, to nie powód, żeby kogoś dziobać. - Wiodła za krukiem wzrokiem pełnym dezaprobaty. Korzystając z okazji susem przechwyciła kruka i padli razem na ziemię z drugiej strony. -  Uspokój się, czy pragniesz zostać upieczony? Upieczenie gościa nie brzmi dobrze, więc proszę, opanuj się. - Przytrzymywała go łapami, stanowczo, ale tak, by przesadnie nie uszkodzić.
[22:07] ( ͡° ͜ʖ ͡°): "Dziękuję", powiedział, patrząc na Glolę z wdzięcznością, że pozbyła się utrapienia w formie kruka. Ptak nie mógł zrobić mu krzywdy, lecz jego skrzeczenie nie było przyjemne.
[22:08] Glola: - Ryzykuję zostanie wrogiem publicznym, więc proszę, opanuj się. - Syknęła wprost w jego brak ucha.(edytowane)
[22:08] Serek: Widok stworzenia, tak dawno nie widzianego, a które najwyraźniej łączyło z nim myśli o niepewności co do tego, czy powinni ukazać się reszcie był czymś, co zapaliło mały płomyczek radości w tak dawno nie używanym sercu.  - Fene. Wyrosłaś. - zauważył, na moment skupiając całą uwagę na dawno nie widzianej, pozwalając sobie na odrobinę czułości, gdy palcami przesunął po głowie wilczycy. - Powinniśmy się pokazać? Czy może jeszcze przez chwilę, niczym tchórze po prostu będziemy się w nich wpatrywać? - spytał, powracając wzrokiem na zamieszanie powstałe na polanie.
[22:08] Dreadnott: Kruk spadając z głowy jelenia, niefortunnie upadł na skrzydło, obnażając przy tym jego kościec, Krakanie umilkło, nieprzytomny w śniegu leżał niczym wylana smoła. Nie reagował już na słowo mówione w jego kierunku, kontakt się urwał, zostało blade milczenie pustych źrenic.
[22:09] Arjuna: Przyjrzała się Gloli i dalej rozpamiętywała skąd ją zna, ale by nie wyjść na dziwaka odezwała się - Racja zwą mnie Arjuna, ale nie byłam nigdy klaczą, nie mam innych form  niż ta wilcza. - Otrzepała łeb. - Musiała zajść pomyłka. Miło poznać, ale jestem pewna iż twoje imię na pewno już musiało obić się o ucho
[22:11] Seth: [konflikt. gołąb umarł czy nie?]
[22:11] Dreadnott: [jest nieprzytomny]
[22:11] Glola: [nie ma tu gołębia.]
[22:11] Dreadnott: [właśnie, nie gołąb a krukieł]
[22:11] Anaid: [XD]
[22:12] Anaid: [UWAGA PISZĘ, SETH NIE PISAŁEŚ NIC, TAK?]
[22:12] Seth: [Nic poza tym, co widzisz XD]
[22:12] Anaid: [dobra]
[22:17] Glola: Och, jednak nie trafiła i nie miała w łapach kruka, to tylko halucynacje z niedożywienia. Wstała i westchnęła krótko. W porządku. Otrzepała się z resztek śniegu i zwróciła się znów do Arjuny. - W takim razie przepraszam, nie wiem skąd znam twoje imię i dlaczego jawisz mi się jako klacz, ale okazuje się, że jest też całkiem prawdopodobnym, że nie ma ciebie, lub nawet mnie nie ma, ale wolałabym nie nazywać tego pesymistycznie pomyłką. - Ostatnie słowo przez chwilę smakowała w pysku.
[22:21] Seth: [kocham to, kruk zemdlał, bo Glola go nie chwyciła, ale ta swobodnie kontynuuje rozmowę, chociaż właśnie zawiodła w ratowaniu życia XD]
[22:22] Fene: Położyła uszy po sobie, w pierwszej chwili zaskoczona dotykiem. Pierwsza jej myśl nagliła do ucieczki, ale Fene odnalazła w tym akcie wiele uprzejmości i tęsknoty. Przysunęła głowę do dłoni Syriusza, odpowiadając na jego gest. Fene faktycznie wyrosła, chociaż nadal nie była zbyt duża. Wyglądała jak mniejsza kopia swojej matki z jedynie kilkoma różniącymi szczegółami. - Tchórze? - Strzygła uszami, wyłapując dalsze głosy. Nie za bardzo wiedziała co się dzieje między istotami na polanie. - Raczej sentymentaliści. - Spojrzała na Syriusza. - Myślę, że przywitanie się z nimi połechta nasze wspomnienia.
[22:22] Luna: [Niech ktoś przygarnie kota, bo nie mam pomysłu.]
[22:23] Arjuna: Już pamiętała skąd znała te imię, jak można zapomnieć tak ważną informacje. Aż poczuła wstyd. - Już pamiętam skąd kojarzę twoje imię.  Nie nazwałabym tego pesymistyczną pomyłka tylko złym skojarzeniem. - Posłała jej uśmiech. - Wypacz iż zapomniałam tak ważnej informacji,  może spotkałyśmy się przed moim wcześniejszym odejściem stąd. - Położyła uszy na sobie wspominając jego powód, teraz wydawał się on jej żałosny.
[22:23] Glola: [Chwyciła go i do niego mówiła, ale jednak go nie chwyciła, na tym etapie siłą rzeczy poddała pod wątpliwość jego istnienie, albo istnienie czegoś w ogóle.]
