Przekraczasz mistyczną bramę, okalaną bluszczem, korony liściaste osłaniają drogę, czyniąc ją ciemną i magiczną. Drzewa powykręcane, jak zatrzymane w tańcu, mgła jak oddech Boga, ciepło drzewca z ognia na środku polany, ukrytego w międzylesiu. W głębi grota, jaskinia skalna; półki i rozpadliny skalne są dla większości domem.


Stado:
♀: 10 | ♂: 4

Ogłoszenia:
- Mamy mały zastój, jednak blog nadal jest aktywny.
- Proszę zgłaszać się po zadania do hierarchii pod odpowiednią zakładką

Zapraszamy w Nasze szeregi!

Nieobecni:
- Tin
- Dalia

6 maja 2013

"Crazy is my life" ( na konkurs )


  Dzień był nadzwyczaj spokojny. Słońce pierwszy raz od kilku dniu postanowiło wychynąć zza zasłony chmur i obdarzyć wszystkich ciepłymi promykami. Wiatr niemal nie dawał znaku swej obecności, z rzadka poruszając zbłąkanym liściem czy płatkiem kwitnących drzew. Gdzieś w głębi lasu wolniutko płynął strumyk, nucąc własną melodię. Raksha kroczyła jedną z nieznanych ścieżek, jak to na kota przystało. Coś jej nie dawało spokoju. Dziwne uczucie, niepokój wymieszany z rozdrażnieniem. Lęk, który ściskał jej serce, chociaż nie widziała nie ani nie czuła niczego, co mogłoby być tego powodem. Przystanęła na chwilę, porażona niezwykłą myślą. Rozejrzała się, wciągnęła słodkie powietrze do płuc i postawiła uszy, nasłuchując. Nic, kompletna pustka. Oprócz lekkiego szumu strumyka, żaden inny dźwięk nie wybijał się ponad ciszę. Ptaki nie śpiewały, wiatr nie wygrywał swej ukochanej melodii, a leśne zwierzęta jakby nagle znikły, nie pozostawiając za sobą śladu. Las wydawał się mroczniejszy niż nocą, chociaż czuła ciepłe promienie na swoim grzbiecie, a lekki szum ciągle był słyszalny w tle. Tylko czy rzeczywiście był to strumyk?
   „Nie stój jak ten kołek”
  Irytujący głosik w jej umyśle postanowił jednak wyrwać kocice ze stanu bezgranicznego zamyślenia, kiedy próbowała rozstrzygnąć przyczynę nagłego opustoszenia lasu. Pokręciła łbem, strzeliła ogonem kilkakrotnie po bokach, po czym wznowiła spacer w sobie tylko znanym kierunku. Dziwaczne uczucie niepokoju towarzyszyło jej niemal przy każdym kroku, gdy nieświadomie zaczęła kierować się w stronę jaskini. Musiała zwalczyć wielką chęć na wyrwanie się do lotu, żeby uciec spośród drzew, które zawsze tak lubiła. Im dalej zagłębiała się w las, tym cichszy jej się wydawał, a jednak szum pozostał dokładnie taki sam. Miała wrażenie, że chociaż dopiero co wszystko zakwitło, to właśnie teraz umarło, a matka natura jakby wcale się tym nie przejęła.
  „Trochę jak zatrzymanie w czasie” zakpił nieznany głos.
    Po raz kolejny przystanęła, doznając nagłego olśnienia. Czyżby właśnie tego doświadczyła? Tylko dlaczego nigdzie nie widziała nieruchomych zwierząt, a liście mimo braku wiatru poruszały się na gałązkach?
  Nic dziwnego więc, że kiedy usłyszała nagły szelest po swojej lewej stronie, podskoczyła i ustawiła się w pozycji bojowej, szczerząc kły. Bezwiednie rozłożyła skrzydła, jeszcze dodając rozmiarów swojej umięśnionej sylwetce, a cichy warkot wyrwał się z jej gardła.
  - Wyluzuj Rokokosz – usłyszała rozbawiony głos dobrze jej znanego wilka.
  Gdyby mogła, pewnie zmarszczyłaby brwi. Podniosła się powoli, kiedy Asmo wyłonił się zza krzewu.
