16 lipca 2013

Fioletowy trampek.

    Cicho wszędzie. Ciemno. Pośrodku niewielkiej polany płonęło ognisko, drzewa dookoła rzucały tajemnicze cienie, podobnie jak postacie kłębiące się przy palenisku. Wszelakie stworzenia, czy to wilki, wielkie koty, koniowate i te skrzydlate, cała rodzina przesiadywała, jak co tydzień, na polanie. Jedni rozmawiali, drudzy grali w przeróżne cuda, jeszcze inni zajmowali się sobą, niektórzy patrzyli w ogień, kontemplując stare dzieje.
    Wśród nich siedziałam ja; szara wadera o błękitnych ślepiach oraz obandażowanych łapach - pamiątce po dawnych czasach. Przyglądałam się każdemu z uśmiechem. Dzieci Słońca w Cieniu, jak ktoś rzekł. Dzieci Nocy. Każdy inny, a jednak wszyscy podobni, stanowiący jedną całość, rodzinę. Swojska atmosfera, jaka panowała w tym stadzie sprawiała, że każdy czuł się jak u siebie. Przeróżne istoty ściągały tutaj z czterech stron świata, przyciągani przez tajemniczą energię, pulsującą prosto z serca Lasu Śmierci. Ta energia... moc, uzależniała. Nim przybysz zdążył spostrzec, był w szponach nieznanej magii letnich nocy spędzonych na leśnej polanie wraz ze zwierzęcymi towarzyszami, po których wspomnienia pozostają w umyśle długo... o ile nie do końca życia.
    Podniosłam się; zamierzałam iść w głąb lasu, poszukać jakichś patyków do ogniska. Gdy nagle usłyszałam dziki wrzask z drugiego końca polany. Nastawiłam uszu, patrząc w tamtym kierunku. Destroy, Luna i Aspeney właśnie urządzały... orgię. Uroczo. A zaraz będą się wyzywać od najgorszych - dla żartów, oczywiście. A potem ktoś strzeli foszka.
    Asharad śmiał się wraz z Syriuszem. Asmodeusz przysłuchiwał się ich rozmowom. Przy ognisku siedziała Aldieb, ostoja spokoju, dobra duszyczka stada, Alpha. Kitsune pewnie zaszyła się gdzieś w krzakach, żeby zaskoczyć zboczącą się trójkę samic - widziałam ją ledwie chwilę temu, a teraz zniknęła mniej więcej w tamtym kierunku. Szera ułożyła się na głazie. Wzrokiem wodziła po towarzyszach. Midnight, Glola i Yuichi zainicjowali grę w butelkę. Słabo im to szło, ale zawsze jakiś początek.
    Uśmiechnęłam się do siebie. Z zarośli wyszedł Team oraz Tee z Jenną. Przywitałam ich skinieniem łba. Team zmienił postać na ludzką, zakradł się do Luny, która także stała się dziewczyną. Pocałowali się na powitanie. Aspeney i Destroy rzucały uszczypliwymi komentarzami w ich stronę.
    Pojawił się Seth. Kilka osób zamarło, inne nie zwróciły na niego uwagi, gdyż, po prostu, przywitał się i usiadł przy ogniu.
    Zmieniłam postać na człowieczą i usiadłam, wpatrzona w zgromadzonych. Robiło mi się ciepło na sercu, gdy miałam okazję widzieć ich wszystkich razem.
    Wtem zaliczyłam glebę. Korek! Połaskotał mnie i poleciał dalej, do Aspeney zapewne.
Nie miałam siły wstać. Leżałam tak, dopóki nie poczułam, że ktoś mnie obserwuje. Beliar. Młodzieniec podał mi rękę, pomógł się podnieść.
    - A czemu taka piękna dama wybiera się do lasu sama? - Szarmancki uśmiech, jak zawsze.
    - Jestem Strażnikiem Ognia. Musze nazbierać trochę... - zaczęłam tłumaczyć. Przerwał mi.
    - Nie musisz. Chooodź do ogniska. Poopowiadamy straszne historie.
    Poszłam. Resztę nocy spędziłam przy palenisku, z głową Beliara na swoich kolanach. A moje fioletowe trampki nieco przysmażyły się od szalonych płomieni, którymi manipulowała Hecate, ku uciesze Nikity.