[22:26] Anaid: Chwyciła wyciągniętą ku niej dłoń i mocno ją ścisnęła, nie wiedzieć, czy chcąc dodać otuchy sobie, czy Jemu. Przyglądała się zaistniałej scenie i utkwiła spojrzenie w nieprzytomnym kruku. Martwy raczej nie był. A właściwie, wszystko jej było jedno. - Takie tu zamieszanie.. - rzuciła cicho, zaaferowana i przytłoczona.
[22:26] Anaid: [Andzia biedny miś]
[22:27] Dreadnott: [chwyciła go, ale wiesz wektor siły w momencie twojego skoku + twój ciężar + pewnie tarcie przy hamowaniu na ziemi razem z twoją wagą dodaną = rozwalony kruk :/ to jest ptak, nie samolot]
[22:27] Seth: [tupolew i brzoza]
[22:28] Glola: [tupolew ma schizofrenię, wyparł traumatyczny element, w takim razie.]
[22:28] Dreadnott: [poza tym, jest zima - zmrożona ziemia jest twarda]
[22:29] Glola: [ja napisałam ostatnia, że nie trafiłam jednak w złapanie kruka, szach mat.]
[22:29] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Jeleń wstał i otrzepał się ze śniegu. Wyczuł zbliżającą się do polany istotę, martwą jeszcze nie tak dawno, teraz z jego magią tętniącą w jej żyłach.
[22:29] Luna: Wreszcie znajdując wzrokiem dwie ludzkie postacie zaczęła przedzierać się pośpiesznie przez śnieg. Kiedy dotarła do swojego celu, gwałtownie wbiła się pazurami w męską łydkę, dopominając się zainteresowania i ratunku.
[22:29] Anaid: [teoretycznie, zimy jeszcze nie ma]
[22:29] Luna: [JEST ZIMA]
[22:29] Anaid: [japa kapciu]
[22:31] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Zwrócił pysk do Arjuny. "Jak mówiłem, jestem tu gościem. Lecz moje przybycie nie jest przypadkiem. Przyprowadziłem tu kogoś. Zgubę, że tak powiem."
[22:31] Arjuna: -Hmm? - Spojrzała zaciekawiona na Harolda, była ciekawa o czym on mówi. - A ktoś coś zgubił?
[22:32] Glola: - Dobrze, że ja pamiętałam tak ważną informację jak twoje imię. - Uśmiechnęła się. Kątem oka dostrzegła jednak porywczego ptaka, którego niestety, mimo szczerych chęci nie udało jej się złąpać, zupełnie, jakby znów był prawdziwy. Chęci reanimacji przerwał jej znajomy ton, zupełnie jakby w oddali zamigotało tak bliskie jej, tak z krwi jej, jakby to ona sama lat wiele wcześniej na tę polanę niepewnie powracała.
[22:32] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Harold zarzucił łbem, wprawiając w ruch dzwonki, by ich dźwięk zwabił zbliżające się stworzenie.
[22:32] Seth: - Lu, zgłupiałaś do reszty, gdy wokół mnie nie było? - spytał, unosząc ją, a i Anaid ciągnąc ku sobie. Zmieniwszy się ponownie w postać sobie ukochaną, na swe plecy zagarnął swą kochankę i kota w jej ramiona wrzucił. Rozciągnął błoniaste skrzydła i targnął się w wiatr. - Aldieb, serce me, przyjacielico moja. Aldieb żyje - powiedział cicho, coby słowa jego dotarły tylko do adresowanym im uszom.
[22:33] Anaid: [JUHU, LECIMY W PRZESTWORZA]
[22:35] Luna: - Byłabym wdzięczna, gdybyś mną nie rzucał. - ułożyła się wygodnie w ramionach siostry. - To chyba nie ja zgłupiałam. Aldieb? - Zastrzygła uchem zaciekawiona jego słowami.
[22:35] Seth: [Teraz czekamy 3 godziny aż Alutka odpisze XD A sensie An]
[22:38] Serek: Odsunął w końcu dłoń, choć musiał przyznać, że ta odrobina bliskości była dla niego całkiem miła, jakby jakakolwiek była mu już na tyle obca, że nawet tak subtelna wywoływała całą masę pozytywnych uczuć, mocno skrytych pod obojętnością, którą zwykł odczuwać w ciągu ostatniego czasu. -Zatem chodźmy i przywitajmy się. - zadecydował, stawiając pierwszy krok ku zatłoczonej polanie, która może nie tętniła tak śmiechem jak kiedyś, lecz w tym momencie zdecydowanie należała do bardziej żywych niż prawdopodobnie jeszcze nie taki daleki czas temu. -Przepłynęło zbyt wiele wody w rzekach, odkąd widzieliśmy się po raz ostatni, rodzino. - przywitał się, z sentymentem podchodząc do swojego ulubionego drzewa, o które się oparł plecami, delikatnie wbijając w korę palce, jakby i jemu chciał przekazać, że wrócił.
[22:39] Aldieb: Smukłe łapy stąpały po zmarzniętej glebie. Ostrożnie, powoli. Jakby nie poznawały. Nie ufały. Znajome tereny. Ale jednak inne. Powietrze i las, wszystko jakby snem się jawiło. Spowite w mlecznej poświacie Księżyca, zdawały się odrealnione od życia, jak sama postać, krocząca powoli ku Polanie, ku Sercu, Rodzinie. Złoto ślepi, błysnęło wśród zarośli, z niedowierzaniem spoglądając na ziemie Stada Nocy. Brązowa sierść zafalowała na wietrze. Nozdrza wciągnęły znajome zapachy. Jej sylwetka wyłoniła się zza drzew. Wciąż nie ufała. Nie dowierzała. Jakżeby mogła? Koszmar, czy to sen, rozciągał się przed nią. Czuła się jak wyrwana z otchłań, ciemności czeluści. Więc jak? Czemu właśnie tu się zjawiła? Powiodła spojrzeniem po zebranych istotach, rozpoznając znajome pyski i twarze. Stanęła na brzegu, krawędzi lasu i polany. Czekała. Na reakcję, czy słowo, które utwierdzi ją w realności tego co się działo.