  - Jakim cudem cię nie usłyszałam? – mruknęła, mierząc go uważnie spojrzeniem, wyglądał dokładnie tak samo jak zawsze, a jednak coś wzbudziło w niej czujność. Czyżby chodziło o nagły wzrost głośności tego dziwnego szumu a może fakt, że nie wyczuła ciepłoty jego ciała?
  - Widocznie słuch już nie ten – odpowiedział wesoło, przechodząc na drugą stronę ścieżki i znów zagłębiając się w krzewach.
  - Czekaj – zawołała za nim, ale kiedy weszła pomiędzy gałęzie, wilka nigdzie nie było. Zupełnie, jakby rozpłynął się w powietrzu. Nieznośny szum wrócił do poziomu normy i znów tylko nieznacznie irytował, ciągle obecny gdzieś z tyłu podświadomości, na granicy zmysłów.
  Warknęła z irytacji, próbując nie podpalić najbliższego drzewa. Miała dziwne wrażenie, jakby ktoś zamknął ją w szklanej kulce i śmiał się do rozpuku z jej rozdrażnienia, bo nie miała pojęcia, że właśnie wpadła w niezłe tarapaty. Zabawne, doprawdy.
  „Lepiej poszukaj innych” zaproponował głosik, stając się nagle niebywale uprzejmy.
  Warknęła pod nosem coś całkowicie niezrozumiałego, po czym skierowała się prosto do jaskini, przyspieszając nieco kroku. Ciągle nie mogła pojąć, jakim cudem nie wyczuła ciepła od wilka, przecież każde żywe zwierzę mogła rozpoznać po temperaturze ciała, w dodatku sposób w jaki zniknął też wydawał jej się podejrzany, bo kto potrafi nagle rozpłynąć się w powietrzu? Pewnie rozmyślałaby o tym o wiele dłużej, gdyby nie szum, który nagle znów postanowił zagrać jej na nerwach. Stał się o wiele głośniejszy, a do tego doszło jeszcze nieprzyjemne dudnienie, przyprawiające o tępy ból w czaszce. Zwolniła kroku, próbując przeskanować otoczenie wzrokiem, ale niczego szczególnego nie dostrzegła. Las pogrążony w martwej ciszy, z lekka poruszające się liście, obrazek dokładnie ten sam co wcześniej. Dopiero, gdy stanęła na skraju niewielkiej polanki, a szum jeszcze wzmógł się, zaczęła coś podejrzewać.
  - Kay, jak dobrze cię… - zatrzymała się w pół słowa, gdy poczuła, a właściwie nie wyczuła żadnego ciepła, które ciało wilczycy powinno posiadać.
  Samica spojrzała na nią, przekrzywiając zabawnie pysk. Siedziała nad niewielką kałużą, w której jeszcze przed chwilę się przeglądała.
  - Cześć Raksh, dawno się nie widziałyśmy – powitała ją wesoło, jakby zupełnie nie dostrzegając konsternacji na pysku kocicy.
  - Też to słyszysz? – zapytała, prawie nie mogąc się skupić przez nieznośne dudnienie w czaszce, które skutecznie zakłócało wszelkie próby znalezienia rozwiązania dla tych przedziwnych zdarzeń.
  Wilczyca spojrzała na nią, jakby nie rozumiejąc.
  - Chodzi ci o ptaki? Rzeczywiście, ładnie śpiewają – stwierdziła, patrząc gdzieś w dal i uśmiechając się lekko, jakby do siebie.
  Teraz Raksha była pewna, że na jej pysku zagościł niezbyt piękny wyraz zdumienia pomieszanego z niedowierzaniem. Przecież ptaków w ogóle nie było widać, a tym bardziej słychać, chyba że nieprzyjemny ból nie pozwalał jej na usłyszenie śpiewu. Nie, to raczej nie możliwe z jej zmysłami. Tylko, w takim razie, dlaczego ponownie nie wyczuła charakterystycznego dla zwierząt ciepła?
  - Kay, chodzi mi o taki dziwny szum, jakby strumienia, ale trochę inny – wyjaśniła spokojnie, posyłając samicy nieco podejrzliwe, ostrożne spojrzenie.
  Tym razem to ona się zdziwiła, spoglądając na kotowatą z zaskoczeniem wymalowanym w ślepiach.