***

    - Wiecie... jest w tym wszystkim coś, co sprawia, że ten las żyje. Coś, czego nie widać, co jest w nas. Znaczy...
    - Wiemy. - odparła Anaid. Nawet nie zauważyłam, kiedy przyszła. Pojawiła się tak nagle, podczas opowieści. Przyszedł też Acebir. Tulił An, swoją ukochaną. Uroczo było patrzeć na tę parkę. Niedaleko nich leżała młodziutka Fene. Drzemała słodko, otulona swoim długim ogonem. Aldieb cały czas miała ją na oku. Viera co rusz zagadywała Alphę, jakby chciała odciągnąć jej uwagę.
    Uśmiechnęłam się na słowa Anaid.
    - Zagrajmy w HOTN... - zajęczał Ash, który najwyraźniej zaczynał się nudzić. Mój kochany braciszek potrzebował sporo uwagi.
    - Ognisko gaśnie. - zauważyła Szera, która większość czasu siedziała cichutko. W ciągu chwili płomienie zostały podsycone prze kogoś, kto miał badyle pod łapą/ręką/kopytem/czymkolwiek.
Było już grubo po północy. Wiele osób udało się na spoczynek, pozostali najwytrwalsi, którzy opowiadali przeróżne historie. Nie obyło się też bez orgii, którą Aspeney, Luna i Destroy rozniosły na całą polanę i zaangażowały mniej więcej trzy czwarte obecnych.
    Czułam nad sobą obecność karego ogiera, Batisty. Ogromny, majestatyczny, stał nade mną i przysłuchiwał się gawędom. Pewnie nawet nie był świadom, że jego ogrom wywiera na mnie jakąkolwiek presję.
    Podskoczyłam z lekka, gdy usłyszałam obok siebie chrapnięcie. A potem drugie. To Mi-chan, Rozalia oraz Tiara spały, uwalone całe kisielem, którego była masa podczas orgii. Ba, była fontanna kisielu! Fragaria nawet wszedł do niej i pływał w tej brei. A potem biegał i ganiał Lady Killer, która, jak mówił Frag, będzie jego pierwszą ofiarą. Na szczęście... albo nieszczęście, Killer schowała się do mojego Magicznego Worka. A jak kilka osób wie... Worek lubi jeść. I wibruje, gdy zaczyna trawić. Z czego skorzystała Luna - usiadła na Worku i jęczała, jak głupia. Tiffany przyglądała się scenie z przerażeniem... Fakt, to było trochę straszne. Tym bardziej, że Destroy też chciała skorzystać.
    Teraz Lu spała w objęciach Teama. Niedaleko nich leżała też Suciune, która przez większość imprezy wolała się nie wychylać. Ale dała kilka pomysłów co do muzyki, którą organizowała Morana - DJ wieczoru. Sprzęt wytrzasnęły z... nie wiem skąd, nie chcę wiedzieć, ale było fajnie.
    Znad jeziora wrócił Membu. U jego boku szła Padma. Śmiali się w głos. Luna obudziła się i zaczęła ich karcić, że "drą mordy". Ucichli więc nieco, lecz nie stracili dobrego humoru. Niedługo potem z tego samego kierunku przybyła Arashi, która odłączyła się od grupy pod koniec orgii, gnana różnymi powodami. Po godzinnej nieobecności wróciła do nas z uśmiechem, zasiadła przy ognisku.
    - Dobra, ja kręcę. - rzekła Destroy i zakręciła butelką. Wypadło na Lunę. - Luna, HOTN?
    - Spier*alaj.
    - Ja Ci dam spier*alaj! HOTN?
    - O.
    - Obudź się i pocałuj trzy osoby, które są najbliżej Ciebie.
    Luśka rozejrzała się sennym. Wzorkiem, myśląc przy tym głośno.
    - Team, ok. Ireth... NIE MA MOWY.
    - JEST.
    - NIE.
    - Lubisz to sssuko - odezwała się Koga, posyłając Lunie miażdżące spojrzenie.
    A Ireth cieszył mordę do samego siebie.
    - Chodź tutaj, żono ma! Wszak rodzina Kowalskych musi kupy się reprodukować, coby ród nasz wieki przetrwał! Amen.
    Alethia palnęła Iretha w łeb.
    - Ja Ci dam reprodukcję...
    Kątek oka dostrzegłam, że Neban śmieje się z sytuacji. Rzadko kiedy się śmiał.
    - Całuj ich! - naciskała Desia.
    - Sama ich całuj. - odgryzła się Luna.
    - Cóż... masz jeszcze jedno wyjście.
    - Jakie?
    I tutaj Destroy rzuciła Lunie wibrator.
    - Pokaż nam jak się zadowalasz!
    W tym momencie Zoltan oraz Winussus stwierdzili, że wychodzą. Minęli się z Crystal Glace. Gdy inni ją ujrzeli, huknęli wspólnie "CEGIEŁA!"
    - Słyszałam coś o wibratorze. Gdzie on jest?