[22:40] Anaid: Jedną ręką przytrzymała kota, a drugą mocno złapała się grzbietu Setha. - Co Ty opowiadasz. - zmarszczyła brwi, choć wiedziała, że rzadko kiedy zwykł On sobie żartować.
[22:40] Dreadnott: Z lasu dobiega odległy głos krakania tysiąca wron, złowieszczy zew dobiega do polany, w powietrzu czujecie zapach rozkładających się zwłok, zawył zimny wiatr, przebijając się przez przez tę parę drzew oddzielających zebrane zwierzęta od polany. dźwięki odbijają się od drzew echem niczym bęben wygrywający marsz czegoś nieznanego, drzewa jakby w osłupieniu zaczęły płakać zawodzącym wiatrem.
[22:40] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Jeleń skłonił się przed przybyłą istotą, wciąż niosącą zapach ziemi na futrze, w której leżała zbyt długo.
[22:42] Luna: - Aldieb. - Mruknęła cicho i wychylila się gwałtownie z ramion dziewczyny, wiedziona nieznanym przymusem skierowała swój wzrok w ścianę drzew, mając pewność, że właśnie tam ujrzy istotę, która należała do tego miejsca bardziej, niż jakakolwiek inna. - Muszę tam wrócić, Przyjacielu.
[22:42] ( ͡° ͜ʖ ͡°): "Witaj w domu, Aldieb."
[22:43] Dreadnott: Kruk leżący na ziemi zaczął poruszać się jakby w spazmach, przeciągających jego agonie, opadłszy z wielu piór wstał jakby prowadziła go myśl lecz nie jego. oczy zaświeciły się ognistą akwamaryną, a ciało samoistnie niesione nieznaną magią, ruszyło w powietrze wzbijając tumany kurzu.
[22:44] Seth: - Przyjacielico, ten ptak poczynił złą magię i za sobą ją przywiał. I dziwna magia co wyczuwam w tej, co ożyła. Zostań, nie skora jesteś, by z taką magią w jednym lesie przebywać.
[22:45] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Harold trącił pyskiem Aldieb w przyjacielskim geście, chcąc dodać jej otuchy. Wiedział, że świeżo wskrzeszone zwierzę jest zdezorientowane i niepewne.
[22:46] Glola: [Czy Jej ciało wygląda jak przed, czy po śmierci?]
[22:46] Luna: - Muszę się przekonać sama, czy to nie jawa? Jeśli jest prawdziwa, muszę znaleźć się przy niej w tej chwili. - Kotka poruszyła się niespokojnie, wciąż wlepiając spojrzenie w postacie zgromadzone na dole.
[22:48] Aldieb: W chaosie myśli, doznań i obrazów dosłyszała srebrzysty dźwięk dzwonków.  Zamknęła ślepia, wsłuchując się weń, uspokoiła ciało i umysł. Podążyła za dźwiękiem, wychodząc na polanę. Uniosła powieki, spod których na świat wyjrzało złoto jej ślepi. Luna. Anaid. Glola. Seth. Arjuna. Imiona pojawiły się w jej myślach. Chciała im odpowiedzieć, dać znać, że jest, tutaj, tuż obok, otworzyła pysk, jednak żaden dźwięk się nie wydostał. Zawahała się, cofając o pół kroku. Czym była mowa? Wszystko zdawało się tak trudne, każdy oddech i ruch.
[22:48] Anaid: - Mam złe przeczucia, Lu. - szepnęła do Siostry, spoglądając na moment w dół, a potem szybko wlepiając spojrzenie przed siebie. Nie wypuszczała kotki z objęć, wręcz przeciwnie, przycisnęła ją mocniej do piersi.
[22:49] Aldieb: [Ino, ja nie wiem. Alutka tez nie wie. Ona została ożywiona wbrew swej woli. Jej ciało w trakcie śmierci, jak mówiłam, zostało rozerwane na strzępy, z duszą nie wiadomo co się stało.]
[22:49] JennaPL: (Alutka nie żyje? o: Oh... straszne)
[22:49] Arjuna: - Tylko to żałosne nie pamiętać kto był założycielem stada, do którego się należy. To szrama na honorze. - Położyła uszy po sobie  kiwając, tylko przybyszowi na powitanie i mruknięciem słowa witaj, nawet nie wie czy przybysz to słyszał. Jednak  zauważyła iż Glola już jej nie słucha podnosząc łeb zorientowała się iż wilczyca na coś patrzy zdziwiona, więc i ona tam się spojrzała. Jednak to co zauważyła samo sprawiło ja w osłupienie. - Aldieb? - Tylko tyle udało się jej wydusić, nawet nie zwróciła uwagi na jej zapach  na  skutek wzroku, dalej nie  wierzyła w to co widzi, aż ja wmurowało w ziemie.
[22:50] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Jeleń był zadowolony. Aldieb, choć wciąż zdezorientowana, była w pełni sprawna. Jej ciało naznaczały blizny, przykryte brązową sierścią, pachnącą wilgotną ziemią.
[22:50] Seth: - To nie magia, co za darmo se dary daje. Zagubiona jest jej dusza w jej własnym ciele. Nie ona teraz żyje, a Jelenia wola nią steruje. Nie ufam, póki Jeleń przy niej, nie ufam, póki nie sama. Doglądajmy, zlećmy, gdym pewni.
