7 lutego 2014

Rozwinięcie cz.2

    Turlałem właśnie jeden z kamieni, wybranych przez ojca, prosto na jedno z pól, również wybranego przez ojca. On stał przy prawie już gotowym półkręgu, o dziwota, kamiennym półkręgu i kontemplował sam ze sobą.
    Prawdę mówiąc zająłem się swoją pracą, ale byłem dość nie obecny, nadal zastanawiałem się kim była dziewczyna, która mnie zaczepiła.
- Cholera jasna! Baru! - krzyk ojca stał się nagle bardzo wyraźny i ocknąłem się, spojrzałem na niego.
- Tak? - zapytałem.
- Naprawdę nie wiesz? Wyminąłeś mnie jakieś sto metrów temu i leziesz dalej. Gdzie turlasz ten głaz? - patrzył na mnie, a ja na niego, nastało milczenie.
- Powinienem znać drobną blondynkę w lekko kręconych włosach? O takiego wzrostu - pokazałem ręką i spojrzałem na ojca z niewinnym uśmiechem. Opadły mu ręce, złapał się za głowę i ruszył w moją stronę.
- To o tym tak ciągle myślisz? O blondynce? - zapytał opierając się o kamień.
- Nie pytałbym, gdyby nie było ważne... Zaczepiła mnie i dała rade, dziwnie pasującą do mojej sytuacji - postanowiłem od razu wyjaśnić, nie chciało mi się ciągnąc tego dialogu. Ojciec zaśmiał się i pokręcił głową.
- No to poszukiwana się znalazła - znowu krótka salwa śmiechu. - Bierz ten kamień i stawiaj na miejsce, to już ostatni - dodał i ruszył na poprzednie miejsce, zostawiając mnie w kropce. Westchnąłem tylko głośno, zdążyłem już się trochę na nim poznać, odpowie mi konkretniej, ale tylko w sobie wiadomym czasie. Przeturlałem kamień na wyznaczone miejsce i usiadłem opierając się o niego. Ojciec podał mi skórzany worek, była w nim woda. Wziąłem łyka i spojrzałem na niego.
- To Angel - powiedział z łobuzerskim uśmiechem. Wyplułem wodę nabraną w usta, wiedziałem, oczywiście lepszego momentu na odpowiedz nie mógł znaleźć.
- Jak to Angel? To dlaczego jej nie kojarzę? Powinienem chociaż rozpoznać zapach! - uniosłem się lekko.
- Spokojnie, ona nie jest głupia, opanowała swoje zdolności do perfekcji, a wiesz, że włada powietrzem. Zamaskowanie swojego zapachu lub przejęcie czyjegoś to dla niej nie problem - wzruszył ramionami. Rozświetliło mi się w głowie, kiedy zniknęła musiała zobaczyć mojego ojca. Nadal jednak nie rozumiałem czego szukała w tym mieście.
- Czego ona tu szuka? Wysłaliście ją po coś? - zapytałem zaciekawiony.
- Tak - odpowiedział krótko i wyjął jakiś papirus z kieszeni. - Nie ważne, skupmy się na robocie. Siadaj - wskazał palcem środek półkręgu. Wzruszyłem ramionami, w sumie racja, mało ważne, chociaż dziwne. Ruszyłem na wyznaczone miejsce i usiadłem krzyżując nogi.
- Odpłynę? - zapytałem niepewnie.
- Oj tak, zapewne - ojciec znowu posłał mi swój zawadiacki uśmieszek.