  - Nie. Dobrze się czujesz? – zapytała, jakby zaniepokojona stanem pantery.
 - Tak, tak, nie przejmuj się – odpowiedziała szybko, próbując wychwycić coś dziwnego w zachowaniu rozmówczyni.
  - To dobrze – mruknęła wilczyca, znów uśmiechając się błogo i tak jakby, nieobecnie? Ponownie zwróciła wzrok na kałużę i nie odezwała się już.
  Wmurowana w ziemię pantera przez dłuższą chwilę nie potrafiła się ruszyć, gapiąc się bezmyślnie w grzbiet samicy. Teraz już prawie nic nie rozumiała z tego, czego właśnie doświadczyła, czyżby był to wyjątkowo niezabawny żart ze strony członków stada? Jakoś nie mogła w to uwierzyć, tak pokręconego poczucia humoru to chyba nikt nie miał. A może był to tylko dziwny sen,  z tych które ostatnio często miewała? Tylko że ten był zupełnie inny i jakoś nie przypominał snu.
  Pokręciła pyskiem, odwracając się powoli, ale nie zaszła nawet kilku kroków, kiedy wreszcie poczuła znajome ciepło. Podniosła wzrok, a jej oczom ukazał się czarny basior. Przyglądał jej się uważnie. Przez chwilę nie wiedziała czy ma tylko zwidy, ale wyczuwalne ciepło dało jej jasno do zrozumienia, że wilk jest jak najbardziej prawdziwy, a kamień spadł z jej dręczonego niepokojem serca. Szum wyciszył się niemal całkowicie, a ulga stała się niemal natychmiastowa.
  - Rany, Baru, chyba jeszcze nigdy się tak nie cieszyłam z naszego spotkania – powiedziała szczerze, wypuszczając ze świstem powietrze i uśmiechając się lekko do samca.
  - W takim razie miło mi  – odpowiedział, również unosząc kąciki pyska, ale zaraz potem jakby się zamyślił, spoglądając gdzieś w dal za jej grzbietem. – Możesz mi powiedzieć, z kim rozmawiałaś? – zapytał, przenosząc na kocicę niepewny wzrok.
  Zmarszczyła zabawnie pysk, spoglądając na niego podejrzliwe.
  - Z Kay, przecież siedzi… - Odwróciła się, chcąc wskazać mu miejsce, w którym powinna znajdować się wilczyca, ale jej już tam nie było. Zniknęła, zupełnie jakby się rozpłynęła. - … tam – dokończyła, patrząc z niedowierzaniem na polanę.
  - Może miałaś na myśli siedziała? – podsunął wilk.
  Pokręciła pyskiem.
  - Nie, przecież nie mogła zniknąć w kilka sekund i to nie zostawiając nawet wgięcia na trawie – mruknęła. Polana pozostała całkowicie nienaruszona, nie licząc lekkich śladów po łapach pantery. Wcześniej nie zwróciła uwagi na to, że na trawie nie było żadnych tropów, a przecież powinna była to zauważyć.
  - Jesteś pewna, że ją widziałaś? – Baru zwrócił się do niej, wcale nie mając na myśli niczego złego, ale chcąc pomóc kocicy w rozwiązaniu zagadki, z którą próbowała się uporać.
  - Tak – odparła poważnie, spoglądając na wilka. Nie wiedziała czy jej uwierzył, ale teraz miała coś ważniejszego do roboty. – Spotkaj się potem ze mną w jaskini – poprosiła, patrząc na niego błagalnie.
  - Pewnie, skoro nalegasz. – Uśmiechnął się lekko.
  Skinęła pyskiem w podzięce i już mieli się rozejść, kiedy nagle coś ją tknęło, by się odwrócić.
  - Baru. – Spojrzał na nią. – Uważaj na siebie, mam wrażenie, że dzieje się tu coś dziwnego – dodała, a kiedy skinął na znak, że zrozumiał, mogła wreszcie odejść w stronę wcześniej obranego celu.