[22:51] ( ͡° ͜ʖ ͡°): "Las dał jej drugie życie, ja tylko o to poprosiłem", powiedział, skłoniwszy się pokornie.
[22:52] ( ͡° ͜ʖ ͡°): "Nie ma powodu do niepokoju. Spełniłem swoje zadanie i mogę was opuścić. Nie steruję nią, nie jestem czarnoksiężnikiem.  Choć... może zająć trochę czasu, nim na nowo nauczy się żyć"
[22:53] Seth: [Seth jest w powietrzu, nie mogłeś tego słyszeć kapciu XD]
[22:54] Anaid: - Jestem tego samego zdania. - pospieszyła z potakiwaniem, trzymając się mocno smoczego grzbietu.
[22:55] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Skłonił się ponownie, ocierając łbem o śnieg.  Odwrócił się po tym i odszedł, bez słowa, pozwalając stadu przywitać się z dawno nie widzianą znajomą.
[22:56] Glola: Spoglądała oniemiała. Poważną rozterkę, czy uważać Aldieb za tę, którą była przed śmiercią, przełożyła na odrobinkę później. To zresztą nasunęły jej dopiero wizualne przesłanki, nie mogłą oprzeć się wrażeniu, że to nie wszystko. Zakradła się na Syriusza, najwyraźniej również zahipnotyzowanego przyjściami na światy, z zaświatów, przez światy, poświaty,  w każdym razie rozbiegła się i wskoczyła na jego plecy, cichutko, bez burzenia wzniosłej atmosfery, ugryzła go radośnie w ucho.  - Gdzie Twój ogon lisie, nie tak cię wychowałam. - wciąż przyciszonym tonem.
[22:56] Dreadnott: Zleciały się wrony, siadając na gałęziach drzew po przeciwnej stronie polany, stukot skrzydeł, wrzask kraczącego tabunu cierpiących dusz z palącymi ślepiami. Śpiewający swoją pieśń wojny, nie byli jednak to oni lecz pieśń która mimowolnie nimi zapanowała, dało się wyczuć smutek i tęsknotę z pod spodu drapieżnego skowytu stada, za czymś co utracone. nie minęła chwila a noc piór spowiła niebo, przykrywając księżyc.
[22:59] Seth: Łuski uniósł, skrzydła skrzywił, w powietrzu zawisnął. Dwa różne czary jak mgła wylały się spomiędzy drzew.  - Przyjdzie nam bronić, zabijać? Serce me? Nie ufam temu, co się dzieje. Nie czuję, by mnie dotyczyło. Ty decyduj, Serce. Aldieb tam stoi, nieobronna sama, ale i jej nie ufam. Ty decyduj, Serce.
[22:59] Dreadnott: Drzewa kołysały się powoli, z ich kory zaczęła wypływać żywica, jakby coś zabierało im powoli życie i wysysało zeń chęć wzrostu - zostawiając za sobą jedynie pustą skorupę, obraz męki.
[23:00] Arjuna: - Haroldzie. - Skierowała się do jelenia, któremu winna jest dozgonną wdzięczność za zwróceniu przyjaciółki dla wielu zebranych w tym miejscu. - Czy ona ma własną wolę? Bo o ile wiem to nekromancja, a wskrzeszony jest uzależniony od woli wskrzeszonego. - Nie wiele się na ten temat  znała, ale coś  tam kiedyś o tym słyszała. Wolała się upewnić czy druid nie wskrzesił Aldieb  w jakimś nikczemnym celu zanim wyrazi swoją wdzięczność. Wtedy jeleń byłby jej wrogiem wykorzystując  ciało  przyjaciółki w złym celu
[23:02] Fene: Podążyła za Syriuszem, równając zaraz z nim krok. Ogarnęło ją dziwne, nietypowe uczucie, czuła pewnego rodzaju nierealne wibracje i nietypowe wrażenie niepokoju. Czy to konsekwencja ujawnienia się? Ostrożnie podeszła do swojego towarzysza. Nie była pewna, czy wolałby zostać sam. - Też to czujesz? - zapytała cicho. Wtem półsmok wzbił się w powietrze, a razem z nim spojrzenie Fene. Skierowała uszy do tyłu. Była skołowana. Nie wiedziała, jak będzie wyglądać jej powrót. Nie wiedziała, czego mogła się spodziewać ani nie wiedziała, czego mogła oczekiwać. Zapamiętała Stado Nocy inaczej. - Co się dzieje? - dodała, zauważając wkradające się zaintrygowanie i zdziwienie. Zanim jednak cokolwiek dostrzegła, odskoczyła prędko, zaskoczona nagłym lisim atakiem. Rozkojarzyła się.
[23:02] Fene: (zapłon)
[23:02] Aldieb: Ugięła łapy, uszy kładąc po sobie. Zamknęła z ciężkim oddechem powieki, czując jak chmara ptaków, przysłaniając Księżyc, jej zabrała życie i światło i wszystko co znała, znów rzucając w lodowate odmęty. Wciąż nie wiedząc co robić, co myśleć, jednak przez jej zwierzęce ciało przebiegł dreszcz przerażenia, jakby coś czyhało, nieznane niebezpieczeństwo, zawisło pod niebem, ostrzegając, strasząc, w sercu samicy budząc niepokój, choć źródła rozpoznać nie mogła.