- Tylko mi nic nie namaluj na twarzy... - spojrzałem na niego spod łba. Zaśmiał się.
- Bez obaw, też odpłynę - dodał.
- Jak to? A jeżeli ktoś się pojawi?
- Nie zobaczy nas, zająłem się tym - opowiedział krótko i dał znak, że mam już się zamknąć. Tak więc zrobiłem. Zamknąłem oczy i wsłuchiwałem się w ciszę. Ustał szum drzew, nie było śpiewu ptaków, nie czułem nawet powiewu wiatru. Ciszę przerwał głos ojca, przemawiał w dziwnym języku, nic nie rozumiałem, ale siedziałem spokojnie oddychając. Naglę zacząłem lekko kaszteć, coś jakby stanęło mi w gardle, zacząłem się ksztusić. Gwałtownie przechyliłem się w przód, otworzyłęm oczy, wstałem na równe nogi i próbowałęm nabrać powietrza. Po chwili uczucie zniknęło, rozejrzałem się.
- Tato? - nigdzie go nie widziałem.
- Tatusia tu nie ma - usłyszałem znajomy głos, zaraz po tym drażniący śmiech. Odwróciłem głowę, Membu siedział na moim miejscu, w siadzie skrzyżnym, uśmiechnął się pod nosem. - Czekałem na ciebie - dodał z udawaną troską w głosie i znowu się zaśmiał. Zachowywał się jak świr.
- Czego ty chcesz? - zapytałem w końcu. - Dlaczego się wszczepiłeś? - patrzyłęm na niego mróżąc oczy.
- Będziesz mój... - prawie zaśpiewał, kolejna salwa śmiechu.
- Odpowiadaj! - w odruchu warknąłem w jego sronę, mimo humanoidalnej postaci. Zaśmiał się kolejny raz i spiorunował mnie wzrokiem. Co jak co, ale trzeba mu przynać, wzrokiem paraliżował jak mało kto.
- Zrobiłeś się nerwowy, nawet nie wiesz jak się cieszę, że tu jesteś - odchylił się w tył i jak zwykle, zaśmiał psychicznie. Nagle jakby go coś poraziło prądem, zacisnął zęby i wrzasnął. Oblizał wargi i ponownie spojrzał na mnie.
- Owszem jestem, ale tym razem nie sam - teraz to ja uśmiechnąłem się pod nosem. - Lepiej gadaj - dodałem przez zaciśnięte zęby. Strzelił kilka razy szyją, pokręcił się na miejscu i spojrzał na mnie, tym razem bez emocji.
- Zapłacisz za to... - dodał z obojętnością. - A więc? Co chcesz wiedzieć? - jego postawa błyskawicznie uległa zmianie. Zdziwiło mnie to, ale nie chciałem marnować czasu na mało ważne pytania.
- Dlaczego wszczepiłeś we mnie część swojej duszy? - zapytałem bez zastanowienia.
- Karena aku bisa... - odpowiedział i zaśmiał się. Zaraz przeszedł go kolejny pstryczek elektryczny, zacisnął zęby i ponownie spiorunował mnie wzrokiem. - Ciesz się, że nie mogę wstać - oblizał wargi i uśmiechnął się pod nosem.
- Badź grzeczny - odpowiedziałem mu tym samym uśmiechem. - Odpowiadaj, byle po mojemu.
- Hal pertama... - uśmiech nie zniknął mu z twarzy - nie wszczepiłem się w ciebie częścią duszy, tylko całą duszą - odpowiedział i zaczął oglądac swoje dłonie. Zdziwiłem się.
- Przecież mój ojciec widzi tylko część... - nie rozumiałem.
