24 marca 2017

Coming home

Imię: Acebir
Wiek: Ponad osiem lat 
Urodzony w stadzie, HOTN jest dla niego prawdziwym domem, wychowywał się tutaj otoczony przez cudowne osoby, miał dużo ciotek i wujków, którzy potem stali się jego przyjaciółmi. Syn Stanleja i Tequili, matkę bardzo kochał, ojca właściwie nie poznał, odszedł ze stada za nim Acebir był w stanie z nim porozmawiać o życiu. Stanlej prawdopodobnie nie był jego prawdziwym ojcem, Tequila miała powiązania z wilkołakami. Jej ukochanym był Kalahi, syn Ibry. Ibra nawiedzała Acebira, jej stado i ona sama są bezwzględni w swoich działaniach. Ibrze urodziła się córka, Holiday. Holiday ugodziła Acebira kolcem przekazując mu chorobę powodującą nieustanną chęć picia świeżej krwi. Ciotka-Lalaita winiła matkę Acebira za wszystko co złe przytrafiło się w jej życiu. Pomimo niektórych epizodów z życia, był szczęśliwy. W stadzie odnalazł wszystko. Ukochaną, którą kochał ponad życie, adoptowanego syna. Popsuł to wszystko w jednej chwili i nie czuł potrzeby zostawania w stadzie dalej, nie potrafił zachować dawnej radości, nie odnalazł też ukojenia wśród przyjaciół. Jednak noc cały czas go przywoływała. Nie mógł mijać stada bez zatrzymania się chociaż na polanie. Bez przejrzenia co dzieje się w jego prawdziwym domu. Częste wizyty na polanie, zamieniły się w codzienność, zaczął spotykać Asha, dawnego przyjaciela matki, obydwoje potrzebowali tego stada. Niesamowitą radość sprawiła mu wiadomość,że stado powraca do życia. Krótko i na temat. 

Death is the life bill



Kto widział cierpienie?
Kto poznał cierpienie?
Kto doznał cierpienia?


Skąpana w bieli, z błękitem się przeplata.
Szarość oczu, przenikliwa jak mróz, który
w duszę twą się wwierca. Widzi każdy twój
grzech, brud pokrywający twoje serce. A
przynajmniej masz takie wrażenie. Miękko stąpa,
bez szelestu, choćby najmniejszego. Nie usłyszysz
jej, bo z wiatrem współgra. Jest jak biała dalia
rozkwitająca powoli i póki się jej nie zerwie,
nie więdnie. Odradza się na nowo, niczym pączek
na wiosnę. Kto ją poznał, wie że serce ma
dobre, a kto śmiały, by zagaić z nią rozmowę,
dowie się, że bywa porywcza.



Żywioł, który do płuc swych wpuszczasz i
uważasz za swojego przyjaciela, ona
traktuje jak brata. Igra w jej włosach
ognistych lub sierści śnieżnej. Szepcze
jej do ucha tajemnice lasu. Mówią, że
wiatr nie ma głosu, lecz to wielkie łgarstwo.
Trzeba się tylko wsłuchać, a powie Ci
wszystko. To straszna papla. Dlatego,
nie powierzaj mu sekretów, bo zdradzi
Cię w ułamku sekundy, każdemu kto zechce słuchać.

Życiodajne powietrze, co wypełnia twe płuca.
Cierpliwa ziemia, ta na której stąpasz.
Litościwa woda, która gasi twe pragnienie.
I ogień, co ciepłem swym Cię ogrzeje.

Podejdź! Bliżej troszkę. Ogrzej się w jej blasku.
Krzywdy Ci nie zrobi, nie zamknie w potrzasku.
Obdarzy Cię uśmiechem ciepłym, niczym pierwsze
promienie słońca. Melodią swego głosu ukoi
zszargane nerwy. Pod skrzydłem skryje
i pozwoli zniknąć. Płomienie ognia
przytrzyma z daleka, lecz odda Ci ich
ciepło, nie pozwoli w mrozie czekać.