[23:04] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Jeleń zatrzymał się, gdy Arjuna go dogoniła. Zastrzygł uszami, zaskoczony. "Nekromancja? Nie jestem czarnoksiężnikiem", powtórzył. "Czy jeśli podlejesz zwiędły kwiat, dając mu na nowo życie, nazwiesz to nekromancją? Nie mam żadnych ukrytych zamiarów, a umysł Aldieb należy tylko do niej. Zaćmiony obecnie, to prawda. Powrót do świata żywych nie jest przyjemny. Lecz już samo to, że czuje ona strach, jest dowodem, że ma własną wolę."
[23:05] ( ͡° ͜ʖ ͡°): Harold ukłonił się i odszedł, znikając za linią drzew, pomiędzy którymi jeszcze przez chwilę rozbrzmiewały srebrne dzwonki.
[23:05] Luna: - Wróćmy tam. Możemy być potrzebni - miauknęła żałośnie, wciąż wyrywając się z objęć dziewczyny. Widząc chmarę czarnych skrzydeł była wręcz pewna, że nie mogą zostawić reszty.
[23:06] Dreadnott: Błysk i trzask przebił niebo, nienaturalny piorun zatańczył na niebie w rytm czarny jak smoła kłęb wił się w powietrzu niczym tornado. Pikujące punkty oderwały się od masy zmierzając w kierunku lasu za cel obierając nie zwierzęta - tymi nie były one zainteresowane, skierowały się gdzieś w środek lasu prowadząc pogoń za czymś co niewidoczne dla oczu, w powietrzu zatańczyły liście prowadzone podmuchem jaki wywołały swym lotem potępieńcze ptaki.
[23:07] Anaid: Co robić? Ratować tych na dole, czy ratować siebie? Coś się działo. Ewidentne zło można było wyczuć na kilometr. Drzewa obumierały, a we wrażliwych uszach Anaid rozbrzmiewały zawodzenia i piski ginących dusz. - Leć w dół, Kochany. - powiedziała pewnie, acz przez zaciśnięte usta, gładząc go po boku.
[23:09] Arjuna: - Nie znam się na tej dziedzinie, ze mnie taki mag jak z sarny drapieżnik. Nie wiesz nawet jak twe słowa mnie uradowały.  - Posłała mu skruszone spojrzenie. - Jestem, ci dozgonnie wdzięczna za jej powrót  i wybacz mą niewiedze. -Ukłoniła się jeleniowi w podzięce, tak jej brakowało jej obecności. Nie było wielu członków stada z którymi miała dobry kontakt, przynajmniej ona tak czuła.
[23:12] Seth: I runął w dół, jak pioruny wokół, uderzył skrzydłem i nad ziemią trzasnął drugim, zatrzymał lot nad gruntem i jak pióro opadł z dwojgiem.  - Przyjaciółko, zniknij, nim cię krzywda spotka - puściwszy kota zwrócił się do swej kochanki. - Za mną, czy za Aldieb idziesz?
[23:12] Serek: Musiał przyznać, że nagły ciężar odczuwany na barkach nie był czymś, czego się spodziewał, lecz nie musiał nawet zgadywać, kim jest ta, która atakuje, gdyż wbite zęby w ucho były dostatecznym dowodem na to, że nie kto inny, a własna matka postanowiła przywitać się ze swoim synem. Unosząc rękę, przycisnął odrobinę rudy łeb do własnego policzka, przymykając na tę chwilę oczy. - Ogon... W świecie, w którym żyję w tej chwili, nie ma miejsca na to, z czym się urodziłem. Obecna postać tak się wżarła w moje jestestwo, że istnieje duże prawdopodobieństwo co do tego, że moja naturalna sylwetka jest mi już zupełnie obca. - odpowiedział z pewnym smutkiem w głosie. Jakby to, że nie ukazywał swej zwierzęcej postaci było umiejętnością, która została mu odebrana.
[23:17] Anaid: - Za Tobą. Zawsze. - odpowiedziała bez namysłu, nie próbując na chwilę obecną schodzić z grzbietu gada. Liczyła na Niego, że coś wymyśli.
[23:20] Seth: - Jak każesz - usłuchał i ponownie na wietrze się targnął, by w chwil kilka nad nawałem przedziwnej chmary się znaleźć. - Zbyt wiele ich, głosów zbyt wiele, Serce me, nie mogę wiedzieć co je gna, gdzie je gna.
[23:22] Glola: Krakanie i ciemniejące niebo odciągnęły jej uwagę, mimo ogromnych chęci płynięcia z tokiem tej rozmowy. Z poszerzającymi się od adrenaliny źrenicami zeskoczyła, skumulowała całe swoje uczucie do Fene, w krótkim utuleniu, poprzysięgając sobie, że wróci i odda im znacznie więcej uwagi, ale na razie najważniejszym niech będzie to, aby wszyscy przeżyli kruczą inwazję. Ruszyła naprzód, rzucając jej tylko pełne tęsknoty spojrzenie. Dobiegła do Aldieb, jeżąc futro na karku. - Przepraszam. Pamiętam, że potrafisz rozmawiać z drzewami. Pamiętasz również? Drzewami takimi jak to? - Fala słów wypłynęła z jej pyszczka, na zwieńczenie wskazała łapą jeden z okolicznych, potężnych dębów.
[23:28] Aldieb: Zadrżała, w głąb siebie się skuliła, gdy całun nocnego firmamentu na dwoje przecięła świetlista strzała piorunu, uderzając w glebę z mocą, która rozeszła się dokoła, falami sięgając w najdalsze obszary lasu, przechodząc od drzewa do drzewa, wzdłuż starożytnych labiryntów korzeni, przechodząc przez polanę, gdzie zwierzęta skupione dziś były, a łapy brązowej drżały jak na wietrze ogromny, uginając się pod ciężarem serca, które nie było gotowe na doznania tak silne i mocne. Odskoczyła w tył, kiedy ryże futro dopadło do niej tak żwawo i energicznie i chciało, żądało od niej tak wiele. Uniosła pysk, a światło jej ślepi przesłoniła czerń źrenic, które z przerażeniem, niezrozumieniem zapatrzyło się w oczekującą sylwetkę lisicy. Nic nie rzekła, nie zrobiła, zamarła, nie rozumiejąc, nie chcąc wiedzieć i czuć. Nie chcąc być.