- Ponieważ moja dusza jest niekompletna - powiedział to, jakby było oczywiste.
- Ale... ale, że jak? - zatkało mnie, nigdy nie słyszałem o czymś takim.
- Oj Baru, Baru, wciskałem na ten temat różne kity, nawet wszystkowiedzący Seth dał się nabrać. Najwyraźniej przyszła pora na ziarno prawdy. Rozszepiłem swoją duszę, tak jakby. Przyjmowałem cudze ciała, tak jak miało to być w twoim przypadku. Każde nowe wcielenie zabierało część duszy, zostawiałem je w trupach poprzednich ciał. Pierwszy raz trafiło się, że właściciel stał się moim pojemnikiem.
- Pojemnik... to tak nazwałeś mnie przed moim przebudzeniem - przypomniałem sobie.
- Tak, tyle, że po mojemu.
- Jak to jest po twojemu?
- Po indonezyjsku - uśmiechnął się sztucznie. Pokręciłem głową.
- Baru Saya, to też po twojemu. Co oznacza? - zapytałem przy okazji. Zaśmiał się.
- Nowy ja - mruknął bez emocji.
- Nowy? Przecież nic się nie zmieniłeś, nadal jesteś maszyną do zabijania, tylko w moim ciele - dodałem. Wzruszył ramionami.
- Taki kaprys - obojętność. Wkurzał mnie już tym. Nadeszła chwila na najważniejsze pytanie.
- Jaki masz cel? - zapytałem przewiercając go wzrokiem. Zagryzł wargę, aż poleciała z niej krew, nie chciał mówić.
- Niedługo się dowiesz, jak już wcześniej wspomniałem... Zapłacisz za to. Wyobraź sobie, że poprzednia zapłata była niczym, w porównaniu do tej - ponownie napadł go psychopatyczny śmiech. Uśmiechnąłem się pod nosem, wiedziałem, że zaraz zostanie porażony i będzie musiał odpowiedzieć. Jednak on nadal się śmiał, nie przestawał, mój uśmiech zaczął znikać.
- Tato? - rozejrzałęm się, Membu nadal świetnie się bawił. - Tato?! - krzyknąłem i nagle zemdlałem. Otworzyłem oczy i zachłysnąłem się powietrzem. Zakaszlałem i znowu przechyliłem się w przód. Wróciłem. Spojrzałem na miejsce ojca, leżał.
- Tato? - podniosłem się szybko i ruszyłem w jego stronę. Zesztywniałem, w jego torsie widniała strzała, znajoma mi strzała, kaszlał. Kucnąłem przy nim i położyłem jego głowę na swoich kolanach. - Tato trzymaj się, dasz radę, wszystko będzie dobrze - nie wiedziałem co robić, strzała wbiła się w rzebra, nie wiedziałem jak jego płuca, nic nie wiedziałem. - Mieli nas nie widzieć, mieli nie widzeć! - do oczy zaczęły napływać mi łzy.
- Angel... - wyszeptał ojciec. Zacisnąłem zęby.
- To jej strzała? - zapytałęm z powagą, pokiwał głową. - Wcale jej tu nie wysłaliście prawda?! - krzyknąłem. Znowu pokiwał głową.
- Leć... - dodał i odepchnął mnie lekko od siebie.
    Ogarnęła mnie furia, w życiu nie byłem tak wściekły, zapomniałem o rannym ojcu, zapomniałem, że mogę go już więcej nie zobaczyć. Moją uwagę zwróciła blond dziewczyna zeskakującą z drzewa i zapomniałem o wszystkim, wstałem gwałtownie i ruszyłem za nią... 