Dwie strony medalu przekręcają się powoli
Dwa oblicza pokazują się do woli.
Znasz już na wylot tę stronę dobrą,
Lecz zło mieszka, czekając na porę dogodną.

Serce matki jest kruche, niczym filiżanka
z saskiej porcelany. Jej serce rozbiło się na
miliard kawałków, gdy syn jej
pierworodny zginął na jej oczach. Morze łez
wymyło cały lazur z jej pięknych tęczówek, pozostawiając
szarą, zamgloną toń. W rozpaczy i z tęsknoty za
synem ruszyła, bez słów wyjaśnienia, do samych
piekieł. Droga, choć długa i pełna wyrzeczeń, nie
była dla niej problemem. Pozwoliła uporać się
ze stratą, lecz nie pozwoliła pogodzić się z losem
jaki mógł spotkać Liama. Dotarła na miejsce,
lecz odeszła stamtąd odmieniona.

Kim jesteś?! 
Dalia Seron! Szukam syna!
Dawno już go tu nie ma. 




Dziś powraca taka sama jak kiedyś, lecz 
inna niż ją wszyscy pamiętają.


Partnerka Baru. Matka Hiacynta i Liama.
Z sercem posklejanym niedbale, z ostrymi krawędziami.

21 marca 2017

What's the matter with your head

KlakKlak
Kogo przygnało?
Zdziczały pies, mieszaniec kundla z wilkiem.
Biała sierść, czarne uszy, żółte oczy.
Nosi zieloną, poszarpaną chustkę.
Chłopczyca. Ponoć kobieta. 21 lat.
Najpierw robi, potem myśli. Ciągle pakuje się w kłopoty.
Nie może usiedzieć w miejscu.
Żądna przygód i nowych doświadczeń.
Ciekawska, wścibska, bezmyślna.
Niedoświadczona, głupia, smarkula. 
Miliony pomysłów. Jeden głupszy od drugiego.
Śmieje się tym głośniej im bardziej cierpi.

Vendela
Vendelka Vela Venka
Vel
Skacząca Niezdara Kaleka

GUWEIZ
Skąd przywiało?
Parszywe miasto z patologiczną rodzinką.
Zmuszona do ukrywania odmienności i wiecznej walki o skrawki.
Zamiennie człowiek i zwierzę - zależnie, co akurat bardziej się opłacało.
Nieakceptowana przez matkę, wyzywana przez brata.
Uciekła. Razem z dziewczyną.
Wpakowały się w tarapaty.
Na tereny HOTN przywędrowała sama.


Czy porąbało?
Łapy się plątały. Nie chciały iść w szyku, tak jak powinny, jedna za drugą. Zamiast tego robiły dziwne uniki i zygzaki. Kolejny raz wylądowała na ziemi, potykając się o własne kończyny. Zawyła z wściekłości, aż ptak zerwał się z gałęzi. Nadal leżała. Po chwili przeturlała się na grzbiet, wymachując łapami w powietrzu. Tak byłoby o wiele łatwiej chodzić. Pomyślała, wpatrując się w prześwitujące przez korony drzew chmury. Po co komu cholerna grawitacja. Odchyliła łepetynę do tyłu, by spojrzeć na wywrócony do góry nogami świat. O. Wyszczerzyła kły w uśmiechu, gwałtownym zrywem wracając do pionu. A przynajmniej taki był zamysł. Znowu się zaplątała i straciła równowagę. Och, nie-e. Poleciała. A konkretniej mówiąc, sturlała się ze wzgórza, hamując dopiero na jednym z wysokich pni. Podniosła się. Trzepnęła łbem. Zamrugała ślepiami. Jeszcze raz. Drugi. Znowu potrząsnęła głową. O, lepiej. No to... Wyjrzała zza chropowatej kory, przez moment nadal zamroczona. W końcu dostrzegła starannie ułożone palenisko. Umorusany pysk rozjaśnił uśmiech zwycięstwa. Gdzieś jestem!

trenchmaker
Opowiadania
Goniąc dwa króliki, nie złapiesz żadnego.
Gdzie jesteś biedronko?
___
Witam Wszystkich!

(W tytule fragment z Redbone - Come And Get Your Love)