[23:43] Glola: Skuliła uszy. Uniosła wzrok. - Wiem. Jest ktoś, kto na pewno zna odpowiedź. - Powiodła wzrokiem po nieboskłonie. Gdzie jest ten smoczy pomiot, właśnie teraz przydałaby się jego biała poezja. -  Seth! - Krzyknęła, usiłując przebić się przez ptasie krzyki. - Gdybyś jednak poczuła, że to dobry moment na uratowanie świata, proszę. - Powtórzyła z nadzieją, że te słowa przebiją się przez ścianę apatii - Proszę, chodź za mną. -  Skierowała błagalny ton do wilczycy, nie podejmując jednak jej nieobecnego spojrzenia. Rozrzucając wokół kaskady śniegu dobiegła do potężnej rośliny, pnącej się w sercu polany. Było to niewątpliwie jedno z najstarszych drzew tych lasów. Naznaczone plamami przymarzniętego mchu zdawało się obserwować mknące wzdłuż ściany drzew połacie cienia. Fuknęła z rezygnacją. Wspaniale. - Dobry wieczór. - Zaczęła i zaśmiała się nerwowo. - Czy może nie chciałabyś.. Chciałbyś.. nam czegoś powiedzieć?
[23:44] Dreadnott: Na ziemi w okół drzewa zaczęły pulsować nikłym światłem żyły cienkie niczym pajęczyna, każda łącząca się z kolejnym drzewem tworząc sieć połączeń między sobą. Las zaczął pachnieć słodkim zapachem skoszonej trawy, przypominając smak arbuza letnim popołudniem, zapach życia - Aldieb - zawołało życie przepełniając jej głowe wizjami Kruków, Rozrywania zwłok. kolejny błysk. Kruków nie ma, białe pomieszczenie zdaje się świecić jaśniej niż tysiąc słońc jednak jej nie oślepia, ze światła wyłania się postać bez twarzy  - Witaj córko.
[23:45] Seth: Ciemność pożarła noc, las zaszedł mrokiem ciemniejszym, niż winien. Huknęło coś, wysoko w powietrzu, to z gardzieli smoczej wyrwał się przenikliwy ryk. I ciało jego zapłonęło krystalicznym kolorem dziennego nieba, runy, które pod skórą ukrywał. - Uciszę część, dosłyszę resztę - i gdy mówił, tak chmura piór rzednąć poczęła. Z początku kilka stworów runęło w ziemię, bez ruchu, a za nimi kolejne. I nagle zagasł, runy zniknęły, oczy jakby blask straciły. - Wołają. Mnie, i Aldieb. Serce me, Aldieb, czułem ją przez chwilę, ale znów zniknęła. Coś ją woła, coś do niej mówi.
[23:52] Anaid: - Kto Cię woła? - zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc. W prawą dłoń chwyciła zatknięty dotychczas za pas sztylet, lewą trzymała się grzbietu Smoka, wpijając weń paznokcie aż poczęły krwawić. Jedno z czarnych ptaszysk przeleciało nad jej głową, tak więc w geście samoobrony i niejakiej prewencji, podniosła się nieznacznie na Jego grzbiecie, tnąc powietrze nad sobą i trafiając pod ptasie skrzydło, pozbawiając stworzenie lotności.
[23:54] Seth: - Aldieb, zniknęła. Jest pode mną, ale jakby wszędzie, ale jakby nigdzie. Glola woła. Gotuj ostrze. Rozedrzyj ile możesz, rozpłataj ile dasz radę - rzekł, jakby zostawiając skrzydła własnej woli, a jego cielsko runęło w dół, na nieuniknione zderzenie z chmarą czarnych stworzeń.
[23:58] Aldieb: Nie słyszała słów lisicy, jak zza mgły dobiegały jej prośby, jej obraz. I nim brązowa zdążyła rozpoznać kto tak uparcie ją woła, ryża zaniknęła, pomknęła, zbyt zajęta, niecierpliwa, nie mając czasu by czekać na ociężałe myśli złotookiej, które jak smoła się przelewały, z wolna formując się w całość, jak z odłamków ze szkła rozbitego, próbując zbudować lustro na nowo, by się w nim przejrzeć, rozpoznać. Lecz i te próby przerwane zostały. Coś się zmieniło, drgnęło w jestestwie samicy. Owiało ją uczucie delikatne niczym puch, niczym rosa poranna, a sama czuła się jakby uniosła się nieważko w powietrzu. Słowo rozbrzmiało w jej wnętrzu. Nie, nie słowo, imię. Jej imię. A następnie wizje na nią opadły, wrzucając w kalejdoskop barw i kształtów. I znów. Nic nie było. Jedynie biel, miękka jak śnieg i przyjemna. Nie czuła już strachu, nie czuła wątpliwości z niewiedzy zrodzonych. Dostrzegła postać. Spojrzała nań. I została powitana i znów poczuła, że jest.
[23:59] Dreadnott: Ptaki rzuciły się pędem na smoka jakby w transie lecąc ku niemu przebijając błonę jego skrzydła, pozbawiając go możliwości latania. Otoczyły go chmarą i zaczęły wydziobywać drogocenne łuski z jego skóry, karmazynowa smocza krew splamiła polane.