    Zawsze było fajnie.

***

    Palenisko wypełniał już jedynie popiół. Od wieli dni, w sumie. Całą noc spędziłam na polanie. Całą cholerną noc miałam zamknięte ślepia, a widziałam wszystko. Słyszałam śmiech, choć życia poza mną tutaj nie było.
    Uchyliłam powieki. Powoli nastawał świt. Bujna trawa, która pokryła niegdysiejsze połacie ziemi - miejsca posiedzeń zwierząt - skrzyła się, okryta poranną rosą.
    Cała, cholerna noc wspomnień.


15 lipca 2013

Drzewa mają oczy. Cz. III

Dzień 3:
Otworzyłem ślepia w środku lasu. Leżałem na ziemi i czułem mocne pieczenie w tylnej łapie. Podniosłem się powoli, byłem wykończony, nie wiem czym, nie pamiętam. Rozejrzałem się dookoła, to nasze tereny, nie wywiało mnie aż tak daleko. Chciałem ruszyć, wrócić na tą cholerną polanę, spróbować jeszcze raz. Jednak kiedy postawiłem kilka pierwszych kroków uczcie w łapie nasiliło się. Rozcięta, spojrzałem na nią, w tym momencie amnezja z spędzonej nocy ustała.

Wbiegłem wściekły w las, złość wzrastała wraz z moim tempem. Moje myśli zastępowały typowo zwierzęce instynkty. Kiedy wybiegłem za granice terenów poczułem dziwny zapach, niezwykle kuszący. Z cichym warkotem ruszyłem w jego stronę, doprowadził mnie on do ogrodzenia, drucianego ogrodzenia za którym poruszały się nieznane mi jeszcze zwierzęta. Moja obecność niezbyt im pasowała, zaczęły panicznie zbierać się w grupę i wydawać ostrzegawcze odgłosy. Spodobała mi się ta panika, uznałem je za potencjalne ofiary. Przy swoim wzroście bez problemu pokonałem przeszkodę przed moim nosem, w przeciągu kilku sekund byłem już za ogrodzeniem. Węszyłem w powietrzu i powoli zbliżałem się do wystraszonego bydła, które robiło coraz większy hałas. Nagle moją uwagę przykuło światło, oddalone o kilkadziesiąt metrów. Dom. A co to oznacza? Jeżeli jest dom to są i ludzie. Przypomniały mi się słowa Asharada, o tym jak to fajnie się ich straszy. Razem z tym wspomnieniem na chwilę wrócił zdrowy rozsądek.
"Masz zwierzynę w lesie"
Jednak tak szybko jak się pojawił, tak szybko i znikł. Dlaczego? Przed dom wyszedł człowiek. Poczułem jego woń, przestraszone bydło już zupełnie przestało mnie interesować.
Pamiętasz adrenalinę? - w głowie zabrzmiał znajomy głos - Idź do niego... - wyszeptał.
Z początku stałem w miejscu, po chwili jednak ruszyłem powoli przed siebie. Właściciel bydła szybko mnie dostrzegł, a raczej ruchy jakie wykonywałem, gdyż zlewałem się idealnie z otaczającym nas mrokiem. Krzyknął coś głośniej, a po chwili usłyszałem huk, rozbrzmiał wysoko w niebie, jakby burza, ale pachniało zupełnie inaczej, wrogo. Wystawiłem długie białe kły i ruszyłem nieco szybciej w jego stronę. 
Idź po swoją adrenalinę - podpowiadał głos - Dorwij go.
Usłyszałem kolejny huk i świst, coś przeleciało obok mnie, raniąc lekko bok. Obejrzałem się na ranę, kątem oka zobaczyłem las.