  Teraz już nie kłopotała się spacerkiem, a przyspieszyła i gnała przez cichy las, nie przejmując się, że pewnie słychać ją na kilka metrów. Wspomagała się skrzydłami, jak tylko mogła, by jeszcze przyspieszyć i poruszać się możliwie jak najciszej. Szum ponownie dał o sobie znać, kiedy tylko oddaliła się od wilka. Stawał się coraz bardziej uciążliwy w miarę, gdy zbliżała się do obranego celu, a kiedy wreszcie wybiegła na polanę i zobaczyła wejście do jaskini, nieznośny ból pulsował już nie tylko w czaszce, a w całym ciele kocicy.
  „To ci się nie spodoba” mruknął głosik w jej głowie, brzmiąc zupełnie, jakby nagle obawiał się jej reakcji.
  Przez chwilę nie wiedziała, skąd taka myśl, jednak kiedy tylko podniosła wzrok, jej oczom ukazała się bardzo znajoma sylwetka. Czarna pantera zbliżała się do niej powoli, uśmiechając się drapieżnie, a w jej fiołkowych oczach widniało szaleństwo. Raksha patrzyła na siebie, ale ta wersja jej samej była tą najgorszą, jaką mogła spotkać. Morderca.
  - Czego chcesz? – warknęła, napinając wszystkie mięśnie. Czuła się całkowicie wypompowana, jakby ból wyssał z niej wszystkie siły, ale nie miała zamiaru okazać słabości.
  - Jak to czego? Ciebie, rzecz jasna – odmruknęła tamta, zniżając się na łapach i patrząc na kocicę z lubieżnym uśmieszkiem. Szykowała się do ataku, a cała sytuacja wydawała się ją bawić.
  Raksha zauważyła, że jej odbicie także nie posiadało tej charakterystycznej ciepłoty. Czyżby właśnie rozwiązała zagadkę, nad którą tak się głowiła cały dzień? Ugięła łapy, rozkładając skrzydła, których tamta nie posiadała, i odsłaniając kły.
  - Będziesz musiała obejść się smakiem – warknęła i rzuciła się na… samą siebie? Zdążyła jeszcze zobaczyć pobłażliwy uśmieszek na pysku kotki, a zaraz potem jej pazury rozpruły miękkie ciało, które zdołało jej się wyrwać.
  Wściekły charkot wyrwał się z jej gardła, ale kiedy obróciła się do napastniczki, napotkała pustkę. Stanęła w miejscu, nagle nieruchomiejąc i ponownie odczuwając szok, który tego dnia był już stałym gościem jej umysłu. Szum zmalał, a ból w ciele i czaszce zredukował się do nieprzyjemnego pulsowania. Na polanie znów panowała niczym niezmącona cisza, a las wydawał się tak samo martwy, jak wcześniej. Wszystko było takie same jak jeszcze chwilę temu.
  Spojrzała na swoją łapę, ale nie dostrzegła nawet śladu krwi, która przecież powinna się tam znajdować, jeśli udało jej się zranić tamtą. Tylko, czy aby rzeczywiście jej się udało?
  - No to są chyba jakieś żarty – stwierdziła sama do siebie, rozglądając się po polanie, ale nie dostrzegła już nikogo. Cisza, jaka wtedy zaległa wokół niej, wcale nie była przyjemna.
  Ptaki nie śpiewały, a wiatr nie wygrywał swej melodii.


[Jednak udało mi się dzisiaj naskrobać notkę ;P Nic specjalnego, ale mam nadzieję, że pomysł w miarę dobry i da się go ciekawie pociągnąć. Jeśli ktoś poczuł się urażony, że postać została wykorzystana w notce, przepraszam, mogę poprawić. ]

3 komentarze:

  1. [ No, no, pomysł mi się podoba, już mam kontynuację, tylko napisze i będzie good. ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Dziękować. No to już się doczekać nie mogę, co wymyśliłaś.]

      Usuń
  2. Opinie, moją i reszty jury po zakończeniu konkursu, teraz milczę. Baru, masz czas do 11 maja. Dziękuję za napisanie części, Raksho.

    OdpowiedzUsuń