[18 grudnia 2017]
[00:00] Anaid: XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
[00:00] Anaid: [SORKI]
[00:00] Seth: [Dobra, lećmy z tym flow]
[00:03] Seth: [Anaid, wybieram Cię. Anaid, atak sztyletem!]
[00:03] Anaid: [zaraz]
[00:09] Seth: [Dobra An, ja pierwszy bo Ty znowu mulisz XD]
[00:12] Glola: - Drogie drzewo, to nie przelewki. - Rozejrzała się, czując ogromną wdzięczność, w związku z tym, że kruki nie atakują większości stadnej populacji. Powiodła opuszkami po korze. O co może chodzić? - Drzewo noo. - Zaskamlała, tym razem pocierając o nie oboma łapkami. - Powiedzże coś. - W końcu oparła się o nie czołem, zamykając ślepia.
[00:13] Dreadnott: Biała postać podchodząc do wilczycy pogładziła ją po futrze  - Dawno się nie widzieliśmy, jednak znów tu jesteś, ptaki z którymi się mierzycie szukają mnie i zapewne niedługo znajdą, chciałem się pożegnać - Widzisz, życie i śmierć zataczają koło, a wszystko kiedyś musi zginąć - postać wykonała gest obnażając dłoń, na dłoni widniał kamyk wielkości kciuka - Czujesz? - postać spojrzała pytająco w stronę Aldieb - znajdź mnie, znajdź mnie w lesie. - Wizja urwała się.
[00:14] Seth: Wygasły ślepia, a umierające ciało zawinęło jak sznur wokół smoczej kochanki. Przebiło chmarę, przepadło i jak głaz ku ziemi zmierzało. - Samico, Aldieb, zniknęła - warknął, przemykając jak puszczona strzała nad łbem Gloli. Smoczysko wbiło się we własne zwłoki i wytargało spomiędzy jego martwych kończyn ukochane mu dziewczę. - Nietypowe. Niepokojące - rzucił z nienaturalnym spokojem, zwinnie mknąc między starymi pniami lasu. - Wróćmy do Gloli. Wróćmy do Aldieb.
[00:15] Seth: [jakby ktoś nie czaił, Seth jest teraz jak ojciec Pio, w dwóch miejscach na raz.]
[00:29] Aldieb: Przymrużyła ślepia, czując na futrze delikatny dotyk postaci, a wraz z nim ciepło rozchodzące się po ciele. Tak obce doznanie, a jednak tak znajome. Uniosła powieki, spoglądając na sylwetkę spowitą mleczną bielą. Uważnie słów słuchała, nie odnajdując w nich jeszcze prawdziwego znaczenia, jednak wiedząc, że wagę mają złota. Życie i śmierć. Dzień i noc. Tak oczywiste prawdy, a jednak nie wszystkim dane było to pojąć. A ona rozumiała. Powiodła ślepiami za kamieniem, za dłonią, wlepiając w nie spojrzenie przejęte, wciąż nie wiedziała, a jednak czuła, czuła że od niej mogą zależeć dalsze losy, tych co na polanie pozostali. I kiedy zamykała oczy, a wizja jak w wodzie odbicie zaczęła znikać, w jej głowie jedynie jak echo rozbrzmiewało: "Znajdź mnie, znajdź mnie w lesie."
[00:36] Glola: Wpadłszy na ten pomysł, od razu podążyła jego ścieżką, przez chwilę pogrążona w przyczajce, wzbiła się na krótko w powietrze i pochwyciła w zęby jednego z kruków. Na tyle mocno, by pędem powietrza zrzucić go na ziemię, nie na tyle mocno, by go przesadnie poturbować. Ogień, jako jej wybranek, był absolutnie gotów by zostać jej obrońcą, gdy tylko się doń zwróci. - Słuchaj, potrafisz może rozmawiać z drzewami? - Wypowiedziała do leżącej teraz na plecach pierzastej kulki, będącej jakby milimetry nieprzemyślanych ruchów od zapalnika.
[00:37] Dreadnott: Kruk zajadle dziobie, nie ma kontaktu, jego oczy płoną akwamaryną a sam wydaje sie nieobecny we własnym ciele.
[00:40] Anaid: To była chwila. Trzy sekundy. Zdążyła ciąć zaledwie parę ptaków, kiedy to te zaatakowały smoka, a ten umarł, ot, tak, po raz kolejny, zapewne nie ostatni. Zdążyła przywyknąć. Zamknęła tylko oczy, kiedy spadali, pewna, że nie pozwoli by coś jej się stało. I oczywista, pochwycił ją, pomógł wyjść z plątaniny Jego własnych zwłok. - Aldieb. - szepnęła ledwie dosłyszalnie, po czym otworzyła szeroko oczy, jakby przebudzona, żywsza. - Co z nią?
[00:40] Glola: Przy pierwszym dziobnięciu odsunęła łapę, pozwoliła mu uciec. Powróciła do  przy drzewnej, medytacyjnej postawy.
[00:46] Seth: - Wróciła, jest z nami. Czuję obecność czegoś, przedwiecznego. Zawsze było, ale teraz, te błękitne ślepia widzą jak ożyło. Bądź gotowa, ja do walki, ty do Aldieb. - i bez oczekiwań, gwałtownie zwrócił się w locie i tak zwinnie, jak mu pozwalały skrzydła miotał swym ciałem pomiędzy drzewami. - Bądź gotowa. Zabierz ją, gdzie ma się udać - ostrzegł ją, na powrót będąc człowiekiem, z impetem jego nieobecnych skrzydeł rzucił Anaid ku Aldieb, samemu hamując o jedno z drzew, niemalże łamiąc je w trakcie. - Niepożywne, puste dusze. Czas zabić, zdjąć z nieba setki skrzydeł - mówił, naciągając swój czteroramienny łuk, świetlista strzała wymknęła się z jego palców, a za nią setki, jakby wypuszczone znikąd. I groty sięgały swych celów, śmiertelnie rażąc, na wylot przebijając ptasie ciała, oczyszczając część nieba.