CDN.

18 stycznia 2014

Rozwinięcie

     Siedziałem na ogromnej polanie przysypanej puszystym śniegiem. Nabrałem świeżego powietrza w płuca i ze spokojem je wypuściłem. Z wilczego nosa wyleciały kępy pary wodnej. Uśmiechnąłem się do znikających obłoczków. Coś załaskotało mnie w łapę, podniosłem ją, uwalniając przy tym małe źdźbło zboża. Zmrużyłem ślepia wpatrzony jak drży na zimnym wietrze. Zamyśliłem się, nie wiem dokładnie co przyszło mi do głowy, ale była to dosyć nieprzyjemna myśl.
      Naglę dostałem konkretną śnieżką w pysk, ocknąłem się od razu.
- Dużo ostatnio myślisz. - ojciec zaśmiał się, Jego ciało parowało, musiał dopiero co zmienić postać na humanoidalną. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Czasem. - odparłem z lekkim uśmiechem. Podszedł do mnie i poklepał po łbie.
- No zuchu, wstawaj, ruszamy dalej. - dodał nie zatrzymując się, brodził w śniegu swoimi ludzkimi nogami, szybko go dogoniłem.
- Czemu męczysz się w tej postaci? - spojrzałem na jego wysoką postać.
- Tobie też radzę się pomęczyć, zaraz będziemy w okolicy miasta, tamtejsi mieszkańcy raczej nie przywykli do przerośniętych, czerwonookich owczarków. - posłał mi zadziorny uśmiech. Westchnąłem cicho i posłusznie przybrałem humanoidalną postać.
- Skoro już tak idziemy i idziemy, to może zdradzisz mi co nieco na temat tej całej zabawy? - zapytałem człapiąc się za Nim. Zatrzymał się i spojrzał na mnie srogo.
- Przede wszystkim musisz wiedzieć, że obok zabawy to nigdy nie leżało. Nie będzie łatwo. - obrócił się w moją stronę, a ja się zatrzymałem. Chyba czas na kolejną pogadankę, podczas podróży przez nasz tereny zaliczyłem już chyba ze cztery.
- No dobrze, a więc co mnie czeka? - zapytałem wzdychając. Pokręcił głową i uśmiechnął się pod nosem, zaraz jednak spoważniał.
- Musisz się grubo zastanowić czy tego chcesz. - z Jego oczu ciężko było cokolwiek wyczytać, w końcu jest niewidomy.
- Pewnie, że chce, w końcu taki sobie wybrałem cel w tym życiu. - zmrużyłem ślepia, miałem wrażenie, że ojciec chce się wycofać.
- A znasz skutki? - zapytał i ruszył dalej. Nie lubiłem tego, zawsze zadawał jakieś pytanie, które zbijało mnie z tropu i odchodził. Stałem zamyślony, dopiero po chwili otrząsłem się i ruszyłem biegiem za Nim, zdążył się dość mocno oddalić.
- Jakie są skutki? - zapytałem zasapany.
- Dokładnie nie wiem, ale chyba pamiętasz jak zapłaciłeś za ostatnią wiedzę co? - obejrzał się za mną.
- Dlatego spłonął las? - spojrzałem na niego, nadal zasapany. Kiwnął znacząco głową.
- Coś za coś, najwyraźniej On ceni sobie tajemniczość. - dodał i znowu ruszył dalej, pięknie. Ruszyłem za Nim.
- Czyli ukarał mnie za to, że się czegoś dowiedziałem? - chciałem być pewny.
- Można tak powiedzieć. Zapewne ma w tym jakiś cel. - znowu się zatrzymał - Jednak mam jakieś dziwne przeczucie, że za tą wiedzę jaką mam ci pomóc osiągnąć, zapłacisz o wiele więcej. To nie przelewki Baru. - spojrzał na mnie. - Jesteś pewny tego o co prosisz? - Spojrzałem w ziemię, prawdę mówiąc, nie, nie byłem pewny.
- Jak wielką cenę mogę zapłacić? - zapytałem niepewnie.
- Każdą Baru, jak zdążyłeś zauważyć On się nie ociąga, ma wiele złego na swoim kącie. - przełknąłem głośno ślinę.
- Dasz mi jeszcze trochę czasu? Muszę o tym pomyśleć. - spojrzałem na ojca, mój wzrok był zarazem zagubiony jak i proszący. Nie miałem pojęcia czy to wyczuje.