"Zostaw go, wracaj!" 
Usłyszałem rozkaz i zastygłem w bezruchu.
Baw się, dorwij go - znowu ta sprzeczka.
Usłyszałem kolejny strzał, pudło, ale było blisko, wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Bydło biegało jak oszalałe, ja stałem, on ładował broń. 
"Pamiętaj kim jesteś!"
Te słowa zadziałały jak lekarstwo, wyrwały mnie z zamyślenia, cofnąłem się kilka kroków i biegiem ruszyłem w stronę lasu, prosto na ogrodzenie. Wyskoczyłem wysoko, jednak tu siatka miała dodatkowe zabezpieczenie i zahaczyłem tylnią łapą o drut kolczasty. Lądując warknąłem z bólu, jednak to całe zamieszanie spowodowało, że uczucie to było tylko chwilowe. Usłyszałem po raz ostatni strzał kiedy wbiegałem już w las, nie zatrzymywałem się ani nie zwalniałem do puki nie przekroczyłem naszych granic. Dopiero wtedy pozwoliłem sobie na chwilę wytchnienia, po krótkim spacerze położyłem się i po prostu zasnąłem.

Mrugnięcie, kolejne mrugnięcie wyrwało mnie z tego wspomnienia, potrzepałem łbem i zamknąłem ślepia. Kompletnie nie wiedziałem co się dzieje, ale miałem jakieś cholerne przeczucie, że On chce mi coś zrobić. Tylko po co? Wkurzał mnie coraz bardziej.
- Nie dam się kapujesz? - powiedziałem przez zaciśnięte zęby i otworzyłem ślepia. Nie miałem ochoty na dalszą walkę z Nim, nie dziś. Jednak wcześniej wypowiedziane słowa dały mi do zrozumienia, że muszę. Nie mogę od tak Mu darować. Ruszyłem więc na polanę, gdzie miała odbyć się kolejna próba rozmowy.

CDN.

[ Już jestem i z tej okazji kolejna część opowiadanka, mam nadzieje, że zainteresowała. ]

11 lipca 2013

Organizacyjna po raz... nie wiem który

    Kolejna z ciągu organizacyjnych. Sporo ich ostatnio. Cóż, mam nadzieję, że wpływają korzystnie.

    Szablon uległ zmianie - kilkoro z Was tego chciało. Ostatecznie przekonała mnie Aldieb, która stwierdziła, że tamten z wilkiem "jest już długo i zrobił się nudny". Starałam się, więc proszę docenić. Jeśli szablon nie pasuje - mówcie. Postaram się wykombinować coś innego.

    Dodane zostały zadania do hierarchii.
   
    Zakładek na górze macie teraz więcej - może będzie bardziej przejrzyście.
  
    Pamiętnik zyskał szablon, w miarę go uporządkowałam, dałam kategorie tekstów, coby łatwiej się szukało. Aczkolwiek wymaga on jeszcze wiele wiele pracy. (367 postów na około 600)

    Lista obecności zostaje ominięta tego miesiąca, jak było wspomniane w poprzednich organizacyjnych. A to z racji wakacji i innych racji nie-wakacji.

    Jesteśmy po zlocie C: Notkę i zdjęcia macie.

    Wywiady - proszę osoby, które chcą je przeprowadzać o dorwanie kandydatów (Syriusza i Asmosia) na gg, chacie or whatever. Wywiady mają być zrobione na za tydzień. Wzór macie w starym WoHOTN


Dobrej nocy!