[00:54] Aldieb: Wróciła. Nagle, gwałtownie, znów będąc w ciele. Czując glebę pod łapami, smakując powietrze, słysząc szelest tysiąca skrzydeł i dziobów upiorne krakanie, widząc czerń piór i blask lasu. Żyjąc. Wróciły myśli i słowa, rozbite wcześniej, w całość się sklejając. Rozumiała, wiedziała, tego co wcześniej pojąć nie mogła. Żyła. Umarła. Ożyła. To powodem było, że świat tak znajomy, obcym się wydawał. Teraz jednak nie było już czasu, nie mogła dłużej zwlekać, niecierpliwość, którą ryża wyrażała, teraz samej jej się udzieliła. Podniosła ciało, stając pewniej na łapach, choć wciąż słaba, z zadaniem do wykonania w sercu. Uniosła pysk, rozejrzała się, znajomych szukając twarzy. Sama nie podoła, towarzysza musiała odnaleźć, by misję ważną wykonać.
[01:20] Glola: Otworzyła ślepia. Czy to drzewo faktycznie przemówiło? Cofnęła się i zaśmiała bezgłośnie. Dowiedziała się. Ma biec do Aldieb. Nie istotne, czy to intuicja, czy faktycznie istota otulona korą posiliła się na przekaz, głęboko w jej umyśle. Nie ważne nawet to, że sprawa nie posunęła się wcale naprzód. Był to niewątpliwie sukces. Zerwała się w równe łapy i pognała w kierunku samicy. Radość zamigotała w jej ślepiach. - Tak, podobno już wiesz dokąd, dokąd? - Pogryzła pospiesznie powietrze, które wpłynęło do jej pyszczka.
[01:26] Aldieb: Dojrzała. Ryża do niej biegła, pospiesznie sunąc między pniami, wiedząc już, że do niej musi trafić, że choć wcześniej nie mogła, teraz już była i wiedziała. Spojrzała na rudą i skinęła głową, oczami jedynie mówiąc, jej "chodź" i odwróciła się, pobiegła a lisica za nią. Wizje wciąż żywe w niej były, uczucia i wiedza, prowadziły ją wprost do kamienia, którego całe zamieszanie było sprawą. Zatrzymały się. Wpierw wilczyca, zaraz i ruda dobiegła. Z pozoru nic przed nimi się nie jawiło, jednak Aldieb wiedziała, że to tu, tuż przed nimi, krył się tajemny przedmiot.
[01:32] Glola: Przez chwilę rozważała, czy nie podjąć sprawy własnymi łapami, uznała jednak, że wykorzystanie wijących się szaleńczo kruków, będzie na miejscu, przynajmniej jeden z nich poczuje się potrzebny. Znów, prężnym susem złapała jednego z ptaków w locie i wcisnęła go beznamiętnie w ziemię, pragnąć wykopać dół za pomocą jego spazmów. Prędko okazało się jednak, że samo przysunięcie wystarczyło - kiedy tylko nasączony magią kruk został przyciągnięty do miejsca wskazanego przez Aldieb, w powietrzu zamigotał obrys, o barwie podobnej do ślepi oszalałego. Po próbie odsuno-przysuwnej okazało się, że kształt reaguje na bliskość skrzydlatej smoły. Skinęła tylko w jego stronę, pewna jednak, że nie była jedyną, która zauważyła tę analogię.
[01:34] Glola: - Mamy go. - Skwitowała dobitnie.

[01:35] Dreadnott:

Znalazłszy kamień Aldieb poczuła ciepło bijące z jego wnętrza, w głowie odezwał się
ciepłym kobiecym głosem.

- Od chwili pojawienia się kosmosu, ciemne duchy w Pustce usiłują przekręcić rzeczywistość 
w królestwo wiecznych męk. Istoty te były znane jako puści i gromadzili swoją moc. 
Z czasem te nikczemne istoty które istnieją tylko po to, aby przekształcić światy, które atakują, w miejsca rozpaczy i śmierci odnalazły waszą polane, pełną magii i życia...

- Nie mogę przetrwać w obecnej formie, muszę zatem umrzeć a na moim miejscu wyrośnie nowe życie.
Wybrałam Ciebie, jako nowego nosiciela tajemnicy początku wszechświata -

Aldieb poczuła gorąco wewnątrz swojego ciała, coś się w niej zmieniało, oczy rozpaliły się światłem a ciało zapłonęło żywym ogniem jej duch uniósł się ponad drzewa... 
Po horyzont niczym żyły w ciele matki ziemi zaczęła tętnić energia życiowa w jednostajnym rytmie.
Śmierć? Śmierci już nie było, wszystko co do tej pory umarło pompowane siłą ziemi wracało do życia.
Kruki oczyszczone z mrocznej magii usiadły w kręgu na polanie, w kruczym gwarze słychać było dźwięki wdzięczności.

- Aldieb - powiedział głos w głowie - będziesz miała młode -

Wilczyca osunęła się ze zmęczenia, po czym zamknęła powieki oddając się snu.

2 komentarze:

  1. "żeby zaszła w ciąże z kamieniem". Borze szumiący, jak to bawi. Ale #tak_było.

    OdpowiedzUsuń