- Rozumiem. - położył dłoń na moim ramieniu. - Idź. - posłał mi uśmiech, chyba właśnie tego potrzebowałem. Chciałem odejść ale coś mnie zatrzymało. Spojrzałem jeszcze raz na Niego, również położyłem dłoń na Jego ramieniu.
- Dzięki Tato. - cofnąłem ją dosyć szybko, poczułem się dość niezręcznie przez te słowa. Zrobił jakby trochę zszokowaną minę. W takim stanie Go zostawiłem. Wyszedłem z zaśnieżonego pola na odśnieżoną dróżkę, włożyłem ręce w kieszenie i ruszyłem przed siebie. Rozmyślałem o ewentualnych karach jakie mnie sięgną za kolejną dawkę wiedzy. Jeszcze bardziej zaciekawił mnie cel tych kar. Do czego ten Pasożyt dąży? Od tych rozmyśleń oderwał mnie głośny jazgot, podniosłem wzrok i naglę zauważyłem, że jestem w jakimś mieście. Kamienne uliczki, stabilne, drewniane domy, donice z kwiatami na ulicach, roześmiani ludzie. Tak tłoczno, było tu dużo ludzi ale i dużo miejsca. Moja obecność nie uszła mieszkańcom na uwadze. Patrzyli się na mnie, oglądali się za mną. Na początku stwierdziłem, że zapewne wszyscy się tu znają, więc nowa twarz budzi nie małą ekscytację. Jednak...
- Oszalałeś! Mam ci przetrącić zadek?! - znowu zostałem wyrwany z zamyślenia, tym razem przez tajemniczego mężczyznę w tajemniczym, jak dla mnie, pojeździe. Wtedy zrozumiałem, że po prostu idę środkiem ulicy, dlatego wzbudzam takie zainteresowanie.
- Ops... wybacz, ja nie tutejszy. - odskoczyłem na bok i podrapałem się po głowie z zakłopotanym uśmiechem.
- Widać gołym okiem! - burknął do mnie i ruszył dalej. Co za nieprzyjemny gnojek. Zrobiłem kilka kroków w tył i znalazłem się na chodniku. Zawsze jakieś dziwne przygody w mieście. Obróciłem się  w wybrany przez siebie kierunek i... poczułem, że ktoś mnie obserwuje. Odwróciłem głowę, napotkałem na spojrzenie drobnej blondynki stojącej przy jednej z mniejszych uliczek, od razu schowała się w jej ciemny kąt, gdy zobaczyła, że patrzę w jej stronę. Wzruszyłem ramionami i poszedłem dalej. Po pewnym czasie poczułem zapach niedawno mi poznanego produktu. Alkoholu. Zainteresowany cóż nim tu tak obficie pachnie dotarłem do tutejszego "Smaczku Nad Sosenką". Intrygująca nazwa sprawiła, że zacząłem szukać jakiejkolwiek sosny w zasięgu wzroku. Z przykrością jednak stwierdziłem, że rosną tu tylko drobne brzozy. Logika ludzka była dla mnie dość nie jasna. Bądź co bądź, wszedłem do środka owego "Smaczku" i nos mi zaczęło rozsadzać. Tyle alkoholu i różnorodnych smakołyków w jednym miejscu w życiu nie czułem. Do tego strasznie rażące lampy i odór tytoniu. Chyba tylko ciekawość sprawiła, że zostałem tam na dłużej.
- Chodź do baru! - usłyszałem nagle. Do mnie? Kto chce iść do mnie? Kto mnie tu zna?
- Chcesz coś z baru? - znowu coś o mnie.
- Niezła dziś kolejka do baru. - zgłupiałem. Do mnie kolejka? Rozejrzałem się dookoła, przecież nikt obok nie stoi. Oj, co ja bym dał za obecność kogokolwiek bardziej oblatanego w tych całych ludzkich sprawach. Zdezorientowany chwyciłem pierwsze lepsze krzesło i usiadłem. Rozejrzałem się raz jeszcze, moim oczom ukazał się wielki napis "BAR". Spojrzałem na niego mrużąc oczy. Wtedy mnie olśniło i odetchnąłem z ulgą. Czyli to jednak nie o mnie chodziło. Zaciekawiony działalnością baru, wstałem i ruszyłem w jego stronę. Naglę po całym pomieszczeniu rozniósł się głośny pomruk, po chwili przeraźliwie miałczenie, a na bar wskoczył przerażony, wpatrzony we mnie, szary kocur. Poprzetrącał kilka szklanek i zwiał. W "Smaczku" nastała cisza, a wszystkie oczy wlepiały się w moją postać. Ktoś zaczął szeptać sobie na uszy, inni się szturchali.
- No, chyba trzeba postawić Panu kolejkę, zuchwały kocur trochę się poruszał dzięki Panu. - rzucił naglę barman. Starszy człowiek z grubym wąsem. Posłałem mu uśmiech pełen wdzięczności i ruszyłem w Jego stronę.
- Dziękuję bardzo, ale kieliszek wódki wystarczy. - usiadłem nadal zdezorientowany przy barze.
- Już się robi. - kiedy zaczął sięgać po alkohol, towarzystwo w środku znowu zaczęło prowadzić rozmowy i cisza błyskawicznie zniknęła.
- Proszę. - barman podał mi kieliszek, polał i sobie. - To za co? - zapytał. Podrapałem się po głowie. Ach, pyta o toast.
- Za... za te niewyjaśnione sprawy, aby były wyjaśnione. - podnieśliśmy kieliszki i chlup. Spojrzał na mnie.
- Matko... - złapał się za klatkę piersiową, aż wstałem z krzesła.
- A Panu co? - zapytałem.
- Mi? Ze mną wszystko dobrze, to Pan masz fioletowe oczy. Denaturatu za dużo czy jak? - Patrzył na mnie wystraszony. Miałem wrażenie, że zaraz mnie pogoni miotłą.
- Yyyy... - nie miałem pomysłu. Jak wytłumaczyć człowiekowi, że mam fioletowe oczy?
- Co ta młodzież ma dzisiaj za pomysły, jeszcze trochę i sobie rogi zaczną dorabiać. - pokręcił głową. Wzruszyłem ramionami.
- No, co zrobić. - na nic lepszego nie wpadłem.
- Mnie się podobają. - usłyszałem nagle obok siebie. Obróciłem głowę, to była ta blondynka, z rogu ulicy.
- To dobrze. - uśmiechnąłem się lekko. Odwzajemniła uśmiech. Miałem jakieś dziwne przeczucie, że coś z nią nie tak.
- Jesteś nietutejszy prawda? - zapytała. Kiwnąłem tylko głową. Jednak to chyba Jej nie zadowoliło.
- Tak. - odpowiedziałem więc krótko. Tym razem to Ona kiwnęła głową.
- To tak jak ja. - ponownie się uśmiechnęła. Przyglądałem się Jej, nadal czułem jakąś niepewność.
- Fajnie... - dodałem dość oschle i wstałem z krzesła.
- Może pomogę? - zapytała takim głosem, jakby koniecznie chciała kontynuować rozmowę.
- Niby w czym?
- Masz jakiś problem, prawda? - bardziej stwierdziła niż zapytała.
- Czemu miałbym opowiadać Ci o nim?
- Podobno obcym łatwiej się zwierzać. - wzruszyła ramionami.
- Możliwe, tyle, że ja mam wrażenie, że my się znamy. - zmrużyłem oczy. Dziewczyna panicznie się zaśmiała.
- My? Nie, nie, to niemożliwe, zapamiętałabym. - założyła włosy za ucho i spojrzała na mnie.
- Ta, jasne. - powiedziałem bez przekonania i ruszyłem do wyjścia.
- Czekaj. - usłyszałem kiedy byłem już na zewnątrz. Podbiegła do mnie.
- Tak? - ponagliłem ją.
- Myślę, że nie warto myśleć o najgorszym, pomyśl ile dobrego może się wydarzyć. - dodała wpatrzona we mnie jak w obrazek.
- O czym Ty mówisz? - zapytałem niepewnie, przecież nie zwierzałem Jej się z niczego.
- Ogólnie. - dodała pospiesznie. - Pomyśl o tym, może będzie pasować do Twojego problemu. - uśmiechnęła się, jednak uśmiech znikł kiedy spojrzała za mnie.
     Obejrzałem się, aby zobaczyć na co patrzy, niczego dziwnego nie zauważyłem, kiedy wróciłem do niej wzrokiem zastałem pusty chodnik.
- Tu jesteś. - usłyszałem głos ojca. - Zastanowiłeś się? - klepnął mnie w ramie.
- Tak - podrapałem się po głowie - Chyba tak. - posłałem mu uśmiech, odwzajemnił gest i ruszyliśmy w jedną z bocznych uliczek, ramię w ramię. Zaczął coś mówić, pierwsze kilka zdań uszło mojej uwadze.
"Nie warto myśleć o najgorszym, pomyśl ile dobrego może się wydarzyć" ... Trafiła z radą, nad wyraz dziwnie trafiła. Obejrzałem się za siebie, miałem wrażenie, że tam stoi. Nie stała.

CDN.

17 stycznia 2014

Notka Organizacyjna.

1. Rada stada
Kilka miesięcy temu Seth zaproponował stworzenie kilkuosobowej rady. Dzisiaj wracam do tego tematu.
Z racji, że Error nie daje znaku życia już od bardzo dłuższego czasu, blogiem i tak zajmuję się ja, a ogólnie stadem ja, Baru i Raksha, stwierdzam, że utworzenie takiej rady było by dobrym pomysłem. Potrzeba jakiegoś oficjalnego organu, zajmującego się stadem, który mógłby zarządzać wszystkim i do którego można by się zwrócić z prośbą czy zapytaniem.
Z tego co  pamiętam, ostatnim razem większość osób była za tym pomysłem i nie miała nic przeciwko wytypowanym osobom, jednak chciałam się Was jeszcze raz zapytać co o tym sądzicie i czy zgadzacie się na utworzenie takiej rady?

Pozostaje jeszcze sprawa Error - czy mam próbować się z nią kontaktować i zapytać się jakie jest jej stanowiska w tej sprawie, czy uznajemy, że nie było jej już tak długo, że nawet nie warto się fatygować? Ewentualnie jest możliwość pozostawienia jej na stanowisku alfy i utworzenia rady tak czy siak, ale nie wiem czy miałoby to jakikolwiek sens.

2.Konkurs na opowiadanie
Kolejna sprawa, to konkurs na opowiadanie - może mnie ktoś wtajemniczyć na czym stoimy? Bo zupełnie się nie orientuję. Kto już napisał swoją część, kto teraz ma pisać, czy w ogóle chcecie to ciągnąć?

3. Opowiadanie stadne
Następnie opowiadanie stadne, to powiązane z fabułą. Wiem, że takowe było, ale nie mam pojęcia, czy nadal trwa, czy już się skończyła. I w ogólnie nic na jego temat nie wiem. Także też bym prosiła o wtajemniczenie.

4. Ognisko/konkurs
Może ktoś miałby ochotę przygotować i zorganizować jakieś ognisko, albo mini-konkurs? Tak żeby wprowadzić tu trochę ruchu.

5. Szablon
Myślę, że wraz z nowym rokiem, moglibyśmy zmienić szablon bloga. Co o tym myślicie? Jeżeli jesteście za, to czy byłby ktoś, kto mógłby się tym zająć?

6. Zasługi
Sprawa plusów. Niestety nie jestem w stanie na bieżąco tego nadzorować, dlatego mam prośbę do Was, żebyście pilnowali plusów, które powinniście dostać i zgłaszali się tym w zakładce "Zasługi". Bardzo mi to ułatwi pracę.

7. Zadania do hierarchii
I tu znów chciałam poprosić Was o pomoc, a mianowicie o wymyślenie zadań do hierarchii. Jeżeli ktoś się trochę wysili i wymyśli jakieś zadanie, dostanie plusa za aktywność. c:

W tej chwili zapotrzebowanie jest na zadania dla:
Aldieb- Mag powietrza
Sunflower - medyk
Arjuna - mag wody, medyk, wojownik

(Jeżeli o kimś zapomniałam, to krzyczcie.)

8. Było coś jeszcze, ale zapomniałam co. :c Jak sobie przypomnę, to dopiszę.